Hyde park / Felietoniści
Mała śmierć Rubensa
Artykuł był czytany 609 razyJesteśmy moralni. Bardziej lub mniej indywidualnie, ale jako gatunek – jesteśmy i byliśmy na swój sposób od zawsze. Kropka. Jedyne co się zmienia to położenie tej cieniutkiej granicy.
Co reguluje naszą moralność? Zastanówmy się nad elementami, bo zapewne proces jest bardziej złożony, a przynajmniej na razie go nie nazywajmy.
Elementem pierwszym niech będzie “wiara”. Dekalog generalnie określa co nam wolno, a czego nie. Jako, że każde wyznanie ma swój “dekalog” wyregulowani jesteśmy przez wszystkie nasze temperamenty i odcienie skóry, od stóp do głów. W chrześcijańskim dekalogu jest taki paragraf: “nie pożądaj żony/męża/kobiety/mężczyzny bliźniego swego”. Oczywiście jeżeli jakkolwiek jesteśmy w stanie na ogół poradzić sobie z fizyczną konsumpcją fantazji, tak w mózgu zaznacza ona swój konkretny ślad. Często niezauważalny dla Świata zewnętrznego, jednak mający swój własny kształt i pole grawitacji. Jest jak zwierzątko hodowlane: dokarmiasz je, a ono sobie żyje, tyje i przybiera na rozmiarze. Kiedy osiągnie masę krytyczną po prostu je zżerasz bez opamiętania i porzucasz. Oczywiście nie wyrzucasz z domu, ale utrzymujesz z resztą inwentarza na swoim zmyślnym ogródku między zwojami. Tak więc nie pożądaj, a może trafisz do nieba…
Tu być może by się to zgadzało, nie mam na myśli Nieba, ale wpływ fantazji na psychikę. Jest ogromny prawda? Bo przecież muszę najpierw mieć wizję żeby poruszyć ciało, zanim stanie się to dla mnie naturalne i instynktowne, więc zastanawiam się tylko nad tym czy faktycznie jest to takie złe i nieczyste – fantazjować. Nikt nie wciśnie mi kitu o cudownym i doskonałym Edenie Adama i Ewy z jedyną, poprawną pozycją misjonarską. A co chociażby z fellatio czy cunnilingusem? Szczęście to szczęście, a każdy osiąga je inaczej.
Drugim kryterium niech będzie etyka, czyli pokrywająca się odrobinę z dekalogiem i opierająca się na “nie rób drugiemu co Tobie nie miłe, nawet gdy on nie rozumie tego, że jest krzywdzony”. Czy artysta, który wyraża swoje wnętrze, lub po prostu maluje na zamówienie scenę grupowej orgii nie musiał jej wcześniej sobie wyobrazić? Tu byłby w konflikcie zarówno z wiarą jak i z etyką. Przecież potencjalni modele muszą posiadać elementy wyglądu osób już wcześniej widzianych. Czy artysta pytał je czy chcą zaistnieć w jego głowie w sidłach pragnień i pożądania? Przecież już mogą być żonami, mężami. Mogą być już zarezerwowani w jakiś sposób do kochania. Tu pojawia się problem. Uwielbiamy szufladkować, zapewne, żeby lepiej odnaleźć się w tej batalii o moralność. Bo artysta, który w zgodzie z wiarą i etyką będzie chciał namalować swojego własnego partnera nago – zostanie z marszu posądzony o kandaulezizm. Jeżeli jest kandaulezizstą to na pewno jest też ekshibicjonistą i masochistą. Już tutaj zaczyna być gęsto od wszelakich”izmów”. Tak przecież obcych nam, potencjalnie moralnym ludziom. Jedyny kontakt jaki oficjalnie chcemy mieć z trójkątem seksualnym to nazwanie go triolizmem, aby szybko wrzucić go na obleśną półkę gdzie już czeka na niego psychologiczna definicja kontrolowanej niewierności partnera.
Nie pożądając tych co pożądać nie można, dzieląc sny i fantazje jedynie z jedną osobą naraz wpadamy do kolejnego szamba. Okazuje się że czyste monogamiczne pożądanie jest także złe. Niestety każdy z nas, każdy kto odczuwa pożądanie częściej niż raz dziennie na ulicy lub w metrze jest promiskuitystą. Przecież przelotne kosmate myśli pozbawione są jakichkolwiek więzi uczuciowych.
Instynktowi także nie powinniśmy ufać. Nie powinny na nas działać kształty i klimat. Nie powinniśmy widzieć tylko patrzeć.
Możesz cieszyć się z mnogości barw, lub ich braku. Możesz podniecać się grą cieni, ale nigdy konturem sceny.
Oglądając prace Rubensa, Curiina czy też Tkaczyka, broń Boże nie daj się sprowokować nawet najmniejszym zakamarkom swojej pokręconej świadomości. Jeżeli pożądanie złapie Cię choćby na ułamek sekundy jesteś stracony, a wraz z Tobą zginie wolny świat ekspresji. Sztuka i bogactwo humanum pogrążą się w ciemnościach. Będziesz voyerystą, a Rubens, Tkaczyk i inni żołnierze ekspresji brudnymi dewiantami.
Używając owego etyczno-moralnego kryterium znajduję siebie jako jednostkę straconą. Jednak patrząc dalej w głąb swojej duszy dostrzegam w końcu pragnienie górujące nad innymi. “Mała śmierć” jako synonim orgazmu jest wszystkim czego pragnę. Umieram dotykiem, zapachem, pocałunkiem i jak każdy z nas umieram każdego dnia osiągając orgazm i ekscytację, a najbardziej podnieca mnie świadomość jak wiele jeszcze są w stanie zaoferować mojej fantazji inni nienarodzeni dla Świata artyści.
Ilustracja: John Currin / The Cripple /1997
Elementem pierwszym niech będzie “wiara”. Dekalog generalnie określa co nam wolno, a czego nie. Jako, że każde wyznanie ma swój “dekalog” wyregulowani jesteśmy przez wszystkie nasze temperamenty i odcienie skóry, od stóp do głów. W chrześcijańskim dekalogu jest taki paragraf: “nie pożądaj żony/męża/kobiety/mężczyzny bliźniego swego”. Oczywiście jeżeli jakkolwiek jesteśmy w stanie na ogół poradzić sobie z fizyczną konsumpcją fantazji, tak w mózgu zaznacza ona swój konkretny ślad. Często niezauważalny dla Świata zewnętrznego, jednak mający swój własny kształt i pole grawitacji. Jest jak zwierzątko hodowlane: dokarmiasz je, a ono sobie żyje, tyje i przybiera na rozmiarze. Kiedy osiągnie masę krytyczną po prostu je zżerasz bez opamiętania i porzucasz. Oczywiście nie wyrzucasz z domu, ale utrzymujesz z resztą inwentarza na swoim zmyślnym ogródku między zwojami. Tak więc nie pożądaj, a może trafisz do nieba…
Tu być może by się to zgadzało, nie mam na myśli Nieba, ale wpływ fantazji na psychikę. Jest ogromny prawda? Bo przecież muszę najpierw mieć wizję żeby poruszyć ciało, zanim stanie się to dla mnie naturalne i instynktowne, więc zastanawiam się tylko nad tym czy faktycznie jest to takie złe i nieczyste – fantazjować. Nikt nie wciśnie mi kitu o cudownym i doskonałym Edenie Adama i Ewy z jedyną, poprawną pozycją misjonarską. A co chociażby z fellatio czy cunnilingusem? Szczęście to szczęście, a każdy osiąga je inaczej.
Drugim kryterium niech będzie etyka, czyli pokrywająca się odrobinę z dekalogiem i opierająca się na “nie rób drugiemu co Tobie nie miłe, nawet gdy on nie rozumie tego, że jest krzywdzony”. Czy artysta, który wyraża swoje wnętrze, lub po prostu maluje na zamówienie scenę grupowej orgii nie musiał jej wcześniej sobie wyobrazić? Tu byłby w konflikcie zarówno z wiarą jak i z etyką. Przecież potencjalni modele muszą posiadać elementy wyglądu osób już wcześniej widzianych. Czy artysta pytał je czy chcą zaistnieć w jego głowie w sidłach pragnień i pożądania? Przecież już mogą być żonami, mężami. Mogą być już zarezerwowani w jakiś sposób do kochania. Tu pojawia się problem. Uwielbiamy szufladkować, zapewne, żeby lepiej odnaleźć się w tej batalii o moralność. Bo artysta, który w zgodzie z wiarą i etyką będzie chciał namalować swojego własnego partnera nago – zostanie z marszu posądzony o kandaulezizm. Jeżeli jest kandaulezizstą to na pewno jest też ekshibicjonistą i masochistą. Już tutaj zaczyna być gęsto od wszelakich”izmów”. Tak przecież obcych nam, potencjalnie moralnym ludziom. Jedyny kontakt jaki oficjalnie chcemy mieć z trójkątem seksualnym to nazwanie go triolizmem, aby szybko wrzucić go na obleśną półkę gdzie już czeka na niego psychologiczna definicja kontrolowanej niewierności partnera.
Nie pożądając tych co pożądać nie można, dzieląc sny i fantazje jedynie z jedną osobą naraz wpadamy do kolejnego szamba. Okazuje się że czyste monogamiczne pożądanie jest także złe. Niestety każdy z nas, każdy kto odczuwa pożądanie częściej niż raz dziennie na ulicy lub w metrze jest promiskuitystą. Przecież przelotne kosmate myśli pozbawione są jakichkolwiek więzi uczuciowych.
Instynktowi także nie powinniśmy ufać. Nie powinny na nas działać kształty i klimat. Nie powinniśmy widzieć tylko patrzeć.
Możesz cieszyć się z mnogości barw, lub ich braku. Możesz podniecać się grą cieni, ale nigdy konturem sceny.
Oglądając prace Rubensa, Curiina czy też Tkaczyka, broń Boże nie daj się sprowokować nawet najmniejszym zakamarkom swojej pokręconej świadomości. Jeżeli pożądanie złapie Cię choćby na ułamek sekundy jesteś stracony, a wraz z Tobą zginie wolny świat ekspresji. Sztuka i bogactwo humanum pogrążą się w ciemnościach. Będziesz voyerystą, a Rubens, Tkaczyk i inni żołnierze ekspresji brudnymi dewiantami.
Używając owego etyczno-moralnego kryterium znajduję siebie jako jednostkę straconą. Jednak patrząc dalej w głąb swojej duszy dostrzegam w końcu pragnienie górujące nad innymi. “Mała śmierć” jako synonim orgazmu jest wszystkim czego pragnę. Umieram dotykiem, zapachem, pocałunkiem i jak każdy z nas umieram każdego dnia osiągając orgazm i ekscytację, a najbardziej podnieca mnie świadomość jak wiele jeszcze są w stanie zaoferować mojej fantazji inni nienarodzeni dla Świata artyści.
Ilustracja: John Currin / The Cripple /1997














