Hyde park / Twórczość
"Straszna lektura" - parodia lektur szkolnych
Artykuł był czytany 2031 razy
Komedia (farsa?), w której wyśmiewam najbardziej znane motywy z "Dziadów", "Quo Vadis", "Lalki" i innych lektur szkolnych.
“W przeróbce występuje wulgarne słownictwo,
elementy horroru i treści mogące urazić niektórych
widzów, dlatego życzę miłego oglądania”
(ostrzeżenie zapożyczone z filmiku
“Harry Potter i Podła Szmira” PiKaStRa)
Scena pierwsza:
“Dziady. Część V”
Miejsce akcji: mała, ciemna kaplica oświetlona kilkoma czarnymi świecami. Na ścianie wisi odwrócony krzyż, a obok niego pentagram i wizerunek koźlej głowy. Do pomieszczenia wchodzi około ośmiu osób odzianych w długie, czarne szaty z kapturem i upiorne maski. Dwie z nich trzymają czarne, płonące znicze, jedna - naczynie z czarodziejską miksturą, jedna - gitarę elektryczną, a pozostałe - małe, czarne modlitewniki. Wszystkie postacie śpiewają ponurymi, zniżonymi głosami.
POSTACIE W MASKACH (groźnie, tajemniczo, powoli):
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie… Co to będzie? Co to będzie?
Bohaterowie zatrzymują się naprzeciwko odwróconego krzyża, po czym kłaniają mu się skinieniem głowy. Jeden z mężczyzn, trzymających znicz (Guślarz) zwraca się do satanistycznego symbolu.
GUŚLARZ (uroczyście):
Dziś przywołamy przodków naszych duchy:
Duchy mroczne i ciężkie, co nie znają skruchy
I choć teraz płoną piekielnym płomieniem,
Nie wiedzą, co to dobroć, litość i sumienie.
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
I choć teraz płoną piekielnym płomieniem,
Nie wiedzą, co to dobroć, litość i sumienie.
GUŚLARZ:
Wezwiemy je do siebie, by rozpocząć Dziady,
A ten, co tkwi w szczegółach i ubiera się u Prady
Da im chleb na drogę - czarny i cuchnący,
Jak liść marihuany cenny i dymiący.
O, mój Mickiewiczu! Czemu przemilczałeś
Piątą księgę “Dziadów” i jej nie wydałeś?
Mielibyśmy dzieło mroczne jak cholera,
Baśń okultystyczną lepszą od “Pottera”!
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
Mielibyśmy dzieło mroczne jak cholera,
Baśń okultystyczną lepszą od “Pottera”!
GUŚLARZ:
Nas nie zadowolą “Piły” i “The Ringi”,
Nie ucieszą “Wilki”, ni Stepheny Kingi.
One wszystkie dobre są na przeczyszczenie,
Gdy siedzimy w kiblu, mając zatwardzenie.
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
One wszystkie dobre są na przeczyszczenie,
Gdy siedzimy w kiblu, mając zatwardzenie.
GUŚLARZ:
Cip-cip, miłe duchy, kici-kici, zjawy!
Bez was nie ma orgii, ni imprez, ni zabawy!
Składamy wam w ofierze trochę krwi koguta,
Włos Brystygierowej, pot z czoła Bieruta,
Płatki róż czerwonych jak sztandar sowiecki,
Płyn na porost włosów (dobry, bo radziecki).
To wszystko wymieszane z moczem, woskowiną,
Spermą, fekaliami, sierścią psa i śliną.
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
To wszystko wymieszane z moczem, woskowiną,
Spermą, fekaliami, sierścią psa i śliną.
GUŚLARZ (do chłopaka z gitarą):
“Konradzie, jeśli łaska… Wszak to obrzęd Dziadów… Zagraj na gitarze!
Wszak nieraz obiecywałeś dać nam dźwięki w darze!”.
Gustaw-Konrad zrzuca z siebie zarówno maskę, jak i czarny płaszcz z kapturem. Przekonujemy się wówczas, że jest on przystojnym, długowłosym brunetem odzianym w glany oraz czarną koszulkę z makabrycznymi nadrukami. Przez chwilę młodzieniec stroi swój instrument, a potem zaczyna grać bluźnierczą, black metalową piosenkę.
GUSTAW-KONRAD (śpiewa growlem):
“Chwila i iskra, gdy się przedłuża, rozpala -
Stwarza i zwala.
Śmiało, śmiało! tę chwilę rozdłużmy, rozdalmy,
Śmiało, śmiało! tę iskrę rozniećmy, rozpalmy -
Teraz - dobrze - tak. Jeszcze raz Ciebie wyzywam,
Jeszcze po przyjacielsku duszę Ci odkrywam.
Milczysz, - wszakżeś z Szatanem walczył osobiście?
Wyzywam Cię uroczyście.
Nie gardź mną, ja nie jeden, choć sam tu wzniesiony.
Jestem na ziemi sercem z wielkim ludem zbratan,
Mam ja za sobą wojska, i mocy, i trony;
Jeśli ja będę bluźnierca,
Ja wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan:
On walczył na rozumy, ja wyzwę na serca.
Jam cierpiał, kochał, w mękach i miłości wzrosłem;
Kiedyś mnie wydarł osobiste szczęście,
Na własnej piersi ja skrwawiłem pięście,
Przeciw Niebu ich nie wzniosłem (…).
Odezwij się, - bo strzelę przeciw Twej naturze;
Jeśli jej w gruzy nie zburzę,
To wstrząsnę całym państw Twoich obszarem;
Bo wystrzelę głos w całe obręby stworzenia:
Ten głos, który z pokoleń pójdzie w pokolenia:
Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale…”
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
…carem!
Konrad kończy grać i kłania się słuchaczom. Wszyscy klaszczą.
GUŚLARZ (zachwycony, ze szczerym podziwem):
Konradzie, jesteś świetny! Każdy to potwierdzi! Czy wiesz, że twoje antychrześcijańskie piosenki urzekły samego Nerona z „Quo vadis”? Cezar mówi, że byłby skłonny nagrać z tobą cover utworu „Christians to the lions” („Chrześcijanie dla lwów”) zespołu Behemoth!
GUSTAW-KONRAD (zaskoczony):
Nagrać cover z Neronem? Zastanowię się… (krótka pauza) A teraz wybaczcie, bo muszę sobie zapodać magiczny wywar z najlepszych, czarnobylskich owoców. To taka moja „metoda na głoda”, hehehe…
Bohater „Dziadów” wyjmuje z kieszeni strzykawkę napełnioną tajemniczym płynem i wstrzykuje go sobie w żyłę.
GUSTAW-KONRAD (w ekstazie):
„My sister is morphina”!!…
JEDNA Z KOBIET (pod nosem):
„And your brother is Rysiek z >Klanu<”…
Konrada zaczynają dręczyć halucynacje.
GUSTAW-KONRAD (z wytrzeszczonymi oczami):
Patrzcie! Patrzcie tam!
POSTACIE W MASKACH (zdziwione, rozglądają się):
Gdzie?
GUSTAW-KONRAD (pokazuje palcem):
No tam! Krystyna z gazowni!
POSTACIE W MASKACH:
Co?!
GUSTAW-KONRAD (wybucha szaleńczym śmiechem):
Krystyna z gazowni! Jedzie jakąś bryczką, zamiast drałować na piechotę!
JEDEN Z MĘŻCZYZN (cytuje fragment „Ballad i romansów” A. Mickiewicza):
„Ufajcie memu oku i szkiełku: nic tam nie widzę dokoła”!
GUSTAW-KONRAD (opisuje widziadło):
Lico bieluchne niczym dupa trupa, jakiego nie powstydziłby się nawet król estrady, Michael „Pedofil” Jackson… Oczy jak u Terminatora po utracie ludzkiej powłoki… Fryzura „na kopniętego przez prąd”, piersi niczym balony w „Jaka to melodia?”… Odzienie - istny antyk, zapewne pamiątka z powstania Chmielnickiego (mój stary kopał wówczas z ćwierćobrotu)… I ten piękny pojazd, po którym widać, że w przeszłości transportował świnie do obozu koncentracyjnego „Constar”… (ze świstem wciąga powietrze) Jak słowo daję, burdel na kółkach!!! Ona wystąpiła w pierwszej części „Dziadów”, ale Mickiewicz wyciął tę scenę z obawy przed reakcją środowisk związanych z „Gazetą Wyborczą”. Cha, cha, cha, cha, cha!!! Teraz cała Polska myśli, że Adam (Mickiewicz, a nie Michnik!) był takim farmazonem, iż nie potrafił dokończyć szmirowatego dramatu!!! (krótka pauza) Naturalnie, jest to wierutne kłamstwo, a Mickiewicz lubił przemilczać wiele rzeczy - chociażby fakt, iż należał do tej samej masonerii co senator Nowosilcow. Cha, cha, cha! Prawda kole w oczy, no nie?! Instytut Pamięci Międzypowieściowej powinien wreszcie zająć się lustracją tych wszystkich łże-autorytetów pokroju Andrzeja Kmicica, który współpracował ze Szwedami jako agent „Babinicz”…
Młody poeta dostaje drgawek i upada na podłogę. Z jego oczu sączy się czarna ropa, a z ust - piana zmieszana z krwią.
GUSTAW-KONRAD (zmienionym, szatańskim głosem):
„Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (śmieje się opętańczo).
Gustaw wbija sobie w ciało nóż, gwoździe i kilka agrafek. Ponieważ jest Upiorem, nie dzieje mu się żadna krzywda.
GUŚLARZ (rozbawiony):
No, no, no, Konradzie… Jeszcze kilka tygodni ćwiczeń i przejdziesz do historii jako lalka voodoo!
JEDEN Z MĘŻCZYZN:
Lalka voodoo? Ta, wokół której kręcił się cały cyrk w powieści Bolesława Prusa?
GUŚLARZ (zirytowany):
To nie była lalka voodoo, jamochłonie, tylko Laleczka Chucky!
JEDEN Z MĘŻCZYZN (jeszcze bardziej zirytowany):
Bredzisz jak Karol Marks po zjedzeniu zupy z grzybków halucynogennych i popiciu jej sokiem z wilczych jagód. Laleczka Chucky była mężczyzną, a lalka z powieści Prusa kobietą, podobnie jak Kopernik i święty Jan z „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda da Vinci. Dlaczego patrzysz na mnie, jakbym zamknął ci psa w pralce do prania? Mówię prawdę, a ta wyzwala jak Mojżesz z ziemi egipskiej, z domu niewoli! I nie rechotaj jak Żabi Król, bo powiem, że niewidzialne termity albo inne pchły wywołały u ciebie efekt łaskotkowy!
Gustaw-Konrad nadal rzuca się po podłodze, przypominając wielką, wyrzuconą na brzeg rybę. Kiedy wyjmuje sobie z serca nóż, jego rana zaczyna obficie krwawić. Młody człowiek wybucha okropnym śmiechem.
GUSTAW-KONRAD (nienaturalnym, ochrypłym głosem):
Jam jest Belfegor, upiór Luwru! Jam jest antychryst, nieślubne dziecko Marilyna Mansona, Władca Much i Największy Krzywdziciel Sióstr Elżbietanek! Jam jest chiński czerwony smok Mao Tse-Tung! Jam jest dusza Ewy Braun, która widziała wpiekłowstąpienie Hitlera! Jam jest polska Annaliese Michel!
JEDNA Z KOBIET (przerażona zachowaniem Konrada):
Niech ktoś zabierze tego oszołoma!!!
GUŚLARZ:
Ja proponuję sfilmować go telefonem komórkowym - będziemy mieli co puszczać na Youtube…
Jeden z mężczyzn zrzuca maskę i płaszcz. Okazuje się, że jest nim Tadeusz Soplica.
TADEUSZ SOPLICA (do pozostałych satanistów):
Zanieście Konrada do mojego domu. Szybko.
Kilka osób spełnia jego polecenie.
GUŚLARZ (zdziwiony obecnością Tadeusza na obrzędzie Dziadów):
Soplica, to ty?! Niemożliwe! Przecież mówiłeś, że chciałbyś zostać księdzem, tak jak twój ojciec!
TADEUSZ SOPLICA (chichocze):
No, bo ze mnie taki ksiądz jak z mojego ojca…
GUŚLARZ:
Zwykły Robak?
TADEUSZ SOPLICA:
Jakbyś zgadł.
GUŚLARZ:
Twój stary był agentem KGB. Wszyscy wiedzą, że współpracował z Moskalami.
Tadeusz Soplica otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale właśnie wtedy rozlega się dochodzący zza ściany ryk Konrada.
GUSTAW-KONRAD (wykrzykuje fragment alternatywnej wersji „Decade of Therion” Behemotha):
„GOLONKĘ MASZ PAN?!! JAK HITLER NASZ KRAJ!!!”.
GUŚLARZ (do Soplicy):
Nie zwracaj uwagi na to darcie mordy. Kiedy Konrad odzyska przytomność umysłu, pójdzie do spowiedzi i będzie przepraszał wszystkich za swoje karygodne zachowanie. A tak w ogóle, Tadziu, to co u ciebie słychać? Masz jakieś wieści z wielkiego świata?
TADEUSZ SOPLICA (tonem dziennikarza prowadzącego „Wiadomości”):
Znany warszawski biznesmen, Stanisław W., został wczoraj wieczorem aresztowany przez policję. Prokuratura oskarża go o kierowanie mafią międzypowieściową, handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy. 46-latek nie przyznaje się do winy i zapowiada, że będzie się ubiegał o status „pokrzywdzonego przez nieudolny i nierzetelny wymiar sprawiedliwości”. Jak podaje pełnomocnik podejrzanego, Ignacy Rz., „Stanisław W. nigdy nie współpracował z żadną grupą przestępczą, a posądzanie go o działalność niezgodną z polskim prawem świadczy jedynie o zawiści i intryganctwie kręgów nastawionych negatywnie do jego osoby”. Przypomnijmy, że Stanisław W. zasiadł już na ławie oskarżonych w sprawie tzw. afery kamienicowej. Postępowanie sądowe zostało jednak umorzone ze względu na „brak wystarczających dowodów świadczących o winie podejrzanego”.
GUŚLARZ:
To ciekawe… Masz jeszcze jakieś newsy?
TADEUSZ SOPLICA (tym samym, dziennikarskim tonem):
Do makabrycznego zdarzenia doszło przed dwoma godzinami we wsi Barania Głowa w powiecie Osłowickim. Rolnik Wawrzon Rz., mający opinię agresywnego i niepoczytalnego alkoholika, brutalnie zamordował swoją żonę przy użyciu siekiery. Więcej na ten temat w materiale Aleksandry Billewicz.
GUŚLARZ:
„Mów do mnie jeszcze”…
TADEUSZ SOPLICA (dziennikarskim tonem):
„Ręce precz od IPM!” - wołają zwolennicy i obrońcy Instytutu Pamięci Międzypowieściowej. Tymczasem Janusz Radziwiłł, prezes Stowarzyszenia Czarnych Charakterów, apeluje o „zaprzestanie przedstawiania pewnych osób i zdarzeń wyłącznie w negatywnym świetle”. „To skandal, że lobby schwartzcharakterowskie po raz kolejny usiłuje wywierać wpływ na władzę - mówi jeden z uczestników manifestacji, która odbyła się dzisiaj przed budynkiem Wielkiej Wszechbiblioteki Literackiej. - Komuś bardzo zależy na tym, aby bulwersujące lub kompromitujące fakty z życia znanych postaci zostały maksymalnie zatuszowane lub wybielone”. „Niektórzy bohaterowie literaccy, jak na przykład osławiony pan Kmicic, mają za sobą kontrowersyjną, agenturalną przeszłość. Dlaczego takie osoby są dziś lansowane na autorytety moralne?!” - pyta młoda uczestniczka dzisiejszej demonstracji. Wszystko wskazuje na to, że „awantura o IPM”…
GUŚLARZ (znudzony słuchaniem informacji):
Dobra! Wystarczy! Lepiej powiedz, co słychać u Horeszkówny!
TADEUSZ SOPLICA:
Zośka weszła w okres buntu młodzieńczego i stwierdziła, że od teraz mamy ją postrzegać jako emo. Nie dość, że zaczęła nosić glany, to jeszcze zrobiła sobie asymetryczną grzywkę a’la „ciachnięty mieczem z jednej strony”. Początkowo wydawało mi się, że jest to niegroźna fanaberia. Jednakże kiedy Zośka oświadczyła, iż „idzie robić biznes” z tym paszczurem Wokulskim, zacząłem się o nią mocno niepokoić. Powiem ci w sekrecie, że zaczynam podejrzewać, iż ona coś bierze. Ta obawa pojawiła się w mojej głowie kilka dni temu, kiedy Horeszkówna wlazła do piekarnika i zawołała: „Patrzcie, jestem Rozalką z >Antka
GUŚLARZ (wzdycha smutno):
Ach, Zośka… To była taka spokojna dziewczyna… Nigdy nie mieliśmy z nią żadnych problemów… A teraz co? Zamieniła się w Dziecko Neostrady!
TADEUSZ SOPLICA:
Wiesz, ona ma już czternaście lat… „Małe dzieci to mały problem, ale duże dzieci to duży problem”.
GUŚLARZ (z wyższością):
Kiedy ja byłem w jej wieku, zrywałem ogórki we Francji i zamiatałem chodniki w Wielkiej Brytanii. Jeśli zaś chodzi o narkotyki, nigdy nie wziąłem ich do ust…
TADEUSZ SOPLICA:
…tylko wstrzykiwałeś je sobie w żyłę.
GUŚLARZ (zirytowany i zawstydzony):
Daj sobie siana, pięściuchu, to było dawno i nieprawda! A tak w ogóle, to zgłoś się do najbliższej stacji sanitarno-epidemiologicznej, bo masz kurzajki na dziąsłach!
Scena druga:
„Uczta u Nerona, czyli Ostatni Zajazd na Litwie”
Miejsce akcji: sala balowa w pałacu Nerona, udekorowana tak jak w jednym z rozdziałów „Quo vadis”. Obok rzymskiego cesarza siedzą: Poppea, Pitagoras, Petroniusz, Tygellin oraz Gustaw-Konrad trzymający swoją gitarę elektryczną.
NERON (teatralnie, do Konrada):
W sercu nieszczęsnym ciemność znów wzbiera,
Bowiem mię jasna bierze cholera…
Siedzieć nie mogę, natchnienie mnie pali
I cudne śpiewy słyszę w oddali.
Dalej, Konradzie! Skróćże mą mękę!
Po swój instrument wyciągnij rękę
I zagraj ze mną hymn o Hadesie:
Niech nas muzyka do chmur uniesie!
GUSTAW-KONRAD (do wszystkich zgromadzonych):
Zapewniam państwa, że takiej piosenki jeszcze państwo nie słyszeli. Jestem przekonany, iż już niedługo utwór stanie się przebojem lata w Radiu Wolna Europa.
TYGELLIN (na stronie, posługując się cytatem z filmiku „Harry Potter i Straszliwa Piosenka” PiKaStRa):
„W dupie to mam, ja się boję tej piosenki”!
Cezar i Gustaw-Konrad wstają, po czym zajmują miejsce na środku sali i wykonują utwór „Christians to the lions” (Neron śpiewa growlem, a bohater dramatu Adama Mickiewicza mu akompaniuje). Kiedy artyści kończą swój występ, wszyscy zgromadzeni klaszczą (niektórzy nawet krzyczą: „Brawo! Brawo!”). Władca Imperium Rzymskiego spogląda na Petroniusza, licząc na jego pozytywny komentarz.
PETRONIUSZ (z udawanym zachwytem):
Wasz występ był tak genialny, że nawet Chuck Norris nie potrafiłby go powtórzyć. Jestem na „Tak”. Cezar z Konradem na Eurowizję!
TYGELLIN (na stronie):
Ja tam wolę „Fristajlo”…
NERON (wzruszony):
Ach, a mama mówiła, że powinienem zostać Idolem! (Nagle zaczyna się trząść ze strachu). Mama?… Matka?… Moja matka!!! (Wybucha płaczem jak małe dziecko. Jest tak roztrzęsiony, że chce paść prosto na fotel, ale Poppea złośliwie odsuwa mu siedzenie i Neron upada na podłogę). Moja matka!!!
Petroniusz pomaga monarsze wstać.
PETRONIUSZ (spokojnie, ciepło, uspokajająco):
Twoja stara smaży się w niebie.
NERON (odcina się):
A twoja stara moczy zęby w kwasie mrówkowym!
TYGELLIN (do Petroniusza):
Twoja stara jest niezgodna z konstytucją.
Petroniusz marszczy brwi i podchodzi do Tygellina. Ponieważ jest wyprostowany i ma groźną minę, Tygellin wydaje się nieco przestraszony.
PETRONIUSZ (martwo, bez żadnych emocji, naśladując wirtualnego lektora z programu komputerowego „Ivona”):
Twoja stara składa się z wirnika, szczotek i komutatora.
Twoja stara ma dziadka w Wermachcie.
Twoja stara chodzi po ludziach, a nie po lesie.
Twoja stara myje włosy płynem do mycia naczyń.
Twoja stara wykuwa podstawy socjalizmu.
Twoja stara słucha muzyki wspak.
Twoja stara weszła do strefy euro.
Twoja stara słucha radia przez domofon.
Twoja stara to zapluty karzeł reakcji.
Twoja stara rozpętała drugą wojnę światową.
Twoja stara rzuca palenie na odległość.
Twoja stara zagryza bydło w Puerto Rico.
Twoja stara redukuje się do zera.
Twoja stara gryzie ziemię.
Twoja stara przemyca prezerwatywy w żołądku.
Twoja stara walczy o socjalizm z ludzką twarzą.
Twoja stara jest to wielkość fizyczna, informująca nas, jaki ładunek elektryczny przepływa przez poprzeczny przekrój przewodnika w jednostce czasu.
Twoja stara parodiuje Hitlera.
Twoja stara robi kręgi w zbożu.
Twoja stara mija się z celem.
Twoja stara odświeża mięso w Constarze.
Twoja stara jest wprost proporcjonalna do napięcia, występującego na jej końcach.
Twoja stara męczy się po śmierci.
Twoja stara gwałci prostytutki.
Twoja stara poniosła sukces, a twój stary odniósł porażkę.
Twoja stara ściera tablicę językiem.
Twoja stara…
TYGELLIN (do Petroniusza):
Hokus-pokus, czary-mary, twoja stara to twój stary!
PETRONIUSZ:
Twoja…
NERON (zirytowany całą dyskusją):
DOŚĆ!!!
W sali balowej robi się absolutnie cicho.
NERON (ironicznie):
Tygellinie, jeśli jesteś taki mądry, powiedz, co oznacza skrót PZPR?
TYGELLIN (zakłopotany):
PZPR? Eeeee… Polski Związek Piłki Ręcznej!
NERON (używając takiego tonu, jakby chciał powiedzieć „Pies ci mordę lizał”):
Popierał cię lewak. (do Petroniusza) A ty, Petroniuszu, jeśli jesteś taki mądry, powiedz, co to jest elektroencefalograf?
PETRONIUSZ (uprzejmie):
Elektroencefalograf, panie? (podaje definicję z Wikipedii) „Urządzenie rejestrujące zespół słabych sygnałów elektrycznych zapisanych jednocześnie w różnych punktach skóry głowy. Sygnały te wyrażają rytmy i fazy zwane także falami mózgowymi. Są to drgania elektryczne w miarę regularne o częstotliwości, która nie przekracza 0,5-35 Hz. Informują one o rozmieszczeniu źródeł fal elektromagnetycznych wewnątrz mózgu. Zależności między wykresami pozwalają scharakteryzować fale mózgowe, a interpretację wykorzystać do celów diagnostycznych przez porównanie aktywności mózgu normalnej z patologiczną”.
Cesarz jest tak zaszokowany erudycją „arbitra elegancji”, że pada na pierwszy-lepszy fotel.
NERON (głośno, uroczyście, ze szczerym podziwem):
Jak stałem na podłodze, tak siadłem na dupie!
TYGELLIN (na stronie):
Mędrzec godny komedii, co ma rozum z Wikipedii…
POPPEA (unosząc kciuk):
I gitara.
Gustaw-Konrad, słysząc słowo „gitara”, zrywa się na równe nogi i zaczyna grać piosenkę „Virus SLD” Pawła Kukiza.
NERON (pogardliwie, do Gustawa):
Idź nad rzekę, utop się i powiedz, jak było!
Obrażony bohater „Dziadów” prycha i wychodzi z sali. Chwilę później nadworna orkiestra Nerona zaczyna grać „Poloneza 3 Maja” (takiego rodem z „Pana Tadeusza”), porywając całe towarzystwo do tańca. Cezar tańczy z Pitagorasem, Poppea - z Tygellinem, Petroniusz - z Eunice, a Winicjusz - z Ligią. W połowie „Poloneza” do pomieszczenia wbiega przerażony, blady jak kreda Chilon „Chilo” Chilonides.
CHILON (roztrzęsiony):
Na Zatybrzu rozbił się samolot! Połowa Rzymu płonie!!!
Ligia przytula się do Winicjusza.
LIGIA (cytuje znany wierszyk do pamiętnika):
„Pali się Tokio, pali się Rzym,
A nasza miłość nie ujdzie w dym”.
WINICJUSZ (odpowiada jej innym wierszykiem):
„Gdy opuścisz szkolne mury
I w daleki ruszysz świat,
Wspomnij czasem choć przez chwilę
Koleżankę z dawnych lat”.
LIGIA (z mieszaniną zdumienia i rozbawienia):
Po co komu takie wiersze, skoro jest Nasza-Klasa.pl?!
AKTE (ostrzegawczo):
Raz, dwa trzy, cezar Neron patrzy!
Winicjusz i Ligia spoglądają na Nerona i zauważają, że są obserwowani przez szmaragd.
POPPEA (bez cienia paniki):
Skąd taki Czajlon Czajlonids może wiedzieć, że płonie Rzym?
Cała sala pogrąża się w myślach. Przez długi czas panuje cisza, przerywana przez pojedyncze westchnienia typu „Hmmm” albo „Zaraz, zaraz”…
CHILON (wybucha śmiechem):
Tak naprawdę, nie ma żadnego pożaru. Zrobiłem wam Prima Aprilis!
POPPEA (zbulwersowana):
Oszukujesz ludzi i myślisz, że jesteś fajny?!
NERON:
Powieszę go za jaja.
JEDNA Z NIEWOLNIC (chcąc uratować Chilonidesa, nakrywa go nałęczką jak Danusia z „Krzyżaków”):
Mój ci on!!!
PETRONIUSZ (do Nerona, pozując na adwokata):
Miłościwy panie, wiem, że żarty tego prostaka nie robią wrażenia na takim znawcy komedii jak ty, lecz czy twój wyrok nie jest zbyt surowy? Czajlon to dobry człowiek, chociaż trochę skurwysyn…
TYGELLIN (do Petroniusza):
…a twoja stara cofa się do przodu!
CHILON:
No dobra, przyznaję się bez bicia: okłamałem was! Na Zatybrzu naprawdę rozbił się samolot i jeśli natychmiast nie ruszycie swoich tłustych dupsk, ogień zeżre was jak myszy Popiela.
NERON (zdecydowanie):
Wymiatam do Achai. (do Pitagorasa) „Nie płacz, kiedy odjadę, sercem będę przy tobie”…
PITAGORAS (rzucając się w ramiona swojego biseksualnego kochanka):
Neronie, przyjacielu mój, ty jesteś jak zdrowie:
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił! Przyglądam się dzisiaj twej cudnej osobie
I wiem: będę z tobą w zdrowiu i w chorobie!
Czy nas tsunami, czy tajfun zaskoczy,
Ja oddam wszystko, by widzieć twe oczy!
Nie odchodź, mój najmilszy, albo weź mnie z sobą.
Na cóż mi kobiety? Chcę być tylko z tobą!
Piękna jest Helena, lecz tyś jest piękniejszy,
Mądry jest Ziemkiewicz, ale tyś mądrzejszy.
Bez ciebie będę cierpieć jak Werter młodziutki
I będę pędzić bimber, by topić w nim smutki.
Cezar i Pitagoras całują się namiętnie, zaś nadworna orkiestra gra piosenkę „All the things she said” t.A.T.u.
AKTE (do Winicjusza i Ligii):
Mój mały kuzynek uczy się matematyki z podręcznika „Mogę zostać Pitagorasem”. Domyślam się, że jest to materiał instruktażowy dla pederastów albo coś na kształt Świętej Księgi Wyzwolonych Pedofilów. Istna homopropaganda! Wkrótce odbędzie się pierwsza w Imperium Rzymskim Parada Równości, a wtedy nie będzie już ratunku dla lefebrystów i Moherowych Beretów. Wiem, co mówię. Będziemy mieli z Rzymu drugą Holandię!
WINICJUSZ (przesłyszawszy się):
Drugą Irlandię?
AKTE (sarkastycznie):
Nie, drugą Finlandię. Stamtąd się importuje zespoły gothic rockowe.
Obok Winicjusza, Ligii i Akte przechodzi Tygellin, który spogląda na całą trójkę z pogardą i obrzydzeniem.
TYGELLIN (do Akte):
Twoja stara zagląda wiewiórkom pod futro, a twój stary unosi się w dół!
CHILON (rozzłoszczony):
Kurde, kurde, po stokroć: kurde! Już wam mówiłem, patefony ruskie, że Rzym stanął w ogniu! Jeśli nie zwiniecie żagli, przepadniecie jak pieniądze wpłacane na ubezpieczenie i nikt już nie usłyszy o Tęczowym Towarzystwie Wzajemnej Adoracji!
NERON (naiwnym głosikiem, patrząc maślanym wzrokiem na Pitagorasa):
Ech, to pewnie nasza miłość się zmaterializowała…
TYGELLIN (do Chilona):
Czajlon, jesteś homofobem? A może chcesz, bym wyrwał ci język?
CHILON (zdumiony):
Homofobem? A co to jest?
POPPEA (wywracając oczami):
Sprawdź w Wikipedii i nie pytaj się głupio… (do Nerona) Cezarze, dlaczego pozwalasz, by w ciągu jednej uczty dochodziło do tylu zbrodni obrazy majestatu?! Czy nie uważasz, że ten pucybut Czajlon powinien wylądować w komorze gazowej?!
CHILON (wściekle):
Milcz, skurwycóro! Nie jestem twoim popychadłem!
NERON (z rozpaczą):
I znowu muszę łagodzić sytuację…
Władca Rzymu wchodzi na stół i zaczyna śpiewać (na całe gardło) piosenkę „Znak pokoju” Virgin. Petroniusz siedzi spokojnie, ale widać po nim, że jest zażenowany. W połowie refrenu „arbitr elegancji” traci nad sobą kontrolę.
PETRONIUSZ (krzyczy):
„KOŃCZ, WAŚĆ! WSTYDU OSZCZĘDŹ!” (po zamilnięciu Nerona) Tak naprawdę, nigdy nie podobał mi się twój głos. Śpiewasz gorzej niż Mandaryna, Paris Hilton i Bill Kaulitz razem wzięci, a twoje wiersze są na poziomie tekstów Joli Rutowicz. I możesz być pewien, że gdyby Kuba Wojewódzki cię usłyszał, miałbyś na sumieniu obumarcie jego wrażliwych uszu.
NERON (marszcząc srogo brwi):
Petroniuszu, za takie słowa powinieneś wisieć!
PETRONIUSZ (wyniośle, wyjmując brzytwę i podcinając sobie żyły):
Już nie zdążysz krzyknąć: „Na pohybel psubratu!”.
Martwy Petroniusz upada na podłogę, co wywołuje u Ligii, Akte i Eunice napad histerycznego płaczu.
WINICJUSZ (zadumany, patrząc na ciało „arbitra elegancji”):
Tak, tak… To był jego Ostatni Zajazd na Litwie… Kurczę! Nie mogę się doczekać, kiedy to miasto wreszcie spłonie!!!
Niespodziewanie Ligia wyjmuje zza pazuchy jakieś tabletki. Połyka je, po czym wybucha szaleńczym śmiechem i wskakuje na stół.
LIGIA (głupkowato, wykonując cudaczny taniec-połamaniec):
„Wszyscy mają fazę - mam i ja!”.
WINICJUSZ (wstrząśnięty):
Ligio! To jest takie… niepoprawne religijnie!
LIGIA:
Kij ci w oko, jestem ateistką!
WINICJUSZ (zmieszany, ale już nie wstrząśnięty):
Sorry, myślałem, żeś chrześcijanka…
LIGIA (obrażona, łamaną angielszczyzną):
I’m not a chrześcijanka!
WINICJUSZ:
Ligio, powiedz szczerze: czy ty robiłaś interesy z Wokulskim? Jeśli tak, to już wiem, skąd się wzięły te tabletki. Nie pomyśl sobie, że jestem hipokrytą, bo ja również kupowałem drugi w jego galanterii. Przestałem to robić, kiedy się dowiedziałem, iż cały dochód ze sprzedaży narkotyków zostanie przeznaczony na organizację igrzysk w Koloseum (sponsorem programu jest firma „Mincel & Wokulski”).
CHILON (coraz bardziej zniecierpliwiony):
Nie chcę przerywać waszej PŁOMIENNEJ dyskusji, ale od godziny jara się Rzym!!!
TYGELLIN (pogardliwie, do Chilona):
Twoja stara się jara.
NERON:
Tajdżelinie, fajny pomysł z tymi pochodniami!
AKTE (oburzona):
Hej, to NIE jest śmieszne!
TYGELLIN:
A gdzie wyczytałaś, że ten idiotyczny pastisz lektur szkolnych ma być komedią?!
NERON:
Wiecie co? Tak sobie myślę, że powinniśmy już zakończyć tę beznadziejną scenę, która do niczego nie prowadzi, a która zabiera czas uczniom szkół średnich… (do publiczności) „Koniec bajki i bomba, kto nie słuchał, ten trąba!”.
Scena trzecia:
„Pamiętnik starego subiekta”
Miejsce akcji: teren kamienicy Wokulskiego, podobnej do tej z serialu „Świat według Kiepskich” i pokrytej niewybrednym graffiti typu „CH.W.D.P.”, „Jebać policję”, „Fabryki w ręce robotników!” czy „Krzeszowska to cipa”. Bohater „Lalki” Bolesława Prusa stoi naprzeciwko widzów, Gustaw-Konrad gra na gitarze elektrycznej, a Ignacy Rzecki - na akordeonie.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa piosenkę „Świat według Kiepskich” zespołu Big Cyc):
„W kiepskim świecie kiepskie sprawy,
Marne życie i zabawy.
Są codzienne awantury,
Nie ma dnia bez ostrej ‘rury’.
Ojciec biega na bosaka,
Jest zadyma i jest draka.
Nikt nikomu nie tłumaczy,
By spróbować żyć inaczej!”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„To jest właśnie Kiepskich świat”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„Kiepskich życie, Kiepskich świat.
Są nadzieje i miłości,
Są zwycięstwa i radości,
Są skandale i hałasy,
Na tapczanie wygibasy.
Choć problemy są kosmiczne,
Jest tu całkiem sympatycznie.
To jest właśnie Kiepskich życie:
Zobaczycie, uwierzycie!”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„To jest właśnie Kiepskich świat”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„Kiepskich życie, Kiepskich świat”.
Wesołe trio kończy swój występ i kłania się widzom. Gustaw schodzi ze sceny, Rzecki stoi spokojnie, a Wokulski kieruje swój wzrok na jedno z okien kamienicy.
STANISŁAW WOKULSKI (krzyczy jak Rysia z „Killera”):
„SZLANGBAUM! NA DÓŁ, DO CHOLERY!!!”.
Henryk Szlangbaum wygląda przez okno i pokazuje Stanisławowi środkowy palec. Po chwili Żyd wychodzi z klatki schodowej i wita się ze swoim znajomym.
STANISŁAW WOKULSKI (ostro):
Szlangbaum, ty mamucie, oddawaj moje dziewięćdziesiąt tysięcy rubli!
HENRYK SZLANGBAUM (przestraszony):
Eeee… Jakie dziewięćdziesiąt tysięcy rubli?!
STANISŁAW WOKULSKI:
Nie udawaj, że nie wiesz! Gdzie moja forsa, bakteriofagu?!
HENRYK SZLANGBAUM (jeszcze bardziej przestraszony, jąkając się):
Fo-fo-forsa? Nie… nie wiem, o co ci ch-chodzi…
IGNACY RZECKI (ironicznie, pod nosem):
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o Izabelę!
Wokulski zbliża się do Szlangbauma i złośliwie go poszturchuje.
STANISŁAW WOKULSKI (groźnie):
Nie wnerwiaj mnie, bo nie zamierzam się z tobą patyczkować. Gadaj, gdzie jest moja forsa, wędzony kabanosie, albo oddawaj kamienicę!
HENRYK SZLANGBAUM (buntowniczo):
Co ty chcesz?! To MOJA kamienica!
STANISŁAW WOKULSKI (wyjmując pistolet i celując w Henryka):
Ale moja ulica!!!
Żyd ucieka kilka metrów dalej i patrzy z przerażeniem na Wokulskiego.
HENRYK SZLANGBAUM (piskliwie):
Stachu!… Stachu, co ty?!…
STANISŁAW WOKULSKI (ostrzegawczo, okrutnym głosem):
Jeszcze jedno słowo, a rozstrzelam ci szczękę jak Krzeszowskiemu.
IGNACY RZECKI (nie posiadając się z oburzenia):
Straszna lektura… Młodzież czyta takie rzeczy, a potem tak robi…
STANISŁAW WOKULSKI:
Nikt jej nie każe czytać lektur. (do Szlangbauma) No co, cwaniaczku? Nie oddasz mi moich pieniążków?
HENRYK SZLANGBAUM (zrozpaczony):
Stachu… Stachu, posłuchaj… Ja już nie zarządzam tą kamienicą… Sprzedałem ją…
STANISŁAW WOKULSKI (zszokowany i rozwścieczony):
Sprzedałeś MOJĄ kamienicę?!
HENRYK SZLANGBAUM:
Stachu… Tak, sprzedałem ją… Nie miałem wyboru… Ja…
STANISŁAW WOKULSKI:
Czy wiesz, że zadarłeś z najczarniejszym charakterem w tej bajce? Oj, pożałujesz swojego czynu… Za chwilę się przekonasz, czym grozi drażnienie „śpiącego smoka”. A wiesz, dlaczego? Bo światem rządzi mafia, a mafią Wokulski!
HENRYK SZLANGBAUM (próbuje zmienić temat):
Stachu, co ty w ogóle robisz na wolności? Myślałem, że jesteś w areszcie!
STANISŁAW WOKULSKI (wskazując głową na Ignacego):
Rzecki się za mną wstawił. Wyszedłem za łapówkę.
HENRYK SZLANGBAUM:
Cholera…
Stanisław Wokulski oddaje strzał ostrzegawczy w niebo, doprowadzając Żyda do skrajnej paniki. Henryk - przekonany, że za moment i tak zginie - wyraża swoją negatywną opinię na temat Wokulskiego.
HENRYK SZLANGBAUM:
Wiesz co, Wokulski? Ty chujem jesteś! Sprzedajesz ludziom narkotyki, uzależniasz ich od siebie finansowo, niszczysz ich zdrowie fizyczne i psychiczne, kierujesz mafią międzypowieściową… Przez ciebie Werter wpadł w depresję i się zastrzelił (był tak zastraszony, że o niczym nie wspomniał Wilhelmowi). Gustaw cierpi na zespół urojeniowo-omamowy, Karusia dostała schizofrenii i rozmawia z duchem swojego chłopaka, Zośka nabawiła się ADHD, Gerwazy ma obsesję na punkcie rodziny Sopliców, Telimena jest nimfomanką, Orcio choruje na psychozę paranoiczną, Ignacy Rzecki zmaga się z agorafobią i nerwicą natręctw, Neronowi pogłębiła się psychopatia i megalomania, Kordian wylądował w szpitalu psychiatrycznym (na oddziale siostry Ratched, tej z „Lotu nad kukułczym gniazdem”), a Teofil Różyc - w Monarze. Cała Warszawa wie, że dorobiłeś się na zbrodniach. Jak ci nie wstyd stać tutaj i patrzeć mi w oczy?!
Niespodziewanie z klatki schodowej wychodzi Zegarmistrz - jeden z bohaterów noweli „Mendel Gdański” Marii Konopnickiej.
ZEGARMISTRZ:
Przepraszam za to, że się wtrącam, ale przypadkowo podsłuchałem waszą rozmowę… (do Szlangbauma) Panie Szlangbaum, ja chyba wiem, dlaczego pan nie chcesz oddać ani kamienicy, ani rubli. Pan chcesz zadośćuczynić żydowskim roszczeniom majątkowym, sięgającym 65 miliardów dolarów! Pan myślisz, że się dorobisz na krzywdzie swojego narodu i zrobisz z Polaków zwykłe bankomaty! Ale ja panu mówię, i to z pełnym przekonaniem, że będziesz pan musiał obejść się smakiem. Panie Szlangbaum! Znasz pan takie pojęcie, skądinąd bardzo kontrowersyjne, „przedsiębiorstwo Holocaust”?
HENRYK SZLANGBAUM (oburzony):
Toż to zoologiczny, polski antysemityzm! Zgłoszę to do „Gazety Wyborczej”!
ZEGARMISTRZ:
Możesz to sobie zgłaszać do samego Pana Boga!
Zegarmistrz wraca do swojego mieszkania, zostawiając Henryka z Wokulskim i Rzeckim.
STANISŁAW WOKULSKI (opuszczając, a następnie chowając broń):
Słuchaj, Szlangbaum, dzisiaj ci daruję, ale następnym razem nie będę taki łaskawy. A teraz zejdź mi z oczu. Sajonara!!!
Henryk „znika” w drzwiach klatki schodowej. Na scenę wchodzi Petroniusz.
IGNACY RZECKI (rozradowany, trochę zaskoczony):
Petroniusz! Skubany! (do „arbitra elegancji”) Więc ty nie umarłeś? Cha, cha, cha! Od razu wiedziałem, że symulowałeś!
PETRONIUSZ:
A co, ty też byłeś na uczcie u Nerona?
IGNACY RZECKI (odpowiada słowami kończącymi XII księgę „Pana Tadeusza”):
„I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem”.
PETRONIUSZ (zaciekawiony):
W jakie księgi?
IGNACY RZECKI:
No, w drugi i trzeci tom „Pamiętnika starego subiekta”. Zamierzam je opublikować w serwisie internetowym Opowiadania.pl.
PETRONIUSZ (nieco zniesmaczony):
Opowiadania.pl mi zbrzydły, odkąd Natalia Julia Nowak publikuje tam swoje felietony.
IGNACY RZECKI (karcącym tonem):
Ej! Nie rób reklamy autorce tej parodii!
PETRONIUSZ (przeprasza po japońsku):
Gomenasai.
STANISŁAW WOKULSKI:
Wiecie co? Zastanawiam się, komu Szlangbaum sprzedał kamienicę.
TAJEMNICZY, KOBIECY GŁOS:
Mnie!
Na scenę wdziera się dziwna, gęsta mgła, która chwilę później opada, odsłaniając sylwetkę baronowej Krzeszowskiej. Kobieta ma na sobie czarną, dziewiętnastowieczną suknię, a jej mroczny makijaż przywodzi na myśl wokalistki zespołów gothic rockowych. W tle słychać piosenkę „Chylińska” Agnieszki Chylińskiej, którą Krzeszowska śpiewa aż do końca refrenu. Gdy muzyka cichnie, baronowa krzyżuje ręce na piersiach i spogląda prowokująco na pozostałych bohaterów literackich.
STANISŁAW WOKULSKI (do Krzeszowskiej):
No proszę… Więc to pani nabyła moją kamienicę? (po chwili, tracąc cierpliwość) GDZIE SĄ MOJE PIENIĄDZE, TY STARA SKARPETO ROZSZARPANA PRZEZ ROTTWEILERA?! ODDAWAJ MOJE DZIEWIĘĆDZIESIĄT TYSIĘCY RUBLI, ALBO ZAPCHAM CI NOS PAPIEROWYMI KULKAMI!!!
BARONOWA KRZESZOWSKA (kpiąco):
Te papierowe kulki możesz sobie wsadzić w…
Stanisław Wokulski wyjmuje broń i celuje w Krzeszowską.
STANISŁAW WOKULSKI (ironicznie, kładąc palec na spuście):
Anielski orszak niech twą duszę przyjmie!
Ignacy Rzecki - pomimo starości i przewlekłej choroby - rzuca się na Wokulskiego, aby go przewrócić i powstrzymać przed zabiciem baronowej. Stanisław syczy „Chromol się!”, jednak stary subiekt przyciska mu głowę do ziemi. Petroniusz wyjmuje zza pazuchy kajdanki i skuwa nimi ręce Wokulskiego. Główny bohater powieści „Lalka” Bolesława Prusa przez chwilę próbuje się uwolnić.
STANISŁAW WOKULSKI (niewyraźnie, do Rzeckiego):
Ty patafianie, złamiesz mi nos i będziesz musiał płacić za leczenie!!
IGNACY RZECKI:
Za nic nie będę płacił, pieniądze przyjdą z Unii Europejskiej! (do Petroniusza) Petroniuszu, dzwoń po policję. Szybko!
STANISŁAW WOKULSKI (teatralnie, do starego subiekta):
„I ty, Ignacy, przeciwko mnie”?!… Myślałem, że jestem twoim najlepszym przyjacielem!
PETRONIUSZ (wzdycha):
„Mężczyzna zmiennym jest”…
STANISŁAW WOKULSKI (do Petroniusza):
…a twoja stara słucha Dolly Parton!
Petroniusz ignoruje Stanisława i sięga po telefon komórkowy.
PETRONIUSZ (zirytowany, patrząc w ekran telefonu):
Sacrebleu, nie ma zasięgu! Spróbuję zmienić lokalizację… (przechodzi na drugi koniec sceny) O, jest!
W tej samej chwili rozlega się piosenka „Longinus Zerwimycka” zespołu Bubel Band (jest to dzwonek Petroniusza). „Arbitr elegacji” odbiera telefon, włączając tryb głośnomówiący.
MĘSKI GŁOS Z TELEFONU:
Bądź pozdrowiony, szlachetny Petroniuszu! Mówi Demokracjusz Chadecki z teleturnieju „Co ty wiesz?”. Neron gra właśnie o dwadzieścia tysięcy funtów i skorzystał z koła ratunkowego „telefon do przyjaciela”. Za chwilę usłyszysz pytanie, na które będziesz musiał odpowiedzieć w ciągu jednej minuty. Czy jesteś gotowy?
PETRONIUSZ:
Tak, jestem gotowy.
MĘSKI GŁOS Z TELEFONU:
Czas start!
NERON (przez telefon):
Ave. Jak się nazywa łatwo topliwy stop, nie kurczący się po zakrzepnięciu w formie odlewniczej, stosowany do wykonywania matryc modeli woskowych, do zalewania stempli wykrojników w płytach stemplowych oraz do wylewania otworów w płytach prowadzących?
PETRONIUSZ (bez wahania):
Matrix.
NERON:
Jesteś pewien?
PETRONIUSZ:
Jak bum cyk-cyk!
NERON (do prowadzącego program):
Wobec tego zaznaczam odpowiedź „a”.
MĘSKI GŁOS Z TELEFONU:
I dobrze, bo to jest poprawna odpowiedź. Neronie, wygrałeś dwadzieścia tysięcy funtów! (w tle słychać krótki, tryumfalny sygnał dźwiękowy).
WESTALKA RUBRIA (przez telefon, do Nerona, posługując się cytatem z „Harry’ego Pottera i Podłej Szmiry” PiKaStRa):
„Za taką kasę to jestem twoja aż do grobowej deski”!
Demokracjusz Chadecki rozłącza się. Tymczasem na scenę wbiega kilku policjantów, którzy wrzeszczą: „Nie ruszać się! Mamy nakaz aresztowania!”.
PETRONIUSZ (zdziwiony):
Milicja Obywatelska? Przecież nie zdążyłem zadz…
BARONOWA KRZESZOWSKA (zirytowana):
Petroniuszu, jak chcesz, to potrafisz logicznie myśleć, ale czasami miewasz istne zaćmienia umysłu. Nie przyszło ci do głowy, że któryś z mieszkańców kamienicy mógł obserwować całą awanturę, a potem wezwać gliny?!
PETRONIUSZ:
Fakt, nie wziąłem tego pod uwagę…
Policjanci podnoszą Wokulskiego i trzymają go za ramiona, mówiąc: „Masz prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiesz, może być wykorzystane przeciwko tobie”. Po chwili stróże prawa i obezwładniony przez nich Stanisław schodzą ze sceny.
IGNACY RZECKI (lekko, do Petroniusza i Krzeszowkiej):
No, to ja też już pójdę. Od dwóch tygodni nie zmieniłem wystawy w moim sklepie…
Rzecki również opuszcza scenę.
PETRONIUSZ:
Na mnie także przyszła pora… (po tych słowach schodzi ze sceny, zostawiając baronową samą).
BARONOWA KRZESZOWSKA (bardziej do siebie niż do publiczności)
Skoro wszyscy już poszli, to chyba nie opłaca mi się stać tutaj i czekać na zbawienie… (krótka pauza) Cholera! Co za idiotyczne i wymuszone zakończenie ostatniej sceny dramatu! A myślałam, że od końcówki „Uczty u Nerona, czyli Ostatniego Zajazdu na Litwie” nie może być nic gorszego… (do widzów) Tak czy siak, jest mi niezmiernie miło, że dotrwali państwo aż do tego fragmentu. Świadczy to o tym, iż nasz trud, włożony w udawanie ludzi fajnych i zabawnych, nie poszedł na marne. Niniejsza parodia powstała tylko po to, aby zachęcić uczniów szkół średnich do czytania lektur. A tym, którzy już je przeczytali, miała zaproponować zupełnie nowe, niekonwencjonalne i nieszablonowe spojrzenie na literaturę klasyczną. No, ale nie chcę was zanudzać zbędnymi analizami i interpretacjami dzieła. Mam tylko nadzieję, iż przynajmniej jeden z naszych żartów wyczarował uśmiech na waszych twarzach. Do widzenia, do widzenia, kupcie se trąbkę do pierdzenia!
KURTYNA
elementy horroru i treści mogące urazić niektórych
widzów, dlatego życzę miłego oglądania”
(ostrzeżenie zapożyczone z filmiku
“Harry Potter i Podła Szmira” PiKaStRa)
Scena pierwsza:
“Dziady. Część V”
Miejsce akcji: mała, ciemna kaplica oświetlona kilkoma czarnymi świecami. Na ścianie wisi odwrócony krzyż, a obok niego pentagram i wizerunek koźlej głowy. Do pomieszczenia wchodzi około ośmiu osób odzianych w długie, czarne szaty z kapturem i upiorne maski. Dwie z nich trzymają czarne, płonące znicze, jedna - naczynie z czarodziejską miksturą, jedna - gitarę elektryczną, a pozostałe - małe, czarne modlitewniki. Wszystkie postacie śpiewają ponurymi, zniżonymi głosami.
POSTACIE W MASKACH (groźnie, tajemniczo, powoli):
Ciemno wszędzie, głucho wszędzie… Co to będzie? Co to będzie?
Bohaterowie zatrzymują się naprzeciwko odwróconego krzyża, po czym kłaniają mu się skinieniem głowy. Jeden z mężczyzn, trzymających znicz (Guślarz) zwraca się do satanistycznego symbolu.
GUŚLARZ (uroczyście):
Dziś przywołamy przodków naszych duchy:
Duchy mroczne i ciężkie, co nie znają skruchy
I choć teraz płoną piekielnym płomieniem,
Nie wiedzą, co to dobroć, litość i sumienie.
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
I choć teraz płoną piekielnym płomieniem,
Nie wiedzą, co to dobroć, litość i sumienie.
GUŚLARZ:
Wezwiemy je do siebie, by rozpocząć Dziady,
A ten, co tkwi w szczegółach i ubiera się u Prady
Da im chleb na drogę - czarny i cuchnący,
Jak liść marihuany cenny i dymiący.
O, mój Mickiewiczu! Czemu przemilczałeś
Piątą księgę “Dziadów” i jej nie wydałeś?
Mielibyśmy dzieło mroczne jak cholera,
Baśń okultystyczną lepszą od “Pottera”!
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
Mielibyśmy dzieło mroczne jak cholera,
Baśń okultystyczną lepszą od “Pottera”!
GUŚLARZ:
Nas nie zadowolą “Piły” i “The Ringi”,
Nie ucieszą “Wilki”, ni Stepheny Kingi.
One wszystkie dobre są na przeczyszczenie,
Gdy siedzimy w kiblu, mając zatwardzenie.
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
One wszystkie dobre są na przeczyszczenie,
Gdy siedzimy w kiblu, mając zatwardzenie.
GUŚLARZ:
Cip-cip, miłe duchy, kici-kici, zjawy!
Bez was nie ma orgii, ni imprez, ni zabawy!
Składamy wam w ofierze trochę krwi koguta,
Włos Brystygierowej, pot z czoła Bieruta,
Płatki róż czerwonych jak sztandar sowiecki,
Płyn na porost włosów (dobry, bo radziecki).
To wszystko wymieszane z moczem, woskowiną,
Spermą, fekaliami, sierścią psa i śliną.
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
To wszystko wymieszane z moczem, woskowiną,
Spermą, fekaliami, sierścią psa i śliną.
GUŚLARZ (do chłopaka z gitarą):
“Konradzie, jeśli łaska… Wszak to obrzęd Dziadów… Zagraj na gitarze!
Wszak nieraz obiecywałeś dać nam dźwięki w darze!”.
Gustaw-Konrad zrzuca z siebie zarówno maskę, jak i czarny płaszcz z kapturem. Przekonujemy się wówczas, że jest on przystojnym, długowłosym brunetem odzianym w glany oraz czarną koszulkę z makabrycznymi nadrukami. Przez chwilę młodzieniec stroi swój instrument, a potem zaczyna grać bluźnierczą, black metalową piosenkę.
GUSTAW-KONRAD (śpiewa growlem):
“Chwila i iskra, gdy się przedłuża, rozpala -
Stwarza i zwala.
Śmiało, śmiało! tę chwilę rozdłużmy, rozdalmy,
Śmiało, śmiało! tę iskrę rozniećmy, rozpalmy -
Teraz - dobrze - tak. Jeszcze raz Ciebie wyzywam,
Jeszcze po przyjacielsku duszę Ci odkrywam.
Milczysz, - wszakżeś z Szatanem walczył osobiście?
Wyzywam Cię uroczyście.
Nie gardź mną, ja nie jeden, choć sam tu wzniesiony.
Jestem na ziemi sercem z wielkim ludem zbratan,
Mam ja za sobą wojska, i mocy, i trony;
Jeśli ja będę bluźnierca,
Ja wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan:
On walczył na rozumy, ja wyzwę na serca.
Jam cierpiał, kochał, w mękach i miłości wzrosłem;
Kiedyś mnie wydarł osobiste szczęście,
Na własnej piersi ja skrwawiłem pięście,
Przeciw Niebu ich nie wzniosłem (…).
Odezwij się, - bo strzelę przeciw Twej naturze;
Jeśli jej w gruzy nie zburzę,
To wstrząsnę całym państw Twoich obszarem;
Bo wystrzelę głos w całe obręby stworzenia:
Ten głos, który z pokoleń pójdzie w pokolenia:
Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale…”
CHÓR KOBIET TRZYMAJĄCYCH MODLITEWNIKI:
…carem!
Konrad kończy grać i kłania się słuchaczom. Wszyscy klaszczą.
GUŚLARZ (zachwycony, ze szczerym podziwem):
Konradzie, jesteś świetny! Każdy to potwierdzi! Czy wiesz, że twoje antychrześcijańskie piosenki urzekły samego Nerona z „Quo vadis”? Cezar mówi, że byłby skłonny nagrać z tobą cover utworu „Christians to the lions” („Chrześcijanie dla lwów”) zespołu Behemoth!
GUSTAW-KONRAD (zaskoczony):
Nagrać cover z Neronem? Zastanowię się… (krótka pauza) A teraz wybaczcie, bo muszę sobie zapodać magiczny wywar z najlepszych, czarnobylskich owoców. To taka moja „metoda na głoda”, hehehe…
Bohater „Dziadów” wyjmuje z kieszeni strzykawkę napełnioną tajemniczym płynem i wstrzykuje go sobie w żyłę.
GUSTAW-KONRAD (w ekstazie):
„My sister is morphina”!!…
JEDNA Z KOBIET (pod nosem):
„And your brother is Rysiek z >Klanu<”…
Konrada zaczynają dręczyć halucynacje.
GUSTAW-KONRAD (z wytrzeszczonymi oczami):
Patrzcie! Patrzcie tam!
POSTACIE W MASKACH (zdziwione, rozglądają się):
Gdzie?
GUSTAW-KONRAD (pokazuje palcem):
No tam! Krystyna z gazowni!
POSTACIE W MASKACH:
Co?!
GUSTAW-KONRAD (wybucha szaleńczym śmiechem):
Krystyna z gazowni! Jedzie jakąś bryczką, zamiast drałować na piechotę!
JEDEN Z MĘŻCZYZN (cytuje fragment „Ballad i romansów” A. Mickiewicza):
„Ufajcie memu oku i szkiełku: nic tam nie widzę dokoła”!
GUSTAW-KONRAD (opisuje widziadło):
Lico bieluchne niczym dupa trupa, jakiego nie powstydziłby się nawet król estrady, Michael „Pedofil” Jackson… Oczy jak u Terminatora po utracie ludzkiej powłoki… Fryzura „na kopniętego przez prąd”, piersi niczym balony w „Jaka to melodia?”… Odzienie - istny antyk, zapewne pamiątka z powstania Chmielnickiego (mój stary kopał wówczas z ćwierćobrotu)… I ten piękny pojazd, po którym widać, że w przeszłości transportował świnie do obozu koncentracyjnego „Constar”… (ze świstem wciąga powietrze) Jak słowo daję, burdel na kółkach!!! Ona wystąpiła w pierwszej części „Dziadów”, ale Mickiewicz wyciął tę scenę z obawy przed reakcją środowisk związanych z „Gazetą Wyborczą”. Cha, cha, cha, cha, cha!!! Teraz cała Polska myśli, że Adam (Mickiewicz, a nie Michnik!) był takim farmazonem, iż nie potrafił dokończyć szmirowatego dramatu!!! (krótka pauza) Naturalnie, jest to wierutne kłamstwo, a Mickiewicz lubił przemilczać wiele rzeczy - chociażby fakt, iż należał do tej samej masonerii co senator Nowosilcow. Cha, cha, cha! Prawda kole w oczy, no nie?! Instytut Pamięci Międzypowieściowej powinien wreszcie zająć się lustracją tych wszystkich łże-autorytetów pokroju Andrzeja Kmicica, który współpracował ze Szwedami jako agent „Babinicz”…
Młody poeta dostaje drgawek i upada na podłogę. Z jego oczu sączy się czarna ropa, a z ust - piana zmieszana z krwią.
GUSTAW-KONRAD (zmienionym, szatańskim głosem):
„Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć” (śmieje się opętańczo).
Gustaw wbija sobie w ciało nóż, gwoździe i kilka agrafek. Ponieważ jest Upiorem, nie dzieje mu się żadna krzywda.
GUŚLARZ (rozbawiony):
No, no, no, Konradzie… Jeszcze kilka tygodni ćwiczeń i przejdziesz do historii jako lalka voodoo!
JEDEN Z MĘŻCZYZN:
Lalka voodoo? Ta, wokół której kręcił się cały cyrk w powieści Bolesława Prusa?
GUŚLARZ (zirytowany):
To nie była lalka voodoo, jamochłonie, tylko Laleczka Chucky!
JEDEN Z MĘŻCZYZN (jeszcze bardziej zirytowany):
Bredzisz jak Karol Marks po zjedzeniu zupy z grzybków halucynogennych i popiciu jej sokiem z wilczych jagód. Laleczka Chucky była mężczyzną, a lalka z powieści Prusa kobietą, podobnie jak Kopernik i święty Jan z „Ostatniej Wieczerzy” Leonarda da Vinci. Dlaczego patrzysz na mnie, jakbym zamknął ci psa w pralce do prania? Mówię prawdę, a ta wyzwala jak Mojżesz z ziemi egipskiej, z domu niewoli! I nie rechotaj jak Żabi Król, bo powiem, że niewidzialne termity albo inne pchły wywołały u ciebie efekt łaskotkowy!
Gustaw-Konrad nadal rzuca się po podłodze, przypominając wielką, wyrzuconą na brzeg rybę. Kiedy wyjmuje sobie z serca nóż, jego rana zaczyna obficie krwawić. Młody człowiek wybucha okropnym śmiechem.
GUSTAW-KONRAD (nienaturalnym, ochrypłym głosem):
Jam jest Belfegor, upiór Luwru! Jam jest antychryst, nieślubne dziecko Marilyna Mansona, Władca Much i Największy Krzywdziciel Sióstr Elżbietanek! Jam jest chiński czerwony smok Mao Tse-Tung! Jam jest dusza Ewy Braun, która widziała wpiekłowstąpienie Hitlera! Jam jest polska Annaliese Michel!
JEDNA Z KOBIET (przerażona zachowaniem Konrada):
Niech ktoś zabierze tego oszołoma!!!
GUŚLARZ:
Ja proponuję sfilmować go telefonem komórkowym - będziemy mieli co puszczać na Youtube…
Jeden z mężczyzn zrzuca maskę i płaszcz. Okazuje się, że jest nim Tadeusz Soplica.
TADEUSZ SOPLICA (do pozostałych satanistów):
Zanieście Konrada do mojego domu. Szybko.
Kilka osób spełnia jego polecenie.
GUŚLARZ (zdziwiony obecnością Tadeusza na obrzędzie Dziadów):
Soplica, to ty?! Niemożliwe! Przecież mówiłeś, że chciałbyś zostać księdzem, tak jak twój ojciec!
TADEUSZ SOPLICA (chichocze):
No, bo ze mnie taki ksiądz jak z mojego ojca…
GUŚLARZ:
Zwykły Robak?
TADEUSZ SOPLICA:
Jakbyś zgadł.
GUŚLARZ:
Twój stary był agentem KGB. Wszyscy wiedzą, że współpracował z Moskalami.
Tadeusz Soplica otwiera usta, żeby coś powiedzieć, ale właśnie wtedy rozlega się dochodzący zza ściany ryk Konrada.
GUSTAW-KONRAD (wykrzykuje fragment alternatywnej wersji „Decade of Therion” Behemotha):
„GOLONKĘ MASZ PAN?!! JAK HITLER NASZ KRAJ!!!”.
GUŚLARZ (do Soplicy):
Nie zwracaj uwagi na to darcie mordy. Kiedy Konrad odzyska przytomność umysłu, pójdzie do spowiedzi i będzie przepraszał wszystkich za swoje karygodne zachowanie. A tak w ogóle, Tadziu, to co u ciebie słychać? Masz jakieś wieści z wielkiego świata?
TADEUSZ SOPLICA (tonem dziennikarza prowadzącego „Wiadomości”):
Znany warszawski biznesmen, Stanisław W., został wczoraj wieczorem aresztowany przez policję. Prokuratura oskarża go o kierowanie mafią międzypowieściową, handel narkotykami i pranie brudnych pieniędzy. 46-latek nie przyznaje się do winy i zapowiada, że będzie się ubiegał o status „pokrzywdzonego przez nieudolny i nierzetelny wymiar sprawiedliwości”. Jak podaje pełnomocnik podejrzanego, Ignacy Rz., „Stanisław W. nigdy nie współpracował z żadną grupą przestępczą, a posądzanie go o działalność niezgodną z polskim prawem świadczy jedynie o zawiści i intryganctwie kręgów nastawionych negatywnie do jego osoby”. Przypomnijmy, że Stanisław W. zasiadł już na ławie oskarżonych w sprawie tzw. afery kamienicowej. Postępowanie sądowe zostało jednak umorzone ze względu na „brak wystarczających dowodów świadczących o winie podejrzanego”.
GUŚLARZ:
To ciekawe… Masz jeszcze jakieś newsy?
TADEUSZ SOPLICA (tym samym, dziennikarskim tonem):
Do makabrycznego zdarzenia doszło przed dwoma godzinami we wsi Barania Głowa w powiecie Osłowickim. Rolnik Wawrzon Rz., mający opinię agresywnego i niepoczytalnego alkoholika, brutalnie zamordował swoją żonę przy użyciu siekiery. Więcej na ten temat w materiale Aleksandry Billewicz.
GUŚLARZ:
„Mów do mnie jeszcze”…
TADEUSZ SOPLICA (dziennikarskim tonem):
„Ręce precz od IPM!” - wołają zwolennicy i obrońcy Instytutu Pamięci Międzypowieściowej. Tymczasem Janusz Radziwiłł, prezes Stowarzyszenia Czarnych Charakterów, apeluje o „zaprzestanie przedstawiania pewnych osób i zdarzeń wyłącznie w negatywnym świetle”. „To skandal, że lobby schwartzcharakterowskie po raz kolejny usiłuje wywierać wpływ na władzę - mówi jeden z uczestników manifestacji, która odbyła się dzisiaj przed budynkiem Wielkiej Wszechbiblioteki Literackiej. - Komuś bardzo zależy na tym, aby bulwersujące lub kompromitujące fakty z życia znanych postaci zostały maksymalnie zatuszowane lub wybielone”. „Niektórzy bohaterowie literaccy, jak na przykład osławiony pan Kmicic, mają za sobą kontrowersyjną, agenturalną przeszłość. Dlaczego takie osoby są dziś lansowane na autorytety moralne?!” - pyta młoda uczestniczka dzisiejszej demonstracji. Wszystko wskazuje na to, że „awantura o IPM”…
GUŚLARZ (znudzony słuchaniem informacji):
Dobra! Wystarczy! Lepiej powiedz, co słychać u Horeszkówny!
TADEUSZ SOPLICA:
Zośka weszła w okres buntu młodzieńczego i stwierdziła, że od teraz mamy ją postrzegać jako emo. Nie dość, że zaczęła nosić glany, to jeszcze zrobiła sobie asymetryczną grzywkę a’la „ciachnięty mieczem z jednej strony”. Początkowo wydawało mi się, że jest to niegroźna fanaberia. Jednakże kiedy Zośka oświadczyła, iż „idzie robić biznes” z tym paszczurem Wokulskim, zacząłem się o nią mocno niepokoić. Powiem ci w sekrecie, że zaczynam podejrzewać, iż ona coś bierze. Ta obawa pojawiła się w mojej głowie kilka dni temu, kiedy Horeszkówna wlazła do piekarnika i zawołała: „Patrzcie, jestem Rozalką z >Antka
GUŚLARZ (wzdycha smutno):
Ach, Zośka… To była taka spokojna dziewczyna… Nigdy nie mieliśmy z nią żadnych problemów… A teraz co? Zamieniła się w Dziecko Neostrady!
TADEUSZ SOPLICA:
Wiesz, ona ma już czternaście lat… „Małe dzieci to mały problem, ale duże dzieci to duży problem”.
GUŚLARZ (z wyższością):
Kiedy ja byłem w jej wieku, zrywałem ogórki we Francji i zamiatałem chodniki w Wielkiej Brytanii. Jeśli zaś chodzi o narkotyki, nigdy nie wziąłem ich do ust…
TADEUSZ SOPLICA:
…tylko wstrzykiwałeś je sobie w żyłę.
GUŚLARZ (zirytowany i zawstydzony):
Daj sobie siana, pięściuchu, to było dawno i nieprawda! A tak w ogóle, to zgłoś się do najbliższej stacji sanitarno-epidemiologicznej, bo masz kurzajki na dziąsłach!
Scena druga:
„Uczta u Nerona, czyli Ostatni Zajazd na Litwie”
Miejsce akcji: sala balowa w pałacu Nerona, udekorowana tak jak w jednym z rozdziałów „Quo vadis”. Obok rzymskiego cesarza siedzą: Poppea, Pitagoras, Petroniusz, Tygellin oraz Gustaw-Konrad trzymający swoją gitarę elektryczną.
NERON (teatralnie, do Konrada):
W sercu nieszczęsnym ciemność znów wzbiera,
Bowiem mię jasna bierze cholera…
Siedzieć nie mogę, natchnienie mnie pali
I cudne śpiewy słyszę w oddali.
Dalej, Konradzie! Skróćże mą mękę!
Po swój instrument wyciągnij rękę
I zagraj ze mną hymn o Hadesie:
Niech nas muzyka do chmur uniesie!
GUSTAW-KONRAD (do wszystkich zgromadzonych):
Zapewniam państwa, że takiej piosenki jeszcze państwo nie słyszeli. Jestem przekonany, iż już niedługo utwór stanie się przebojem lata w Radiu Wolna Europa.
TYGELLIN (na stronie, posługując się cytatem z filmiku „Harry Potter i Straszliwa Piosenka” PiKaStRa):
„W dupie to mam, ja się boję tej piosenki”!
Cezar i Gustaw-Konrad wstają, po czym zajmują miejsce na środku sali i wykonują utwór „Christians to the lions” (Neron śpiewa growlem, a bohater dramatu Adama Mickiewicza mu akompaniuje). Kiedy artyści kończą swój występ, wszyscy zgromadzeni klaszczą (niektórzy nawet krzyczą: „Brawo! Brawo!”). Władca Imperium Rzymskiego spogląda na Petroniusza, licząc na jego pozytywny komentarz.
PETRONIUSZ (z udawanym zachwytem):
Wasz występ był tak genialny, że nawet Chuck Norris nie potrafiłby go powtórzyć. Jestem na „Tak”. Cezar z Konradem na Eurowizję!
TYGELLIN (na stronie):
Ja tam wolę „Fristajlo”…
NERON (wzruszony):
Ach, a mama mówiła, że powinienem zostać Idolem! (Nagle zaczyna się trząść ze strachu). Mama?… Matka?… Moja matka!!! (Wybucha płaczem jak małe dziecko. Jest tak roztrzęsiony, że chce paść prosto na fotel, ale Poppea złośliwie odsuwa mu siedzenie i Neron upada na podłogę). Moja matka!!!
Petroniusz pomaga monarsze wstać.
PETRONIUSZ (spokojnie, ciepło, uspokajająco):
Twoja stara smaży się w niebie.
NERON (odcina się):
A twoja stara moczy zęby w kwasie mrówkowym!
TYGELLIN (do Petroniusza):
Twoja stara jest niezgodna z konstytucją.
Petroniusz marszczy brwi i podchodzi do Tygellina. Ponieważ jest wyprostowany i ma groźną minę, Tygellin wydaje się nieco przestraszony.
PETRONIUSZ (martwo, bez żadnych emocji, naśladując wirtualnego lektora z programu komputerowego „Ivona”):
Twoja stara składa się z wirnika, szczotek i komutatora.
Twoja stara ma dziadka w Wermachcie.
Twoja stara chodzi po ludziach, a nie po lesie.
Twoja stara myje włosy płynem do mycia naczyń.
Twoja stara wykuwa podstawy socjalizmu.
Twoja stara słucha muzyki wspak.
Twoja stara weszła do strefy euro.
Twoja stara słucha radia przez domofon.
Twoja stara to zapluty karzeł reakcji.
Twoja stara rozpętała drugą wojnę światową.
Twoja stara rzuca palenie na odległość.
Twoja stara zagryza bydło w Puerto Rico.
Twoja stara redukuje się do zera.
Twoja stara gryzie ziemię.
Twoja stara przemyca prezerwatywy w żołądku.
Twoja stara walczy o socjalizm z ludzką twarzą.
Twoja stara jest to wielkość fizyczna, informująca nas, jaki ładunek elektryczny przepływa przez poprzeczny przekrój przewodnika w jednostce czasu.
Twoja stara parodiuje Hitlera.
Twoja stara robi kręgi w zbożu.
Twoja stara mija się z celem.
Twoja stara odświeża mięso w Constarze.
Twoja stara jest wprost proporcjonalna do napięcia, występującego na jej końcach.
Twoja stara męczy się po śmierci.
Twoja stara gwałci prostytutki.
Twoja stara poniosła sukces, a twój stary odniósł porażkę.
Twoja stara ściera tablicę językiem.
Twoja stara…
TYGELLIN (do Petroniusza):
Hokus-pokus, czary-mary, twoja stara to twój stary!
PETRONIUSZ:
Twoja…
NERON (zirytowany całą dyskusją):
DOŚĆ!!!
W sali balowej robi się absolutnie cicho.
NERON (ironicznie):
Tygellinie, jeśli jesteś taki mądry, powiedz, co oznacza skrót PZPR?
TYGELLIN (zakłopotany):
PZPR? Eeeee… Polski Związek Piłki Ręcznej!
NERON (używając takiego tonu, jakby chciał powiedzieć „Pies ci mordę lizał”):
Popierał cię lewak. (do Petroniusza) A ty, Petroniuszu, jeśli jesteś taki mądry, powiedz, co to jest elektroencefalograf?
PETRONIUSZ (uprzejmie):
Elektroencefalograf, panie? (podaje definicję z Wikipedii) „Urządzenie rejestrujące zespół słabych sygnałów elektrycznych zapisanych jednocześnie w różnych punktach skóry głowy. Sygnały te wyrażają rytmy i fazy zwane także falami mózgowymi. Są to drgania elektryczne w miarę regularne o częstotliwości, która nie przekracza 0,5-35 Hz. Informują one o rozmieszczeniu źródeł fal elektromagnetycznych wewnątrz mózgu. Zależności między wykresami pozwalają scharakteryzować fale mózgowe, a interpretację wykorzystać do celów diagnostycznych przez porównanie aktywności mózgu normalnej z patologiczną”.
Cesarz jest tak zaszokowany erudycją „arbitra elegancji”, że pada na pierwszy-lepszy fotel.
NERON (głośno, uroczyście, ze szczerym podziwem):
Jak stałem na podłodze, tak siadłem na dupie!
TYGELLIN (na stronie):
Mędrzec godny komedii, co ma rozum z Wikipedii…
POPPEA (unosząc kciuk):
I gitara.
Gustaw-Konrad, słysząc słowo „gitara”, zrywa się na równe nogi i zaczyna grać piosenkę „Virus SLD” Pawła Kukiza.
NERON (pogardliwie, do Gustawa):
Idź nad rzekę, utop się i powiedz, jak było!
Obrażony bohater „Dziadów” prycha i wychodzi z sali. Chwilę później nadworna orkiestra Nerona zaczyna grać „Poloneza 3 Maja” (takiego rodem z „Pana Tadeusza”), porywając całe towarzystwo do tańca. Cezar tańczy z Pitagorasem, Poppea - z Tygellinem, Petroniusz - z Eunice, a Winicjusz - z Ligią. W połowie „Poloneza” do pomieszczenia wbiega przerażony, blady jak kreda Chilon „Chilo” Chilonides.
CHILON (roztrzęsiony):
Na Zatybrzu rozbił się samolot! Połowa Rzymu płonie!!!
Ligia przytula się do Winicjusza.
LIGIA (cytuje znany wierszyk do pamiętnika):
„Pali się Tokio, pali się Rzym,
A nasza miłość nie ujdzie w dym”.
WINICJUSZ (odpowiada jej innym wierszykiem):
„Gdy opuścisz szkolne mury
I w daleki ruszysz świat,
Wspomnij czasem choć przez chwilę
Koleżankę z dawnych lat”.
LIGIA (z mieszaniną zdumienia i rozbawienia):
Po co komu takie wiersze, skoro jest Nasza-Klasa.pl?!
AKTE (ostrzegawczo):
Raz, dwa trzy, cezar Neron patrzy!
Winicjusz i Ligia spoglądają na Nerona i zauważają, że są obserwowani przez szmaragd.
POPPEA (bez cienia paniki):
Skąd taki Czajlon Czajlonids może wiedzieć, że płonie Rzym?
Cała sala pogrąża się w myślach. Przez długi czas panuje cisza, przerywana przez pojedyncze westchnienia typu „Hmmm” albo „Zaraz, zaraz”…
CHILON (wybucha śmiechem):
Tak naprawdę, nie ma żadnego pożaru. Zrobiłem wam Prima Aprilis!
POPPEA (zbulwersowana):
Oszukujesz ludzi i myślisz, że jesteś fajny?!
NERON:
Powieszę go za jaja.
JEDNA Z NIEWOLNIC (chcąc uratować Chilonidesa, nakrywa go nałęczką jak Danusia z „Krzyżaków”):
Mój ci on!!!
PETRONIUSZ (do Nerona, pozując na adwokata):
Miłościwy panie, wiem, że żarty tego prostaka nie robią wrażenia na takim znawcy komedii jak ty, lecz czy twój wyrok nie jest zbyt surowy? Czajlon to dobry człowiek, chociaż trochę skurwysyn…
TYGELLIN (do Petroniusza):
…a twoja stara cofa się do przodu!
CHILON:
No dobra, przyznaję się bez bicia: okłamałem was! Na Zatybrzu naprawdę rozbił się samolot i jeśli natychmiast nie ruszycie swoich tłustych dupsk, ogień zeżre was jak myszy Popiela.
NERON (zdecydowanie):
Wymiatam do Achai. (do Pitagorasa) „Nie płacz, kiedy odjadę, sercem będę przy tobie”…
PITAGORAS (rzucając się w ramiona swojego biseksualnego kochanka):
Neronie, przyjacielu mój, ty jesteś jak zdrowie:
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił! Przyglądam się dzisiaj twej cudnej osobie
I wiem: będę z tobą w zdrowiu i w chorobie!
Czy nas tsunami, czy tajfun zaskoczy,
Ja oddam wszystko, by widzieć twe oczy!
Nie odchodź, mój najmilszy, albo weź mnie z sobą.
Na cóż mi kobiety? Chcę być tylko z tobą!
Piękna jest Helena, lecz tyś jest piękniejszy,
Mądry jest Ziemkiewicz, ale tyś mądrzejszy.
Bez ciebie będę cierpieć jak Werter młodziutki
I będę pędzić bimber, by topić w nim smutki.
Cezar i Pitagoras całują się namiętnie, zaś nadworna orkiestra gra piosenkę „All the things she said” t.A.T.u.
AKTE (do Winicjusza i Ligii):
Mój mały kuzynek uczy się matematyki z podręcznika „Mogę zostać Pitagorasem”. Domyślam się, że jest to materiał instruktażowy dla pederastów albo coś na kształt Świętej Księgi Wyzwolonych Pedofilów. Istna homopropaganda! Wkrótce odbędzie się pierwsza w Imperium Rzymskim Parada Równości, a wtedy nie będzie już ratunku dla lefebrystów i Moherowych Beretów. Wiem, co mówię. Będziemy mieli z Rzymu drugą Holandię!
WINICJUSZ (przesłyszawszy się):
Drugą Irlandię?
AKTE (sarkastycznie):
Nie, drugą Finlandię. Stamtąd się importuje zespoły gothic rockowe.
Obok Winicjusza, Ligii i Akte przechodzi Tygellin, który spogląda na całą trójkę z pogardą i obrzydzeniem.
TYGELLIN (do Akte):
Twoja stara zagląda wiewiórkom pod futro, a twój stary unosi się w dół!
CHILON (rozzłoszczony):
Kurde, kurde, po stokroć: kurde! Już wam mówiłem, patefony ruskie, że Rzym stanął w ogniu! Jeśli nie zwiniecie żagli, przepadniecie jak pieniądze wpłacane na ubezpieczenie i nikt już nie usłyszy o Tęczowym Towarzystwie Wzajemnej Adoracji!
NERON (naiwnym głosikiem, patrząc maślanym wzrokiem na Pitagorasa):
Ech, to pewnie nasza miłość się zmaterializowała…
TYGELLIN (do Chilona):
Czajlon, jesteś homofobem? A może chcesz, bym wyrwał ci język?
CHILON (zdumiony):
Homofobem? A co to jest?
POPPEA (wywracając oczami):
Sprawdź w Wikipedii i nie pytaj się głupio… (do Nerona) Cezarze, dlaczego pozwalasz, by w ciągu jednej uczty dochodziło do tylu zbrodni obrazy majestatu?! Czy nie uważasz, że ten pucybut Czajlon powinien wylądować w komorze gazowej?!
CHILON (wściekle):
Milcz, skurwycóro! Nie jestem twoim popychadłem!
NERON (z rozpaczą):
I znowu muszę łagodzić sytuację…
Władca Rzymu wchodzi na stół i zaczyna śpiewać (na całe gardło) piosenkę „Znak pokoju” Virgin. Petroniusz siedzi spokojnie, ale widać po nim, że jest zażenowany. W połowie refrenu „arbitr elegancji” traci nad sobą kontrolę.
PETRONIUSZ (krzyczy):
„KOŃCZ, WAŚĆ! WSTYDU OSZCZĘDŹ!” (po zamilnięciu Nerona) Tak naprawdę, nigdy nie podobał mi się twój głos. Śpiewasz gorzej niż Mandaryna, Paris Hilton i Bill Kaulitz razem wzięci, a twoje wiersze są na poziomie tekstów Joli Rutowicz. I możesz być pewien, że gdyby Kuba Wojewódzki cię usłyszał, miałbyś na sumieniu obumarcie jego wrażliwych uszu.
NERON (marszcząc srogo brwi):
Petroniuszu, za takie słowa powinieneś wisieć!
PETRONIUSZ (wyniośle, wyjmując brzytwę i podcinając sobie żyły):
Już nie zdążysz krzyknąć: „Na pohybel psubratu!”.
Martwy Petroniusz upada na podłogę, co wywołuje u Ligii, Akte i Eunice napad histerycznego płaczu.
WINICJUSZ (zadumany, patrząc na ciało „arbitra elegancji”):
Tak, tak… To był jego Ostatni Zajazd na Litwie… Kurczę! Nie mogę się doczekać, kiedy to miasto wreszcie spłonie!!!
Niespodziewanie Ligia wyjmuje zza pazuchy jakieś tabletki. Połyka je, po czym wybucha szaleńczym śmiechem i wskakuje na stół.
LIGIA (głupkowato, wykonując cudaczny taniec-połamaniec):
„Wszyscy mają fazę - mam i ja!”.
WINICJUSZ (wstrząśnięty):
Ligio! To jest takie… niepoprawne religijnie!
LIGIA:
Kij ci w oko, jestem ateistką!
WINICJUSZ (zmieszany, ale już nie wstrząśnięty):
Sorry, myślałem, żeś chrześcijanka…
LIGIA (obrażona, łamaną angielszczyzną):
I’m not a chrześcijanka!
WINICJUSZ:
Ligio, powiedz szczerze: czy ty robiłaś interesy z Wokulskim? Jeśli tak, to już wiem, skąd się wzięły te tabletki. Nie pomyśl sobie, że jestem hipokrytą, bo ja również kupowałem drugi w jego galanterii. Przestałem to robić, kiedy się dowiedziałem, iż cały dochód ze sprzedaży narkotyków zostanie przeznaczony na organizację igrzysk w Koloseum (sponsorem programu jest firma „Mincel & Wokulski”).
CHILON (coraz bardziej zniecierpliwiony):
Nie chcę przerywać waszej PŁOMIENNEJ dyskusji, ale od godziny jara się Rzym!!!
TYGELLIN (pogardliwie, do Chilona):
Twoja stara się jara.
NERON:
Tajdżelinie, fajny pomysł z tymi pochodniami!
AKTE (oburzona):
Hej, to NIE jest śmieszne!
TYGELLIN:
A gdzie wyczytałaś, że ten idiotyczny pastisz lektur szkolnych ma być komedią?!
NERON:
Wiecie co? Tak sobie myślę, że powinniśmy już zakończyć tę beznadziejną scenę, która do niczego nie prowadzi, a która zabiera czas uczniom szkół średnich… (do publiczności) „Koniec bajki i bomba, kto nie słuchał, ten trąba!”.
Scena trzecia:
„Pamiętnik starego subiekta”
Miejsce akcji: teren kamienicy Wokulskiego, podobnej do tej z serialu „Świat według Kiepskich” i pokrytej niewybrednym graffiti typu „CH.W.D.P.”, „Jebać policję”, „Fabryki w ręce robotników!” czy „Krzeszowska to cipa”. Bohater „Lalki” Bolesława Prusa stoi naprzeciwko widzów, Gustaw-Konrad gra na gitarze elektrycznej, a Ignacy Rzecki - na akordeonie.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa piosenkę „Świat według Kiepskich” zespołu Big Cyc):
„W kiepskim świecie kiepskie sprawy,
Marne życie i zabawy.
Są codzienne awantury,
Nie ma dnia bez ostrej ‘rury’.
Ojciec biega na bosaka,
Jest zadyma i jest draka.
Nikt nikomu nie tłumaczy,
By spróbować żyć inaczej!”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„To jest właśnie Kiepskich świat”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„Kiepskich życie, Kiepskich świat.
Są nadzieje i miłości,
Są zwycięstwa i radości,
Są skandale i hałasy,
Na tapczanie wygibasy.
Choć problemy są kosmiczne,
Jest tu całkiem sympatycznie.
To jest właśnie Kiepskich życie:
Zobaczycie, uwierzycie!”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„To jest właśnie Kiepskich świat”.
GUSTAW-KONRAD i IGNACY RZECKI (śpiewają):
„Pa, pa, pa! Pa, pa, pa!”.
STANISŁAW WOKULSKI (śpiewa):
„Kiepskich życie, Kiepskich świat”.
Wesołe trio kończy swój występ i kłania się widzom. Gustaw schodzi ze sceny, Rzecki stoi spokojnie, a Wokulski kieruje swój wzrok na jedno z okien kamienicy.
STANISŁAW WOKULSKI (krzyczy jak Rysia z „Killera”):
„SZLANGBAUM! NA DÓŁ, DO CHOLERY!!!”.
Henryk Szlangbaum wygląda przez okno i pokazuje Stanisławowi środkowy palec. Po chwili Żyd wychodzi z klatki schodowej i wita się ze swoim znajomym.
STANISŁAW WOKULSKI (ostro):
Szlangbaum, ty mamucie, oddawaj moje dziewięćdziesiąt tysięcy rubli!
HENRYK SZLANGBAUM (przestraszony):
Eeee… Jakie dziewięćdziesiąt tysięcy rubli?!
STANISŁAW WOKULSKI:
Nie udawaj, że nie wiesz! Gdzie moja forsa, bakteriofagu?!
HENRYK SZLANGBAUM (jeszcze bardziej przestraszony, jąkając się):
Fo-fo-forsa? Nie… nie wiem, o co ci ch-chodzi…
IGNACY RZECKI (ironicznie, pod nosem):
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o Izabelę!
Wokulski zbliża się do Szlangbauma i złośliwie go poszturchuje.
STANISŁAW WOKULSKI (groźnie):
Nie wnerwiaj mnie, bo nie zamierzam się z tobą patyczkować. Gadaj, gdzie jest moja forsa, wędzony kabanosie, albo oddawaj kamienicę!
HENRYK SZLANGBAUM (buntowniczo):
Co ty chcesz?! To MOJA kamienica!
STANISŁAW WOKULSKI (wyjmując pistolet i celując w Henryka):
Ale moja ulica!!!
Żyd ucieka kilka metrów dalej i patrzy z przerażeniem na Wokulskiego.
HENRYK SZLANGBAUM (piskliwie):
Stachu!… Stachu, co ty?!…
STANISŁAW WOKULSKI (ostrzegawczo, okrutnym głosem):
Jeszcze jedno słowo, a rozstrzelam ci szczękę jak Krzeszowskiemu.
IGNACY RZECKI (nie posiadając się z oburzenia):
Straszna lektura… Młodzież czyta takie rzeczy, a potem tak robi…
STANISŁAW WOKULSKI:
Nikt jej nie każe czytać lektur. (do Szlangbauma) No co, cwaniaczku? Nie oddasz mi moich pieniążków?
HENRYK SZLANGBAUM (zrozpaczony):
Stachu… Stachu, posłuchaj… Ja już nie zarządzam tą kamienicą… Sprzedałem ją…
STANISŁAW WOKULSKI (zszokowany i rozwścieczony):
Sprzedałeś MOJĄ kamienicę?!
HENRYK SZLANGBAUM:
Stachu… Tak, sprzedałem ją… Nie miałem wyboru… Ja…
STANISŁAW WOKULSKI:
Czy wiesz, że zadarłeś z najczarniejszym charakterem w tej bajce? Oj, pożałujesz swojego czynu… Za chwilę się przekonasz, czym grozi drażnienie „śpiącego smoka”. A wiesz, dlaczego? Bo światem rządzi mafia, a mafią Wokulski!
HENRYK SZLANGBAUM (próbuje zmienić temat):
Stachu, co ty w ogóle robisz na wolności? Myślałem, że jesteś w areszcie!
STANISŁAW WOKULSKI (wskazując głową na Ignacego):
Rzecki się za mną wstawił. Wyszedłem za łapówkę.
HENRYK SZLANGBAUM:
Cholera…
Stanisław Wokulski oddaje strzał ostrzegawczy w niebo, doprowadzając Żyda do skrajnej paniki. Henryk - przekonany, że za moment i tak zginie - wyraża swoją negatywną opinię na temat Wokulskiego.
HENRYK SZLANGBAUM:
Wiesz co, Wokulski? Ty chujem jesteś! Sprzedajesz ludziom narkotyki, uzależniasz ich od siebie finansowo, niszczysz ich zdrowie fizyczne i psychiczne, kierujesz mafią międzypowieściową… Przez ciebie Werter wpadł w depresję i się zastrzelił (był tak zastraszony, że o niczym nie wspomniał Wilhelmowi). Gustaw cierpi na zespół urojeniowo-omamowy, Karusia dostała schizofrenii i rozmawia z duchem swojego chłopaka, Zośka nabawiła się ADHD, Gerwazy ma obsesję na punkcie rodziny Sopliców, Telimena jest nimfomanką, Orcio choruje na psychozę paranoiczną, Ignacy Rzecki zmaga się z agorafobią i nerwicą natręctw, Neronowi pogłębiła się psychopatia i megalomania, Kordian wylądował w szpitalu psychiatrycznym (na oddziale siostry Ratched, tej z „Lotu nad kukułczym gniazdem”), a Teofil Różyc - w Monarze. Cała Warszawa wie, że dorobiłeś się na zbrodniach. Jak ci nie wstyd stać tutaj i patrzeć mi w oczy?!
Niespodziewanie z klatki schodowej wychodzi Zegarmistrz - jeden z bohaterów noweli „Mendel Gdański” Marii Konopnickiej.
ZEGARMISTRZ:
Przepraszam za to, że się wtrącam, ale przypadkowo podsłuchałem waszą rozmowę… (do Szlangbauma) Panie Szlangbaum, ja chyba wiem, dlaczego pan nie chcesz oddać ani kamienicy, ani rubli. Pan chcesz zadośćuczynić żydowskim roszczeniom majątkowym, sięgającym 65 miliardów dolarów! Pan myślisz, że się dorobisz na krzywdzie swojego narodu i zrobisz z Polaków zwykłe bankomaty! Ale ja panu mówię, i to z pełnym przekonaniem, że będziesz pan musiał obejść się smakiem. Panie Szlangbaum! Znasz pan takie pojęcie, skądinąd bardzo kontrowersyjne, „przedsiębiorstwo Holocaust”?
HENRYK SZLANGBAUM (oburzony):
Toż to zoologiczny, polski antysemityzm! Zgłoszę to do „Gazety Wyborczej”!
ZEGARMISTRZ:
Możesz to sobie zgłaszać do samego Pana Boga!
Zegarmistrz wraca do swojego mieszkania, zostawiając Henryka z Wokulskim i Rzeckim.
STANISŁAW WOKULSKI (opuszczając, a następnie chowając broń):
Słuchaj, Szlangbaum, dzisiaj ci daruję, ale następnym razem nie będę taki łaskawy. A teraz zejdź mi z oczu. Sajonara!!!
Henryk „znika” w drzwiach klatki schodowej. Na scenę wchodzi Petroniusz.
IGNACY RZECKI (rozradowany, trochę zaskoczony):
Petroniusz! Skubany! (do „arbitra elegancji”) Więc ty nie umarłeś? Cha, cha, cha! Od razu wiedziałem, że symulowałeś!
PETRONIUSZ:
A co, ty też byłeś na uczcie u Nerona?
IGNACY RZECKI (odpowiada słowami kończącymi XII księgę „Pana Tadeusza”):
„I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem,
A com widział i słyszał, w księgi umieściłem”.
PETRONIUSZ (zaciekawiony):
W jakie księgi?
IGNACY RZECKI:
No, w drugi i trzeci tom „Pamiętnika starego subiekta”. Zamierzam je opublikować w serwisie internetowym Opowiadania.pl.
PETRONIUSZ (nieco zniesmaczony):
Opowiadania.pl mi zbrzydły, odkąd Natalia Julia Nowak publikuje tam swoje felietony.
IGNACY RZECKI (karcącym tonem):
Ej! Nie rób reklamy autorce tej parodii!
PETRONIUSZ (przeprasza po japońsku):
Gomenasai.
STANISŁAW WOKULSKI:
Wiecie co? Zastanawiam się, komu Szlangbaum sprzedał kamienicę.
TAJEMNICZY, KOBIECY GŁOS:
Mnie!
Na scenę wdziera się dziwna, gęsta mgła, która chwilę później opada, odsłaniając sylwetkę baronowej Krzeszowskiej. Kobieta ma na sobie czarną, dziewiętnastowieczną suknię, a jej mroczny makijaż przywodzi na myśl wokalistki zespołów gothic rockowych. W tle słychać piosenkę „Chylińska” Agnieszki Chylińskiej, którą Krzeszowska śpiewa aż do końca refrenu. Gdy muzyka cichnie, baronowa krzyżuje ręce na piersiach i spogląda prowokująco na pozostałych bohaterów literackich.
STANISŁAW WOKULSKI (do Krzeszowskiej):
No proszę… Więc to pani nabyła moją kamienicę? (po chwili, tracąc cierpliwość) GDZIE SĄ MOJE PIENIĄDZE, TY STARA SKARPETO ROZSZARPANA PRZEZ ROTTWEILERA?! ODDAWAJ MOJE DZIEWIĘĆDZIESIĄT TYSIĘCY RUBLI, ALBO ZAPCHAM CI NOS PAPIEROWYMI KULKAMI!!!
BARONOWA KRZESZOWSKA (kpiąco):
Te papierowe kulki możesz sobie wsadzić w…
Stanisław Wokulski wyjmuje broń i celuje w Krzeszowską.
STANISŁAW WOKULSKI (ironicznie, kładąc palec na spuście):
Anielski orszak niech twą duszę przyjmie!
Ignacy Rzecki - pomimo starości i przewlekłej choroby - rzuca się na Wokulskiego, aby go przewrócić i powstrzymać przed zabiciem baronowej. Stanisław syczy „Chromol się!”, jednak stary subiekt przyciska mu głowę do ziemi. Petroniusz wyjmuje zza pazuchy kajdanki i skuwa nimi ręce Wokulskiego. Główny bohater powieści „Lalka” Bolesława Prusa przez chwilę próbuje się uwolnić.
STANISŁAW WOKULSKI (niewyraźnie, do Rzeckiego):
Ty patafianie, złamiesz mi nos i będziesz musiał płacić za leczenie!!
IGNACY RZECKI:
Za nic nie będę płacił, pieniądze przyjdą z Unii Europejskiej! (do Petroniusza) Petroniuszu, dzwoń po policję. Szybko!
STANISŁAW WOKULSKI (teatralnie, do starego subiekta):
„I ty, Ignacy, przeciwko mnie”?!… Myślałem, że jestem twoim najlepszym przyjacielem!
PETRONIUSZ (wzdycha):
„Mężczyzna zmiennym jest”…
STANISŁAW WOKULSKI (do Petroniusza):
…a twoja stara słucha Dolly Parton!
Petroniusz ignoruje Stanisława i sięga po telefon komórkowy.
PETRONIUSZ (zirytowany, patrząc w ekran telefonu):
Sacrebleu, nie ma zasięgu! Spróbuję zmienić lokalizację… (przechodzi na drugi koniec sceny) O, jest!
W tej samej chwili rozlega się piosenka „Longinus Zerwimycka” zespołu Bubel Band (jest to dzwonek Petroniusza). „Arbitr elegacji” odbiera telefon, włączając tryb głośnomówiący.
MĘSKI GŁOS Z TELEFONU:
Bądź pozdrowiony, szlachetny Petroniuszu! Mówi Demokracjusz Chadecki z teleturnieju „Co ty wiesz?”. Neron gra właśnie o dwadzieścia tysięcy funtów i skorzystał z koła ratunkowego „telefon do przyjaciela”. Za chwilę usłyszysz pytanie, na które będziesz musiał odpowiedzieć w ciągu jednej minuty. Czy jesteś gotowy?
PETRONIUSZ:
Tak, jestem gotowy.
MĘSKI GŁOS Z TELEFONU:
Czas start!
NERON (przez telefon):
Ave. Jak się nazywa łatwo topliwy stop, nie kurczący się po zakrzepnięciu w formie odlewniczej, stosowany do wykonywania matryc modeli woskowych, do zalewania stempli wykrojników w płytach stemplowych oraz do wylewania otworów w płytach prowadzących?
PETRONIUSZ (bez wahania):
Matrix.
NERON:
Jesteś pewien?
PETRONIUSZ:
Jak bum cyk-cyk!
NERON (do prowadzącego program):
Wobec tego zaznaczam odpowiedź „a”.
MĘSKI GŁOS Z TELEFONU:
I dobrze, bo to jest poprawna odpowiedź. Neronie, wygrałeś dwadzieścia tysięcy funtów! (w tle słychać krótki, tryumfalny sygnał dźwiękowy).
WESTALKA RUBRIA (przez telefon, do Nerona, posługując się cytatem z „Harry’ego Pottera i Podłej Szmiry” PiKaStRa):
„Za taką kasę to jestem twoja aż do grobowej deski”!
Demokracjusz Chadecki rozłącza się. Tymczasem na scenę wbiega kilku policjantów, którzy wrzeszczą: „Nie ruszać się! Mamy nakaz aresztowania!”.
PETRONIUSZ (zdziwiony):
Milicja Obywatelska? Przecież nie zdążyłem zadz…
BARONOWA KRZESZOWSKA (zirytowana):
Petroniuszu, jak chcesz, to potrafisz logicznie myśleć, ale czasami miewasz istne zaćmienia umysłu. Nie przyszło ci do głowy, że któryś z mieszkańców kamienicy mógł obserwować całą awanturę, a potem wezwać gliny?!
PETRONIUSZ:
Fakt, nie wziąłem tego pod uwagę…
Policjanci podnoszą Wokulskiego i trzymają go za ramiona, mówiąc: „Masz prawo zachować milczenie. Wszystko, co powiesz, może być wykorzystane przeciwko tobie”. Po chwili stróże prawa i obezwładniony przez nich Stanisław schodzą ze sceny.
IGNACY RZECKI (lekko, do Petroniusza i Krzeszowkiej):
No, to ja też już pójdę. Od dwóch tygodni nie zmieniłem wystawy w moim sklepie…
Rzecki również opuszcza scenę.
PETRONIUSZ:
Na mnie także przyszła pora… (po tych słowach schodzi ze sceny, zostawiając baronową samą).
BARONOWA KRZESZOWSKA (bardziej do siebie niż do publiczności)
Skoro wszyscy już poszli, to chyba nie opłaca mi się stać tutaj i czekać na zbawienie… (krótka pauza) Cholera! Co za idiotyczne i wymuszone zakończenie ostatniej sceny dramatu! A myślałam, że od końcówki „Uczty u Nerona, czyli Ostatniego Zajazdu na Litwie” nie może być nic gorszego… (do widzów) Tak czy siak, jest mi niezmiernie miło, że dotrwali państwo aż do tego fragmentu. Świadczy to o tym, iż nasz trud, włożony w udawanie ludzi fajnych i zabawnych, nie poszedł na marne. Niniejsza parodia powstała tylko po to, aby zachęcić uczniów szkół średnich do czytania lektur. A tym, którzy już je przeczytali, miała zaproponować zupełnie nowe, niekonwencjonalne i nieszablonowe spojrzenie na literaturę klasyczną. No, ale nie chcę was zanudzać zbędnymi analizami i interpretacjami dzieła. Mam tylko nadzieję, iż przynajmniej jeden z naszych żartów wyczarował uśmiech na waszych twarzach. Do widzenia, do widzenia, kupcie se trąbkę do pierdzenia!
KURTYNA
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Definicja pojęcia "matrix" pochodzi ze "Słownika wyrazów obcych PWN" (Warszawa 1980).













