iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Biznes / Nauka
+ - 9

Kawuś i struś - czarna wizja szkoły

22 05 2006 Adam Marek Artykuł był czytany 5065 razy

Problem dzisiejszej szkoły bierze się z ignorancji urzędników, którzy nie pomyśleli, że dawno trzeba było wprowadzić testy psychologiczne dla kandydatów na studia pedagogiczne i psychologiczne, wskazujące czy dana osoba ma predyspozycje do pracy w tym zawodzie. Niestety nie stało się tak i dziś, oprócz wielu tysięcy pedagogów z powołania, można znaleźć w tym jakże odpowiedzialnym zawodzie ZBYT WIELE czarnych owiec

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Problem dzisiejszej szkoły bierze się z ignorancji urzędników, którzy nie pomyśleli, że dawno trzeba było wprowadzić testy psychologiczne dla kandydatów na studia pedagogiczne i psychologiczne, wskazujące czy dana osoba ma predyspozycje do pracy w tym zawodzie. Niestety nie stało się tak i dziś, oprócz wielu tysięcy pedagogów z powołania, można znaleźć w tym jakże odpowiedzialnym zawodzie ZBYT WIELE czarnych owiec. Jednak określenie to może być zbyt drastyczne dla czytelników, więc zastąpię je dwoma innymi: nauczyciele kawusie i nauczyciele strusie – to brzmienie jest zdecydowanie mniej obraźliwe.
Nauczyciel kawuś. Skąd wzięła się w mojej głowie ta definicja? Jeszcze podczas studiów w Katowicach, miałem przyjemność uczestniczyć w wykładach wspaniałego człowieka i znakomitego pedagoga – Pana dra Kazimierza Gorzeloka. Podczas zajęć, ten niepospolity nauczyciel, wielokrotnie uczył nas jak spełniać zadanie, do którego zostaliśmy powołani – jak uczyć i wychowywać, jak postępować, aby dziecko czuło, że komuś zależy na Jego losie, aby potrafiło zaufać i powierzyć swoje problemy. W trakcie owych wykładów właśnie, padły słowa, które były przyczynkiem do powstania tego sformułowania. Nauczyciel, to osoba, która pracuje w określonym i nader specyficznym środowisku dzieci. A dzieci to nikt inny, jak „mali” ludzie, którzy mają swoje problemy, nie zawsze mniejsze od dorosłych. Wiele osób zniża rolę szkolnictwa, szkoły i nauczycieli do funkcji stricte dydaktycznej, a przecież w świecie dzieci czy młodzieży, dzieje się tyle rzeczy, że można by obdarować pracą wychowawczą wszystkich ludzi żyjących od zarania dziejów. A jak postępują nauczyciele kawusie? W przeważającej większości, w jedynym poza okienkami wolnym czasie - podczas przerw, zamiast pomagać młodym ludziom w problemach, rozmawiać z nimi, pomagają zaspokoić swoje pragnienie. Dobrze, że w innych zawodach co 45 minut nie ma przerwy na kawę, bo wzrost gospodarczy kraju byłby jeszcze mniejszy. Być może w tej chwili przejaskrawiłem całą sytuację, ale uczyniłem to specjalnie, aby uwypuklić problem, przez wiele osób niezauważany. Moje stanowisko jest jednoznaczne. Kawa, herbata? Jak najbardziej, ale podczas jednej przerwy. Pozostałe wolne chwile międzylekcyjne powinny być przeznaczone dla dzieci, bo w końcu dla nich nauczyciel pracuje. Kto ma dać przykład młodym ludziom jak żyć w dzisiejszym świecie, pełnym przemocy i walki o znalezienie swojego miejsca? Jedni będą twierdzić, że to rola rodzica, a inni, że nauczyciela. Moim zdaniem rację mają obie strony. Od współpracy rodziców i grona pedagogicznego zależy bardzo wiele. Czas uderzyć się w piersi i powiedzieć, że ostatnie kilkanaście lat przespaliśmy i należy zacząć nadrabiać zaległości, póki jest czas.
Nie twierdzę, że w każdej szkole jest tak samo. Jednak sygnały, które ostatnio każdy telewidz w naszym kraju mógł odebrać, oglądając wszystkie najważniejsze programy publicystyczne, są bardzo niepokojące. Cóż dziecku po znajomości Twierdzenia Pitagorasa lub sprawnym operowaniu polską ortografią, jeśli nie potrafi poradzić sobie z własnymi problemami. Gdy ów młody człowiek będzie poszukiwał odpowiedzi na pytanie „Co zrobić, żeby pogodzić się z najlepszym przyjacielem?” lub „Jak odmówić, kiedy kolega namawia do alkoholu”, nie pomoże mu formułka mówiąca, iż „suma kwadratów boków przyprostokątnych jest równa kwadratowi boku przeciwprostokątnemu”. On będzie potrzebował pomocy, On będzie szukał wyciągniętej dłoni osoby dorosłej – rodzica, nauczyciela, która przeprowadzi Go przez trudny okres życia. Mam świadomość, że nauczyciel poza pracą w szkole ma wiele obowiązków – rodzina, dom itp., ale jednak powinien włożyć wiele serca w swoją pracę, gdyż jest ona związana z dorastającymi ludźmi, a nie zwierzętami czy przedmiotami.
Nauczyciel struś - osoba chowająca głowę w piasek, uciekająca przed problemami, prawdopodobnie martwiąca się, że nie będzie potrafiła pomóc uczniowi w trudnej chwili, lub też bojąca się agresji ze strony uczniów, którym mogłaby zaleźć za skórę swoją interwencją. Żeby tak naprawdę poczuć istotę problemu, należałoby przez kilka miesięcy zaobserwować życie dowolnej szkoły, zwyczaje w niej panujące przed, w trakcie i po lekcjach, a przede wszystkim w czasie przerw międzylekcyjnych. Dlaczego? Otóż większość z nauczycieli to kobiety. Z kolei młodzież w 2, 3 klasie gimnazjum to już wyrośnięci, czujący się bezkarnie osobnicy, którzy wchodząc do toalety by zapalić, nie boją się, że nauczyciel wejdzie i zaglądnie, nie mówiąc o upomnieniu czy naganie. Mają przewagę „siły”, przynajmniej w ich mniemaniu. Im nie straszne są tzw. „ustawki” czy „bojówki”. I znowu przypominam, że nie można generalizować. W końcu „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz” - wszystko zależy od nas, dorosłych. Są szkoły, które są wzorem i potrafią zapanować nad młodzieżą, ale jaki jest ich odsetek...? Gdyby zrobić ankietę i zapytać, ile razy uczniowie zwracali się do wychowawcy z konkretnym problemem ( np. mówiąc o koledze, który im dokucza ) i czy uzyskali pomoc, jestem przekonany, że więcej niż połowa stwierdziłaby, że ich wychowawcy „nie interesują takie błahostki, a po drugie nie powinno się skarżyć” . Ot przykład paranoi, o której już nieraz opowiadali mi uczniowie. Najlepiej nie widzieć problemu, może sam się rozwiąże. Po co sobie robić kłopot, wzywać rodziców, tracić czas, a co najważniejsze, psuć dobre imię szkoły! Broń Panie Boże! Przepraszam w tym miejscu wszystkich pedagogów z powołania, którzy wiedzą, dlaczego wybrali swój zawód...
Innymi błędami dzisiejszej szkoły w moim mniemaniu są m.in. zmiana dokonana kilka lat temu, wprowadzająca szkoły gimnazjalne, przepełnienie klas, w których liczba osób waha się pomiędzy 27 – 32, zbyt napięty program nauczania, brak specjalizacji w 2 i 3 klasie gimnazjalnej ( przykład fiński ) oraz brak pomocy ze strony Państwa w zakresie zaopatrywania w pomoce dydaktyczne. Ja wiem, że Finlandia jest mniejszym Państwem, ale ma też i mniej mieszkańców, od których ściąga mniejsze podatki, więc jak to jest, że tam każdy uczeń ma sfinansowany przez Państwo komplet podręczników do każdej klasy! Może u nas, zamiast pójść w kolorystykę i różnorodność podręczników, powinniśmy mieć dwa, trzy do wyboru, a firmy za podpisanie kontraktu, udzielałyby zniżek Państwu? Nie ma pieniędzy w budżecie? Na początek proponuję obciąć połowę diet poselskich i przeznaczyć pieniądze z akcyzy na papierosy oraz alkohol, w końcu przez niego wiele rodzin się stacza...





+ - 9

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

, , Kasia Sendorek, kubas kalka, Piotrek Rybałtowski, Aga burza

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 9

1. Maciek | 03:39 27-05-2006

1) żaden test w kórym są odpowiedzi a,b,c,d nie jest w stanie wskazać, czy kandydat na studia będzie dobrym nauczycielem. Zresztą studenci polonistyki, historii, geografii itp wybierają sobie specjalizację pedagogiczną dopiero na 3 roku, więc są już na tyle myślący, żeby wiedzieć czy to dla nich czy niekoniecznie.
2) To takie straszne, że nauczyciel pije kawę przez 15 minut zamiast zajmować się problemami uczniów? No to jak powinien się zachowywać. Podchodzić do uczniów na korytarzu i pytać co słychać i czy przypadkiem nie mają problemów? Dawać 15 minutowy wykład o antykoncepcji/przygotowaniu do życia w rodzinie/alkoholu/papierosach na każdej przerwie?!
3) Nauczyciele/wychowawcy nie chcą słuchać o problemach ucznia? Wręcz przeciwnie to uczniowie nie chcą im o tym mówić. Wg ankiet nauczyciel jest ostatnią osobą do której zwracamy sie o pomoc.

2. Adam | 11:42 27-05-2006

Nauczyciel powinien być dla ucznia, powinien pokazać, że ma otwartą dłoń, chętną do pomocy. Uczniowie nie chcą mówić nauczycielom o swoich problemach, gdyż im nie ufają, uważają bowiem, że są nauczycielami 45 minut, a później niczym św. Mikołaj zdejmują swoją brodę i są kimś całkiem innym. Ponadto przerwa jest jedną z nielicznych chwil, gdy nauczyciel może proozmawiać z uczniem o problemach, gdyż podczas lekcji zobowiązany jest realizować materiał dydaktyczny. A Ty niestety jesteś zaślepiony swoimi poglądami i nie widzisz pewnych prawd. Dla Ciebie to rodzina powinna wychowywać. Proponuję jeszcze raz się zastanowić nad życiem ,włączyć telewizor, posłuchać kilku wydań dziennika telewziyjnego, popracować trochę w zawodzie nauczyciela i dopiero wówczas wypowiadać się na ten temat. Adam

3. Adam | 13:44 28-05-2006

Uwielbiam steki, więc się nie obrażam :). A odnosząc się do komentarza, uważam, że:
1. lepiej poddać kandydatów testom, niż nic nie robić
2. To, że pije kawę nie jest straszne. Straszne jest to, że pije ją często, gęsto co przerwę, a w trakcie lekcji nie ma możliwości rozmowy na trudne tematy, gdyż nauczyciel musi realizować program edukacyjny.
3. Uczeń nie chce mówić nauczycielowi o problemie, gdyż ów pedagog stracił u niego autorytet - bo jeżeli nawet znajdzie czas na wysłuchanie, to rzadkością jest, że pomaga, a co gorsze, często powierzony problem przekazuje dalej w pokoju nauczycielskim i po kilku dniach, wie o nim cała szkoła. Dlatego też uczeń nie potrafi zaufać.
Proszę najpierw posłuchać wiadomości, poczytać gazety, przejść się do szkoły, a później referować poglądy, że od wychowania jest stricte rodzina. Szkoła jest również od tego, a nauczyciel nie może być świętym mikołajem który po 45 minutach lekcji zdejmuje brodę...

4. Karolina | 23:11 01-06-2006

Szkoła powinna być wymagającym partnerem Rodziców w wychowywaniu dzieci. Tyle tylko, że to od Rodzicow i wychowania zależeć będzie, jak dzieci "poddadzą się" wychowawcom. Błędne koło, choć wierzę, że uda mi się mojego Syna nauczyć co dobre, a co złe, poświęcając mu wiele czasu, co wiąże się ( i tu szczerze mówie: niestety) z rezygnacją z obiecującej pracy zawodowej na jakiś czas. Na szczęście stać mnie w tej chwili na taki krok, niektórzy mogą nie mieć wyjścia i dlatego dzieci ich musza sie same wychowywać. Takich rodziców nie wolno nam oceniać negatywnie. Mam nadzieję, że mój Syn będzie umiał postawić się kolegom, ktorzy bedą nadszarpywać autorytet szkoły i nauczycieli lub przejść obok tego obojętnie, mając z domu wykształcony, silny "kręgosłup". Życzę tego Jemu, sobie i wszystkim wychowującym Młodym Rodzicom :)

5. Łukasz | 14:41 07-06-2006

Nie podoba mi się ten artykuł.
Zbyt oczywiste są w nim wady szkolnictwa, grzechy nauczycieli czy ich powinności. Zbyt łatwo szermuje się radami. W zestawieniu ze stylem, jakim raczy nas Autor, dajeto bardzo naiwnie brzmiącą mieszankę.
Czytając artykuł, odnosi się wrażenie, że jego autor radziłby „młodemu człowiekowi” pytającemu „jak odmówić, kiedy kolega namawia do alkoholu” (swoją drogą, już widzę tę sytuację...) odpowiedzieć, że „nie musisz pić, aby być dorosłym; okażesz godną podziwu dojrzałość, jeśli odmówisz...” (etc.). Otóż tak się w szkole mówi - i właśnie przez wzgląd na takie pogadanki uczniowie doprawdy nieczęsto widzą w nauczycielu mistrza i partnera. Co więcej, obawiam się, że żadne testy tego nie zmienią.
Ani, tym bardziej, ograniczenie przerw na kawę do jednej.

6. Mitsue | 11:30 19-06-2007

jeśli nauczyciel chce pomóc - to znajdzie na to czas i-pomoże. Pamiętam, że u siebie w szkole na 12-13 nauczycieli uważałam jedynie dwójke za uczciwych kompetentnych ludzi - z którymi mogłabym porozmawiać w razie problemu.

Również uważam, że powinny być testy i rozmowy kwalifikacyjne. Większość ludzi zwyczajnie nie nadaje sie na pedagoga. Jeżeli natomiast spojrzeć na rankingi - to pedagogika plasuje sie w czołówce (a bywa i 1) najchetniej wybieranych kierunków.
Pozdrawiam

7. Zbigniew | 21:16 15-08-2007

Ciekawy przykład jak ważny problem - jakość szkoły - może zostać zagadany. Zarówno autor jak i dyskutanci nie dostrzegają podstawowych problemów:
1. Testy badające osobowość człowieka i jego predyspozycje do zawodu nauczyciela byłyby może i dobre (chociaż nie na pewno) pod warunkiem, że do tego zawodu byłby tłum chętnych. Niestety, przy obecnych zarobkach jest tłum chętnych, ale głównie tych, którzy nie załapali sie do innych branż. W tym zawodzie, podobnie jak w każdym innym, pieniądze są niezmiernie ważne. Moi studenci zdobywają uprawnienia pedagogiczne na wszelki wypadek, gdyby im nic innego nie wyszło - i mają 100% racji (przy obecnych zarobkach w oświacie).
2. Wychowanie to obowiązek rodziny. Szkoła tylko może pomagać, ale nic nie zrobi w przypadku całkowitej indolencji i bezradności rodziny i władz, które deprecjonują wartość nauki i wykształcenia.
3. Postulat specjalizacji w gimnazjum - a to kuriozum, które pierwszy raz widzę. Już wyobrażam sobie 14-latka, który wie, że chce być specjalista od wpływu faz księżyca na rozrodczość słoni. Wystarczy nam zamieszania z głupimi i niepotrzebnymi specjalizacjami w liceach ogólnokształcących. Specjalizacja to sprawa wykształcenia zawodowego (także na poziomie wyższym) a nie ogólnokształcącego.
4. Giertychowy pomysł tanich podręczników jest tyle samo wart co wszelkie pomysły na coś taniego, a nawet bezpłatnego. Jest miły dla ucha, ale nie uwzględnia realiów. Człowiek nie ceni i nie poważa tego co dostaje za darmo, co mu przychodzi łatwo, co zbyt tanie. Mamy zakodowany stereotyp tani = bezwartościowy. Edukacja to inwestycja i musi kosztować.

8. Tomek | 07:09 28-10-2007

Są kraje gdzie taka specjalizacja istnieje. Autorowi zapewne chodziło o specjalizację konkretnych przedmiotów, a nie szczegółową ( wpływ faz księżyca na rozrodczość słoni ? - Panie Zbigniewie, cóż to ? ). W takim zakresie się zgadzam, są przedmioty, które powinny się kończyć w gimnazjum. W tym wieku młodzi ludzie wiedzą czy wolą muzykę czy technikę, fizykę czy biologię.

9. Mitsue | 01:46 28-11-2007

1- jeśli jest aż tak mało chętnych - w co wątpię(w samej tylko warszawie są aż 3 uczelnie publiczne oferujące studia pedagogiczne, w tym APS- i jakoś nie narzekają na brak chętnych) - to uważam, że można by było wprowadzić coś w rodzaju certyfikatów dla nauczycieli, dzięki którym można by było zmusić pozostałych do chociażby dokształcania się.
2- tak powinno być.. Niestety rzeczywistość jest inna. Jest mnóstwo dzieci zostawionych samych sobie. Jeśli już na początku znajda oparcie w innych ludziach, to później nie będą tak pokręceni w dalszym życiu. I to jest oszczędność dla państwa. Z kolei niezaprzeczalnym faktem jest, ze nawet dziecko posiadające wspaniale warunki w domu, idąc do szkoły zasługuje nie tylko na wykładowcę, ale i na PEDAGOGA, który będzie umiał dostosować odpowiednie środki motywujące do nauki (np. nie każdego motywuje jedynka ze sprawdzianu...)
3- osobiście z gimnazjum niewiele wyniosłam. Miałam dobrą podstawówkę i gimnazjum to była słabsza powtórka tego, co w podstawówce. Dlaczego słabsza? Bo na większości lekcji było okropne zachowanie ludzi. I niski poziom.

Uważam, ze na etapie gimnazjów powinna zacząć się selekcja. Polowa ludzi, którzy trafiają do gimnazjów to skończeni idioci, chuligani, często imbecyle. W gimnazjach dostają zawsze 2 na świadectwo, bo gimnazja chcą się ich pozbyć. Nauczyciele nie chcą ich zbyt długo widzieć. To jest straszne.

Osobiście byłam królikiem doświadczalnym. I już na etapie 1 klasy przeżyłam szok. Na 30 osób było może 5 czytających lektury. Może 10-15 w ogóle chciało się czegokolwiek uczyć. Po co resztę zmuszać do nauki? W imię, czego...!!! Jeśli ludzie na tym etapie mogą "zabawiać się na lekcji" (przykład Sanoka z niedawna)... I wiele innych. To jest nie tylko marnowanie pieniędzy na te osoby (nic nie wyniosą z tych zajęć..) Ale na pozostałe, które chcą się uczyć- ale przez debili nie mogą. chciałam zaznaczyć, że chodziłam do jednego z lepszych gimnazjów w warszawie. mało tego, z roku na rok poziom spada. gdybym mogła, nie wysłałabym do publicznego gimnazjum nikogo normalnego.

Nauka nie powinna być płatna. Gdyby była wiele osób, w tym ja nie miałoby szans na nią, musiałoby iść do pracy. I argument, ze da się pracować i studiować... Jest dla mnie śmieszny.. Pewnie ze SIE DA.. Ale, po co?!