iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Felietoniści
+ - 2

Zasrany Facebook

15 12 2009 Buszujący wZbożu Artykuł był czytany 1323 razy
Źródło: komputer.jpg
Źródło: komputer.jpg

Naszła mnie chwila refleksji, a raczej chwila zastanowienia nad facebookowymi, wirtualnymi gadżetami, które ktoś nam może wysłać w formie aplikacji i innymi idiotyzmami.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Może to być zaproszenie do grona miłośników kina, szybkiej jazdy, ciepłych lodów, majtek Dody, Dody bez majtek, a na przeciwległym biegunie pewnie i do kółka różańcowego. Szybko możemy się znaleźć w tych zaszczytnych gronach i poczuć, że nie jesteśmy sami. Sam fakt dostania przez nasz zaproszenia wskazuje na to, że inni się nami interesują. Ba! Mogą nam również wysyłać prezenty, jak np. mój kolega, który odesłał zagubionego, biednego chomika z prośbą o zaopiekowanie się nim. Tak jak by nie mógł go zostawić na swojej farmie, którą jakoś tam uprawia. Wzruszające nieprawdaż? Z grzeczności kiedyś coś tam od niego przyjąłem, sądząc, że to będzie tylko epizod. Przeliczyłem się jednak. Nie doceniłem szczodrości mojego całkiem inteligentnego kolegi, który odtąd zasypywał mnie prezentami i zaproszeniami. I to nie byle skąd, bo z Kopenhagi!
 
Zastanawia mnie mechanizm całego procederu. Czy to, że ktoś nam wyślę jakiegoś wirtualnego dajmy na to królika, powoduje u niego radość? Satysfakcję z tego, że coś mi podarował, czy może chcę mi pokazać: spójrz jaki jestem cool, potrafię wysyłać te pierdoły? Z drugiej strony co czuję osoba przyjmująca takie dary? Cieszy się, że ktoś o niej pamięta? Po części pewnie tak. Taka nasza natura. A może tak jak ja się irytuje, bo nie chcę się bawić w hodowanie wirtualnego akwarium, czy wspomnianej farmy. Bo co to ma w gruncie rzeczy za sens. Strata cennego czasu i nic więcej. Infantylność do potęgi entej. Potrzeba utożsamiania się z kimś wchodząc do jakiejś grupy dosyć prymitywna, zważywszy, że to nie real i że z niektórymi nie zamieniliśmy w życiu więcej niż kilku godzin rozmowy, a bywa nawet, że kilkunastu minut. Tak, w dzisiejszym świecie nie ma czasu na rozmowę w cztery oczy. Wszyscy zapieprzają chodnikami ze spuszczonymi głowami, jakby spojrzenie się na kogoś sprawiało im ból. W ogóle ludzie się nie obserwują. Za to jak się na siebie gapią na facebooku ma ogromne znaczenie. Przyjmując różne podarki, czy odpowiadając na idiotyczne pytanie ( nie samo w sobie) na górze strony: ''O czym teraz myślisz'' kreują się na fajnych, kontrowersyjnych, nonszalanckich, nowoczesnych ludzi wartych poznania. Prześcigają się w komentarzach tego co lubią i pytają o rady serialowych postaci np. pana Lucka z ''M jak Miłość''. Oczywiście stary, poczciwy Lucek zawsze udzieli rady.
 
Zauważalna presja otoczenia powoduje u ludzi lęk przed wykluczeniem ze środowiska. Ze swoistym ostracyzmem. Skoro wszyscy hodują rybki, to i ja. Idą święta, więc wszyscy zaczynają kupować drzewko. Byłoby gafą nie zrobić tego samego. Wydawałoby się, że ta prosta zależność jest zarezerwowana dla jeszcze młodego i nieukształtowanego dziecka. Ale tak nie jest, co udowadniają badania naukowe poparte m.in. eksperymentem Ascha, który poddaje genezie konformizm człowieka. Jeśli większość uważa, że majtki Dody są fajne, to reszta się do tego przystosowuje, mimo, że początkowo tak nie uważała. Jedna strona medalu jest taka, że zawsze chcemy mieć rację, a skoro większość ma, to uważamy to za normę, a druga strona medalu to wspomniany wcześniej lęk przed wykluczeniem. O ile w życiu codziennym zdarzają się jednostki nonkonformistyczne, które nie boją się zaryzykować sprzeciwu i konfrontują bezpośrednio swoją rację z racją innych, to w świecie wirtualnym nikt się za specjalnie nie zastanawia nad tym, czy coś jest dobre, czy złe. Warte, czy nie warte. Przecież wystarczy parę razy kliknąć i mamy z głowy. Nikogo nie urazimy nieprzyjęciem prezentu. Łatwość podejmowania decyzji jest żenująca i buduje pozorną nić poplecznictwa z innymi. Łatwość wysłania do kogoś zaproszenia i stania się jego znajomym też pachnie takim spłyceniem człowieczeństwa. Zbyt dużo rzeczy w internecie jest spłycone. Rzeczywistość jest odrzeczywistniona bardzo prozaicznie i obawiam się, że już niedługo w ogóle nie będzie nam się chciało wychodzić z domu. Pogadamy w necie, zjemy wspólnie obiad, wypijemy, wyszczymy się w internetowej szalecie... Zesramy? Już sramy na siebie.




+ - 2

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0