iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Biznes / Nauka
+ - 10

Szkoła Przemocy

28 10 2006 Marek W Artykuł był czytany 8811 razy

Tragiczne wydarzenia w gdańskim gimnazjum uświadomiły opinii publicznej ogromny problem jakim jest przemoc w polskich szkołach. Problem, z którego doskonale zdaje sobie sprawę niemal każdy gimnazjalista czy uczeń szkoły podstawowej, na co dzień lekceważony jednak przez wszystkich: szkolnych kolegów, nauczycieli, dyrekcją czy w końcu samych rodziców.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Częstokroć bagatelizuje się problem, sprowadzając chuligańskie zachowania do wyniku niegroźnych, jak mogłoby się wydawać zabaw. Jedyną karą stosowaną przez wychowawców jest nakaz przeproszenia ofiary czy w najlepszym wypadku wzmianka na apelu. Tego typu „środki zapobiegawcze” nie przynoszą rzecz jasna zamierzonego efektu, a w ofiarach wzmagają tylko odczucie, że nikt nie jest w stanie im pomóc, ponieważ kto miałby to zrobić, skoro sami nauczyciele nie potrafią przedsięwziąć odpowiednich kroków?

Wielkim problemem jest również fakt, że osoba prześladowana z reguły nie może liczyć na pomoc kolegów. Na własnej skórze przekonałem się, że osoby w tym wieku w grupie zachowują się w dosyć specyficzny sposób. Wszystko zaczyna się od prowokatora jakiegoś zajścia, cieszący się znaczną charyzmą wśród rówieśników, którzy w takiej sytuacji zapominają na chwilę o więzach przyjaźni i są w stanie dokuczać koledze tylko dlatego, że cała grupa tak robi. Ofiarami zwykle stają się outsiderzy, jednostki w jakiś sposób wyróżniające się z grupy, często właśnie z powodu tej odmienności nie lubiane. Powody mogą dorosłemu człowiekowi wydawać się prozaiczne: rude włosy, piegi na twarzy, zainteresowania odbiegające od tych prezentowanych przez ogół czy nawet większa pilność w nauce.

Właśnie z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w gdańskim gimnazjum kilka dni temu. Nie jest to wbrew temu, co mogłoby się wydawać przykład skrajnego zezwierzęcenia wśród młodzieży, nie jest to przykład zachowań ludzi z marginesu społecznego. Ta tragiczna historia nie jest wyjątkiem, a raczej kolejnym przypadkiem. Najbardziej tragiczne jest to, że gdyby nie samobójstwo skrzywdzonej nastolatki, to najprawdopodobniej nikt nie dowiedziałby się o tym, co się stało. Co najwyżej krążyłyby przez jakiś czas plotki ignorowane przez wszystkich, zarówno uczniów, rodziców, jak i nauczycieli. Czy rzeczywiście musiało dojść do takiej tragedii, żeby społeczeństwo uświadomiło sobie, co tak naprawdę dzieje się w szkołach? Przecież jak wszystko wskazuje dziewczyna była prześladowana przez grupę chuliganów już od dłuższego czasu? Dlaczego nikt nie zwrócił na to uwagi? Dlaczego nikt, nie zwraca na to uwagi w innych szkołach? Przecież naiwnym jest sądzić, że to był przypadek odosobniony. Przerażająca jest myśl o tym, jak wiele samobójstw wśród dzieci i młodzieży wynika z podobnych pobudek i jak wiele można by zdziałać przy odrobinie dobrej woli ze strony otoczenia.

Tymczasem winnych zaczęto szukać dopiero po śmierci czternastoletniej Ani. Dlaczego teraz? Dlaczego nie wcześniej? I co przeraża jeszcze bardziej – dlaczego nie szuka się ich tam, gdzie się powinno. Nie mniej niż los czternastolatki przerażają wypowiedzi rodziców jej oprawców, którzy w cyniczny wręcz sposób próbują usprawiedliwić zachowanie ich synów niewinnymi zabawami. Bardziej jednak przeraża wypowiedź samej matki Ani, która powiedziała, iż sprawców nie wini.

Jeśli nie oni są winni, to nasuwa się pytanie, kto jest winien? Można dyskutować o tym, ktoś jest współwinien, kto przyczynił się do tej tragedii. Można mówić o winie dyrekcji, wychowawców i rodziców, którzy nie zauważyli, że dzieje się coś złego. Można mówić o winie kolegów z klasy, którzy przyglądali się przez dwadzieścia minut na to, co się dzieje i nie stanęli w obronie Ani. Jeśli oni wszyscy są czegoś winni, to zaniedbania. Jednak w pierwszej kolejności winę ponosi piątka chuliganów maltretujących i molestujących seksualnie dziewczynkę przez niemal pół godziny, co w konsekwencji doprowadziło ją na skraj załamania psychicznego, którego skutkiem było podjęcie decyzji o popełnieniu samobójstwa. Czy czternastolatek jest na tyle niedojrzały, by nie móc przewidzieć konsekwencji swojego działania? Czy nie jest w stanie stwierdzić, że w ten sposób wyrządza komuś krzywdę? Czy można tego typu zachowanie zrzucać na karb zabawy? Z całą pewnością nie! Dlatego niezrozumiałe wydaje mi się poszukiwanie winnych wśród dorosłych połączone z próbami usprawiedliwienia młodocianych przestępców.

Kolejną rzeczą, która wyraźnie rzuca się w oczy jest mocne upolitycznienie owej tragedii. Co najsmutniejsze, okazała się ona być bardzo na rękę obecnej władzy, z ministrem edukacji Romanem Giertychem na czele. Krytykowany przez wielu pomysł wprowadzenia zamkniętych placówek dla młodzieży sprawiającej problemy wychowawcze zyskał nagle wielki argument, który bardzo dobitnie przemawia do społeczeństwa. Nie staram się negować owej konieczności – rzeczą oczywistą jest, że dzieci zdolne i chętne do nauki nie powinny być gnębione przez młodocianych przestępców. Martwi jednak brak jasnych kryteriów, które wskazywałyby na to, kto powinien trafić do takiej placówki, a kto nie. Istnieje w końcu niemałe zagrożenie, że owe „szkoły o zaostrzonym rygorze” będą miały tak naprawdę „prostowanie” niepoprawnych poglądów reprezentowanych przez część młodzieży. Minister Giertych wprowadzając amnestię maturalną udowodnił już, że posiada ogromną władzę, co zważywszy na jego dosyć kontrowersyjne poglądy powinno nakłonić do nieco bardziej uważnego przyglądania się niektórym decyzjom podejmowanym w MEN.

Bez względu jednak na spory polityczno – ideologiczne z jedną rzeczą trzeba zgodzić się bezwzględnie. Polski system szkolnictwa kuleje i należy go naprawić. Problem nie leży jednak w braku wychowania patriotycznego, kształcie jaki mają lekcji historii, religii czy wychowania do życia w rodzinie. W świetle ostatnich wydarzeń należy sobie uświadomić, że na rozpatrywanie kwestii merytorycznych będzie jeszcze czas.

Pomyłką jest moim zdaniem pomysł nauczania dzieci dopiero rozpoczynających edukację, w wieku 7-10 lat razem z kilkunastolatkami, tworzy to pole do nadużyć oraz znęcania się silniejszych nad młodszymi i słabszymi. Tak wyglądało to w mojej szkole, którą jeszcze dobrze pamiętam i jestem pewien, że do tego czasu niewiele się w tej kwestii zmieniło. Kadra nauczycielka nie jest w stanie upilnować kilkusetosobowego grona uczniów, nie pomogą nawet najnowocześniejsze systemy monitoringu. Co prawda wprowadzenie gimnazjów teoretycznie powinno rozdzielić dzieci od młodzieży, jednak w praktyce wygląda to zupełnie inaczej, ponieważ gimnazja powstają przy już istniejących podstawówkach.
Kolejną kwestią, którą należy poruszyć jest brak jakiejkolwiek selekcji po ukończeniu szkoły podstawowej. Zdawany po ukończeniu szóstej klasy egzamin nie ma najmniejszego znaczenia, a do gimnazjów przyjmowani są wszyscy, a więc do jednej klasy trafiają zarówno obiecujący uczniowie, jak również młodzież stwarzająca problemy, chodząca do szkoły głownie w celach towarzyskich.

Muszę tutaj nadmienić, że sam pochodzę z rocznika, który jako pierwszy został objęty programem reformy wprowadzającej gimnazja. Sam doświadczyłem problemu przemocy w szkole już na samym początku edukacji. Spotykałem się wielokrotnie z przypadkami znęcania się nad słabszymi, przynoszenia do szkoły niebezpiecznych narzędzi, niekiedy wręcz ich stosowania. O niektórych przypadkach tylko słyszałem i o ile plotka nigdy nie może być traktowana na równi z faktem, to istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że duży procent owych „plotek” odwołuje się do rzeczywistych wydarzeń. Jedna w owych plotek dotyczyła właśnie molestowania seksualnego jednej z uczennic przez sprawiającego problemy ucznia, nie pamiętam jednak, aby cokolwiek w tej sprawie zrobiono. Napływające do mnie sygnały z innych szkół świadczą, że problemy z przemocą, wymuszaniem pieniędzy czy wręcz molestowaniem seksualnym zdarzają się w większości państwowych placówek. Zwykle jednak przechodzą bez echa, gdyż otoczenie ma skłonność do lekceważenia tego typu doniesień. Jak długo jeszcze będziemy musieć czekać, aż wydarzy się kolejna taka tragedia?





+ - 10

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Stanisław Rodycz, Rafal Janik, Jarek Kownacki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 6

1. Jacek | 09:35 02-11-2006

Nie zgadzam się z częścią artykułu po pierwsze nie możemy pisać o problemie przemocy w śród dzieci jak by one były przedmiotem obcym zwierzęciem. Po drugie problemem nie jest podział wiekowy a sposób wychowania i brak pozytywnych wzorców. Szukając winny spójrzmy na siebie który z nasz ostatnio zwrócił komuś uwagę za jego zachowanie styku wypowiedzi znajdźmy w sobie odrobione przyzwoitości i dzielmy się nią.

2. Karol | 13:06 02-11-2006

"Co najsmutniejsze, okazała się ona być bardzo na rękę obecnej władzy, z ministrem edukacji Romanem Giertychem na czele." To z pewnością nie jest najsmutniejsze, gdyby w tej chwili urzędował DOWOLNY z poprzednich ministrów oświaty, to schował by on głowę w piasek lub zaproponował „pomoc psychologiczną”.
Problem jest TYLKO JEDEN I ZAWSZE TEN SAM – SOCJALIZM.
Jako, że społeczeństwo jest przeżarte rakiem socjalizmu tak jak kokainista kokainą, musimy zastosować metadon. Niech już państwo płaci za naukę naszych pociech, lecz niech nie świadczy tej usługi!!! Potrzebna nam jest różnorodność w systemie szkolnictwa, dostaję bona na 100-200 zł miesięcznie i posyłam dzieciaka do wybranej przeze mnie szkoły – CZĘSTO O PROFILU IDEOWYM !!! TAK SZKOŁY POWINNY UCZYĆ IDEOLOGI !!! o ile chcą tego ich rodzice ! Katolicy poślą swoje pociechy do szkół parafialnych, Świadkowie Jechowy założą swoje szkoły, a ateiści swoje. To rodzice powinni decydować czy dziecko ma chodzić do szkoły koedukacyjnej czy dysedukacyjnej. To rodzice powinni decydować, czy dziecko uczy się teorii ewolucji czy kreacjonizmu.
A o tym kto ma rację zadecyduje życie a nie minister.
W PROPONOWANYM PRZEZE MNIE SYSTEMIE PRAWDA O NIEKTÓRYCH IDEOLOGIACH WYSZŁA BY NA JAW, POPRZEZ PUSTE ŁAWKI SZKOLNE – DLATEGO SIĘ JEGO NIE DOCZEKAMY :(
politycy nie dodadzą nam władzy nad tym czego uczą się nasze dzieci :(

3. Jacek | 20:46 25-11-2006

Szkolnicwo nie kuleje, szkolnictwo już klęczy na kolanach. Jeszce kilka lat i nie będzie co zbierać. Zastanawiam sie w jaki sposób osoba mądra, wykształcona, z tzw. dobrej rodziny z tradycjami może chcieć wdepnąć w takie bagno jak uczenie np. w szkole zawodowej języka polskiego. A może wcześniej powinna przejść warsztaty (nie wykłady) na którym ZOBACZY wszystkie patologie, które już mają miejsce. Może powinno się wśród grupy nauczycieli wybrać osobę która będzie "pseudo" molestowana i wtedy zastanowić się, co taka poszkodowana osoba może zrobić i czy przede wszystkim jest ktoś w stanie ja ochronić. Wg mnie dzisiaj nauczyciele nie są w stanie ochronić uczniów, ale już jutro rodzice nie bedą w stanie ochronić swoich dzieci. I co wtedy? Może jeszcze musimy poczekać aż rodzic zginie w obronie swojego dziecka? Albo się powiesi, bo stwierdzi, że jest bezsilny... i nie mieszajmy polityki do tego. Każdy z nas jest w rzeczywistości winny za tą sytuację. A nauczycielom zafundowałbym panie ministrze odpowiednie warsztaty i odpowiednie treningi. I po przeprowadzeniu tego sprawdziłbym jeszce czy były przeprowadzone rzetelnie - i czy osoba która je przeprowadzała faktycznie jest fachowcem w tych sprawach, a nie osobą którą wydelegowano....

4. Agnieszka | 13:34 25-12-2006

Dlaczego nauczyciele mają się szkolić? Znają setki metod dydaktyczno- wychowawczych, sa po kursach psychologicznych, sami się dokształcają. Chyba raczej powinno się szkolić rodziców, którzy uważają, że dziecko wychowa się samo, nie wpajają im podstawowych zasad dobrego wychowania od przysłowiowego "dzień dobry" począwszy, a skończywszy na zwykłych ludzkich odruchach życzliwości i współczucia. Swoje wszystkie warsztaty i treningi mogę schowac do kieszeni, jeśli nie mam wsparcia w rodzicach ucznia, którzy deprecjonują działania nauczyciela, popełniają podstawowe błędy wychowawcze nie ustalając systemu kar i nagród, którzy kochają "głupią" miłością, objawiającą się ślepą wiarą w to, co mówi dziecko - doskonały mały manipulant.

5. Tadeusz | 15:03 07-08-2008

A może przyczyną jest fakt istnienia przymusowej, państwowej oświaty?

Takie są efekty, gdy próbuje się wychowywać młodego człowieka w oderwaniu od rodziny, w kilkusetosobowym kołchozie, zwanym dla niepoznaki szkołą.