Hyde park / Moim zdaniem
O prosumencie - współtwórcy czy złodzieju?
Artykuł był czytany 734 razy
Czy prosumenci wnoszą coś dobrego do naszej konsumenckiej kultury? Czy to raczej kolejne osoby żerujące na twórczości innych? W działalności "inteligentnego konsumenta" możemy zauważyć zarówno obustronne korzyści, jak i naruszanie interesów .
"Pojęcie kultury uczestnictwa kontrastuje ze starszymi przekonaniami o pasywnej postawie medialnej publiczności. Zamiast mówić o pełniących oddzielne role producentach i konsumentach mediów, możemy dziś raczej postrzegać jednych i drugich jako uczestników wchodzących ze sobą w interakcje zgodnie z nowym zestawem reguł, których nikt z nas w pełni nie rozumie. Nie wszyscy są sobie równi. Korporacje – a nawet ich pojedynczy pracownicy – wciąż dysponują większą władzą niż jakikolwiek konsument czy grupa konsumentów. "Obecnie w znacznym stopniu ulega zatarciu granica między producentem, a konsumentem, jest to spowodowane pojawieniem się nowego uczestnika – prosumenta. Dzisiaj możemy jeszcze mówić o dominacji korporacji, ale już nie tak odległe staje się zjawisko podporządkowania ich wobec klientów, którzy będą dyktować warunki.
Kreowanie innowacji jedynie w ramach wewnętrznych działań badawczo-rozwojowych przedsiębiorstwa staje się coraz mniej efektywne. Cały proces trwa zbyt długo i bardzo często jego efekty nie odpowiadają w pełni potrzebom odbiorców. Nowe podejście ma na celu włączenie w ten proces otoczenia organizacji, ze szczególnym naciskiem na konsumentów. To właśnie oni, wiedząc czego potrzebują, są w stanie nie tylko o tym powiedzieć, ale nawet sami potrafią to skonstruować. Coraz liczniejsze przykłady pokazują, że rola przedsiębiorstwa zaczyna być ograniczana tylko do fazy produkcji i dystrybucji wyrobu, ponieważ pozostałe funkcje przejmuje sam konsument.
Po raz pierwszy terminu "prosumpcja" użył w swojej książce "Trzecia fala" amerykański socjolog i futurolog - Alvin Toffler. Pod tym pojęciem rozumiał on przesuwanie procesu produkcji ze sfery gospodarki oficjalnie uznanej przez ekonomistów do sfery gospodarki lekceważonej. Prosument to obecnie osoba wzbudzająca kontrowersje, mamy doczynie zarówno ze zwolennikami owej aktywności jak i z osobami potępiającymi innowacyjność konsumentów jako bezprawną ingerencję. Uważam jednak, że ta niejednoznaczność zdań wynika z braku odpowiednich uregulowań prawnych, a wręcz z ich „opóźnieniem” wobec szybkiego rozwoju technologicznego. Według mnie prosument to wręcz „bardziej inteligentny” konsument, któremu tak zależy na rozwoju danego produktu, że sam postanawia się włączyć w proces jego ulepszania. Natomiast warto się zastanowić nad tym, czy przez ową „pomoc” konsumenta stającego się prosumentem nie ogranicza się praw producenta. Gdzie należałoby wyznaczyć granice? Oczywiście, gdy twórca zgadza się i wręcz sam informuje o możliwości udziału konsumenta w produkcji to jest to zjawisko dobrowolne z obu stron. Lecz jeżeli konsument prowadzi taką działalność bez zgody, a co więcej zarabia na dziełach innych należałoby określić czy „mała” zmiana wytworu innego twórcy dokonana przez nas powoduje, że staje się ono dziełem własnym?
"(…)Castells sugeruje, że kultura Internetu kształtowana jest przez wartości producentów technologii i pierwszych użytkowników. Według niego, kultura Internetu jest kulturą otwartości, wolności i dobrowolnej współpracy(…)." W większości możemy się już nazywać społeczeństwem sieci, które w przyszłości będzie się powiększać. Wydaje się jednak, że o ile ludzie przyzwyczaili się już do komputera i Internetu o tyle nie rozważyli konsekwencji. Wielu korzysta z dobrodziejstwa technologii nie rozważając, że niesie ona ze sobą konsekwencje jakimi są wykształcenie się nowej kultury i nowego sposobu na życie. W ujęciu Castellsa kultura Internetu zrodziła się z technokratycznej wiary, że technologia zapewni ludzkości postęp. Mamy postęp, „okno na świat” oraz możliwość interakcji, a nawet uczestnictwa w kulturze bez wychodzenia z domu. Wydaje mi się jednak, że brakuje tutaj samokontroli, jak gdyby kodeksu etycznego. Konsument pragnąc dokonać zmian w produkcie powinien zwracać uwagę na to czy dana firma sobie tego życzy. Wielu użytkowników jednak demonstruje podejście jakoby Internet ofiarował prawo do bezgranicznej ingerencji.
Nie sposób nie zauważyć prosumenckiej aktywności innowacyjnej, która staje się coraz bardziej powszechna. Wciąż jednak trudno odgadnąć, czego jest ona wynikiem. Skąd bierze się motywacja konsumentów do przekształcenia się w potencjalnych prosumentów? Wydaje mi się, że wynikło to ze zwykłych ludzkich potrzeb udoskonalenia produktu oraz dostosowania do własnych wymagań. Swoista podpowiedź klienta wobec przedsiębiorstwa, której nie należy negować, ponieważ byłoby to zabiciem nowych idei i wartościowych udogodnień zarówno dla firmy jak i konsumenta. Prosument jawi się jako komunikacja między wytwórcą, a klientem. To innowacyjny potencjał organizacji, który może stać się doskonałym narzędziem przewagi konkurencyjnej, jeśli jest dobrze wykorzystany. Współtworzenie organizacji wraz z klientami ma już swoją historię - doskonałym przykładem jest tworzenie systemu operacyjnego Linux przez grupy społecznościowe.
Na co szczególnie warto zwrócić uwagę to, iż prosument potrafi wytworzyć własny komunikat i wypowiedzieć go na tyle głośno, aby usłyszało go znaczne grono osób. Dlatego jeden prosument może pociągnąć za sobą całkiem spore grono “biernych” konsumentów — tych, którzy polegają na opinii innych. Wiele osób twierdzi, że prosumenci bardzo często walczą z firmą (jeśli są do niej wrogo nastawieni) jej własną bronią — reklamą i wizerunkiem. Przekształcając istniejącą kampanię reklamową dla swoich celów prosument może osiągnąć znacznie więcej, niż tworząc od początku jakiś nowy byt. Dlatego dziś projektantom kampanii przybywa nowe zadanie: przewidzieć negatywne reakcje prosumentów. Bo wizerunek firmy mogą wykorzystać do swoich — zupełnie niespodziewanych — celów, czego przykładem może być słynne przerabianie przez konsumentów iPoda firmy Apple.
"Klienci dostają to, czego pragną, a firmy nie muszą płacić za prace badawczo-rozwojowe. Jednak nie wszystko jest takie proste." Bywa, że modyfikacje i rozszerzenia będące dziełem klientów są sprzeczne z biznesowym imperatywem firmy jak w wyżej podanym przykładzie iPoda. Firma do tej pory nie potępiła hakowania produktów, ani go nie zaakceptowała. Patrząc w przyszłość wydaje się, że firma, która podjęłaby się potępienia prosumentów i walki z nimi, przegra. Należy zacząć projektowanie nakierowane na prosumpcję. A więc: "Zaoferujcie produkty, które będą miały budowę modułową i które łatwo będzie rekonfigurować i edytować. Stwórzcie kontekst sprzyjający konsumenckim innowacjom i podejmowaniu współpracy z użytkownikami. Stwórzcie odpowiednie warunki, zapewnicie miejsce i dajcie konsumentom przyjazne i łatwe w obsłudze narzędzia. Dostarczcie surowce i materiały, których użytkownicy będą potrzebować(…)." To wszystko porady reprezentujące prosumentryczny paradygmat, który zaczyna podbijać firmocentryczny model współtworzenia. Dzisiaj postęp w technice spowodował, że firma, która potraktuje prosumenta za wroga zbankrutuje. Należy postawić na partnerstwo i osiągając wspólne zyski wzbogacić się, niż stracić wszystko w imię walki o samodzielne wpływy.
Istnieje coraz więcej przykładów włączania konsumentów w procesy produkcyjne i innowacyjne. Konsumenci kierują się zmniejszeniem niezadowolenia z produktu (albo zwiększeniem zadowolenia z produktu). Koncentrowanie się na pytaniu o to, czy omawiane zjawisko jest czymś pozytywnym czy negatywnym dla obecnych na rynku przedsiębiorstw, nie powinno być priorytetem. Ważniejsze jest włączenie prosumpcji w proces kreowania wartości. Dla przedsiębiorstw, które na siłę próbują chronić swój kapitał intelektualny i które zamierzają opierać się na tylko własnych innowacyjnych pomysłach, będzie to poważne zagrożenie, natomiast dla otwartych organizacji, które potraktują konsumentów partnersko i wyjdą im naprzeciw, będzie to szansa nie tylko na dogonienie liderów rynkowych, ale również ich prześcignięcie. Prosumpcja to szansa na ciągłe kreowanie innowacyjnych pomysłów i osiąganie większych zysków. To również szansa na większe powodzenie innowacji, ponieważ to bezpośrednio klienci, a nie pracownicy działów badawczo-rozwojowych definiują potrzeby. Dlatego też należy się spodziewać, że organizacje, które dostrzegą w innowacyjnej prosumpcji zagrożenie, staną się marginesem w swojej branży, w przeciwieństwie do przedsiębiorstw, które potraktują ją jako szansę. Dlatego już teraz można znaleźć wiele apelów tego typu: "Nikt nie da Ci ani grosza za darmo, musisz być użyteczny dla firm, które są gotowe płacić Ci pieniądze. Prosument to ekonomiczne określenie osoby, która jest inteligentna i rozumie, że producent musi sprzedawać, a konsument musi kupować, i z tych dwóch zależności potrafi wyciągnąć korzyści materialne dla siebie! Internet jest miejscem, gdzie ludzie zaczynają coraz częściej i systematycznie robić zakupy. Wielu producentów i detalistów zabiega, a dokładniej mówiąc, chce "kupić" konsumentów, proponując im współpracę oraz różne korzyści. Często to zabawa i drobne profity, ale zdarzają się profesjonalne i dochodowe propozycje." Moim zdaniem prosumpcja daje nam możliwości, których nie było nigdy wcześniej i niemądre byłoby z nich nie skorzystać.
Kreowanie innowacji jedynie w ramach wewnętrznych działań badawczo-rozwojowych przedsiębiorstwa staje się coraz mniej efektywne. Cały proces trwa zbyt długo i bardzo często jego efekty nie odpowiadają w pełni potrzebom odbiorców. Nowe podejście ma na celu włączenie w ten proces otoczenia organizacji, ze szczególnym naciskiem na konsumentów. To właśnie oni, wiedząc czego potrzebują, są w stanie nie tylko o tym powiedzieć, ale nawet sami potrafią to skonstruować. Coraz liczniejsze przykłady pokazują, że rola przedsiębiorstwa zaczyna być ograniczana tylko do fazy produkcji i dystrybucji wyrobu, ponieważ pozostałe funkcje przejmuje sam konsument.
Po raz pierwszy terminu "prosumpcja" użył w swojej książce "Trzecia fala" amerykański socjolog i futurolog - Alvin Toffler. Pod tym pojęciem rozumiał on przesuwanie procesu produkcji ze sfery gospodarki oficjalnie uznanej przez ekonomistów do sfery gospodarki lekceważonej. Prosument to obecnie osoba wzbudzająca kontrowersje, mamy doczynie zarówno ze zwolennikami owej aktywności jak i z osobami potępiającymi innowacyjność konsumentów jako bezprawną ingerencję. Uważam jednak, że ta niejednoznaczność zdań wynika z braku odpowiednich uregulowań prawnych, a wręcz z ich „opóźnieniem” wobec szybkiego rozwoju technologicznego. Według mnie prosument to wręcz „bardziej inteligentny” konsument, któremu tak zależy na rozwoju danego produktu, że sam postanawia się włączyć w proces jego ulepszania. Natomiast warto się zastanowić nad tym, czy przez ową „pomoc” konsumenta stającego się prosumentem nie ogranicza się praw producenta. Gdzie należałoby wyznaczyć granice? Oczywiście, gdy twórca zgadza się i wręcz sam informuje o możliwości udziału konsumenta w produkcji to jest to zjawisko dobrowolne z obu stron. Lecz jeżeli konsument prowadzi taką działalność bez zgody, a co więcej zarabia na dziełach innych należałoby określić czy „mała” zmiana wytworu innego twórcy dokonana przez nas powoduje, że staje się ono dziełem własnym?
"(…)Castells sugeruje, że kultura Internetu kształtowana jest przez wartości producentów technologii i pierwszych użytkowników. Według niego, kultura Internetu jest kulturą otwartości, wolności i dobrowolnej współpracy(…)." W większości możemy się już nazywać społeczeństwem sieci, które w przyszłości będzie się powiększać. Wydaje się jednak, że o ile ludzie przyzwyczaili się już do komputera i Internetu o tyle nie rozważyli konsekwencji. Wielu korzysta z dobrodziejstwa technologii nie rozważając, że niesie ona ze sobą konsekwencje jakimi są wykształcenie się nowej kultury i nowego sposobu na życie. W ujęciu Castellsa kultura Internetu zrodziła się z technokratycznej wiary, że technologia zapewni ludzkości postęp. Mamy postęp, „okno na świat” oraz możliwość interakcji, a nawet uczestnictwa w kulturze bez wychodzenia z domu. Wydaje mi się jednak, że brakuje tutaj samokontroli, jak gdyby kodeksu etycznego. Konsument pragnąc dokonać zmian w produkcie powinien zwracać uwagę na to czy dana firma sobie tego życzy. Wielu użytkowników jednak demonstruje podejście jakoby Internet ofiarował prawo do bezgranicznej ingerencji.
Nie sposób nie zauważyć prosumenckiej aktywności innowacyjnej, która staje się coraz bardziej powszechna. Wciąż jednak trudno odgadnąć, czego jest ona wynikiem. Skąd bierze się motywacja konsumentów do przekształcenia się w potencjalnych prosumentów? Wydaje mi się, że wynikło to ze zwykłych ludzkich potrzeb udoskonalenia produktu oraz dostosowania do własnych wymagań. Swoista podpowiedź klienta wobec przedsiębiorstwa, której nie należy negować, ponieważ byłoby to zabiciem nowych idei i wartościowych udogodnień zarówno dla firmy jak i konsumenta. Prosument jawi się jako komunikacja między wytwórcą, a klientem. To innowacyjny potencjał organizacji, który może stać się doskonałym narzędziem przewagi konkurencyjnej, jeśli jest dobrze wykorzystany. Współtworzenie organizacji wraz z klientami ma już swoją historię - doskonałym przykładem jest tworzenie systemu operacyjnego Linux przez grupy społecznościowe.
Na co szczególnie warto zwrócić uwagę to, iż prosument potrafi wytworzyć własny komunikat i wypowiedzieć go na tyle głośno, aby usłyszało go znaczne grono osób. Dlatego jeden prosument może pociągnąć za sobą całkiem spore grono “biernych” konsumentów — tych, którzy polegają na opinii innych. Wiele osób twierdzi, że prosumenci bardzo często walczą z firmą (jeśli są do niej wrogo nastawieni) jej własną bronią — reklamą i wizerunkiem. Przekształcając istniejącą kampanię reklamową dla swoich celów prosument może osiągnąć znacznie więcej, niż tworząc od początku jakiś nowy byt. Dlatego dziś projektantom kampanii przybywa nowe zadanie: przewidzieć negatywne reakcje prosumentów. Bo wizerunek firmy mogą wykorzystać do swoich — zupełnie niespodziewanych — celów, czego przykładem może być słynne przerabianie przez konsumentów iPoda firmy Apple.
"Klienci dostają to, czego pragną, a firmy nie muszą płacić za prace badawczo-rozwojowe. Jednak nie wszystko jest takie proste." Bywa, że modyfikacje i rozszerzenia będące dziełem klientów są sprzeczne z biznesowym imperatywem firmy jak w wyżej podanym przykładzie iPoda. Firma do tej pory nie potępiła hakowania produktów, ani go nie zaakceptowała. Patrząc w przyszłość wydaje się, że firma, która podjęłaby się potępienia prosumentów i walki z nimi, przegra. Należy zacząć projektowanie nakierowane na prosumpcję. A więc: "Zaoferujcie produkty, które będą miały budowę modułową i które łatwo będzie rekonfigurować i edytować. Stwórzcie kontekst sprzyjający konsumenckim innowacjom i podejmowaniu współpracy z użytkownikami. Stwórzcie odpowiednie warunki, zapewnicie miejsce i dajcie konsumentom przyjazne i łatwe w obsłudze narzędzia. Dostarczcie surowce i materiały, których użytkownicy będą potrzebować(…)." To wszystko porady reprezentujące prosumentryczny paradygmat, który zaczyna podbijać firmocentryczny model współtworzenia. Dzisiaj postęp w technice spowodował, że firma, która potraktuje prosumenta za wroga zbankrutuje. Należy postawić na partnerstwo i osiągając wspólne zyski wzbogacić się, niż stracić wszystko w imię walki o samodzielne wpływy.
Istnieje coraz więcej przykładów włączania konsumentów w procesy produkcyjne i innowacyjne. Konsumenci kierują się zmniejszeniem niezadowolenia z produktu (albo zwiększeniem zadowolenia z produktu). Koncentrowanie się na pytaniu o to, czy omawiane zjawisko jest czymś pozytywnym czy negatywnym dla obecnych na rynku przedsiębiorstw, nie powinno być priorytetem. Ważniejsze jest włączenie prosumpcji w proces kreowania wartości. Dla przedsiębiorstw, które na siłę próbują chronić swój kapitał intelektualny i które zamierzają opierać się na tylko własnych innowacyjnych pomysłach, będzie to poważne zagrożenie, natomiast dla otwartych organizacji, które potraktują konsumentów partnersko i wyjdą im naprzeciw, będzie to szansa nie tylko na dogonienie liderów rynkowych, ale również ich prześcignięcie. Prosumpcja to szansa na ciągłe kreowanie innowacyjnych pomysłów i osiąganie większych zysków. To również szansa na większe powodzenie innowacji, ponieważ to bezpośrednio klienci, a nie pracownicy działów badawczo-rozwojowych definiują potrzeby. Dlatego też należy się spodziewać, że organizacje, które dostrzegą w innowacyjnej prosumpcji zagrożenie, staną się marginesem w swojej branży, w przeciwieństwie do przedsiębiorstw, które potraktują ją jako szansę. Dlatego już teraz można znaleźć wiele apelów tego typu: "Nikt nie da Ci ani grosza za darmo, musisz być użyteczny dla firm, które są gotowe płacić Ci pieniądze. Prosument to ekonomiczne określenie osoby, która jest inteligentna i rozumie, że producent musi sprzedawać, a konsument musi kupować, i z tych dwóch zależności potrafi wyciągnąć korzyści materialne dla siebie! Internet jest miejscem, gdzie ludzie zaczynają coraz częściej i systematycznie robić zakupy. Wielu producentów i detalistów zabiega, a dokładniej mówiąc, chce "kupić" konsumentów, proponując im współpracę oraz różne korzyści. Często to zabawa i drobne profity, ale zdarzają się profesjonalne i dochodowe propozycje." Moim zdaniem prosumpcja daje nam możliwości, których nie było nigdy wcześniej i niemądre byłoby z nich nie skorzystać.



















