Hyde park / Moim zdaniem
Polskie seriale czyli intelektualna masakra odbiornikiem telewizyjnym 1
Artykuł był czytany 839 razy
Przerzucam kolejną stronę - "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to naprawdę wciągająca lektura.
W pewnym momencie odczuwam nieodpartą chęć zapalenia papierosa - to chyba podświadomy wpływ głównego bohatera książki.
Przy okazji robię kawę rozpuszczalną z mlekiem, nikt nie widzi, że jest już po 20-tej - głupie przekonanie, że mleko niweluje wpływ kofeiny, niestety dopiero późnym wieczorem życie weryfikuje zasadność mojego durnego myślenia o mleku. Z ciekawością układam się do dalszego czytania, a tu coś oddala moją uwagę od książki, coś dekoncentruje. Patrzę przed siebie i już wiem, rozpoczyna się rzeź szarych komórek, masakra intelektualna, prosektorium umysłowe, czyli M jak Miłość !!!
Co za niefart, kolejna pozycja do czytania, ale także kolejna dekoncentracja - chyba zmienię miejsce czytania, ale cóż potrzeba serca, z drugą połową spędzić chociaż późne popołudnie i wieczór, w końcu się sprzysięgało: "...na dobre i złe ..." - Barwy Szczęścia, Klan i jakaś Wspólna !!!
W końcu dałem za wygraną i zmusiłem się do obejrzenia chociażby jednego odcinka, i teraz wiem, że to były najgorsze chwile w dotychczasowym moim krótkim życiu.
To straszne co stacje telewizyjne serwują widzom. Obraz nędzy i rozpaczy. Dialogi w tego typu produkcjach są na poziomie przedszkolnym, traktują widza jak imbecyla i idiotę, niedorozwiniętego człowieka - nie obrażając nikogo. Przecież to są monosylaby, jakiś dziwny alfabet morsa. Moim zdaniem, wartościowym produktem telewizji, jest pobudzenie u widza wyobraźni, momentu refleksji, chęci zadumy - po prostu myślenia. A widzę tutaj tylko przepisy kulinarne, rady jak dobrze się nie starzeć, jak się "dobrze i stylowo" ubrać, jak poderwać matkę, ojca, córkę lub chłopaka innego chłopaka lub żony, męża czy babci ( a ' propos przepisów kucharskich: przychodzi jedna bohaterka Klanu do domu, chyba z pracy, czeka na nią mąż, ona go wita, wyjmuje zakupy ( wszystko widzimy ), a mąż zaskoczony mówi mniej więcej w ten deseń:
To jak gotowe danie podane na talerzu - używając języka gastronomii - z pełną obsługą, tylko dlaczego widzimy różnicę między śniadaniem w McDonald's a śniadaniem w InterContinental, czy różnica wynika tylko z wielkości budynków - chyba nie.
Świat przedstawiany w tych produkcjach jest irracjonalny, to rzeczywistość bajkowa, ponieważ wszyscy poza własnym i oczywiście przede wszystkim obcym życiem miłosnym i seksualnym, nic nie robią, tylko rozmawiają i spiskują, obgadują i rozwiązują problemy sercowe. Praca i życie społeczne jest tutaj na szarym końcu, jeżeli w ogóle się pojawia. W tym kontekście, zastanawia mnie rola i misja jaką ma pełnić telewizja publiczna - proszę wybaczyć nie dostrzegam związku.
Jest jeszcze jeden element, który mnie zastanowił: sposób w jaki są pokazywane kobiety w serialach, ich wizerunek i rola jaką pełnią - ale to temat na kolejny wpis, może innym razem...
Co za niefart, kolejna pozycja do czytania, ale także kolejna dekoncentracja - chyba zmienię miejsce czytania, ale cóż potrzeba serca, z drugą połową spędzić chociaż późne popołudnie i wieczór, w końcu się sprzysięgało: "...na dobre i złe ..." - Barwy Szczęścia, Klan i jakaś Wspólna !!!
W końcu dałem za wygraną i zmusiłem się do obejrzenia chociażby jednego odcinka, i teraz wiem, że to były najgorsze chwile w dotychczasowym moim krótkim życiu.
To straszne co stacje telewizyjne serwują widzom. Obraz nędzy i rozpaczy. Dialogi w tego typu produkcjach są na poziomie przedszkolnym, traktują widza jak imbecyla i idiotę, niedorozwiniętego człowieka - nie obrażając nikogo. Przecież to są monosylaby, jakiś dziwny alfabet morsa. Moim zdaniem, wartościowym produktem telewizji, jest pobudzenie u widza wyobraźni, momentu refleksji, chęci zadumy - po prostu myślenia. A widzę tutaj tylko przepisy kulinarne, rady jak dobrze się nie starzeć, jak się "dobrze i stylowo" ubrać, jak poderwać matkę, ojca, córkę lub chłopaka innego chłopaka lub żony, męża czy babci ( a ' propos przepisów kucharskich: przychodzi jedna bohaterka Klanu do domu, chyba z pracy, czeka na nią mąż, ona go wita, wyjmuje zakupy ( wszystko widzimy ), a mąż zaskoczony mówi mniej więcej w ten deseń:
- Ooo !!! Kupiłaś kapustę, jaka wielka !!! Niepotrzebnie, przecież sam bym kupił. Ooo !!! I mięso mielone też kupiłaś ! ( nadal kamera pokazuje to wszystko ! )
- Tak kupiłam kapustę i mięso, ponieważ tak sobie pomyślałam, że zrobię gołąbki, z tej kapusty, mięsa i ryżu. ). To jak gotowe danie podane na talerzu - używając języka gastronomii - z pełną obsługą, tylko dlaczego widzimy różnicę między śniadaniem w McDonald's a śniadaniem w InterContinental, czy różnica wynika tylko z wielkości budynków - chyba nie.
Świat przedstawiany w tych produkcjach jest irracjonalny, to rzeczywistość bajkowa, ponieważ wszyscy poza własnym i oczywiście przede wszystkim obcym życiem miłosnym i seksualnym, nic nie robią, tylko rozmawiają i spiskują, obgadują i rozwiązują problemy sercowe. Praca i życie społeczne jest tutaj na szarym końcu, jeżeli w ogóle się pojawia. W tym kontekście, zastanawia mnie rola i misja jaką ma pełnić telewizja publiczna - proszę wybaczyć nie dostrzegam związku.
Jest jeszcze jeden element, który mnie zastanowił: sposób w jaki są pokazywane kobiety w serialach, ich wizerunek i rola jaką pełnią - ale to temat na kolejny wpis, może innym razem...
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Artykuł pierwsza klasa !!! Cała prawda o ogłupiających serialach. Tak zwane zmiękczacze mózgów.
"Wyjąłeś mi to z ust" Panie Sebastianie.
Prosimy o więcej takich konkretnych artykułów.
BRAWO !!!
BRAWO !!!
BRAWO !!!
BRAWO !!!
BRAWO !!!



















