Problemy współczesnej oświaty
Artykuł był czytany 11645 razyTo co się dzieje we wspólczesnej szkole ma swoje podłoże w ostatniej reformie oświaty z roku 1991. Według mnie jest to najgorsza z reform od czasów powojennych.
Zawsze takie Rzeczypospolite będą, jakie ich młodzieży chowanie.
Jan Zamoyski
Dominika Sikora, młoda osoba, jeszcze ucząca się, zabierając głos w sprawie nagród i kar w oświacie, skłoniła mnie do tego, aby również podzielić się swoimi refleksjami. To, co się dzieje we współczesnej szkole, przerasta moje wyobrażenia o roli nauczyciela i jego powinnościach. Cała reforma oświaty, która zaczęła się w roku 1991 zmieniła cały system nauczania i wychowania. Zmieniła między innymi dlatego, że w szkole najważniejszym stał się awans zawodowy nauczyciela. W imię reformy miano zmieniać sposób podawania wiedzy uczniom z biernego przekazywania treści do nauki poszukiwania wiadomości przez samych uczniów. A co zmieniła? Zmieniła tylko to, że uczeń zamiast uczyć się i zdobywać wiedzę, uczy się (przeważnie w dużym procencie) rozwiązywawania testów. Oczywiście trywializuję, bowiem są i szkoły i nauczyciele, którzy chcą i potrafią rzeczywiście uczyć, ale większość wymagań stawianych podczas egzaminów wewnętrznych szkoły, zaczynając już od trzecioteścików w klasach początkowych, po egzaminy kończące kolejne etapy edukacji –po szóstej klasie, po ukończeniu gimnazjum itd. stawia na rozwiązywanie testów. Więc aby wypaść dobrze, uczy się dzieci pod tym kątem, uczy długo i nie zawsze skutecznie. A poza tym wypełnia się papiery konieczne do posiadania kolejnych stopni awansu zawodowego, bo przecież za tym idą dość duże pieniądze, a z tego żaden nauczyciel zrezygnować nie chce. Jest to zrozumiałe, w końcu każdy nauczyciel ma rodzinę, dzieci, a szczególnie mężczyźni czują się odpowiedzialni za odpowiednie zapewnienie bytu materialnego rodzinie, stąd tak ich mało w szkole. Ale gdyby nauczyciel normalnie w miarę lat pracy osiągał kolejne stopnie awansu zawodowego tak z marszu po prostu, nie tworzyłoby to konieczności zbierania dokumentów samych dla siebie. Wiem, o czym piszę, widziałam kilkadziesiąt teczek z dowodami pracy przygotowywanych dla komisji z kolejnych awansów. Wierzcie mi, aby to zdobyć, trzeba wiele wysiłku i zaangażowania w prowadzenie i gromadzenie tych papierów, które można i trzeba by było poświęcić raczej wychowaniu i nauczaniu. W założeniach jest owszem zmuszanie nauczyciela do samokształcenia, prowadzenie zajęć dodatkowych, pisanie programów i ich realizacja itd. Ale w wielu wypadkach jest to tworzone sztucznie. A po osiągnięciu statusu nauczyciela mianowanego czy dyplomowanego, nauczyciel, który nie ma skłonności do podnoszenia swoich kwalifikacji, osiada na laurach i wcale nie jest taki wyjątkowy. Ale to jeden z przyczynków złej sytuacji wychowawczej w szkole.
Według mnie do wszystkich złych wypadków w szkolnictwie przyczynia sie brak odpowiedniej dyscypliny i kodeksu ucznia z powinnościami na pierwszym miejscu. Powinności ucznia i powinności nauczyciela nie są przestrzegane. Dawni nauczyciele poznawali nauki Grzegorza Piramowicza (między innymi "O powinnościach nauczyciela") i stosowali je w praktyce. Piramowicz za najważniejszy przymiot nauczyciela uznaje ukochanie swojej pracy i chęć uczynienia ludźmi szczęśliwymi. W tym duchu ma wychowywać dzieci. Czyżby jego słowa uległy dewaluacji? Grzegorz Piramowicz dostrzegał wartość wychowania fizycznego, zagadnień moralno-etycznych, religii. Dawni nauczyciele poznawali więc zasady i rozwój szkolnictwa w świetle największych pedagogów poszczególnych epok. Część z tych wiadomości przenosili do swojej pracy. Bo pewne rzeczy i wymagania są ponadczasowe. Nie można tego zmienić i nikt nie zmieni, że dokonywania słusznych wyborów, nauki zdobywania wiedzy i jej posiadania, znajomości świata i ludzi uczy szkoła i dom rodzinny. Obecnej sytuacji wychowawczej w szkole nie można tłumaczyć tylko czasami, w jakich żyjemy, chociaż to na pewno ma ogromne znaczenie. W świecie polityki nie ma kultury obyczajów, preferowane jest chamstwo i niszczenie przeciwnika w sposób bardzo brutalny, jak i skąd mogą brać przykład młodzi ludzie?
A ich rodzice? Określenie stracone pokolenie bardzo odnosi się do dzisiejszych rodziców. Więc i to jest przyczyną złej sytuacji w szkolnictwie. Właśnie obecne pokolenie rodziców było wychowywane już bezstresowo, za to obecne życie niesie im wiele stresów i niepokoju o własne dzieci. Pamiętam, że dawniejsza szkoła stawiała w swoim oddziaływaniu na uczucia rodzicielskie, na potrzebę bycia dumnym ze swego dziecka, chlubienie się nim. Każdy z rodziców prawie, lubił jak jego dziecko było wobec sąsiadów i znajomych, wobec całej szkoły chwalone. Wrócmy do tych zasad, niech dobrzy uczniowie przed całą szkoła występują na apelu, niech ich rodzice siedzą w pierwszych rzędach na takim co miesięcznym apelu, niech słyszą o swoim dziecku. I odwrotnie, niech najgorszą z kar będzie nie tylko wzywanie rodziców do szkoły, ale nakazanie uczestniczenia im w apelu, na którym winowajca stanie przed kolegami, przed swoimi rodzicami i powie, co złego zrobił. To naprawdę działa, tego młodzież się boi i wstydzi. Niech karą będzie „koza”. Jeśli dawniej takie odosobnienie działało, to i teraz jeśli taki uczeń będzie musiał zostać po lekcjach w klasie ”kozie” z nauczycielem, tam uczyć się, nie będzie dla niego to miłe. Dziecko w okresie dorastania jest wrażliwe na opinię rówieśników, wykorzystajmy to. Niech dobry uczeń stanie się asystentem nauczyciela, niech ma więcej praw. Niech od niego zależy życie klasy, rozrywki rówieśnicze.
Ale do tego potrzeba, żeby zgodnie z nauką Piramowicza nauczyciel kochał swój zawód. A będzie kochał, jeśli będzie rozliczany ze stosunku do dzieci, z zaangażowania autentycznego, kontaktów i przyjaźni nawet z rodzicami, a nie oceniany na podstawie punktacji, a taką się prowadzi np. dokonując oceny nauczyciela. Jeśli punktów osiągnie tyle tylko, to ma dobrą, a jeśli tyle to wyróżniającą, ale czy to jest współmierne do rzeczywistej jego pracy? Osiągnięcia klasy też się ocenia w procentach, a potem stosuje programy naprawcze, zgroza!! Gdzie tu jest indywidualizm w stosunku do każdego dziecka? Gdzie miłość i troska? Gdzie po prostu nauczenie dziecka czytać, pisać i liczyć, gdy już od pierwszej klasy szkoły podstawowej ono rozwiązuje testy? Co mi się podoba to stawianie nacisku na naukę czytania ze zrozumieniem. Ta umiejętność bowiem jest potrzebna przez całe życie, a także poznawanie rzeczywistości poprzez cały blok programowy. Np. o zimie dziecko czyta, pisze, rysuje, liczy bałwanki. To słuszne, ale czy nie wylano tu dziecka z kąpielą? Bo znowu ocena jest opisowa. Jeśli nauczyciel ma pisać rzeczywiście każdemu dziecku w wymagany sposób, to kiedy ma czas uczyć? Nie wierzycie? Popytajcie swoich znajomych, którzy maja małe dzieci chodzące do klasy I. Popatrzcie na ich zeszyty i poczytajcie komentarze nauczyciela. Oceny pracy dziecka. Jeśli są pisane uczciwie, zapytajcie, kiedy nauczyciel uczy? Każda szkoła co prawda tworzy wewnątrz szkolny system oceniania. Ale czy to dobre w razie zmiany szkoły? Albo programy każdy jaki chce i jak chce. Nie, ta reforma oświaty jest najgorsza ze wszystkich, a poznawałam każdą z nich, czytałam i uczyłam się o nich, a niektóre sama realizowałam. Były trafione i nietrafione, żadnej nie udało się wprowadzić do końca. Z każdej natomiast zostawały pewne elementy, nieraz wcale nie te najlepsze.
Co ja bym zrobiła jako minister oświaty?
Wprowadziłabym jednakowy system kształcenia, jednakowe programy opracowane przez wybitnych specjalistów praktyków a nie teoretyków.
Wprowadzałabym dysyplinę w szkole, jasne i ścisłe zasady nagradzania i karania.
Opracowałabym obowiązki i powinności ucznia. Bowiem aby mieć prawa należy najpierw nauczyć się wypełniać obowiązki. Tak mnie uczono i wcale nie najgorzej. Ja nosiłam mundurek, tarczę, beret, granatowy płaszcz i wcale mi to nie odebrało ani wolności ani radości życia, a pozwałalo czuć się uczennicą no i nieco oszukiwać nauczycieli, bo tarczę niosło się na agrafce, beret kręciło na palcu itd. Bo bunt jest przywilejem młodości, ale można nad nim panować i sterować nim w słusznej sprawie i kierunku.
Wymagałabym od każdej szkoły położenia nacisku na kształcenie rodziców, bowiem w domu rodzinnym zaczyna się wychowanie, a większość rodziców nie umie sobie radzić z własnymi dziećmi.
Szkoła według mnie powinna funkcjonować do samego wieczora, powinna być czynna w niej świetlica, kółka zainteresowań itd. Szkoła powinna tętnić życiem, a nauczyciel powinien mieć czas dla młodzieży zamiast wypełniać lewe często papiery i zabiegać o podziękowania za to, co zrobił lub udawał, że robi. Nie sposób bowiem zrobić tyle, ile się wymaga do awansu zawodowego, wiem to na pewno!!
Nauczyciele zamiast kończyć niepotrzebne kursy, na których uczą się w kólko tego samego (spytajcie ich na ilu kursach poznali coś nowego), powinni być rozliczani z samokształcenia, jest bowiem moc literatury pedagogicznej, ale kto ją czyta! Popytajcie w bibliotekach pedagogicznych.
I wiele i wiele innych zmian bym wprowadziła, ale cóż, jestem tylko szarą nauczycielką na emeryturze!!! (A Pan Giertych to mi się śni po nocach!)
Wiesława Sienkiewicz
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Agnieszka Owczarczak , Agnieszka Owczarczak, magda maciag, Radosław CzekanDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 7
Dla mnie każdy kto piszę o zmianach w oświacie, co by zrobił, jak i po co- strasznie wnerwia. Bez urazy, ale większość nie zauważyła może że większość z tego co pani napisała Giertych chce ustanowić? Przecież on ciągle walczy o te mundurki i nie ma żadnego wsparcia i jeszcze jest przez to napiętnowany!
Jeśli ktoś kolejny raz napisze, że Giertych jest "bee", a potem w drugiej linijce jak on bardzo chce wprowadzić dyscypline i mundurki, niech przemyśli dokładnie o co oskarża ministra, bo wiele rzeczy można mu zarzucić ale nie to że jest bierny i nie walczy o zmiany na lepsze.
Pozdrawiam.
(Przepraszam za stylistyke i powtórzenia, strasznie boli mnie głowa)
Oj Marto,wcale nie pisałam o Giertychu poza ostatnim zdaniem.Moje poglądy na stan polskiej oświaty sa własne i wynikają z doświadczenia lat pracy i zycia,jak również znajomosci zycia szkoły a przede wszystkim założeń reformy.A w niej nie jest najważniejsża sprawą,chociaż ważna noszenie mundurków ale cały system nauczania i powinności nauczyciela.To jest fatalne.Nie oceniam tu zupełnie pracy Pana Girtycha bo to osobny temat.A skąd wiesz czy on nie sni mi sie pozytywnie?
Według mnie jeśli nauczyciel chce nauczać to opinie na jego temat będą dobre. Nauczyciele tez mają dom, więc nie mogą non stop siedzieć w szkole. Zaproponowane kary może będą dobre w klasach 1-3. Bo starsi uczniowie po prostu wyjdą z apelu, lub nie przyjdą do "kozy". Przywracanie mundurków jest bezsensowne. Czy nie lepiej by było gdyby Ministerstwo Oświaty przeznaczyło pieniądze na sprzęt do nauczania np.: komputery, materiały do doświadczeń fizycznych, chemicznych itp; na sprzęt do sal gimnastycznych. Jeśli człowiek chce się uczyć to się nauczy. Trzeba tymi doświadczeniami, sprzętem zachęcać do rozwoju.
romek romek romek :)
dobre i bez gadania, a o tym ze system awansu zawodowego nauczycieli jest kulawy można bez wiekszego problemu napisać całe opracowanie:)
plusik













