Nowy dylemat – nadmiar wolności wyboru
Artykuł był czytany 8722 razy
Jesteśmy przytłoczeni ciężarem niekończącej się serii dylematów, związanych z podejmowaniem decyzji. Wieloaspektowość życia determinuje fakt, iż dylematy te nieustannie się mnożą i nabierają co rusz to nowych kontekstów. Jako, że nasze decyzje, są w miarę autonomiczne, sami musimy się tym wszystkim się zająć. Czy nie mamy do czynienia ze swoistym „przerostem formy nad treścią”, oraz czy w tym wszystkim nie gubimy wolności?
Nieskrępowana możliwość wyboru, na każdej płaszczyźnie życia człowieka jawi się jako ideał wolności. Tak rozumiana wolność, w czasach postindustrialnych, w których żyjemy, nabiera nieco innego wymiaru. Przeszliśmy już dawno erę podażową, gdzie wszystko co zostało wyprodukowane było sprzedane. Obecnie triumfy święci era konsumpcyjna - panem na rynku jest klient, który zawsze dąży do optymalnego wyboru zaspakajającego jego potrzeby. W takiej sytuacji odpowiedź rynku (nie tylko dóbr konsumpcyjnych) jest prosta i szybka – dostarcza on jak najwięcej możliwości, wariantów, rozmiarów itp. podążając w stronę lepszego zaspokojenia potrzeb dla coraz bardziej indywidualizującego się konsumenta.
Kreowane nowości nie powstają oczywiście tylko na gruncie komercji i rynków towarowych. Obecnie mamy do czynienia z mnożeniem się wszelkich sfer i płaszczyzn życia człowieka, w których można wybierać. Powstają coraz to nowe: religie, światopoglądy, ideały, autorytety, drogi do sukcesu, archetypy, paradygmaty itd.
Mając na uwadze powyższe fakty oraz tworzące się tendencje nie można nie zauważyć, że wolność sama w sobie jak i wolność wyboru miała nieco inny charakter sto lat temu, niż dziś. Stworzona na własne życzenie oraz posiadająca zdecydowaną tendencję wzrostową nadpodaż – która może stać się „przerostem formy nad treścią” – stoi u podstaw tej zmiany. Czym innym jest „wydawanie werdyktu” przy kilku możliwościach, a czym innym – jak się okazuje – przy kilku tysiącach możliwości.
Przytłaczająca obfitość - co się dzieje z człowiekiem w obliczu nadmiaru wyboru?
Podejmując codziennie dziesiątki decyzji zmierzających do tworzenia, w miarę płynnej własnej egzystencji, w pewnym momencie dochodzimy do wniosku - niejednokrotnie nie uświadamiając sobie tego - że możliwości jest zbyt dużo.
Obfitość prześladuje nas od samego rana. Wstając rano decydujemy jak ubierzemy się do pracy (który krawat, jakie buty), co zjemy na śniadanie (wybierając z 3 rodzajów chleba i serów oraz z 5 rodzajów herbat), którą drogą dojechać do pracy aby ominąć korki itd. Na tym oczywiście się nie kończy, szybko dochodzimy do dużo ważniejszych wyborów – w pracy czy w domu – mających dłuższy horyzont oddziaływania.
Osiągnięcie optimum, przy takim natłoku podejmowanych decyzji jest niemal nie możliwe, co często prowadzi do irytacji i frustracji. Czy po zakupie jakiegoś towaru nie zastanawiamy się później, czy nie lepiej było kupić inny model lub też, pójść jeszcze do jednego sklepu i sprawdzić czy nie przepłaciliśmy? Obfitość zaczyna nas przytłaczać a ogromna ilość wszelkich bodźców (komunikatów, informacji) dochodzących do nas każdego dnia, jeszcze bardziej potęguje dezorientację (np. każdego dnia jesteśmy atakowani liczbą ponad dwustu pięćdziesięciu komunikatów reklamowych). Człowiek w całej swojej historii nigdy nie był poddany jeszcze takiej próbie.
Potrzeba ograniczenia
Paradoksem jest, że zanurzając się bardziej w wolność wyboru sami zaczynamy się ograniczać. Dzieje się to po pierwsze, za sprawą wszelkich rankingów, poleceń specjalistów/fachowców, czy zestawień. Nie chcemy już np. wybierać z 100 różnych dezodorantów więc ufamy, że te z czołówek rankingów (pomijając ich zakłamanie) są najlepsze.
Po drugie podjąć decyzję coraz częściej pomaga nam również środowisko/grupa/plemię, z którym się identyfikujemy. W znaczny sposób zawężamy sobie możliwości podjęcia błędnych decyzji (problem powstaje w sytuacji kiedy zaczniemy identyfikować się z kilkoma środowiskami, które są w jakimś stopniu antynomiczne względem siebie).
Po trzecie często mamy do czynienia z sytuacją, w której będąc zmęczonym, nie będąc w stanie nadążyć za pędem wydarzeń, po prostu pozwalamy innym podjąć jakieś pomniejsze lub/i większe decyzje.
Wspomaganie
Jesteśmy pod nieustanną presją podejmowania właściwych decyzji. Po pewnym czasie organizm zaczyna reagować na to napięcie – dopada nas zmęczenie i uczucie przeciążenia. Tutaj ponownie w sukurs przychodzi rynek. Zarabiające krocie napoje energetyzujące, wszelkiej maści preparaty stymulujące nasz mózg, czy ostatnio sprzedawany w Japonii tlen w puszkach, są odpowiedzią na te właśnie reakcje. Ciekawym rozwiązaniem, na tym samym gruncie, są tworzone „centra snu” w krajach najbardziej rozwiniętych (czytaj najbardziej styranizowanych obfitością). W porze lanczu, można tam przyjść i po prostu się zdrzemnąć (około dwudziestu minut ale nie dłużej – ponieważ potem dochodzimy do momentu, w którym następuje tzw. inercja senna). Jak dowiodły badania naukowe działa to bardzo dobrze na mózg, który w czasie snu porządkuje zdobyte informacje i podnosi efektywność działania na resztę dnia.
Czy o to chodziło?
Wchodząc w świat poszerzających się możliwości, chcieliśmy dla siebie jak najlepiej. Ale czy taki przerost jest – dla nas – dobry? Z punktu widzenia homo economicus, jest to świetne rozwiązanie, które prowadzi do nieustannego wzrostu eliminując te elementy, które się nie sprawdziły i wytyczając dalsze kierunki. Dla człowieka staje się to jednak uciążliwe i zmusza do podejmowania setek, w gruncie rzeczy, nieistotnych decyzji zaśmiecających egzystencję.
Podsumowując
Podświadomie jednak zaczynamy regulować przytłaczający nas nadmiar starając się powrócić do punktu równowagi. Coraz częściej mamy skłonność do ”specjalizowania się”, w ważnych dla nas samych decyzjach, a mniej istotne lub takie, na które nie ma się czasu w konkretnym momencie pozostawia się innym „specjalistom”. Wybór dokonywany na kanwie wyborów innych jest prostym mechanizmem redukującym niezbędną ilość podejmowanych decyzji do progu przyswajalności przez człowieka. Niestety to jest również ten moment, w którym zaczynamy ograniczać swoją wolność.
Ważnym jest, że mimo wszystko to my wybieramy, według własnych kryteriów, ludzi mających zdecydować za nas. Pamiętajmy jednak, że delegując odpowiedzialność nigdy nie jesteśmy do końca pewni jak sprawy się potoczą. Bil Tracy (światowej sławy konsultant doradzający wielkim firmom) powiedział, że wystarczy jeżeli ktoś jest w stanie wykonać w 70% jakieś zadanie tak, jak my byśmy to zrobili. Czy jednak w odniesieniu do naszego życia owe 70% jest zadowalające? Pewnie w pomniejszych sprawach tak. Lecz jak będzie to wyglądało w odniesieniu do ważniejszych decyzji?
Człowiek przyszłości nie będzie w stanie posiąść całej interesującej go wiedzy – będzie natomiast wiedział gdzie jej szukać w konkretnej sytuacji. Z wolnością wyboru, jak widać będzie bardzo podobnie. Nie będziemy podejmować wszystkich decyzji – jedynie te kluczowe zostawimy dla siebie pozostając przy sterze własnego życia. Choć kto wie może i to kiedyś oddelegujemy lepszym „specjalistom”.
Jak widać, niestety gdzieś w tym natłoku gubimy pojęcie wolności, według którego człowiek jest całkowicie wolny tylko wtedy, kiedy sam może podjąć wszystkie decyzje.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 11
Pisałem już maila do iThink z prośbą o stworzenie jakiejś podgrupy, do której artykuł bardziej by pasował. Ale na razie cisza ...
Tekst bardzo ciekawy i na pewno dający do myślenia. Natłok nie tylko informacji, ale i wyborów może być trudny do okiełznania.
Artykuł stawia więcej pytań, niż udziela odpowiedzi, ale dzięki temu stanowi inspirację do własnych przemyśleń. Kompozycja, styl - precyzyjny a jednocześnie dość lekki - oraz sama treść wyróżnia ten artykuł spośród wielu, które ostatnio czytałem. Zdecydowanie na plus. Co do treści: Zdecydowanie zdaję sobie sprawę, że tu i teraz mamy zdecydowanie więcej wolności niż to kiedyś w historii bywało, ale... tej wolności zdaje się jednak brakować, a człowiek zdaje się być wprzęgnięty w jakiś wszechogarniający system. Czy jednak samo dążenie do wolności nie czyni nas już bardziej ludźmi?
Bardzo dobry temat artykułu bo dotyczy on każdego nas z osobna jak i całej zbiorowości. Wybór, o którym pisze autor artykułu choć warunkuje wolność, nie jest tożsamy z prawdziwą wolnością. Mam tu myśli umiejętnością wyboru - odpowiedzialnego i samodzielnego. W artykule pada mocne stwierdzenie: „człowiek jest całkowicie wolny tylko wtedy, kiedy sam może podjąć wszystkie decyzje” jednak natłok ogranicza mu tę pełną wolność wyboru. Autor zwrócił moja uwagę na fakt, że nasza wolność wyboru - moja wolność - została zastąpiona "tyranią większości". Kiedy zrobimy przystanek w naszym zyciu i uświadomimy sobie - w odniesieniu do nas samych - to czym pisze autor artykułu to zaczniemy stawiać sobie mnóstwo pytań. Ja stawiam następujące na gruncie czysto logicznym , czy człowiek nie jest ubezwłasnowolniony przez wszelkie dobro?.
Bardzo ciekawy artykuł. Ważne że ktoś (autor) stwierdza i nazywa fakt, który niewątpliwie istnieje. Często stojąc przed regałem w hipermarkecie tracę mnóstwo czasu podejmując decyzję typu "który papier toaletowy mam kupić?", potem stojac przy kasie zastanawiam się czy inni też tak mają. Dochodzę do wniosku że chyba nie-wygladają na zadowolonych z zakupów. Ja zawsze zastanawiam się czy właściwy "papier toaletowy" kupiłem. Teraz jednak bardziej skłonny jestem do stwierdzenia że inni też tak mają, tylko być może jeszcze o tym nie wiedzą. Jednak czy będą chcieli wiedzieć? Chyba nie ma wolności absolutnej i trudno to sobie powiedzieć prosto w oczy.
Mi obfitość nie przeszkadza, lubię mieć w szafce 10 rodzajów herbat, lubię jeść najróżniejsze rzeczy - lubię tą obfitość produktów. Drażni mnie tylko to, że wśród tej mnogości, zbyt często próbuje się nam wcisnąć buble wmawiając perfidnie, że to cudo... A artykuł ciekawy, ładnie napisany i z ciekawym podejściem do sprawy, z którym chyba się nie zgadzam w 100%, ale przecież nie o to chodzi w pisaniu - za poglądy, które mnie przyciągnęły dam punkcika i czekam na kolejne arty. :)
Intrygujący tekst, pisany niezwykle lekką formą i do tego poruszający kwestię, o której chyba każdy wie, ale nie uświadamia sobie, że tak właśnie jest. Oceniam pozytywnie.
Dodam tylko, ze natlok wyboru mozna tez odniesc do mozliwosci odnosnie sciezek kariery i zawodow, nie wspomne o poszerzajacym sie wyborze kraju. Swiadomosc istniejacych opcji i wariantow zaiste przygniata, ale z drugiej strony mozna przewidziec, ze nasze pokolenia beda eksperymentowac i zmieniac zawody. W Stanach populacja miedzy 18-38 rokiem zmienia prace srednio 10 razy w ciagu wspomnianego okresu zycia. (http://www.bls.gov/nls/nlsfaqs.htm) Oczywiscie polska rzeczywistosc jest inna, szczegolnie ze stopa bezrobocia na poziomie 17.2%, ale przeciez sie rozwijamy... Mysle, ze wybor moze byc przeklenstwem, ale jest rowniez bardzo istotny, kiedy podejmujemy wazne decyzje, a takimi sa przeciez zawodowe :)
pozdrawiam,
ps.swietny artykul
A zasanawiałeś się w czym Ty jesteś najleszy? Jakie decyzje podejmujesz sam, a jakie "delegujesz"?.














