Hyde park / Twórczość
Fragment miasta – Warszawa „Spacerkiem przez Poniatoszczaka”
Artykuł był czytany 703 razy
Jeśli spacerowiczowi uda się wyciszyć to poczuje, że przejście Mostem Poniatowskiego nastraja.
Przy niskim stanie wody można dostrzec leżące u brzegu stalowe przęsło, a w głównym nurcie secesyjne ławeczki z kamienia.
Jestem spóźniona. Zziajana dobiegam do przystanku i czekam. Czekam, aż decyduję, że udam się do szkoły truchtem. Do mostu tak się zasapałam, że przez Wisłę postanowiłam przespacerować. Jeśli spacerowiczowi uda się wyciszyć to poczuje, że przejście Mostem Poniatowskiego nastraja. Przy niskim stanie wody można dostrzec leżące u brzegu stalowe przęsło, a w głównym nurcie secesyjne ławeczki z kamienia. To pozostałości po 47. dniu powstania, wtedy to, w przeddzień wkraczania wojsk sowieckich na Pragę, wycofujący się Niemcy wysadzili wszystkie mosty na Wiśle. Kapral podchorąży Henryk „Heniek” Bieniewski wspomina: „trzeba było płynąć pod prąd, tym bardziej, że nurt znosił nas na Most Poniatowskiego, gdzie stali Niemcy, którzy z ruin zwalonego przęsła mostu ostrzeliwali rzekę oświetlając ją”.
To był drugi raz, kiedy most wyleciał w powietrze. W 1915 kiedy był jeszcze mostem im. cara Mikołaja II, wycofujące się wojska rosyjskie zwaliły go dynamitem. Jednak najważniejsze wydarzenie historyczne, któremu ten most bezpośrednio towarzyszył, odbyło się na jego zachodnim skraju - 2. maja 1926 roku, około godziny 17 doszło do spotkania prezydenta Wojciechowskiego i marszałka Piłsudskiego. Wobec nieustępliwości obu stron I Pułk Szwoleżerów, wierny Piłsudskiemu, rozpoczął działania zbrojne. W ciągu dwóch dni stolica spłynęła krwią 379 zabitych oraz 920 rannych.
Most budowano przez dziesięć lat, został oddany do użytku w 1914 roku. Za neorenesansową oprawę architektoniczną był odpowiedzialny twórca bramy UW oraz gmachu Politechniki Stefan Szyller. Z początku, długi na 506 metrów, składał się, aż z ośmiu stalowych przęseł. Jego budowa wymagała napełnienia kilku kieszeni rosyjskich dygnitarzy oraz uświetnienia w nazwie cara. Jednak „Polacy jak rzodkiewki, na zewnątrz czerwoni w środku biali”, nieoficjalnie ochrzcili most im. Poniatowskiego z okazji przypadającego właśnie stulecia śmierci króla. Po wojennych wypadkach most odbudowano i oddano do użytku 22. lipca 1946 roku. To było wielkie święto. Sam Wiech napisał wtedy felieton „Spacerkiem przez Poniatoszczaka”, w którym opisuje z właściwym sobie humorem ten dzień. "Szliśmy z panem Piecykiem nowo otwartym mostem. Wśród tłumów warszawiaków, kontrolujących bacznie odbudowę, słychać było różne na jej temat uwagi. "Ogrodzenie brzydsze jak poprzednie. Dawniej były liście, girlandki, różyczki, a teraz proste sztachety..." Pan piecyk poprawił uroczysty sztywniak na głowie i rzekł: Jak panu szanownemu na girlandkach i wianuszkach zależy, to na Bródno się pan przejedź. Most ma prawo być wygodny pod względem pieszej i kołowej komunikacji, a girlandki zmuszone jesteśmy na razie chromolić z powodu braku czasu. Ja tyż także samo lubię kute żelazne galanterie, ale dosyć mam zasuwania przez pontoniaka [...]. „ Zaraz będę na kolejnym przystanku, wsiądę w 158 i odjadę na zajęcia. Jutro znów pójdę pieszo.
To był drugi raz, kiedy most wyleciał w powietrze. W 1915 kiedy był jeszcze mostem im. cara Mikołaja II, wycofujące się wojska rosyjskie zwaliły go dynamitem. Jednak najważniejsze wydarzenie historyczne, któremu ten most bezpośrednio towarzyszył, odbyło się na jego zachodnim skraju - 2. maja 1926 roku, około godziny 17 doszło do spotkania prezydenta Wojciechowskiego i marszałka Piłsudskiego. Wobec nieustępliwości obu stron I Pułk Szwoleżerów, wierny Piłsudskiemu, rozpoczął działania zbrojne. W ciągu dwóch dni stolica spłynęła krwią 379 zabitych oraz 920 rannych.
Most budowano przez dziesięć lat, został oddany do użytku w 1914 roku. Za neorenesansową oprawę architektoniczną był odpowiedzialny twórca bramy UW oraz gmachu Politechniki Stefan Szyller. Z początku, długi na 506 metrów, składał się, aż z ośmiu stalowych przęseł. Jego budowa wymagała napełnienia kilku kieszeni rosyjskich dygnitarzy oraz uświetnienia w nazwie cara. Jednak „Polacy jak rzodkiewki, na zewnątrz czerwoni w środku biali”, nieoficjalnie ochrzcili most im. Poniatowskiego z okazji przypadającego właśnie stulecia śmierci króla. Po wojennych wypadkach most odbudowano i oddano do użytku 22. lipca 1946 roku. To było wielkie święto. Sam Wiech napisał wtedy felieton „Spacerkiem przez Poniatoszczaka”, w którym opisuje z właściwym sobie humorem ten dzień. "Szliśmy z panem Piecykiem nowo otwartym mostem. Wśród tłumów warszawiaków, kontrolujących bacznie odbudowę, słychać było różne na jej temat uwagi. "Ogrodzenie brzydsze jak poprzednie. Dawniej były liście, girlandki, różyczki, a teraz proste sztachety..." Pan piecyk poprawił uroczysty sztywniak na głowie i rzekł: Jak panu szanownemu na girlandkach i wianuszkach zależy, to na Bródno się pan przejedź. Most ma prawo być wygodny pod względem pieszej i kołowej komunikacji, a girlandki zmuszone jesteśmy na razie chromolić z powodu braku czasu. Ja tyż także samo lubię kute żelazne galanterie, ale dosyć mam zasuwania przez pontoniaka [...]. „ Zaraz będę na kolejnym przystanku, wsiądę w 158 i odjadę na zajęcia. Jutro znów pójdę pieszo.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
ah...Warszawa :)














