Enfant terrible partii republikańskiej?
Artykuł był czytany 584 razy
Tea Party jest na dobrej drodze do zmiany monumentalnego oblicza amerykańskiej polityki. Czy okaże się sokratejskim gzem?
Wkrótce może się okazać, że stawiany dotychczas za wzór dwupartyjny system demokracji amerykańskiej zostanie poddany poważnej próbie. Tradycyjnemu, historycznie usankcjonowanemu podziałowi na partię republikańską i demokratyczną wychodzi naprzeciw „trzecia siła” -- tzw. partia herbaciana (Tea Party – nazwa stanowi oczywistą aluzję do wydarzenia nazywanego w historiografii „bostońskim piciem herbatki”).
Podobnych tendencji można doszukiwać się również w polityce brytyjskiej, gdzie przeciwwagę dla laburzystów i partii konserwatywnej stworzyli Liberalni Demokraci, w czym spory udział miała charyzma Nicka Clegga. Oczywiście o prostej analogii nie ma mowy, interesująca jest jednak tendencja kształtowania się „trzeciego rozwiązania” w polityce zdominowanej przez dwie główne, niekoniecznie przeciwstawne opcje polityczne.
Trudno stwierdzić, czy to system amerykański wchodzi na etap przemian i weryfikacji historycznej, czy to po prostu symptom amerykańskiej mentalności, która o wiele bardziej niż o sformalizowane struktury walczy o swoje ideały.
Przyznać jednak trzeba, że Tea Party poruszyła czułą strunę duszy narodu amerykańskiego, jako że cieszy się coraz większym poparciem, a nawet jeśli nie, to przynajmniej wzbudza kontrowersje. Nadmienić tu trzeba, że jako partia zdecydowanie mniejszościowa, w ostatnim czasie ma znaczny wpływ na kształtowanie się opinii publicznej. Co prawda media już nadały jej członkom etykietkę „ultrakonserwatyści” i „rasiści” (czy za argument wystarczy, że większość członków jest rasy białej?), ale to nie zmienia faktu, że pośród „herbatystów” znajduje się elita społeczeństwa amerykańskiego, jeśli chodzi o wykształcenie i status finansowy.
Oficjalnie członkowie partii z zasady sprzeciwiają się wszelkim działaniom prezydenta, nazywając go najbardziej radykalnym z prezydentów amerykańskich oraz socjalistą, chociaż dobra argumentacja wymagałaby konsekwencji w nomenklaturze. Spora część członków rekrutuje się z obozu Grand Old Party (Republikanów), więc nie mają oni zamiaru mnożyć opcji politycznych ponad potrzebę i tworzyć opozycji wobec opozycji, jeśli nie odżegnują się znacząco od ideałów swojej partii macierzystej. Małe jest więc prawdopodobieństwo, że dwupartyjny system legnie w gruzach z powodu Tea Party, jednak obsesja jej członków na punkcie puryzmu ideałów konserwatywnych może obrócić się ostatecznie przeciw republikanom.
Pozostaje więc liczyć, że Tea Party wraz ze swoim „enfant terrible” Sarah Palin nie okaże się tylko sezonową atrakcją, a rzeczywiście przysłuży się odprężeniu w polityce amerykańskiej. A skoro tak, to takich kąsających gzów życzę również i innym państwom.
Źródło: The Economist online 10/06/2010














