iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Felietoniści
+ - 0

Picasso, Porno i Manson

22 06 2010 Cai Caslavinieri Artykuł był czytany 930 razy
Źródło: sztuka.jpg
Źródło: sztuka.jpg

Nie tak dawno temu miałem okazję gościć na międzynarodowej wystawie artystycznej “Art Cologne”. Nie jest to bynajmniej impreza byle jaka. To jedna z tych 3-4 na których dla artysty zaistnieć znaczy być już na zawsze.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Podczas oglądania pięterka z tak zwaną “established art” z szacunku dla wydarzenia zatrzymałem się przy Picasso, no ba… każdy wie, każdy zna. Prace jednak jakieś takie “tanie” i nie mam na myśli ceny (około 60-80 tyś euro). Tani był panujący tu zachwyt. Atmosfera jak na bazarze podczas wybierania chińszczyzny skarpetkowej, ale po cichu.

Nagle uwagę moją przykuły dwie średniej wielkości prace wykonane akwarelą. Wisiały na ekspozycji u artysty obok. Stanąłem jak wryty. Na obrazie przedstawiona była potworna kobieta przepołowiona na pół. Z grymasem uśmiechu wystawiała swoją pokaźną waginę do słońca, a raczej w kierunku reflektora galerii. Wagina była specyficzna, gdyż otaczające ją grube, czarne, kudłate włosy były prawdziwe. Ktoś po prostu je dolepił. Zapewne sam artysta starając się dodatkowo zszokować odbiorcę. No więc kim jest, czy też kim był ten ktoś kto to stworzył?
Ledwie oderwałem wzrok od gęstej kępy włosia szukając tabliczki z informacją gdzieś obok. Była! Oczywiście, że była. Tu nastąpił drugi akt szoku… Na tabliczce widniała czerwona kropka. Zauważa się ja zwykle najszybciej, gdyż oznacza to co powoduje wzrost ciśnienia i totalnie histeryczną palpitację serca u galerzysty – obraz sprzedany!

Cena 80 000 EURO. OMG! Tylko nazwisko niewiele mi mówiło, Manson… Oczywiście słyszałem o kilku wyjątkowych Mansonach, ale nie znam żadnego Messieur De Voile Mansona… Na szczęście obok, przy nieskazitelnie białym stoliku nieopodal siedziała Pani. Szybki rzut okiem na rozłożone dookoła katalogi i ulotki wskazywały, że to jej stoisko. Zatem może coś wiedzieć. Ruszyłem więc dumnym i zdecydowanym krokiem z pytaniem wypisanym na ustach: “Kim jest ten artysta?”. Zdziwienie pojawiające się na jej twarzy zaraz po zwerbalizowaniu mojego pytania przemieniło się w osłupienie. W końcu przemówiła: – To prace Pana Mansona.

Tak, to już wiem – pomyślałem. Gdzieś wewnątrz zacząłem się nawet zastanawiać nad wrażliwością Charlesa Mansona. Był przecież, lekko mówiąc – ponadprzeciętny. Tworzył muzykę, a w sprawach z kobietami był bardzo przekonywujący. Blues baby… a imię jego – Charles Milles Manson. Psychodelic rock i przepołowiona kobieta z mięsistą waginą o iście dzikim gąszczu. To mógł być on, przecież wciąż żyje. Nie tylko w umyśle chorego już Romana Polańskiego, ale realnie gnije gdzieś w celi.

Pięterko “established art” zobowiązuje. Było tu wielu z tych najważniejszych. Nawet tych, którzy dawno temu jako pierwsi wmontowali kawałek gumy pomiędzy struktury farby olejnej. Ten obraz był jednak w miarę świeży. Z rosnącą niepewnością spytałem więc o imię. – Marilyn.

W miejscu gdzie z głośników ktoś wypowiada w kółko manifestyczna mantrę “Jest jeden artysta, jeden proces twórczy…”. W miejscu świętym dla artystów i azjatów sprzedających plastikowo-złote rzeźby. W tym miejscu on? Ten Marilyn Manson. Porno-rock’n'rollowy produkt popkultury. Czyli kicz muzyczny o melodyjnym brzmieniu ubrany w bladą skórę wygolonej owcy. Teraz dopiero dostrzegłem wartość tego dzieła. Ideologia sama ułożyła się w głowie. Nie miałem już pytań.

“Business is art, so Manson goes artporno…” czyli sposób na nieśmiertelność w dobie pudelka. Tak na marginesie – to był niezły obraz.




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0