iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Moim zdaniem
+ - 2

"Niepatriotyczna" polemika z Bronisławem Wildsteinem

12 11 2009 Ben Franklin Artykuł był czytany 599 razy
Źródło: info.jpg
Źródło: info.jpg

Na ocean nonsensownych abstrakcji wypłynął po raz kolejny publicysta „Rzeczpospolitej” Bronisław Wildstein. Tym razem przy okazji święta niepodległości...

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Na ocean nonsensownych abstrakcji wypłynął po raz kolejny publicysta „Rzeczpospolitej” Bronisław Wildstein. Tym razem przy okazji święta niepodległości tematem wildsteinowskich kabalistycznych zaklęć jest...naród. Tradycyjnie Wildstein zaczyna swoje dywagowanie od górnolotnego frazesu: Żyjemy w epoce, która walczy z wszelkimi wykluczeniami, a naród z natury rzeczy polega na wykluczeniu. Przynależność narodową (co nie musi znaczyć - etniczną) określa się poprzez przeciwstawienie rodaków cudzoziemcom”. Cóż, jeślibyśmy rzeczywiście żyli w epoce, która walczy z wykluczeniami to i skład personalny redakcji „Rzepy” wyglądał by wówczas inaczej. Ale odłóżmy wykluczenia, bo to temat na wielką pracę socjologiczną, a nie wpis na blogu. Zastanówmy się nad drugim członem zdania wildsteinowskich dywagacji. Bez względu na to, którą definicję narodu uznamy za właściwą, żadna z nich nie opiera się na wykluczeniu. Robiąc szybki przegląd wszystkich definicji uderza w nich co innego. To fakt, że bez względu kto i kiedy daną definicję układał praktycznie zawsze zostawiał jakąś furtkę, przez którą dany naród mógłby powiększyć swój (mówiąc nieładnie stan liczebny). Tak więc, ostatnia rzecz jaka przychodzi tu do głowy to...wykluczenie. Wyraźnie widać, że fetyszyzm z jakim traktują pojęcie narodu, niektóre środowiska prowadzić może na niebezpieczne manowce intelektualne, czego tekst Wildsteina jest najlepszym przykładem.


Dalej Wildstein leci już konserwatywnym typowym dla polskiej inteligencji wyrosłej z doświadczeń tajnych rekolekcji słowotokiem: „ Nie sposób wyobrazić sobie demokracji oderwanej od narodu. Współczesny demos to naród właśnie. A demokracja to również współczesny fetysz. Demokracja nie udaje się w zbiorowościach, które nie mają poczucia tożsamości.” Monopolu na udaną demokrację nie ma żadna wspólnota, narodowa czy nie, nie ma znaczenia. Może jest jednak tak, że owszem nie sposób sobie wyobrazić demokracji oderwanej, ale...od społeczeństwa i poczucia przynależności do niego. Może, więc współczesny demos to jednak społeczeństwo !? Można sobie natomiast wyobrazić naród o silnym poczuciu tożsamości, który akurat od demokracji odrywa się sam. Najlepszym przykładem (i to nie afrykańskim) mogą być choćby Serbowie, których tradycja i poczucie wspólnoty doprowadziło tam gdzie doprowadziło, a niektórych przedstawicieli sposobu myślenia tej wspólnoty narodowej możemy poobserwować sobie podczas procesów przed Trybunałem w Hadze. Kto wie czy gdyby nie istniał „fetysz” zwany demokracją inne narody nie poszły by drogą serbską. Fetyszyzm, więc czasem też się na coś może przydać.


Następnie dywagacje publicysty „Rzepy” wchodzą już na poziom abstrakcji XIX wiecznych romantyków i można odnieść wrażenie, że z tekstu Wildsteina za chwilę wyskoczy Konrad Wallenrod i pod podkład zespołu Rammstein będzie przekonywał, że jest Litwinem. Kto wie czy tych bzdur do głowy nie nawciskał mu TW „Wajdelota” ? Według Wildsteina naród jest największą możliwą wspólnotą, z kŧórą ludzie są w stanie się identyfikować. A inne większe wspólnoty są na to za bardzo abstrakcyjne. Widać tu typowy dla pewnej grupy publicystów zawoalowany eurosceptycyzm (skąd ten strach przed grą w otwarte karty?;) Można Wildsteina skontrować złośliwie, wystarczy przyjrzeć się wzajemnemu stosunkowi wobec siebie przedstawicieli odrębnych narodów skandynawskich, aby już poddać tezę Wildsteina wątpliwość (łagodnie mówiąc). Choć bowiem Skandynawowie mają poczucie narodowej odrębności to mają też silne poczucie ponadnarodowej wspólnoty. Biada tej reprezentacji piłkarskiej, której los w wielkim turnieju będzie zależał np. od wyniku meczu Szwecja- Dania. Czy mozolna budowa tego typu wspólnoty złożonej z większej liczby narodów jest niemożliwa? Moim zdaniem jest możliwa, a proces kształtowania się (i to w stosunkowo niedługim procesie historycznym) jak Amerykanie czy Australijczycy może tę tezę potwierdzać.


Wczytując się z kolei w następny akapit felietonu Wildsteina, mówiącego o odpowiedzialność i „spadku”, a także zakończeniu mówiącym o godności tożsamości narodowej na jaką rzekomo jesteśmy skazani(sic!) można już tylko westchnąć i powiedzieć...aha, znów pisowska propaganda. Te bowiem rzekomo luźne rozmyślania B.W są jakby wyjęte ze świątecznego przemówienia lokatora Pałacu Namiestnikowskiego i niby tak niechcący mają przywodzić na myśl potrzebę wykucia „nowego” patriotyzmu (co oczywiście tradycyjnie ma nastąpić w okresie kampanii wyborczej;). Można, więc na podstawie tekstu Wildsteina pokusić się o pewne wnioski polityczne. Otóż, w okresie kampanii zapewne do znudzenia będziemy epatowani słowem patriotyzm odmienianym na wszystkie możliwe sposoby przez wiadomych publicystów oraz polityków PiS, którzy pod bacznym okiem narratorów od PR, będą się przyglądać czy ten „ciemny naród” te głodne kawałki kupuje czy też nie. Plan wydaje się prosty. Zniechęcenie wyborców PO do udziału w wyborach poprzez cyngle z komisji śledczych i prasy plus mobilizacja łasego na narodowe baśnie elektoratu konserwatywnego na rzecz Lecha Kaczyńskiego. Nie dajmy się oszukać, moi drodzy. Nie bądźmy drugimi Serbami. Jak ktoś to już celnie ujął: Szkoda Polski (Europy też)!


Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu podstawowym:
http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 2.5 Polska License (CC-BY-NC-ND)





+ - 2

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 2

1. Essencjusz | 02:56 13-11-2009

Taki mały obśmiewczy artykulik, czepiactwo w czystym wydaniu i własne konfabulacje inspirowane cudzym tekstem (bo rzeczowej polemiki z Wildsteinem raczej tu nie dostrzegam)

Ale najzabawniejsze są te pańskie przepowiednie polityczne. Urocza ta diagnoza obwiniająca z góry dziennikarzy i prasę za ewentualny spadek poparcia dla PO.

Artykuł zdecydowanie dla ulegającej neopropagandzie "oświeconej części narodu".

2. Ben | 04:55 13-11-2009

Artykulik nieduży (bo nie miał być duży) to prawda, w odróżnieniu od Pana, inni czytelnicy na innych forach jednak polemikę dostrzegli (i to w dość dużej liczbie). Odniosłem się do wszystkich argumentów użytych przez Wildsteina i jeden po drugim je obaliłem. Jest to klasyczny artykuł polemiczny (w polskiej prasie ta forma pojawia się wyjątkowo rzadko, więc wybaczam Panu niewiedzę;) Najzabawniejsze jest natomiast to, że nie pisałem w ogóle o diagnozie z góry obwiniającej dziennikarzy za porażkę PO (skąd Pan wie, że do takiej porażki w ogóle dojdzie, wie Pan coś o czym inni czytelnicy nie wiedzą?;) Proszę z nami w takim razie podzielić się tymi cennymi informacjami;)



Pański komentarz świadczy tylko o wzroście aktywności w sieci młodzieżówek pewnej partii politycznej przed kampanią wyborczą;)