Hyde park / Moim zdaniem
GDZIE JEST GRANICA?
Artykuł był czytany 451 razyTak sobie siedzę i myślę, ktoś powie że pewnie lepiej bym zrobił gdybym się czymś zajął i miałby rację:) Ale tak jakoś nurtuje mnie kilka kwestii.
Zastanawiam się gdzie jest granica i dlaczego, pomiędzy Bogiem a Kościołem. Ktoś powie że to totalny absurd, ale ja tak nie uważam. To że Kościół działa w imieniu Boga na ziemi, nie czyni go dobrym. Kościół to instytucja, natomiast Bóg nie, stoi ponad wszystkim.
Zastanówmy się. Co jest źródłem informacji od Boga? Z tego co wiem, dał on człowiekowi jeden przekaz informacji: Stary i Nowy Testament? Chyba tak. Jest coś jeszcze?
Wszystko co ponad to jest już indywidualną interpretacją tego dzieła, czyż nie? Wszystko co głosi Kościół, co nie jest dokładnie słowem z zapisów biblii, nie jest już słowem Bożym, a jedynie jego interpretacją.
Są przykazania Boże...drugie źródło. I są Kościelne. Tylko skąd się wzięły te drugie? Bo przecież nie od Boga, a jedynie od Kościoła i napisane przez jakiegoś człowieka, który za wszelką cenę chciał przyciągnąć ludzi do Kościoła jako instytucji, bo myślał że w ten sposób przyjdą do Boga, a ,może dla własnej korzyści??
A przecież Boga nosi każdy człowiek w sercu, oczywiście wierzący. Niewierzący pewnie też, tyle że nieświadomie może.
Czy jeśli człowiek przeczyta fragment biblii, zinterpretuje go na swój sposób, podkreślam że czyta słowo Boże!!, i będzie postępował wedle własnej interpretacji, mimo że Kościół nakazuje(właśnie, jak Kościół może coś nakazywać!!! grzeszy!!!) inaczej, to czy człowiek wtedy postępuje przeciw Bogu czy przeciw Kościołowi? A jeśli przeciw Kościołowi, to czy Kościół nie występuje przeciw Bogu nakazując rzeczy sprzecznych ze słowem Bożym?
Bo co jest ważniejsze...służyć i żyć w zgodzie z sobą samym i Bogiem jednocześnie, czy ślepe stosowanie się do jakichś zasad powstałych poprzez indywidualną interpretację słowa Bożego, która niekoniecznie w ogóle jest zgodna z tym przekazem?
Pomyślcie nad tym.
Pewna osoba, głęboko wierząca zapytała mnie:
"Jak to się dzieje że ateiści znają doskonale treść Pisma Świętego, a Katolicy z reguły nie?"
Wydaje mi się, że zwyczajnie ze strachu Katolik nie zagląda do Biblii. Bo znalazłby tam wiele zaprzeczeń do tego co zasłyszał w Kościele.
Ja zadam inne pytanie:
"Dlaczego Katolik słucha słowa drugiego człowieka, a ateista czyta Słowo Boże?"
Czy to nie jest zabawne?
Odpowiem tylko na drugą część, bo na pierwszą nie potrafię.
Bo Słowo Boże jest dziełem które podpowiada człowiekowi jak żyć w zgodzie z samym sobą, jak być dobrym człowiekiem. Zawiera wiele wskazówek i porad, wyznacza drogę do szczęśliwego życia. I tym kieruje się człowiek niewierzący, dobrem własnym i innych ludzi, bo pomiędzy ludźmi przyszło nam żyć. A niestety słowo Kościoła, czyli interpretacja Słowa Bożego polega zazwyczaj umęczaniu człowieka, nakazywaniu, zakazywaniu bycia złym dla samego siebie.
Gdyby Bóg nie chciał aby człowiek sam dla siebie interpretował jego słowa, PŚ napisane byłoby inaczej, Byłyby jasne wskazówki, nie wymagające interpretacji. Dlaczego więc ktoś narzuca wszystkim swoje widzimisie?
Zastanawiam się gdzie jest granica i dlaczego, pomiędzy Bogiem a Kościołem. Ktoś powie że to totalny absurd, ale ja tak nie uważam. To że Kościół działa w imieniu Boga na ziemi, nie czyni go dobrym. Kościół to instytucja, natomiast Bóg nie, stoi ponad wszystkim.
Zastanówmy się. Co jest źródłem informacji od Boga? Z tego co wiem, dał on człowiekowi jeden przekaz informacji: Stary i Nowy Testament? Chyba tak. Jest coś jeszcze?
Wszystko co ponad to jest już indywidualną interpretacją tego dzieła, czyż nie? Wszystko co głosi Kościół, co nie jest dokładnie słowem z zapisów biblii, nie jest już słowem Bożym, a jedynie jego interpretacją.
Są przykazania Boże...drugie źródło. I są Kościelne. Tylko skąd się wzięły te drugie? Bo przecież nie od Boga, a jedynie od Kościoła i napisane przez jakiegoś człowieka, który za wszelką cenę chciał przyciągnąć ludzi do Kościoła jako instytucji, bo myślał że w ten sposób przyjdą do Boga, a ,może dla własnej korzyści??
A przecież Boga nosi każdy człowiek w sercu, oczywiście wierzący. Niewierzący pewnie też, tyle że nieświadomie może.
Czy jeśli człowiek przeczyta fragment biblii, zinterpretuje go na swój sposób, podkreślam że czyta słowo Boże!!, i będzie postępował wedle własnej interpretacji, mimo że Kościół nakazuje(właśnie, jak Kościół może coś nakazywać!!! grzeszy!!!) inaczej, to czy człowiek wtedy postępuje przeciw Bogu czy przeciw Kościołowi? A jeśli przeciw Kościołowi, to czy Kościół nie występuje przeciw Bogu nakazując rzeczy sprzecznych ze słowem Bożym?
Bo co jest ważniejsze...służyć i żyć w zgodzie z sobą samym i Bogiem jednocześnie, czy ślepe stosowanie się do jakichś zasad powstałych poprzez indywidualną interpretację słowa Bożego, która niekoniecznie w ogóle jest zgodna z tym przekazem?
Pomyślcie nad tym.
Pewna osoba, głęboko wierząca zapytała mnie:
"Jak to się dzieje że ateiści znają doskonale treść Pisma Świętego, a Katolicy z reguły nie?"
Wydaje mi się, że zwyczajnie ze strachu Katolik nie zagląda do Biblii. Bo znalazłby tam wiele zaprzeczeń do tego co zasłyszał w Kościele.
Ja zadam inne pytanie:
"Dlaczego Katolik słucha słowa drugiego człowieka, a ateista czyta Słowo Boże?"
Czy to nie jest zabawne?
Odpowiem tylko na drugą część, bo na pierwszą nie potrafię.
Bo Słowo Boże jest dziełem które podpowiada człowiekowi jak żyć w zgodzie z samym sobą, jak być dobrym człowiekiem. Zawiera wiele wskazówek i porad, wyznacza drogę do szczęśliwego życia. I tym kieruje się człowiek niewierzący, dobrem własnym i innych ludzi, bo pomiędzy ludźmi przyszło nam żyć. A niestety słowo Kościoła, czyli interpretacja Słowa Bożego polega zazwyczaj umęczaniu człowieka, nakazywaniu, zakazywaniu bycia złym dla samego siebie.
Gdyby Bóg nie chciał aby człowiek sam dla siebie interpretował jego słowa, PŚ napisane byłoby inaczej, Byłyby jasne wskazówki, nie wymagające interpretacji. Dlaczego więc ktoś narzuca wszystkim swoje widzimisie?




















