iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Biznes / Nauka
+ - 7

Jak szybko i tanio zrobić z Polski drugą Szwecję?

31 01 2007 Uku Wolfowitz Artykuł był czytany 6141 razy
Źródło: http://johngushue.typepad.com/photos/uncategorized/vintage_tv_set_1.jpg
Źródło: http://johngushue.typepad.com/photos/uncategorized/vintage_tv_set_1.jpg

Polacy nie gęsi i swój język mają... I bardzo dobrze, tylko czemu nie znają innych języków? Czy tylko dlatego, że nie lubią wkuwać słówek? Powinniśmy więc ułatwić sobie sprawę i uczyć się podczas oglądania "Rocky".

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Czy ktoś mi może wytłumaczyć, dlaczego pewnych rzeczy w Polsce się po prostu NIE DAJE ZROBIĆ?

Ja rozumiem, że wybudować autostradę nie jest łatwo. Nie jest też łatwo zreformować służbę zdrowia, górnictwo, kolejnictwo i dziesiątki innych sektorów gospodarki. Trzeba się mocno namęczyć, żeby zwiększyć jakiś tam wskaźnik w gospodarce, nie zmniejszając jednocześnie innego, równie ważnego.

Podkreślam więc – rozumiem, że są rzeczy wielkie, arcytrudne, na których się nie znam, ale podejrzewam, że nie jest łatwo je zmienić, a dokładniej rzecz biorąc – poprawić. Istnieje opór instytucjonalny, twarda jak skała biurokracja, wszelkiej maści lobby, mniejsze bądź większe interesiki, niektóre zaś rzeczy są bardzo trudne do ogarnięcia i mają zbyt duża perspektywę czasową, żeby komukolwiek chciało się za nie brać. Mam jednak silne, nieopuszczające mnie wrażenie, że istnieje również cała rzesza zjawisk, które stosunkowo łatwo można rewolucyjnie, z korzyścią dla wszystkich odmienić. Nie trzeba do tego gigantycznych nakładów pieniędzy, wysiłku i wyrzeczeń całego społeczeństwa, czy wreszcie daleko idących zmian w przepisach, a jednak – mogłyby wiele dobrego przynieść.

Ot, takie ścieżki rowerowe. Co właściwie sprawia, że powstają tak powoli? A jak już powstaną, to często gęsto są wytyczone bez sensu, niedbale wykonane (nierzadko z niebezpiecznymi pułapkami po drodze), a zbudowane – służą jako parkingi dla samochodów i ubikacje dla psów. Dlaczego tak się dzieje? Dziwię się ogromnie, trudno mi bowiem wskazać jakąkolwiek grupę nacisku, która byłaby otwarcie wroga szlakom rowerowym w miastach (i poza nimi). Mało kto podważa chyba sens – infrastrukturalny, ekonomiczny, bezpieczeństwa rowerzystów i jakikolwiek inny sens budowania ścieżek. Firmy budowlane – dla nich budowanie ścieżek to przecież interes. Urzędnicy – im chyba jest wszystko jedno, czy budują ścieżki, czy chodniki, czy cokolwiek innego. Tzw. ogół społeczeństwa – nawet jeżeli nie wszyscy są zapalonymi rowerzystami, to chyba mało kto jest ewidentnie przeciwko rowerzystom, a raczej przeciwko ich bezpiecznemu i płynnemu przemieszczaniu się. Niby nikt, niby nic, a efekt jest, jaki jest.

Ale to chyba zły przykład – bądź co bądź wybudowanie ścieżki (albo przebudowanie chodnika, czy po prostu namalowanie pasa oddzielającego ścieżkę od chodnika czy jezdni) oznacza jakieś koszty, jakiś intelektualny wysiłek, którego nasza ojczyzna, umęczona i udręczona zaborami, okupacją, komuną oraz serialem „M jak miłość” znieść najwyraźniej nie może. A żeby to tylko samo budowanie! Trzeba remontować, pilnować, karać mandatami właścicieli samochodów i staruszki wyprowadzające swoje Pikusie. Jakby się zastanowić, to same kłopoty z taką ścieżką.

Mam jednak inny przykład, inną propozycję, która nie niesie za sobą żadnych dodatkowych kosztów, a dałaby nam wszystkim – tzw. społeczeństwu, czyli mi i Szanownym Czytelnikom – same korzyści. Nie trzeba by planować, reformować, nadzorować, wystarczyłaby jedna decyzja, a nasz kraj w ciągu kilkunastu lat osiągnąłby, przynajmniej pod jednym względem, poziom krajów skandynawskich czy Holandii. I to naprawdę – zaręczam, klnę się na honor i na Jowisza – za niewielkie pieniądze. I nie chodzi mi o masową reintrodukcję łosia czy oddanie Kampinosu i Białowieży pod uprawę tulipanów…

Jak uczynić nas podobnym przeciętnemu Szwedowi czy Norwegowi? Sprawa jest naprawdę prosta – wystarczy zastąpienie w telewizji lektorów przez podpisy.

Tak, podpisy. Tak drobna zmiana pozwoliłaby nam na nadgonienie – przynajmniej pod jednym względem – najbardziej rozwiniętych krajów naszego kontynentu. Przeciętny Polak spędza bowiem przed telewizorem kilka godzin dziennie, dzieci i młodzież spędzają przed odbiornikami naprawdę sporo czasu. Sporą część z chłamu, przepraszam, repertuaru, jakim karmi nas telewizja, stanowią produkcje z krajów anglojęzycznych. Czemu zatem tego nie wykorzystać do celów edukacyjnych?

Koszty – żadne. Tak czy owak telewizja musi kogoś zatrudnić, kto przetłumaczy tekst, a taniej jest chyba wrzucić przetłumaczony tekst po prostu na ekran, zamiast dawać lektorowi do przeczytania.

Korzyści – przeogromne.

Przeciwwskazań – żadnych.

Zadowoleni będą wszyscy.

Osoby głuche bądź słabo słyszące – z oczywistych powodów, będą bowiem mieli znacznie większy dostęp do telewizji.

Rzesze rodaków wyjeżdżających do pracy za granicę – znaliby przynajmniej podstawy angielskiego, tym samym znacznie ułatwiliby swoje życie. Sam angielski by się przydał; poza tym, jak wiadomo, znacznie łatwiej jest się nauczyć kolejnego języka, gdy zna się już jakiś, a więc łatwiej przyszłaby nauka niderlandzkiego czy francuskiego.

Poprawiłaby się alfabetyzacja Polaków – dla wielu naszych rodaków kontakt z podpisami w telewizji byłby chyba jedynym kontaktem z pisanym, poprawnym językiem polskim.

Każdy z nas, oglądając „Rambo III” lub „Życzenie śmierci VIII”, oprócz oczywistych walorów estetycznych, intelektualnych i etycznych, nauczyłby się kilku pożytecznych obcych słówek czy całych zwrotów. Młodzi Skandynawowie nie spędzają przecież nad nauką angielskiego szczególnie dużo czasu, tym niemniej nawet dziesięciolatkowie płynnie w tym języku mówią. Naprawdę, bardzo trudno jest w Skandynawii czy Holandii spotkać kogoś, kto nie zna angielskiego – i dotyczy to wszystkich grup wiekowych.

Jeśli ktoś się jeszcze waha, czy zgodzić się z moim (oczywiście nie tylko moim pomysłem), niech sobie porówna wyżej wymienione kraje z Niemcami. Nasz serdeczny, bliski sąsiad ma edukację na bardzo wysokim poziomie, temu chyba nikt nie zaprzeczy. Niemcy są solidni i zapewne robią wiele, żeby nauczyć się angielskiego. Niestety, w telewizji, tym centrum domowego ogniska, zamiast podpisów króluje (prymitywny) dubbing, czego efektem jest znacznie gorsza znajomość angielskiego wśród Niemców niż wśród ich sąsiadów z północy.

Przewaga, jaka z tego płynie, jest chyba dość wymierna i łatwo przeliczalna na pieniądze.

Wydajemy gigantyczne pieniądze na naukę języków obcych (i bardzo dobrze, że chcemy się ich uczyć), szkoły językowe (koniecznie ze słowem „Oxford” lub „Cambridge” w nazwie) są w każdym siole i przysiółku jak kraj długi i szeroki. MEN, czyli rząd, czyli podatnicy, czyli my, wydaje ogromne sumy na naukę – wcale nie nawołuję do porzucenia tego, wydaje mi się jednak, iż wielce sensowne byłoby wspomożenie nauki w szkole za pomocą taniego, łatwego i bardzo wydajnego narzędzia. Nie wymagałoby to przecież jakichś gigantycznych reform, nie sądzę też, żeby spotkało się z reakcją równie ostrą jak reakcje górników na reformy ich branży.
Jeżeli ktoś obawia się szoku – pozostają telewizje prywatne, którym przecież nikt nie może narzucić tego rozwiązania (chyba, że może – wtedy rząd powinien to zrobić). Poza tym można zacząć od kilku godzin programu dziennie, tylko na jednym kanale telewizji publicznej.

Podsumowując – jestem głęboko przekonany, że niewielkim kosztem (kilka podpisów, to właściwie wszystko) moglibyśmy osiągnąć bardzo duży efekt edukacyjny.

I teraz niech mi ktoś wytłumaczy – CZEMU TEGO NIE WPROWADZONO JUŻ JAKIŚ CZAS TEMU???




+ - 7

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , roman tyczny, Marek Heliński

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 17

1. roman | 15:30 31-01-2007

W sprawie napisów oczywiście się zgadzam. W Szwecji ten system sprawdza się bardzo dobrze. Ze ścieżkami to nie do końca wszystko takie łatwe. Znam ten problem, bo jestem rowerzystą. Ogólnie pozytywnie oceniam tekst

2. Krzysztof | 17:25 31-01-2007

Pomysł ciekawy, artykuł oceniam na plus, ale zapomniałeś o jednym... Znaczna część (jeśli nie większość) telewidzów to już ludzie starsi, nie mający zbyt dobrego wzroku ani wystarczająco dobrego telewizora, żeby czytać migające szlaczki na ekranie. Dla nich takie rozwiązanie byłoby nie do zaakceptowania. To nie kino, gdzie ekran ma parenaście metrów a litery pół metra wysokości. ;]

Pomysł mógłby się sprawdzić na cyfrowo nadawanych kanałach filmowych jeśli byłaby możliwość wyboru ścieżki dźwiękowej z lektorem lub bez.

3. Marian | 18:52 31-01-2007

Jestem za a emeryci ze slabym wzrokiem po prostu szybciej nauczą sie po angielsku......

4. Uku | 20:55 31-01-2007

OK, wobec tego wariant ulgowy - telewizja publiczna ma kilka kanałów (1, 2, 3 oraz TVP Kultura), wyrzućmy lektorów z połowy.

Spora część widzów to osoby słabo słyszące, jak choćby nawet moja sąsiadka, pani w wieku ok. 90 lat - nawet teraz słyszę, co ogląda...:)

A może by tak powołać ruch społeczny na rzecz tej zmiany? Kto jest za?

5. Sebastian | 07:57 02-02-2007

Sensowne.

6. Tomasz Łukasz | 00:48 09-02-2007

pomysł - dobry jak najbardziej ...



co do samego artykułu, to rewelacyjnie napisany.

Bardzo ładnie.

7. Uku | 00:20 11-02-2007

"Rewelacyjnie napisany"? Powiedz to mojej dziewczynie:) Może wreszcie przeczyta...sam jej powiem:(

Właśnie kupuję mieszkanie i obiecuję - wkrótce - miażdżący, druzgoczący i przytłaczający artukuł o tym zagadnienu.

8. Piotr | 16:34 12-02-2007

Pomysł jak najbardziej słuszny i znany z innych krajów. Niestety myśle, że u nas spowodowałby zdecydowany opór "pewnych środowisk". Już słysze te moherowe oburzone głosy: że układ zabrał nam nawet nasz język z telewizorów! że oto dokonuje się mord na naszej kulturze narodowej (no bo jak można oglądać wspomnianego przez autora "Rocky'ego w oryginale), że to kolejny spisek itd. Telewizja która by taki pomysł wprowadziła z miejsca dstałaby miano żydo-masońskiej, o ile już takiego miana nie ma.

Pomysł który opisał autor zrobiłby również dużo dobrego naszym "elitom" rządzącym. Może zaczęliby choć troszke po angielsku.

9. Anna | 11:55 16-02-2007

Muszę się zgodzić z tezą. Niestety obiawiam się, że zmiana przyzwyczajeń Polaków mogłaby być trudna.

Sama spędziłam ostatnie pół roku w Holandi, a każde lato spędzam w Szwecji. Gdyby nie to, że szczęśliwie dla mnie oba kraje mają napisy, nie mogłabym nic w telewizji obejrzeć.

Tak właśnie niestety ma u nas osoba z zagranicy. Zostaje jej tylko kino - tu na szczęście jesteśmy lepsi od np. Niemców. Za to nasz pomysł lektora jest znany w Europie...i wzbudza rozbawienie. Nikt nie może zrozumieć jak to działa, że dialogi kobiece czyta na przykład mężczyzna.

Podsumowując, myślałam ostatnio o tym samym i popieram, choć oczywiście musiałoby to być stopniowo wprowadzane.

Co do starszych pokoleń to jest wiele filmów polskich, seriale też są krajowe i wszystkie teleturnieje - więc i tak byłoby co oglądać.

10. Monika | 09:58 17-02-2007

Jestem za. Mam rodzinę w Szwecji i sami przyznają, że telewizja z napisami pozwala od najmłodszych lat przyswajać sobie obcy język.

11. Marek | 14:46 27-02-2007

Jak najbardziej 'ZA'.

Nawet mając w domu pakiet cyfrowy Aster (HBO, CineMax, etc.) nie jest łatwo upolować czegoś, co się da posłuchać w oryginale.

:o(

12. Łukasz | 16:47 25-03-2007

Fajny ten pomysł z napisami, może to wreszcie wymusi robienie polskich filmów i seriali.

13. Marek | 13:39 27-09-2007

Trochę długi wywód prowadzący do tej konkluzji.
Swoją drogą z technicznego punktu widzenia chyba na dzisiaj nie ma problemu z możliwością wyboru: podpisy? dubbing? both? :o)
Patrz DVD - nawet można sobie wybrać wersję językową.
Rozumiem natomiast, że chodzi o 'wymuszenie nauki' na społeczeństwie?
;o))

14. Uku | 12:12 05-10-2007

Nie ma problemu z punktu widzenia techniki - OK. Tyle tylko, że polskie telewizje nie dają widzom wyboru.

15. Paweł | 20:53 22-11-2008

...nasuwają mi się dwie kwestie: co ze słabo widzącymi?

I kolejna: większość naszych rodaków, ogląda TV jako towarzysza do innych czynności, napisy wymagałaby więcej uwagi, przez co trzeba byłoby się bardziej skupić. Albo obiad, albo TV, albo szydełka i krzyżówka, albo TV. Pozostałyby tylko reklamy (NIE WIERZĘ, aby reklamodawcy przystali na proszek ariel z napisami, który dopiera plamy!), co by wyczuliło nasze umysły jeszcze bardziej na reklamową sieczkę. ;) Pomysł dość utopijny. Ale warto myśleć :) Może kiedyś wymyślimy w Polsce drugie Volvo :)

16. Paweł | 20:55 22-11-2008

małe sprostowanie: komentarz ten dotyczył pomysłu napisów w jęz. polskim ;)