Po referendum w Łodzi
Artykuł był czytany 515 razy
Mieszkańcy Łodzi we wczorajszym referendum pozbawili stanowiska Prezydenta swojego miasta, jedną z najbardziej groteskowych postaci ostatniego dwudziestolecia w polskiej polityce, jaką bez wątpienia jest Jerzy Kropiwnicki.
Wszystko wskazuje na to, że mieszkańcy Łodzi we wczorajszym referendum pozbawili stanowiska Prezydenta swojego miasta, jedną z najbardziej groteskowych postaci ostatniego dwudziestolecia w polskiej polityce, jaką bez wątpienia jest Jerzy Kropiwnicki. Na marginesie tego wydarzenia można pokusić się o kilka wniosków.
Po pierwsze, niektóre instytucje państwa demokratycznego (jak choćby właśnie referendum) wreszcie zaczynają funkcjonować jak należy. Choć w ciągu ostatniego dwudziestolecia, można było niejednokrotnie odnieść wrażenie, że referenda w Polsce to nie jest to co działa najlepiej to jednak w ostatnim czasie można zaobserwować, iż obywatele Polski coraz częściej zaczynają sięgać (i to skutecznie) po ten instrument kontrolowania swoich władz. Szczególnie widoczne jest to na poziomie lokalnym wszak niedawno w identyczny sposób swojego nielubianego Prezydenta pozbyli się mieszkańcy Częstochowy. Z kolei mieszkańcy Sopotu, nie dali się oszukać propagandzie konserwatywnych i propisowskich mediów ogólnopolskich i swojego Prezydenta w referendum obronili. Jest to moim zdaniem dobrym prognostykiem na przyszłość dla polskiej demokracji, która mozolnie i z wielkim oporem (nie tylko materii), ale jednak systematycznie przybliża się do obywatela.
Po drugie nie po raz pierwszy zawiodły media. Praktycznie z wyjątkiem tygodnikiem „Polityka” wszystkie media ogólnopolskie starannie pomijały w swoich relacjach z Łodzi, takie kwestie jak wyjątkowo częste jak na samorządowca wyprawy Jerzego Kropiwnickego zagranicę, wreszcie pomysły takie jak przebieranie urzędników w mundurki własnego projektu, czy autorski pomysł na miejski teatr. Oprócz ogólnopolskiej idei fix działacza byłej ZChN, a obecnie bliskiego PiS-owi, Chrześcijańskiego Ruchu Samorządowego jakim jest restytucja święta Trzech Króli (a może Królów, kto ich tam wie;) wszystkie te dziwaczne wybryki były skutecznie przemilczane przez dominujące w Polsce konserwatywne i przychylne PiS-owi media i dziennikarzy, którzy po raz kolejny zawiedli opinię publiczną swoim nierzetelnym przywiązaniem do konserwatywnego katolicyzmu a la PiS. Niejednokrotnie obserwując takie zachowanie polskiego mainstreamu medialnego można odnieść wrażenie, że zamiatanie pod dywan wszelkich dyskusji, które mogą prowadzić do zmniejszenia siły dyktatu polityków konserwatywnych stało się głównym i jedynym celem i zadaniem polskiego dziennikarstwa.
Wreszcie po trzecie, na podstawie wydarzeń takich jak łódzkie referendum można też zastanawiać się nad przyszłością polskiej sceny politycznej. Oto, przed nami seria wyborcza złożona z wyborów samorządowych, prezydenckich, a na koniec parlamentarnych. Wszystko wskazuje na to, że będą to wybory pomiędzy silnymi organizacjami partyjnymi czyli skrajnie konserwatywnym PiS, a nieco bardziej umiarkowanie konserwatywną Platformą. Problem tego układu być może polega na tym, że obie partie są bardziej konserwatywne niż większość (lub przynajmniej coraz większa i decydująca część) elektoratu. Takie pomijanie wszelkich tylko choćby nieco mniej konserwatywnych poglądów politycznych powoduje u wielu wyborców zniechęcenia do udziału w procedurach demokratycznych oraz oddawanie głosów na tzw. „mniejsze zło” (moim zdaniem główny czynnik decydujący o sukcesach wyborczych i sondażowych PO i Donalda Tuska). Tej luki programowej kompletnie nie potrafią wykorzystać ugrupowania lewicowe, które coraz bardziej pogrążają się w oczach wyborców swoimi dziwnymi zagrywkami politycznymi (jak choćby nieformalna koalicja SLD z PiS czy też nieludzki wręcz diapazon komunikatów polityków związanych z byłą SdPl i PD, który poza bardzo wąskimi mniejszościowymi grupami wyborców może być odebrany jedynie jako niezrozumiały bełkot). Ten więc kto trafi do coraz liczniejszej grupy niekonserwatywnego elektoratu z prawidłowo sformułowanym programem i komunikatem, może się okazać posiadaczem tajemnego klucza do odblokowania zakleszczonej polskiej sceny politycznej. Póki co, nikogo takiego nie widać, ale przed nami dwa wyborcze lata podczas których dwie główne konserwatywne siły będą miały mnóstwo okazji do politycznego wykrwawienia się, a wówczas jak to kiedyś śpiewano...wszystko może się zdarzyć.
Nie należy, więc moim zdaniem, lekceważyć i nie doceniać znaczenia takich drobnych z pozoru wydarzeń jak łódzkie referendum. Zdolny polityk na ich podstawie byłby w stanie dojść do prawidłowych wniosków. Kto wie, być może gdzieś ktoś już nawet do nich doszedł. Czas zweryfikuje kto i na ile będzie potrafił z nich skorzystać. A sam Kropiwnicki (i wielu podobnych)...cóż po 21 latach chyba najwyższy czas odpocząć.
Tekst pierwotnie został opublikowany na moim blogu: http://benfranklin.bloog.pl/ i podlega ochronie na zasadach określonych w licencji Creative Commons 3.0 Polska License (CC-BY-NC-ND). UWAGA! Blog wraz bierze udział w konkursie Blog roku 2009- jeśli uważasz, że warto to możesz oddać głos na mojego bloga wysyłając sms o treści C00048 na numer 7144 (koszt sms to 1,22 zł razem z VAT) Dziękuję, koniec kampanii wyborczej;)

















