iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Moim zdaniem
+ - 2

O wychowaniu

04 01 2010 Szymon Taranda Artykuł był czytany 1370 razy
Źródło: szkoła.jpg
Źródło: szkoła.jpg

Władza podjęła decyzję o wychowaniu w szkołach w duchu dekalogu i patriotyzmu.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
To wielce wymowne, gdy 95 - 98% Polaków deklaruje przynależność do katolickiego wyznania, uważa wartości chrześcijańskie za słuszne i jedynie słuszne, co oznacza, że na inne w Polsce miejsca nie ma. Kto więc w Rzeczypospolitej popełnia przestępstwa? Te 2 - 5% ateistów i innowierców razem wziętych?

Katolicki kraj z religią w szkołach i celebrowaniem wiary w życiu publicznym, z katolickimi szkołami, mediami i wielkimi autorytetami. A ludzie? Tacy sami jak w tej „bezbożnej” części świata. W życiu politycznym i codziennym – brutalnie i wulgarnie. Konfliktowo i nienawistnie. Czemu? Powszechna korupcja, niebezpiecznie na osiedlach i wsiach, w szkole i w domu. Czy Polacy nie znają dekalogu? Nie wierzą? A może liczby o ilości katolików są grubo przesadzone? Dziecko chrzczone przez rodziców w kościele wcale nie musi zostać katolikiem jak dorośnie – ale ochrzczone, więc się liczy.

Co się nie sprawdza? System szkolnictwa czy system religijny? Można oczywiście zwalić na to co złe w poprzednim systemie, bo nieźle namieszał w wartościach i głowach. My Polacy jesteśmy waleczni. Nie wolno było wierzyć, to byliśmy bardzo wierzący.

Po mojemu człowiek wierzący trzyma się wyznawanych wartości przede wszystkim dlatego, że czuje się odpowiedzialny przed Bogiem za to, jak żyje. Chce też żyć w zgodzie ze sobą samym. Jak widać w praktyce to oczywiste nie jest. Nie potrzeba sztabu ludzi, którzy patrzą na ręce, gdy się wie, że dobrze widać z nieba. Nawet jak coś bardzo kusi, jeśli dekalog to wartości nie deklarowane, ale rzeczywiście wyznawane.

Skoro większość narodu jest nie tylko wierząca, ale i praktykująca, to jeszcze winna regularnie słyszeć w kościele, co wolno, co złe (chyba, że omawiane są inne, ważniejsze sprawy). Myślę, że po to są nabożeństwa, by utrwalać normy i nauki, bo chyba nie o tacę chodzi. Dlaczego więc nie ma to odbicia w życiu społecznym? W uczciwości? Szacunku do drugiego człowieka? Złości mnie dyskusja, kto powinien wychowywać. Jeśli dorośli ludzie mają dziecko, to biorą za nie odpowiedzialność. I nie o ubranie, nakarmienie i dach nad głową tylko chodzi.

Serce winno podpowiadać, że kochający rodzic z miłości do cząstki siebie zrobi wszystko, by jego potomek wyrósł na dobrego, wartościowego człowieka. I za żadne skarby nikomu nie powierzy tej inwestycji życia. Pójdę dalej w tym myśleniu – taki rodzic będzie jeszcze stale czuwał nad tym, by środowisko nie zepsuło tego, nad czym on tak ciężko pracuje. Bo jedna kropla szczerej troski warta jest więcej niż ocean rozumu. Taki rodzic czuje się odpowiedzialny nie tylko za to, co robi, ale także za to, czego nie robi.

Kogo więc trzeba poddać wnikliwej analizie w kwestii wychowania? Młodzież ma oczy i widzi, że starsze pokolenie będzie dyskutować o wartościach chrześcijańskich, bić się o zapisy w dokumentach, ale zniszczy każdego, kto ma odmienne zdanie w jakiejś sprawie, choć religijne poglądy te same. Były już w historii Europy czasy, kiedy płonęły stosy. Wtedy Rzeczypospolita była azylem dla prześladowanych za poglądy. Potrafimy więc – jeśli chcemy.

Dlaczego więc tak trudno się porozumieć? Czy rzeczywiście jednoczą nas tylko nieszczęścia? I tylko wtedy potrafimy zgodnie działać? Najpierw jednak zrobimy wszystko, by do nieszczęścia doprowadzić. Przeszłość nie uczy tylko rozgorycza. Na ustach ojczyzna, a w kuluarach żądza władzy i partykularne interesy. Wszystkie chwyty dozwolone. Młodzież nie jest głupia. Patrzy i widzi. Nie da się zmanipulować. Woli trzymać się z dala, a skoro ideałów brak, bo sięgnęły bruku, to już nic tylko zatracenie. Bezsens. Religia skompromitowana. Władza – szkoda słów. Można się dziwić? Młodzi reagują buntem, a wystarczyłoby dać dobry przykład niż długi wykład.

Ci zaangażowani w naprawę świata z pokoleniową regularnością obrastają w kasę, a ideały zostawiają następnym, którzy wytykają im to, co oni kiedyś poprzedniemu pokoleniu. Nic nowego. Żadna nauka z tego nie wypływa.

Chore szkolnictwo jest chore, ale to samo można powiedzieć o rządzie dusz i o rodzinie. Cywilizacje upadały, gdy następował rozkład rodziny, bo to oznaczało upadek moralny społeczeństwa. Najprościej niech każdy robi swoje – rodzice wychowują w oparciu o przekonania, jakie wyznają. System religijny niech robi swoje – na swoim poletku. Szkoła niech robi swoje – niech szanuje wszystkich, tych wierzących inaczej także, bo jest od wpajania wiedzy. Można sobie pójść do katolickiej szkoły jak się czuje religijny niedosyt.
Rozumiem, że trzeba za to płacić, ale czego się nie robi dla obrony swojego światopoglądu? Może prościej byłoby stworzyć nieodpłatne szkoły katolickie na niższym poziomie zamiast płatnych? Wtedy proszę bardzo – każdy wybiera, co woli. Niech też państwo robi, co swoje – niech strzeże prawa, by regulować zachowania społecznie szkodliwe. Czy to naiwność czy prostota rozumowania?




+ - 2

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0