Coming-out po polsku
Artykuł był czytany 576 razy
Z mieszanymi uczuciami podchodzę do wszystkiego co robi Richard Dawkins. (...)Z drugiej strony gdy tylko pomyślę o sytuacji ateistów w Polsce nie mogę pozbyć się uczucia goryczy.
Oto, żyję w kraju gdzie przy świątecznym stole wracają do mnie upiory religijnej indoktrynacji lat 90. i czuję że czas ponownie się cofnął gdy ktoś oczekuje ode mnie, że po raz tysiąc osiemset nie wiadomo który będę tłumaczyć się czemu nie wierzę w tak oczywisty(dla niego) przecież fakt, że Syn Boży z Niepokalanej Dziewicy poczęty narodził się na początku naszej ery w żłóbku gdzieś na terenie dzisiejszej Autonomii Palestyńskiej. Dostojny Oksfordczyk ze swoim brytyjskim poczuciem humoru, ciętymi ripostami i pomysłami na promocję ateistycznego światopoglądu w rzekomo strasznie wrogiej wobec tegoż Ameryce rozckliwia mnie wówczas i to bardzo. Przyznam się, że chętnie zamienił bym z nim kilka słów, pierwsze co bym mu powiedział to: Przyjedź do nas, zajrzyj do Torunia, pogadaj z Terlikowskim, postaw flaszkę siwej chłopcom z „Rzepy”, jak to przeżyjesz to może dopiero zaczniemy gadać na poważnie”.
Teoretycznie ktoś się może do mnie przyczepić, przecież mówi do Was Prezydent w noworocznym orędziu (niechybny to znak, że wybory blisko a szanse na zwycięstwo nikłe;), nawet sami księża zwracają się do Was z ambon (to i owszem, ale zawsze w nadziei na nawrócenie, a poza tym wybory blisko, a szanse...;) tym niemniej pozostanę przy swoim zdaniu. Sytuacja ateistów w Polsce jest kiepska. Większość spośród nich żyje niejako w ukryciu (niczym w okopach;) ich poglądy (choć nie ma w nich nic osobliwego) często pozostają nieznane nawet dla grona najbliższych (osobiście znam kilka takich przypadków) szczególnie wtedy gdy danemu nieszczęśnikowi przytrafiło się mieszkać poza największymi ośrodkami miejskimi. Gdy w dodatku komuś przytrafiło się jeszcze nie urodzić Michnikiem, ani nigdzie w jego okolicach to swój światopogląd może wyrażać jedynie zdawkowo, półgębkiem, szeptem. Owszem są zacni ludzie na polskich uniwersytetach, publicyści „Wyborczej”, niektórzy ludzie z SLD itd., ale na nic zdadzą się ich poglądy w małej powiatowej mieścinie w Polsce „B” gdzie przyznanie się do ateizmu czy też szerzej do niewiary, może powodować poważne reperkusje. Chciałbym zobaczyć kiedyś Richarda Dawkinsa jak pomaga takim ludziom przełamać się, radzić sobie z indoktrynacją ze strony współmieszkańców, urzędników, księży czy nawet własnych rodzin, ale chcieć to nie znaczy niestety móc. Efektami takiego stanu rzeczy są niedoszacowanie liczby osób niewierzących w Polsce (de facto nikt nie wie ilu niewierzących obywateli żyje w tym kraju: według oficjalnych danych ostatniego Spisu Powszechnego 3,7 %, według Instytutu Gallupa aż 23%)- konia z rzędem temu kto zna prawdziwe dane. Zdecydowana przewaga liczebna tzw. ukrytych ateistów nad zdeklarowanymi czytaj dla własnego bezpieczeństwa i komfortu kłamiemy że jesteśmy katolikami (efekt czystej indoktrynacji i braku ochrony dla obywateli ze strony państwa przed Kościołem). A taki stan rzeczy nie może pozostawać obojętny na komfort psychiczny i jakość funkcjonowania tych ludzi w społeczeństwie. To nie koniec, gdy ktoś ma w sobie tyle siły by ujawnić się ze swoim światopoglądem, w „cudownym” kraju wielowiekowej tolerancji, Grzegorza Miecugowa i sierpniowych ideałów Solidarności czyhają bowiem na niego kolejne pułapki. I tak osobnik taki musi być przygotowany na następujące kłopoty (ze względu na czytelników o wrażliwych nerwach, tylko wersja soft):
- „bombardowanie Jezuskiem”: objawia się na różne sposoby na przykład zasada „cytat z Ewangelii jest dobry na wszystko” , popularne zwłaszcza wśród tzw. inteligencji (pseudo), do infantylnych wrzutek o tym jak to dobrze mieć dużo dzieci (głównie w wykonaniu pań w wieku średnim, bo w wieku starszym to już tylko beret na głowę i z parasolem do ataku).
-”zabawne i oczywiście przypadkowe insynuacje” - może to przybierać różne formy (najczęściej są to niby niewinne i absolutnie niezamierzone „żarciki”), zarówno bardziej wysublimowane wśród tzw. inteligencji(pseudo) np.: „Nie wiesz, czy w tym mieście przed wojną mieszkali jacyś Żydzi?” lub mniej wysublimowane: „Moim zdaniem w Boga nie wierzyć mogą chyba tylko ci geje”. Zdeklarowany ateista powinien też być przygotowany na to, że przeciwnik stosuje „technikę zdartej płyty”. Gdy wyobrazimy sobie, że ktoś jest bezustannie poddawany powyższym zabiegom przez wiele lat, łatwiej będzie zrozumieć dlaczego ateistyczny coming-out proponowany przez Dawkinsa na polskim podglebiu ma nikłe (zerowe) szanse na powodzenie. Dlatego, przyznam się Wam, iż ze sceptycyzmem podchodzę do wszelkich inicjatyw „coming-outowych” wśród polskich niewierzących. Z jednej strony sam się do takich akcji przyłączam, z drugiej jednak obawiam się że mogą one mieć jedynie wirtualny wymiar. Wielu z odważnych wirtualnych ateistów, agnostyków czy racjonalistów po odejściu od kompa będzie musiało się zmierzyć z inną, zdecydowanie mniej przyjazną wobec nich rzeczywistością. Tutaj nie wszyscy mogą sobie poradzić, w końcu nie każdy musi być ciągle niezłomnym bohaterem (i nie ma w tym nic złego). Ponadto widzę inne zagrożenia dla ludzi którzy zdecydują się pochopnie na „coming-out”. Nie chciałbym nigdy namówić do tego kogoś kto nie spodziewa się co go może potem w związku z taką decyzją spotkać .
Uważam, że zamiast dawkinsowskiego ateistycznego „coming-outu” (który wcale nie musi pomóc adresatom akcji) środowiska skupione np. wokół Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i inne podobne powinny raczej monitorować łamanie praw obywatelskich osób niewierzących (choćby poprzez uruchomienie telefonu zaufania), starać się udzielać im pomocy (np. prawnej czy informować o możliwościach uzyskania takowej), pracować dalej nad integracją wszystkich środowisk skupiających ludzi niewierzących w Polsce, prowadzić akcje uświadamiające czym jest ateizm i zwalczające powszechne stereotypy na ten temat. Unikać powiązań ze stronnictwami politycznymi (uważam, że nic tak nie zaszkodziło ludziom niewierzącym w Polsce po 1989 roku jak stygmat: niewierzący = elektorat SLD). Dopiero po wykonaniu takiej pracy u podstaw „coming-out” dla wielu osób będzie łatwiejszy czy też w ogóle możliwy do wykonania. W obecnej sytuacji bowiem, wiele osób może co najwyżej, wyjść z ukrycia jedynie przed ekranami swoich komputerów. Wreszcie czas by w końcu zacząć myśleć, o prawdziwym, wolnym, ogólnopolskim i nowoczesnym medium, komunikującym się z odbiorcami „ludzkim” językiem, które nie obawiało by się przeciwstawiać powszechnemu w środkach przekazu katolickiemu konserwatyzmowi i które nie traktowało by religii katolickiej i jej wad z tak niezasłużonym szacunkiem i atencją jak to się dzieje obecnie.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Nie pierwszy raz czytam twoje felietony i nie pierwszy raz jestem pod wrażeniem. Po pierwsze erudycją, po drugie lekkim piórem pełnym analogii, trafnych spostrzeżeń i błyskotliwości. A propos ateistów, to na pewno się z tobą zgadzam, że nie mają lekkiego życia w naszym, szczycącym się wielkim procentem katolików (rzekomo zadeklarowanych) kraju.
Podobnie jest z homoseksualistami, obcokrajowcami (wciąż) i przeróżnymi mniejszościami. Jesteśmy ksenofobami. Wszystko, co jest nam obce budzi w nas lęk, który przeradza się w społeczny ostracyzm.
Wolno nam idzie dojrzewanie intelektualno-mentalne na wielu płaszczyznach. Mam 25 lat i stwierdzam to na podstawie swojego skromnego stażu w dorosłym życiu. Nie uciekam się do wysnuwania wniosków z naszej przeszłości przed demokratycznej, bo w niej robiłem jeszcze w gacie. Mimo to lubię, jak ktoś, kto zapewne w niej żył (nie sądze żebyś był w moim wieku) potrafi przedstawić problem szukając wyjaśnień na przestrzeni lat, horyzontalnie.
P.S. Podoba mi się twój ''Krzyk''. Ten obraz zawsze mnie poruszał. Od wczesnych lat młodości.
Dziękuję. Mam wrażenie, że jednak trochę mnie przeceniasz. Nie jestem też znowu, aż tak dużo starszy od Ciebie. W każdym bądź razie, pisząc te felietony staram się, żeby były ciekawe, autentyczne i zrozumiałe dla jak najszerszej grupy odbiorców. Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuje.



















