Dlaczego tłumaczenia audiowizualne nie lubią kotów?
Artykuł był czytany 1862 razy
Czy rzeczywiście CAT-y pomagają tłumaczom, czy może są dziedziny, w których mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc? Moim zdaniem tłumaczenia filmów i CAT-y są jak kot i pies - z tego związku nie zrodzi się nic dobrego.
Po co w ogóle o tym piszę? Tylko dlatego, że spróbowałam? No właśnie nie. Zdarzyło mi się, że jeden zleceniodawca dostarczył mi surowe tłumaczenie do dubbingu, który miałam ułożyć. Cholernie się namęczyłam, naklęłam, a w końcu wywaliłam to tłumaczenie i zrobiłam wszystko od nowa, bo tak było szybciej. Surówka natomiast wyglądała miejscami jak wypluta z automatycznego translatora. Teraz myślę, że jednak młody człowiek, który to popełnił, mógł dla zwiększenia efektywności, posłużyć się CAT-em. A z CAT-em jest jak z GPS-em, trzeba wiedzieć kiedy i jak z niego korzystać. W przeciwnym razie można, jak pewien kierowca na Podlasiu, wylądować w jeziorze, albo zamiast „monstrualnych amortyzatorów” otrzymać podpowiedź „Karkonosze”. Klik i afera gotowa.
Mój wniosek: kot zabija twórcze myślenie.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Jako, że używam "kotów" od około 4 lat w codziennej pracy (czyli: spędzam z nimi kilka godzin dziennie, zdarzało się i kilkanaście), nie do końca zgadzam się z powyższą opinią. Co prawda tłumaczę głównie techniczną dokumentację do oprogramowania i sprzętu komputerowego, a nie treści audiowizualne, ale moim zdaniem do tych drugich "koty" nadają się równie dobrze, jeśli wykorzysta się tylko część ich funkcjonalności.
A mianowicie: zdecydowanie korzystanie z pamięci tłumaczeń w przypadku tłumaczeń audiowizualnych może sprawiać powyższe problemy. Jednak moim zdaniem równie ważną cechą "kotów" jest mechanizm segmentacji. Tenże mechanizm pozwala uniknąć konieczności zastępowania istniejącego tekstu tłumaczeniem, czy też patrzenia "w dwa różne miejsca" (np. na jeden ekran z oryginałem i drugi z tłumaczeniem).
Dlatego też jestem przekonany, że przy tłumaczeniu list dialogowych, jeśli wyłączymy podpowiedzi z pamięci tłumaczeń, CAT taki jak Wordfast i tak znacznie przyspieszy pracę tłumacza. Polecam spróbować.
Dzięki za komentarz. Oczywiście 4 lata doświadczenia to nie 4 tygodnie, ale jak sam piszesz CAT-y wykorzystujesz głównie do tekstów specjalistycznych. Jako zaletę wymieniasz mechanizm segmentacji i tu właśnie w kontekście tłumaczeń filmowych się z tobą nie zgodzę. W filmie już występuje naturalna segmentacja, tj. rozpisanie dialogów na osoby, a zatem tłumaczenie filmu raczej uniemożliwia pominięcie istotnych kwestii. Często natomiast już na etapie tłumaczenia świadomie wyrzucamy zbędne wypowiedzi, które niewiele wnoszą do sceny, są powtórzeniem, bądź powieleniem tego, co doskonale widać na ekranie. Być może dałoby się zaprogramować CAT-a tak, aby pomijał reakcje i wykrzykniki, ale jak go nauczyć, które zdanie jest ważne, a które można pominąć? No a skoro możemy jakieś zdanie opuścić, to po co je w ogóle tłumaczyć? Po to, żeby później wyrzucić? W ten sposób dokładamy sobie tylko pracy.
Druga sprawa to wspomniane przeze mnie nieprecyzyjne listy dialogowe. Bardzo często są niechlujnie przygotowane i stanowią jedynie pomoc w tłumaczeniu tego, co słyszymy, a nie są tekstem w takim rozumieniu jak dokumenty i teksty specjalistyczne. A więc znowu, po co mi CAT, skoro tak naprawdę muszę się kierować tym co słyszę, a nie tym, co mam napisane?
W tekście wspomniałam o filmach dokumentalnych, gdzie jest więcej narracji niż dialogów. Teoretycznie CAT powinien się dobrze sprawdzić w takim środowisku - np. w filmie przyrodniczym, gdzie powtarzają się nazwy gatunków zwierząt, miejscowości czy nazwiska przyrodników. A jednak z kilkunastoletniego doświadczenia wiem, że dystrybutorzy czy producenci dostarczają listy, w których roi się od literówek, pomylonych nazw i przekręconych nazwisk. Dlatego praca tłumacza audiowizualnego przypomina trochę pracę badacza: grzebiemy w encyklopediach, leksykonach, aby mieć pewność, że to, co widzimy na filmie jest z zgodne z tym, co napisaliśmy.
Mimo powyższej opinii nie jestem przeciwniczką CAT-ów, przeciwnie, jestem zachwycona ich możliwościami i żałuję, że w tak specyficznej branży jaką są tłumaczenia filmów, CAT-y nigdy się do końca nie sprawdzą.















