iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Felietoniści
+ - 1

Completely under control vol. 2

28 12 2009 Alan Czachara Artykuł był czytany 725 razy
Źródło: miłość.jpg
Źródło: miłość.jpg

Completely under control czyli posłowie lekkostrawne o miłości w Boże Narodzenie vol. 2

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Mając w zanadrzu Platońskie miary, przyjrzyjmy się, miłości w życiu codziennym. Weźmy jako przykład stojącą w ulicznym korku młodą parę, bawiącą się w starym oplu koloru mlecznej kawy, upstrzonym napisem „zatrąb sobie, jeśli cię kręci”. Samochód prowadzi ujmująca z profilu dziewczyna, o wyglądzie małej myszki i pięknych, kręconych włosach. Jej pasażer, z wywaloną przez okno prawą nogą, półleżący, z ruchami znamionującymi króla, niedomyty, karczysty, z kolczykiem w uchu i do połowy otwartymi ustami – zdaje się być jej przeciwieństwem. Gdy się całują, nawet nie przychodzi mu do głowy wyjąć z ust przeżutej gumy. Co chwilę spoglądają na siebie, jakby byli najnowszym cudem świata, choć każdy postronny obserwator z łatwością mógłby pomyśleć, że ta słodka dziewczyna naprawdę zasługuje na coś lepszego niż ten upiorny prostak. Wtem dziewczyna znika z pola widzenia narratora i tylko po spazmatycznych ruchach dyndającej przez okno nogi jej partnera można domyśleć się, co też w sekrecie z nim robi. Zmieniają się światła i kierowcy raz po raz zaczynają dawać upust swojemu zniecierpliwieniu. Wreszcie dziewczyna wypłynęła na powierzchnię i, poczochrana i piękna, usadowiła się na swoim miejscu, podczas gdy młody chłopak, w odpowiedzi na nasilający się hałas klaksonów (choć to nie mój kierowca trąbił), odwrócił w moją stronę swe ordynarne oblicze i, przeżuwając gumę, uczynił palcem najbardziej obsceniczny gest w świecie, zanurzając go w jej ślicznych, kręconych włosach. (…) Cóż, powiedziałem sobie (to w dalszym ciągu słowa narratora), są jeszcze młodzi, bardzo młodzi, pewnie nie mają nawet dwudziestki, więc erotycznie są po prostu głupi. Przynajmniej on jest głupotą ucieleśnioną. Ale i ona, ta mała, śliczna dziewczyna jest głupia, tak głupia, jak niekiedy głupie są małe śliczne dziewczyny. A głupcy, wedle Platona, nie walczą o dobro czy piękno, o boską radość, ponieważ, zajęci sobą, wystarczają samym sobie. A zatem z czym mamy tutaj do czynienia: z miłością czy z czymś jeszcze? – zapytam Justynę. Otóż w ich związku kryje się błahość, niesmaczna (dla otoczenia) daremność pieszczoty. Zezwierzęcenie. Tylko tyle.
Inny przykład: tym razem ja jestem zaproszony na kolację wydaną na cześć pary „młodo-żaręczeńców” w dębickiej restauracji. Pannie „młodej” właśnie stuknęła pięćdziesiątka, pan „młody” przekroczył lat sześćdziesiąt i cztery. Ona w życiu zawodowym jest mecenaską sztuki, w prywatnym – posiadaczką niemałej fortuny. On – ojcem bez doświadczenia. Plotkarskie środowisko od dawna szepcze o nich historie, wspominając zwykle na przemian o jej pieniądzach i jego karierze, jej byłych mężach (2) i jego byłych żonach (2) i o różnicy wieku pomiędzy nimi (14). Ale wszyscy są zgodni, że to nie finansowe kalkulacje stanęły za ich związkiem; rzut oka wystarcza, aby stwierdzić z pewnością, iż spętał ich Eros. W ogólnym zgiełku imprezy nie dostrzegają – dosłownie – świata poza sobą. Wpatrzeni w siebie, zdają się postronnym jakby półprzytomni, półświadomi tego, co dzieje się wokół. Na kolacji nikt, może poza mną, nawet nie próbuje zamienić z nimi choćby słowa, gdyż jest to zupełnie daremne. Rozmawiają, a właściwie szepcą tylko między sobą. Wreszcie „po angielsku” opuszczają kolację. Odwołując się znów do Platońskiej metafory, można powiedzieć, że szukające się po całym świecie dwie „połówki” nareszcie odnalazły się na starość; i że łapczywość, intensywność ich związku wynika stąd, iż każde z nich wie, jak bardzo mało zostało im czasu. Czy jednak iskra boża, jaka przeskoczyła między nimi, jest tą właściwą miłością, o której mówił Sokrates, że nauczyła go jej „najmędrsza z kobiet”? A może ich miłość jest prostą iluzją, niemożliwą do przeżycia ułudą: zesłaną na koniec przez złośliwego kupidyna? Ciężko powiedzieć
ONA jest tutaj bezlitosna: na starość miłość jest nieosiągalna, jak nieosiągalne są dwie rzeczy: namiętny pocałunek i pełna masturbacja. A wtedy przychodzi koniec – nie, nie tylko miłości. To życie się kończy.

Pierwszy z omawianych przypadków, to miłość bzykających cykad – miłość wulgarna, czysto animalne pożądanie, na które szkoda słów. Przypadek drugi kończy się iluzją miłości. Wprawdzie kochankowie spieszą się kochać siebie nawzajem, jednocześnie jednak jakby przeczuwają, że w ich życiu miłość o b u s t r o n n a nie jest więcej możliwa, że schwytani są w swoje ciała jak w pułapkę bez wyjścia. To monady, które udają, że chorują na miłość, gdy tymczasem zdolne są co najwyżej zajmować się sobą z osobna.

Otóż tylko rozpaczliwe odrzucenie erotycznych pasji, rozpaczliwe odpychanie od siebie chłopców i dziewcząt, których tak bardzo pożądamy, daje nam siłę i wyzwala w nas pasję zupełnie innej – gdyż boskiej – natury. Tylko poprzez rzeczywistą negację ludzkiego pożądania płoniemy nieśmiertelną miłością, miłością boską.
Wspólnym mianownikiem dla tych dwóch przypadków jest swoisty brak rozwagi, a nawet pewne zaślepienie, cechujące miłość. Wystarczy poczytać korespondencję miłosną w 30 lat od jej powstania, aby przekonać się, jak mało dla nas znaczy, głównie z uwagi na banalność treści i ambarasujący styl samych listów.

O głupocie zakochanych świadczą także dziesiątki zupełnie irracjonalnych – głupich, dziecinnych – konwersacji, jakie wiodą między sobą. Wszyscy wiemy , że wszelka rozumna rozmowa z zakochanym nie jest właściwie możliwa. Formułowane w dobrej wierze ostrzeżenia, nieobalalne argumenty oraz oczywiście prawdziwe komentarze potykają się o potężne „ale” – „Ale ja ją (jego) kocham!” – lub, co gorsza, odbierane są jako wrogie ataki, inspirowane przez zazdrość i w ten sposób traktowane. Nie jest rzeczą niezwykłą, że przyjaźnie niekiedy tak właśnie się rozpadają. Kochanek ma to gdzieś. Jest zdolny porzucić wszystko z wyjątkiem swej miłości do ukochanej, której to, co znajduje się wokół niego, jest podporządkowane. Rzut oka na kochanka spoglądającego na swą ukochaną wystarcza, aby przekonać się, że jego oczy są puste. Dowcip, rozum, przenikliwość, ciekawość, rozwaga zanikają; kochanek porzuca siebie ostatecznie. To, co pozostaje – a co widać po oczach odmieńca, który myśli, że patrzy na boga – to wyraz najczystszej w świecie głupoty.
A zatem miłość to czasowe (bo nic nie trwa wiecznie) rozstanie z inteligencją, to rodzaj autyzmu i społecznej arogancji. Miłość to choroba, miłość to śmierć.

Człowiek szuka śmierci, kiedy nie ma siły dłużej żyć. Albo gdy ból, który miłość sprawia, silniejszy jest nad słodycz, jaką w sobie niesie.Śmierć bywa także ryzykiem towarzyszącym miłości, nawet tej wymyślonej, inscenizowanej na romantyczną modłę. W tym kontekście przywołuję mojego sympatycznego ex znajomego, miesiącami szukającego kobiety gotowej być wraz z nim. Wreszcie znalazł jedną – brzydką, zdesperowaną i wystarczająco głupią, aby dzielić jego makabryczny entuzjazm, z pewnym przymusem można sobie wyobrazić jak mało radosne, przeciętne, kruche i pełne religijnych iluzji musiało być to jej życie, skoro w nim miała nadzieję odnaleźć punkt zwrotny w swym życiu!




+ - 1

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0