iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Moim zdaniem
+ - 1

Słodki styczeń

10 03 2010 Oliwia Podlecka Artykuł był czytany 700 razy
Źródło: pilot telewizyjny.jpg
Źródło: pilot telewizyjny.jpg

-Nie najlepszy film wczoraj widziałam.
-A momenty były?
-Niczego nie było

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Od Nowego Roku telewizja TVN bardzo stara się osłodzić swoim widzom smutne zimowe wieczory: wzorem „zakochanych śród” Jedynki zrobiła „zakochane niedziele”. Niedawnej niedzieli poczęstowała publiczność filmem „Słodki listopad” ze sztywnym Keanu Reevesem oraz piękną Charlize Theron. Wyobraź sobie drogi widzu zimnokrwistego samca całkowicie oddanego swojej pracy w reklamie i to wciąż nie będzie taki pracoholik jakiego odgrywa Reeves. Wyobraź sobie drogi widzu najbardziej szaloną bohaterkę i to wciąż nie będzie taka zwariowana postać jak ta, którą gra przez pół filmu Theron. Tych dwoje przypadkiem trafia na siebie, wtedy ona postanawia dołączyć go do swojej kolekcji „co miesiąc zmienianych mężczyzn”. Oczywiście te wymiany mają głęboki sens, otóż Sara ratuje tych facetów przed nimi samymi. Pokazuje im, że praca to za mało, że życie to wolność, tolerancja i kolorowe ciuchy, a wszystko to wzorem kontrkultury rodem z San Francisco. Rzecz jasna Nelson (nie można było lepiej go nazwać), odpycha Sarę traktując ją jak nieznośną szajbuskę. Ta proponuje układ, w którym on przeprowadzi się do niej na okrągły miesiąc. Idealnie się składa, bo akurat w jeden dzień Nelson stracił pracę, kochankę i grunt pod nogami. Jak łatwo zgadnąć był akurat listopad i zapowiadał się słodko. Czas płynął, Nelson poznał wszystkich przyjaciół Sary, w tym tych najbliższych, którzy w myśl niebanalnej idei: gej najlepszym przyjacielem kobiety jest, okazali się gejami i do tego transwestytami. Dzięki Sarze Nelson zaczął chodzić na spacery: „Kiedy ostatnio byłeś cały dzień na powietrzu?” - „Kiedy miałem dziewięć lat... .” Kiedy i widz, i Nelson zaczynają myśleć, że ta dziewczyna nie ma do zaoferowania niczego prócz flanelowej koszuli i zmanierowanych sąsiadów wychodzi, że ta wariatka prowadziła kiedyś firmę, a gej-transwestyta jest guru reklamy. Teraz Nelson wie, że to jest to. Gdy się oświadczył usłyszał „nie, nie możemy być razem”, „tak nie można, nie możemy, ja nie mogę”, „zostaw mnie, odejdź” i drzwi trzasnęły mu przed nosem. Pełen obaw Nelson wyważa je i zastaje ukochaną spuchniętą, i wymiotującą. Naturalnie Nelson niczego nie rozumie, a Sara słaniając się na kolanach wyjaśnia, że to wina obiadu... . Nelson, o dziwo, nie dowierza, rozwala drzwi szafki i jego oczom ukazuje się cała bateria słoiczków z lekami. Tu zaczyna się druga część filmu, już nie taka słodka (może już się zaczął grudzień?). Przyjaciel gej, który jest zawsze pod ręką, gdy przyjaciółce źle się dzieje, wyjaśnia Nelsonowi, że to ziarnica złośliwa, a nasza szalona bohaterka od roku leczy ją niekonwencjonalnie, według własnych zasad przez co jest w konflikcie z rodziną i ma przerzuty do wszystkich części organizmu. Gdy Nelson chlipie nad jej łóżkiem Sara budzi się i tłumaczy mu zupełnie niespodziewanymi słowy „chcę, abyś właśnie taką mnie pamiętał: pełną życia, radosną i piękną! Nie chciałam, żebyś to zobaczył, wybacz...”. W domu Sara przepędza Nelsona na cztery wiatry, a przyjaciołom gejom mówi, że nigdy nikogo tak jak jego, ale nie chce, żeby ją taką widział i w ogóle to jedzie do rodziny. Tymczasem Nelson dużo myśli, napisy. Teraz wszyscy przed ekranem zadają sobie te same pytania: i już?, i co dalej?, ale dlaczego tak? A natchniony reżyser zdaje się odpowiadać z napisów głosem wołającego z otchłani: sam sobie dopowiedz zakończenie drogi widzu, ja już swoje opowiedziałem, teraz wszystko zależy od ciebie i wycisza się planszą „REKLAMA”, żeby uniknąć niezręczności. Nie dość, że fabuła przygniata schematem i zionie nudą, to jeszcze aktorstwo nas dociska. Kenau Reeves, drugi po Stevenie Segalu, człowiek biegający ze ściśniętymi pośladkami i jedyny noszący znamiona zaburzenia fazy analnej, czyli aktor z drutem w tyłku, miał zagrać postać zwariowanego z miłości luzaka. Jak się to mogło stać? Charlize Theron, Charlize Theron... no nic, mam tylko nadzieję, że nie grała samej siebie. Ciekawe, że to remake dobrego filmu z 1968 roku, myślałam, że stare tematy odświeża się po to, żeby je ulepszyć. Miało być zabawnie, romantycznie i dramatycznie, wyszło banalnie, sentymentalnie i patetycznie. Dziękuję dla TVN i powiem nim znów zaczną częstować słodyczą: jest mi dostatecznie słodko.




+ - 1

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0