iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Twórczość
+ - 1

BLOK (http://blok.art.pl), Sławomir Shuty

15 01 2008 Zuzanna Kos Artykuł był czytany 4939 razy
Źródło: mat. wydawnictwa W.A.B
Źródło: mat. wydawnictwa W.A.B

Łamanie konwencji już dawno stało się konwencją. Jak zatem zaskoczyć typowego polskiego, z-niejednego-pieca-chleb-już-jadłem Czytelnika czymś nowym?

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Można pójść ścieżką Doroty Masłowskiej i szokować pozbawionym hipokryzji spojrzeniem na społeczeństwo ujętym w niewybrednych słowach. Można. Ale można też wybrać drogę Sławka Shuty, mieszając większość znanych konwencji i upakowując je w śliczne internetowe opakowanie pt.: „pierwsza w Polsce powieść hipertekstowa”.

BLOK (http://blok.art.pl), bo o nim tu mowa, posiada wszystko to, co zwykła książka – autora, okładkę, treść, rozdziały. Tym, co wyróżnia go spośród innych powieści, jest fakt, że nigdy nie został wydany. Znajduje się w Internecie i jedynie tam można go przeczytać. Na jakiej zasadzie to działa? Otwieramy stronę, wybieramy wątek (dotyczący jednej z 30 rodzin, zamieszkałych w tytułowym bloku) i zagłębiamy się w lekturze. Tyle, że co jakiś czas w tekście pojawiają się hiperteksty (linki) odsyłające nas np. do szczegółowego opisu wydarzenia wspomnianego w czytanym wątku – ot, cały sekret „powieści hipertekstowej”.

Pytanie brzmi, czy poza niezwykłą formą, jest tu coś jeszcze godnego polecenia. Pytanie niezwykle trudne, gdyż praktycznie niemożliwym jest przeczytanie BLOKu w całości. Ogrom zawartych wątków, podwątki, nadwątki, dowątki, przywątki – to wszystko sprawia, że BLOK jest literackim labiryntem, w którym zgubić się jest niezwykle łatwo i którego nie sposób ocenić obiektywnie. Zachowuje się niczym rak trzustki – przybiera indywidualne cechy Czytelnika, zaczyna żyć własnym życiem i staje się impresją do bólu subiektywną. Tym samym, jest recenzenckim koszmarem. Różnorodność konwencji i języka użytego w kolejnych wątkach uniemożliwia wystawienie konkretnej noty – a przynajmniej tak się wydaje na początku. Jednak, bardzo szybko okazuje się, że większość epizodów jest po prostu przeciętna; powieść, zamiast wciągać - nudzi. Zdarzają się perełki, przypominające trochę „free-style” Gombrowicza, niestety, jest to rzadkość. Ciężko, w przypadku BLOKu, mówić o fabule, jako o całości, gdyż kolejne wątki – choć związane pojedynczymi wydarzeniami i hipertekstami – niewiele mają ze sobą wspólnego. Tym, co je łączy, jest tematyka: codzienność mieszkańców bloku. Opisując ją, Shuty stara się uwypuklić hipokryzję i obłudę, których tak niezwykle dużo jest w ich życiu. I to, zasadniczo, jest największa słabość BLOKu – to wszystko już było. Pisali o tym Masłowska i Kochan, kręcili Koterski i Krauze (x2). Niestety, Shuty nie wnosi tu niczego nowego. Naturalnie, opisuje inne wydarzenia niż jego poprzednicy, jednak brak tu nowej perspektywy, brak świeżości w spojrzeniu.

Natomiast ogromne wyrazy uznania należą się Shutemu za coś innego – dzięki formie, którą wybrał, częściowo udaje mu się zakamuflować językowe i tematyczne braki i sprawić, że zachłyśnięty formą Czytelnik nie zawsze zwraca uwagę na treść. Jednakże, zabieg ten nie starcza na długo – bardzo szybko okazuje się, że tak naprawdę, tytułowy blok, choć zamieszkały przez dziesiątki ludzi, jest nieciekawy i pusty niczym blog nastolatki. Szkoda, bo tym samym ogromny potencjał został zmarnowany.

BLOK w związku z niezwykłą formą, wymyka się typowemu podsumowaniu. Warto go przeczytać, ze względu na fakt, że jest jak żywa istota – tworzy się w chwili czytania. Tym samym, bloków, które powstaną w trakcie lektury, będzie tyle, ilu będzie czytelników. Zatem, dla lubiących dźwięk łamanej konwencji - literacki labirynt, który koniecznie powinni odwiedzić. Z drugiej strony, językowo nie zawsze utrzymuje poziom i tematycznie kuleje, więc dla tradycjonalistów i językowych purytan, pozycja co najwyżej intrygująca – pomacać można, choćby po to by poczuć mdły powiew świeżości, ale nic więcej, gdyż nic więcej tam nie ma.




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 5

1. marcin | 14:19 15-03-2008

ciekawa, zachęcająca recenzja, jednak nie wiem czy do końca skuszę się na przeczytanie "Bloku", ponieważ perspektywa niekończącego się labiryntu mnie trochę przeraża. pozdrawiam :]

2. Filip | 10:21 09-05-2008

Recenzja naprawdę zachęcająca do przeczytania. Jest tylko jedno ale. Rozbudziła mi nadzieję, że to będzie prawdziwy językowy labirynt a okazało się to tylko labiryntem z gry komputerowej na wczesną Amigę.

Kierunek jednak dobry i mam nadzieję, że powstanie prawdziwe hipertekstowe "W poszukiwaniu straconego czasu".

3. Sylwia | 22:40 01-03-2009

Owszem, sama koncepcja powieści hipertekstowej bardzo mi się podoba. Natomiast sam utwór pozostawia wiele do życzenia. Brak wyraźnych związków pomiędzy historiami, poza linkami odsyłającymi, często będącymi tylko jakimś wspólnym hasłem, przypomina to Wikipedię. Bohaterowie są płytcy, pozbawieni wyrazistości osobowej i głębi, do której przedstawienia potrzeba nieco więcej niż kilku linijek tekstu. W niektórych miejscach da się odczuc pewna niekonsekwencja. jakby autor nie mógł się do końca zdecydowac... Czytanie utrudnia bałaganiarska interpunkcja, która sprawia, że czasami sens zdania trzeba odgadywac. Gdyby ta powieśc była na etapie rozwojowym, to może i by miała sens, ale jako całośc już skończona... nie polecam, chyba że ktoś jest ciekaw samego pomysłu.

Natomiast autorowi powyższego tekstu należą się słowa uznania za napisanie prowokującej, intrygującej recenzji, sprawiającej, że wręcz natychmiast postanowiłam sprawdzic, co omawiany tekst tak naprawde soba reprezentuje.

4. Mary | 22:07 21-05-2009

byłam na stronie. jest świetna, gratuluję pomysłu :)

5. Jan | 16:24 21-08-2009

Ten nieskończony labirynt, to klasyka postmodernistyczna. Stasiuk ma swoje błąkanie się po różnych miejscach(Cerkwie,Europa Środkowa etc) . U.Eco, tajemne labirynty opactwa, J.Joyce ulice Dublina i puby.

To nic nowego, a nawet standard.



- Osobiście chciałbym coś naznaczyć (powieść cykl opowiadań) w dziedzinie prozy,ale tu trzeba mieć znajomości w wydawnictwach:) Ludzie błądzą w labiryntach lub sięgają rynsztoku, bo generalnie mają problem z wyobraźnią!!! Bieganie z dyktafonem lub cytowanie pseudo prozy rodem z rynsztoku, to oznaka wysilenia formy.



Kultura przez duże Ku... !