iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Biznes / Nauka
+ - 5

Po co nam ta szkoła?

04 09 2006 Tomasz Grzywaczewski Artykuł był czytany 5291 razy

W „Dzienniku” z 4 września 2006 roku ukazał się artykuł z którego wynika, że uczniowie są przemęczeni i dlatego coraz częściej wagarują. Zdaniem pedagogów przyczyną niskiej frekwencji jest nie tyle nadmiar nauki, ile zwyczajne lenistwo, imprezy i używki. Wina leży zatem po stronie młodzieży.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Do niedawna sam miałem wątpliwą przyjemność chodzić do szkoły, a zatem poznałem polski system oświaty niejako „od wewnątrz”. Niestety refleksje jakie nasunęły mi się kiedy szkołę ukończyłem nie napawają optymizmem.

Dlaczego chodzimy do szkoły?

To pozornie proste pytanie sprawia wiele problemów osobom odpowiedzialnym za edukację młodzieży. Oczywiście jeśli je zadamy usłyszymy mnóstwo odpowiedzi, niestety rzadko pada stwierdzenie, że do szkoły chodzimy dla pieniędzy. A taka jest właśnie banalna prawda: edukacja jest nam potrzebna aby w przyszłości dużo zarabiać. Niestety nauczyciele i urzędnicy boją się tej prostej prawdy jak diabeł święconej wody. Wolą twierdzić, że każdy musi znać chemię organiczną i wszystkie dzieła Mickiewicza bo tak przystoi człowiekowi wykształconemu. Takie myślenie determinuje styl i program nauczania w polskich szkołach. Niestety konsekwencje tego podejścia są opłakane.

Chcesz być prymusem ucz się wszystkiego!

Polska szkoła ciągle promuje styl nauczania, w którym nacisk położony jest na kształcenie ucznia we wszystkich dziedzinach. Prymusem zostaje ten uczeń, który ma wysoką średnią, a zatem bardzo dobre wyniki z większości przedmiotów. I o ile takie rozwiązanie jest potrzebne na poziomie szkoły podstawowej i gimnazjum, gdyż tam nauczane są faktyczne podstawy, o tyle traci ono sens w szkole średniej.
Uczniowie są jednak „bombardowani” bardzo dużą ilością nikomu do niczego nie potrzebnej wiedzy. Jaki ma bowiem sens zmuszanie humanisty do nauki skomplikowanych zadań na przykład z elektromagnetyzmu jeśli jego celem są na przykład studia prawnicze? W konsekwencji uczniowie zamiast pogłębiać swoja wiedzą w interesujących ich dziedzinach tracą czas na naukę zupełnie zbędnego, z ich punktu widzenia, materiału.
W jeszcze gorszej sytuacji są osoby, które nie potrafią podjąć decyzji co chcą robić w przyszłości. Szkoła powinna pomóc im dokonać właściwego wyboru i wskazać kierunki rozwoju. Niestety nie robi tego, gdyż na siłę promując wszechstronność nauczania utrudnia młodym ludziom odnalezieni takich dziedziny, w których mogliby rozwinąć swoje zdolności.

Dużo wiedzy szkoda tylko, że bezużytecznej…

Zwolennicy takiego systemy nauczania zawsze podnoszą argument, że dzięki niemu nasza młodzież jest doskonale wykształcona. Nie przeczę, że jest to prawda tylko po co nam wiedza, która jest bezużyteczna. To jak sztuka dla sztuki – uczę się po to aby być nauczonym… Ciężko oczekiwać, że taka filozofia zachęci młodego człowieka do wytężonej pracy. Tymczasem do nauki nietrudno zmotywować, wystarczy sięgnąć po dzieło Adama Smitha „Badania nad natura i przyczynami bogactwa narodów” – To że jesz chleb zawdzięczasz nie życzliwości piekarza ale jego żądzy zysku.
Niestety wiedza przekazywana w szkołach nie przystaje do wyzwań współczesnego świata. Miałem szansę doświadczyć tego na własnej skórze. Ukończyłem liceum ogólnokształcące z oceną bardzo dobrą z polskiego. Sugeruje to, że umiem świetnie pisać. Być może tak, ale tylko wypracowania i analizy wierszy, a nie listy formalne i pisma urzędowe, a właśnie taka umiejętnością jest niezbędna w organizacji studenckiej do której należę. Wiedza szkolna okazała się więc nieprzydatna, zaś potrzebne umiejętności musiałem nabyć samemu.
Ten prosty przykład pokazuje jak ogromna jest przepaść pomiędzy szkołą, a życiem. Współcześnie abiturienci mają zerową wiedzę z przedmiotów takich jak: ekonomia, prawo, polityka, psychologia, prowadzenie negocjacji i wiele innych. Tymczasem są to dziedziny wiedzy, których znajomość jest niezbędna do poruszania się w wolnorynkowej rzeczywistości.

Jak się uczyć, żeby nie zdać matury

Odpowiedź jest prosta i smutne doświadczenia wielu osób ją potwierdzają: tak jak wymagają w szkole. Abstrahując od faktu, że sama forma nowej matury jest nietrafiona i promuje osoby przeciętne to na dodatek nauczyciele nie potrafią do niej rzetelnie przygotować. Byłem uczniem renomowanego łódzkiego liceum i wiem, że na maturze słabo wypadły osoby pilne, a zatem takie które regularnie uczęszczały na zajęcia i był do nich zawsze przygotowane. Tymczasem osoby pozornie słabsze uzyskały znacznie lepsze wyniki. Okazało się bowiem, że wiedza wymagana w szkole nie pokrywa się z umiejętnościami sprawdzanymi na maturze.

O dyscyplinie słów kilka

Paradoksalnie zmorą naszych pod względem nauczania restrykcyjnych szkół jest brak dyscypliny. Niezaprzeczalnym faktem jest upadek autorytetu szkoły i nauczycieli, zaś zachowanie młodzieży w szczególności gimnazjalnej przekracza wszelkie dopuszczalne normy. Niestety nie sprawdził się model szkoły liberalnej i należy zerwać z ideą bezstresowego wychowywania młodych ludzi. Prowadzi ona bowiem nie tylko do łamania norm obyczajowych ale też do coraz częstszych przypadków naruszania prawa przez nieletnich.

Byle do czerwca

W najbliższym czasie na pewno pojawi się mnóstwo pomysłów na reformowanie polskiej szkoły. Mam nadzieje, że chociaż część z nich spowoduje, że wreszcie dowiemy się po co nam ta szkoła. A na razie, no cóż uczniom i nauczycielom pozostaje dotrwać do czerwca, czego wszystkim serdecznie życzę.





+ - 5

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Rafal Janik, Konrad Nieistniejący, Piotr Gaber, Andrzej P. Urbański

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 9

1. Andrzej P. | 17:46 04-09-2006

Nie ze wszystkimi propozycjami autora się zgadzam, ale jest tu dużo wnikliwej analizy. Artykuł napisany prosto i jasno. Dobrze się czyta.

2. Michał | 13:13 05-09-2006

Warto podnieść jeszcze kwestię wynagrodzeń nauczycieli. Moim zdaniem w szkole należy wprowadzić wolny rynek. Co mam na myśli? Uważam, że nauczyciel "deficytowy" np. j. angielskiego, powinien za swoją pracę otrzymywać wyższe wynagrodzenie, niż j. polskiego, których jest wystarczająca ilość. Ta rozwiaże problem braku takowych w szkołach.

Kolejnym mankamentem jest brak predyspozycji do tego zawodu wśród szanownego grona pedagogicznego. Tak jak nie każdy może zostać dziennikarzem, tak nie każdy może zostać nauczycielem. Sądzę, że remedium są testy psychologiczne, które powinny być przeprowadzone podczas rekrutacji na studia pedagogiczne.

3. Monika | 15:01 05-09-2006

gimnazjum to młodzież w najgorszym wieku zgromadzona pod jednym dachem

4. Agnieszka | 22:21 11-09-2006

Nie zgadzam się zbyt z autorem ponieważ mimo iż w szkole jest coraz ciężej to jest tak z myślą o nas... dla naszego dobr, byśmy potem nie byli matołami... wiem jak to jest - chodzę do gimnazjum i dochodzą coraz to różne testy i zachodzą różne zmiany... Według mnie autor bardzo przesadza... Widać ktoś tu nie lubi szkoły :>

5. Bozinta | 22:12 26-09-2006

trudno w tym tekście rozpoznać własne poglądy autora- pytanie czy je ma? Bez jasno wyrażonej krytyki trudno o zmiany.

6. Jacek | 20:26 25-11-2006

Jednym z problemów w szkole jest fakt, że młody nauczyciel jest zostawiony samemu sobie - niby są staże, opiekunowie - ale to wszystko się nie sprawdza. Żadna szkoła faktycznie nie przygotowywuje młodego człowieka do wykonywania zawodu nauczyciela. Młody nauczyciel uczy się na własnych błędach. Nikt mu tych błędów nie koryguje. Mnie nigdy nikt nie powiedział co mam zrobić gdy uczeń mi powie - "Odwal się". Dyrektor mówi "Radź sobie sam", psycholog mówi "Ja z nim porozmawiam", matka mówi "On mnie nie słucha". I co ma zrobić nauczyciel? Pierwszy rok w pracy w szkole to powinny być warsztaty, warsztaty i jeszce raz warsztaty. I na litość boską - po co te wszystkie papiery. Mógłym wyprodukować 3 razy wiecej papierów tylko co to zmieni?

7. Dorota | 11:55 14-01-2007

Zgadzam się z autorem tego artykułu. Jestem uczennicą pierwszej klasy LO. Przedmiotami rozszerzonymi na moim profilu powinny być teoretycznie polski i historia. Teoretycznie. Tak naprawdę wszystko mamy rozszerzone, bo dla nauczycieli nie ma różnicy na jakim profilu się jest, każdy wychodzi z założenia, że jego przedmiot jest najważniejszy, także dla nas, tylko że my tego po prostu jeszcze nie wiemy.
Zdecydowałam się już na samym początku szkoły na jakie studia chcę iść i jakie przedmioty muszę w związku z tym zdawać na maturze. Jednak nie mogę całkowicie się na nich skupić, tracę czas na bezsensowną rozbudowana naukę z innych przedmiotów. A te, które powinny być naprawdę rozszerzone? Nauczyciele wychodzą z założenia, że jeśli chcesz zdawać maturę rozszerzoną, to pracuj w domu, bo w szkole nie mają możliwości przygotować. To po co szkoła?

8. Konrad | 16:02 08-02-2007

Artykuł formalnie jest dobry, choć z jego przesłaniem nie zgadzam się.

9. Bozinta | 23:08 20-06-2007

Wygląda mi na wprawkę na bieżący temat