iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Hyde park / Twórczość
+ - 0

Romans Z Wampirem - Rozdział 4

24 02 2010 Anna Kaciczak Artykuł był czytany 471 razy
Źródło: romans-z-wampirem.jpg
Źródło: romans-z-wampirem.jpg

Rozdział 4 - Wspomnienia bolą najbardziej

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Rozdział 4 – Wspomnienia.

To dziwne, ale zawsze wydawało mi się że nie mam nikogo. Mama i tata odeszli wcześnie. Za wcześnie bym ich zapamiętała. Leżałam całą noc w szpitalu. Nie potrafiłam zasnąć. Czekając na kogoś. Sama nie wiem na kogo. Wpatrywałam się w okno i świecący jasno księżyc. Nie widziałam dla siebie nadziei. Czułam się niesprawiedliwie potraktowana. Los wysłuchał moich modlitw. Jeszcze jako dziecko modliłam się o śmierć. Nie chciałam tkwić w środku tej betonowej dżungli. Chciałam być w niebie, z moimi rodzicami. Po siedemnastu latach Bóg mnie wysłuchał. Moje prośby z dzieciństwa się ziściły. Dostałam to czego chciałam. Szkoda, że akurat wczoraj odkryłam sens życia.
Chciałam umrzeć, teraz pragnę żyć, chciałam być niezauważalna teraz chcę się podobać, bo spotkałam jego – Gabriela. On nic nie wie. Odwiózł mnie do szpitala, w nadziei, że wrócę do domu cała i zdrowa.
Noc dłużyła się bezlitośnie. Kazałam Katharine iść się wyspać. Siedziała ze mną cały dzień. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Jak nigdy. Katharine zdradziła mi swoje sekrety, że jako dziecko uwielbiała uciekać z domu i robić mojej mamie na złość. Katharine chciała zostać tancerką. Dlatego rodzice przekreślili ją już na początku. Moja mama zaś została szanowanym prawnikiem. Była dumą dla rodziców. Katharine czuła się bezwartościowa i bezużyteczna. Zrozumiałam jej gniew wobec mnie. Uraz z młodości. Wybaczyłam jej wszystko. Nie miałam do niej urazu, pokazała mi jak wartościową kobietą jest. Wydawać by się mogła nawet podobna do mnie. Buntowniczka z wyboru.
Pod wieczór czekając na zastrzyk spytałam Katharine o Majora.
- Znasz niejakiego Majora? – spytałam. Major wspomniał wczoraj o Katharine. Stąd moje pytanie.
- Colette? – upewniła się - Czy to nie ten właściciel Klubu dla harleyowców?
- Tak – zdziwiła mnie jej odpowiedź. Kto jak kto ale Katharine nie wyglądała na kobietę z pazurem.
- Poznałam go dawno temu. Kiedy wyglądałam młodziej i nie wstydziłam się być sobą – zaczęła historię – Szukałam pracy. Chciałam zarobić parę groszy i wyrwać się do Los Angeles. Nie miałam jednak szczęścia. Chodziłam po klubach i pytałam o pracę. Zniechęcona trafiłam na Majora. Był wyrozumiały dla mojego marzenia. Zaproponował mi współprace, i etap nocny. Tańczyłam dla postarzałych harleyowców, dla których wcale nie liczyły się moje umiejętności taneczne.
Major załatwił mi pracę w innym barze, i od tego czasu nigdy więcej go nie spotkałam.
- Łączyło was coś? – wypytywałam Katharine. To interesujące wysłuchiwać historii swojej ciotki, którą do wczoraj nienawidziłam.
- Major był namiętny i opiekuńczy, ale nie widział dla nas przyszłości. Tłumaczył się swoim stylem życia. Dzisiaj tam jutro tu. To było jego motto – pokiwała głową wspominając.
- Kochałaś go?
- Byłam młoda i szalona – oznajmiła – Spytałaś mnie o Majora. Spotkałaś go w Nowych Jorku?
- Tak nadal prowadzi klub i ma bzika na punkcie motorów.
- Pewnie ma już pięćdziesiąt lat. Kiedy ja miałam osiemnastkę, on był trzydziestopięciolatkiem.
- Nie wygląda mi na pięćdziesiąt lat – przeliczyłam szybko w głowie – Nadal wygląda na trzydzieści parę.
- Pamiętam też jego syna…
- Gabriela? – spytałam
- Tak, przystojny i szamański młodzieniec – skończyła.
Naszą rozmowę przerwała pielęgniarka. Kazał mi się położyć na boku. I głęboko oddychać. Katharine poszła się położyć, ja zaś czuwałam całą noc.
Północ, godzina pierwsza, godzina druga… Siedziałam bezczynnie, z rękoma na brzuchu.
Nagle poczułam chłód, dobiegający z korytarza. Pewnie któraś z pielęgniarek otworzyła okno, bo zerwał się przeciąg. Chciałam wstać i zamknąć drzwi do pokoju, ale po chwili wiatr ustał, i znów zrobiło się ciepło w pomieszczeniu. Skupiłam moje spojrzenie na drzwiach. Zaczęły się powoli otwierać. Katharine – pomyślałam. Chciała sprawdzić czy śpię. Położyłam głowę na poduszce i przymrużyłam oczy, żeby wszystko widzieć.
Mój gość nie okazał się być Katharine.
- Gabriel! – podskoczyłam, widząc jego posturę w drzwiach – Co tutaj robisz?
-Przyszedłem się upewnić – podszedł do łóżka – Musiałem mieć stu procentową pewność, że nic ci nie jest.
- Jutro lekarze mnie wypisują do domu – zapewniłam
- To moja wina – przejechał palcem po moim policzku – Nie powinienem cię wtedy ze sobą zabierać.
- Nie żałuje – zapewniłam go – I nigdy nie będę. Tego wieczoru zrozumiałam jak życie potrafi być piękne.
- Nie dzięki nam. Omal cię zabiłem.
- Jutro wychodzę, że szpitala. Może w ramach wynagrodzenia zaprosisz mnie na kolację – rzuciłam pewnie. Nie chcąc by się zadręczał – I będziemy kwita.
- Masz moje słowo – przysunął fotel do łóżka – Wezmę cię tam, gdzie jeszcze nigdy wcześniej nie jadłaś.
Uśmiechnęłam się – Skrycie liczyłam na to że się zjawi. Nie o tak później porze, ale ważne że przyszedł. I będzie do rana.
W połowie naszej rozmowy musiałam usnąć. Gdy się obudziłam Gabriela już nie było. Pamiętam jak powiedział – Zaśnij, ja będę czuwał.
Wstałam z łóżka ślamazarnie. Nie ruszałam się od dwóch dni. Podeszłam do łazienki, żeby wziąć prysznic i ubrać się w czyste ubrania, które przygotowała mi Katharine.
- Amelia – usłyszałam głos Katharine. Była lekko przerażona moim zniknięciem z łóżka.
- Jestem w łazience – krzyknęłam – Zaraz wychodzę.
Włożyłam na siebie czerwoną bluzę i jeansy. Moje trampki zostały pod łóżkiem. Weszłam boso do pokoju, Katharine siedziała na łóżku ze świeżą kawą.
- Napój bogów – podała mi kubek.
- Tego mi trzeba było – wypiłam pół kubka.
Odłożyłam kubek na stolik, i sięgnęłam ręką po trampki, i wtedy poczułam przeszywający ból. Oparłam się o łóżko i odetchnęłam.
- Dobrze się czujesz?
- Muszę się przyzwyczaić – sięgnęłam ponownie po trampki.
Katharine pomogła mi się podnieść i razem ruszyłyśmy ku wyjściu. Nie będę tęsknić za tym miejscem. Choć prędzej czy później do niego powrócę.
- Katharine dziś wieczorem idę na spotkanie z Gabrielem – zaczęłam temat – Był wczoraj u mnie w szpitalu.
- Jesteś osłabiona. Może innym razem - nalegała
- Znasz mnie, i dobrze wiesz, że pójdę – zaprotestowałam.
- Tego się bałam – podrapała się po głowie.
- Ale musisz mi pomóc. Chcę wyglądać olśniewająco.
Katharine znalazła mi przepiękną biało-złotą sukienkę.
Wyglądałam w niej bardzo kobieco. Nie przywykłam do tego typu strojów, gdzie kobieta nosi sukienki i wysokie obcasy.
Stanęłam w przedsionku i zaprezentowałam się Katharine. Była pod wrażeniem.
- Wyglądasz jak twoja mama – stwierdziła – Te blond włosy i figura. Zawsze jej tego zazdrościłam – zadzwonił dzwonek. Katharine podeszła do drzwi z zamiarem otwarcia.
- Witam – Gabriel stanął w wejściu. Katharine omal nie straciła równowagi. Był tak samo młody i przystojny jak wtedy gdy go poznała. Nie potrafiła sobie tego wytłumaczyć. Ona się postarzała i mogłaby być jego matką. A on wciąż wyglądał na tyle samo lat co ona wtedy.
- Nic się nie zmieniłeś – przemówiła wreszcie – To niemożliwe – szeptała.
- To u nas rodzinne. Nie szybko się starzejemy.
- Jestem gotowa – podeszłam do drzwi. Widząc spojrzenie Gabriela poczułam się bardzo kobieco. Jego spojrzenie nie kłamało. Podobałam mu się w tej wersji.
- Na nas już pora – wyciągnął dłoń w moją stronę – Do zobaczenia Katharine. Drzwi się zamknęły, a
Katharine Ronson nie mogła uwierzyć własnym oczom. Usiadła na ziemi, w salonie i przegrzebywała albumy z młodzieńczych lat. Nie mogła zrozumieć jak to jest możliwe. Gabriel wyglądał identycznie jak wtedy na zdjęciu. Ta sama szatynowa czupryna i mocno brązowe brwi. Nic się nie zmienił. I to ją najbardziej przerażało.
Katharine w pośpiechu ubrała płaszcz i wyszła. Zamierzała spotkać się z Majorem. Skoro wrócił do miasta mogli się w końcu spotkać po latach.
Zatrzymała się pod klubem, gdzie stała grupka harleyowców. Być może nawet ją pamiętali. Słyszała ich sprośne komentarze za plecami . Klub w środku przeżywał oblężenie. Stanęła w drzwiach i rozejrzała się dookoła. Zrobiła krok do przodu. Major stał tuż za nią, czekając aż się odwróci. I gdy wreszcie się obejrzała, ze strachu się potknęła. Major w ostatniej chwili przytrzymał ją przed upadkiem na stół.
- To niemożliwe – popatrzyła na niego – Jak?
- Katharine – Major podał jej rękę.
- Wyglądasz tak samo jak piętnaście lat temu!? – odrzuciła jego rękę.
- Katharine – powtórzył jej imię.
Major Colette był w takiej samej formie co Gabriel. Zero zmarszczki czy siwych włosów. Nic. Jakby był zamrożony w czasie.
- Gabriel jest tak samo młody jak wtedy – przeraziła się – Proszę powiedź że nie jesteś – nie dokończyła…
- Przejdźmy na zaplecze – Major poprowadził ją na w kierunku drugich drzwi.
- Piętnaście lat temu mówiłeś mi że nie możemy być razem. Zapewniałeś mnie o tym jak bardzo mnie kochasz, ale nie ma dla nas przyszłości. Teraz już wiem dlaczego.
- Nadal czuje do ciebie to co piętnaście lat temu.
- Widziałam co potrafisz. Nie jesteś człowiekiem – Katharine odsunęła się od Majora
- Urodziłem się człowiekiem – zapewnił
- Zatem wytłumacz mi jak to jest możliwe, że mimo upływu lat nie postarzałeś się o ani jeden dzień.
Katharine drżała z przerażenia. Myślami bała się o Amelię. Gabriel to syn Majora. Ta sama krew i to samo oblicze.
- Pamiętasz jak ostatniej nocy powiedziałem ci że cię kocham? – Major zbliżył się do Katharine – Odkąd odeszłaś z mojego klubu, każdego wieczoru upewniam się czy zasypiasz. Nie było mi łatwo powiedzieć ci żegnaj.
- Nie zmieniaj tematu – nalegała.
- Czy nadal mnie kochasz tak jak wtedy – zbliżył się do niej.
- Dlaczego mnie o to pytasz? Chce znać prawde!
- Spytałem czy chcesz być za mną. Ja nie przestałem cię kochać.
Serce Katharine stopniało. Dotknęła czule jego twarzy, później włosów.
- Kim jesteś? – szepnęła Majorowi do ucha – Czym jesteś?
- Chcesz się przekonać? – dotknął jej dłoni czule – Nic już nie będzie tak jak kiedyś. Katharine popatrzyła na Majora za łzami w oczach. Nie umiała się powstrzymać Major oparł odchylił jej głowę do tylu i zatopił swoje kły w szyi Katharine – Zdążyła jęknąć i zaraz omdlała.
Upadła na ziemie. Major podniósł jej ciało i podał swoją rękę by mogła spożyć jego krew. Nieprzytomna przyjmowała kolejne jej porcje.
- Przepraszam Katharine - pocałował ją w czoło. Przemienił ją w wampirzyce. Sprawił że tak jak on, ona zostanie zatrzymana w czasie.
Przypadkiem na zapleczu zjawił się Hektor. Jego cyniczny uśmiech mówił sam za siebie. Przyglądał się jak przemiana Katharine dochodzi do skutku.
- Zorientowała się? – Hektor zadał pytanie, z góry wiadomą odpowiedzią – Miłość jest ślepa. Major nie przemienił by jej nigdy. Zbyt dobrze znał konsekwencje bycia krwiopijcą. Jednak miał do wyboru, albo zabić Katharine albo ją przemienić.
- Dobrze wiemy, że mogłem ją zabić bez skrupułów – rzucił Hektor – Co pocznie biedna Amelia. Niepełnoletnia biedulka.
Major przemijając Katharine miał pewność, że zapomni o przeszłości . Narodzi się na nowo. Katharine budziła się powoli do „wieczności”.
– No to mamy kolejnego wampira w rodzinie – Hektor zaśmiał się w głos - Gabriel rozmasuje z Amelią. Ty z jej ciotką. Co za szalony czworokąt.
- Zostaw nas samych! – rozkazał Major
- Jasne, jasne krwiste gołąbeczki – zniknął w mgnieniu oka.





+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0