iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Twórczość
+ - 0

3 Pokoje. Część I - Szafa

10 11 2009 Katarzyna Kozłowska Artykuł był czytany 487 razy
Źródło: szafa.jpg
Źródło: szafa.jpg

W strachu jak w domu. Znam wszystkie kontakty, jamy, zakamarki. Słyszę windę. Mam tu nawet telefon. Tylko drzwi wyjściowych brak.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
               Świat jaki sobie stworzył i w którym żył, był niczym jego pokój – jaskinia, gdzie mieszkał już od trzydziestu lat. Ten dość jeszcze młody mężczyzna o przeciętnym wzroście i równie pospolitej urodzie, zamykał się w nim każdego dnia bez względu na to jaka na zewnątrz panowała pogoda. W trakcie powszednich dni pracy wchodził do niego tak szybko, jak tylko było to możliwe. Zanim jednak to następowało, wpierw zdejmował przestarzałe buty o trudnym do rozpoznania kolorze oraz niemodny płaszcz o identycznym zabarwieniu. Później wkładał na stopy stare, brunatno – szare klapki, brał do ręki plecak wielkości mniej więcej typowego, kampingowego telewizorka, zatrzaskiwał drzwi przedpokoju i szedł do kuchni. Najczęściej działo się tak, że brał z lodówki przygotowane dla niego przez matkę danie, odgrzewał je w mikrofalówce i z plecakiem zwisającym niebezpiecznie z ramienia, wolnym i ociężałym krokiem kierował się do swoich czterech ścian. Zdarzało się jednak, że rytuał ten bywał zakłócany przez niego samego. Dość często w rzadkich chwilach dobrego humoru po przyjściu z pracy wyprowadzał na spacer psa. Były to co prawda krótkie i niezbyt intensywne wyjścia, lecz jednak powodowały one i u niego, jak i u zwierzęcia momenty szczęścia.

              Rzadko opowiadał o minionym dniu. Po jego zachowaniu tylko można było się domyślać czy miał dobry dzień. Choć i to było trudne. Grymasy jego twarzy i wymrukiwane słowa mogły opowiadać i o jednym i o drugim. Będąc w jego obecności po prostu wiedziało się, że nie lubi dzielić się swoimi przeżyciami. Największą złość wywoływały w nim powtarzające się każdego dnia pytania zadawane przez matkę.

              Co dziś robiłeś? Kiedy to robiłeś? Kogoś dzisiaj poznałeś? O czym rozmawialiście? A jadłeś coś popołudniu? Gdzie? Co? Czemu? To takie niezdrowe... a i po co kupiłeś ten chleb? Wiesz jak bardzo go nie lubię. Znowu kupiłeś maślankę? Przecież jeszcze poprzedniej nie wypiłeś…

               Gdy je wypowiadała można było zauważyć jak mięśnie koło zmniejszających się oczu coraz szybciej do nich się zbliżają a palce obydwu dłoni powoli się zaciskają. Kiedyś odpowiadał. Niezbyt chętnie, ale jednak. Ale z każdym kolejnym rokiem stosunek ilości odpowiedzi do pytań malał. W zasadzie wszystkie rozmowy kończyły się kłótnią. Różnice były tylko w ich intensywności. Z początku on szorstkim tonem coś odpowiadał, więc matka z nadzieją w głosie pytała dalej. I zaczynała się awantura, która kończyła się na kilka sposobów. Czasem oboje szarpali się. Zdarzało się, że matka płakała i wykrzykiwała jakim złym synem jest. I że jej nie kocha. Nieraz jedzenie, które sobie właśnie w kuchni odgrzewał lądowało w śmieciach, albo na podłodze. Od czasu do czasu słychać było trzask tłuczącej się szklanki albo talerza. Zawsze jednak słychać było krzyki. Nie ważne było o co się kłócili – o to, że nie pozmywał po sobie, o ekstrawagancko kupiony chleb o innym niż zawsze smaku czy też o to, że on nie odpowiadał na pytania, a ona je zadawała. Wrzask był zawsze. Zdawało się, że jest przedmiotem codziennego użytku, przytwierdzonym do tego mieszkania, niczym cegła w jednej z jego ścian.

             Żeby dowiedzieć się czy i tego dnia była kłótnia nie trzeba było pytać żadnego z domowników. Wystarczyło tylko zostać nie przywitanym przez psa (ten w czasie każdej ze scysji uciekał do najdalej położonego od kuchni pokoju, gdzie wchodził do dziury, która była między łóżkiem, a ścianą) oraz spojrzeć na drzwi do jego pokoju. Powiedzenie, że wejście do jego jaskini było tak trudne do sforsowania jak bankowe sejfy byłoby przesada. Przed światem oddzielały go raczej liche, drewniane drzwiczki. Były one ledwo przytrzymywane przez ościeżnicę. Wraz z każdą kłótnią przybywało na nich oderwanych listew, które poprzyklejano podłużnymi paskami przeźroczystej taśmy klejącej. Na podłodze często też leżał młotek. Używał go, by wstawiać na miejsce jedną z trzech drewnianych pseudo-szybek, które były częścią drzwi. Wchodząc do pieczary miało się wrażenie, że wchodzi się do miejsca, gdzie czas stanął już na dobre trzydzieści lat temu, a gospodarza nie obchodzi wcale stan lokalu przez niego zamieszkałego. Wrażenie to wzmacniało się, gdy patrzyło się na meble i przedmioty znajdujące się w pokoju. Te sięgające około dwóch metrów stosy pokrytych kurzem książek i gazet, poustawianych na podłodze w każdym wolnym miejscu podłogi. Ciemno-fioletowa składana kanapa, która zajmowała jedną trzecią powierzchni jaskini zdawała się być niestabilna. Dwa brudne i wzorzyste dywany, pamiętające ironiczną iluzję dobrodziejstwa PRL-u. I ta nieprawdopodobnie wielka szafa. Zajmowała całą szerokość dłuższej ściany tak wszerz jak i w wzdłuż. Była zrobiona z ciemnego, brązowego drewna, miała czworo drzwi. Przytłaczała każdego gościa tego miejsca. Zdawało się jednak, że na mieszkańcu tej jaskini nie robi jakiegokolwiek wrażenia. A przeciwnie, że jest jego przyjacielem, że żyją razem w jakiejś dziwnej symbiozie. Szafa była jedynym zadbanym meblem w pokoju. Drewno lśniło, czuć było zapach jednego z tych cudownych środków pielęgnacyjnych, a pseudo-złote kołatki, na każdych ze drzwi lśniły przedrzeźniająco.

            Większość czasu w dni robocze spędzał pracując na uczelni i tylko wieczory w pieczarze. Natomiast w soboty i niedziele sztuką było spotkać go poza czteroma ścianami jego pokoju. W trakcie weekendów notorycznie sypiał do południa. Po zjedzeniu śniadania, które często spożywał w swojej jaskini, zamykał się w niej na resztę dnia. Wychodził tylko do kuchni, by zrobić sobie herbaty czy też przygotować coś do zjedzenia. Światło gasił najpóźniej ze wszystkich domowników, około trzeciej lub czwartej nad ranem. Nikt z rodziny nigdy do niego nie wchodził i nie prosił o zrobienie czegoś. Jeśli już to najczęściej robiła to matka. Nie lubił tego. Krzyczał. Czasami kopał drzwi, a potem długo i głośno je naprawiał sycząc przekleństwa. Nie podobało mu się, gdy odrywano go od tego co robił. Albo nie robił. Można było się tylko domyślać nad czym siedział tam tyle czasu. W czasie przelotnych wizyt matka zastawała go siedzącego przed laptopem, albo leżącego na kanapie. W swoich długich palcach, których kostki od zaciskania się były zawsze czerwone, stale trzymał książki o grubości około siedmiu centymetrów. Okładki ich wydawały się jej każdorazowo takie same. Widniały na nich postacie aniołów o długich białych lub czarnych włosach. Twarze ich pokryte były bliznami. Ubrani byli w długie, ciemne, skórzane ubrania, a w dłoniach trzymali szerokie, poplamione krwią miecze. Lecz nie wszystkie miały taką obwolutę. Na wielu z nich widniały też koziorożce, magowie w ogromnych czapach lub też średniowieczni rycerze z ogromnymi tarczami i ostrzami w dłoniach. Nie przepadała za tymi książkami. Ale wolała gdy je czytał, niż kiedy siedział nisko pochylony nad biurkiem i wpatrywał się w ekran komputera. Na wyświetlaczu notebooka przeważnie zauważała nieprzerwane ciągi liter, które składały się na czytane przez niego w internecie artykuły lub też fora dyskusyjne. Równie często widziała ogromne, pikselowe postacie trzymające w dłoniach niespotykanych rozmiarów pistolety, noże i siekiery. Często wtedy mówiła do niego. Ale tak szybko jak zaczynała próbę nawiązania rozmowy z nim, tak szybko też ją kończyła widząc albo jego obojętność, albo gniew na twarzy.

                Swoje książki o niepokornych rycerzach i wszechwładnych magach często czytał w dość oryginalnej pozycji. Siedząc na kanapie nie opierał pleców o jeden z ciemnopurpurowych wałków, które przypominały swym wyglądem wezgłowia jakie miały leżanki starożytnych Rzymian. Jego grzbiet przylegał zawsze do jednej z dwóch części kanapy, kiedy była ona jeszcze nierozłożona. Nogi opierał o szafę. Właściwie to wspierał je o nią. I mimo, że w tym położeniu kolana zawsze były nieco zgięte, widać było zadowolenie na jego twarzy. Wygodniej mu było tak wpół leżeć, a niżeli kłaść stopy na mały, twardy kwadratowy stołek, który był jedynym meblem mieszczącym się między szafą, a kanapą. Gdy matka wchodziła do niego i widziała jak się wylegiwał, na jej twarzy widać było złość. I za każdym razem uderzała ręką w jego piszczele. Krzyczała. Wtedy też na czas jej wizyty trzymał nogi na podłodze. Ale z chwilą zatrzaśnięcia się za nią drzwi podnosił stopy do góry i opierał je o mebel.
 
                 Zdarzało się niekiedy, że i ojciec wchodził do jaskini. Ale zazwyczaj jego pobyt tam trwał bardzo krótko. I przebiegał w ciszy. Tak, że słychać było jak wełniane kapcie wchodzącego szurają po podłodze, a siedzący przy komputerze młody mężczyzna wstrzymuje oddech i dopiero po kilku sekundach kontynuuje stukanie w klawiaturę komputera. Odwiedziny te w większości przypadków zajmowały tyle czasu, ile może zająć otworzenie szafy, wyjęcie koszuli bądź dwóch, wysunięcie szuflady i wygrzebanie bielizny oraz zdjęcie wiszącego na drzwiach krawata. Bywało jednak, że był tam dłużej. Patrzył się wtedy na ten mebel, który w tej małej jaskini robił wrażenie nieskończenie wielkiego. Widać też wtedy zawsze było w jego oczach zadowolenie połączone i dumą i ze zadziwieniem. Wówczas z drugiej strony pokoju dobiegały dźwięki szybko i siłowo wciskanych klawiszy komputera. Powodowały one, że ten starszy już mężczyzna wychodził stamtąd z pośpiechem. Z chwilą zamknięcia drzwi piszący coś chłopak głośno wypuszczał z ust powietrze. Najbardziej chyba tolerował pośpieszne i rzadkie wizyty swojej młodszej siostry. Choć i ona często powodowała w nim, że czasami chciał po prostu wyć, co zresztą zdarzało się. Zwłaszcza jak chciała by wyszedł na dłuższy spacer z psem lub z tym irytującym tonem w głosie zlecała mu prace domowe. Ale lubił jak proponowała mu wyjście do kina, najlepiej na Bonda albo jakieś filmy fantastyczne. Fantasy i science fiction były tematami, które ich łączyły. Wchodził wtedy na stronę jednego z portali internetowych, sprawdzał godziny seansów i rezerwował miejsca dla obojga.




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Paweł | 23:15 10-11-2009

Pomijam błędy interpunkcyjne czy językowe. Jest ich sporo, ale akurat nie w tym rzecz. Ciekawi mnie co innego - o czym jest ten tekst. Jednym zdaniem - żeby taki prosty chłop jak ja był w stanie przyswoić odpowiedź.