Kultura / Kino
Film kieruje uwagę świata na Ruandę, kraj zapomniany, w którym od wieków toczą się walki etniczne między Hutu i Tutsi.
Czarnoskóry mężczyzna Hutu jest mężem kobiety należącej do opozycyjnej Tutsi (jedno z przykazań Hutu mówi, że mężczyzna będący choćby w przyjaźni z kobietą Tutsi jest zdrajcą), ojcem 3 dzieci, pracownikiem hotelu. Dla niego nie ma podziału na białych i czarnych, na Hutu i Tutsi, na nas i tamtych. Mimo że wyrabia sobie ścieżki do znanych polityków, by w razie potrzeby zwrócić się do nich o pomoc w ochronie rodziny, do końca nie wierzy, że podpisany traktat pokojowy, to mistyfikacja, a na kraj ruszyły już wojska. Podczas rebelii, właściciele ewakuują się z hotelu powierzając mu opiekę nad nim. Transport ewakuujący zabiera tylko zagranicznych polityków, białych ludzi, a jeśli czarnych, to tylko Afrykańczyków, pozostali – ponad tysiąc osób – zdani są na Paula. Z dnia na dzień mężczyzna staje się zdecydowanym przywódcą, świetnym strategiem i strażnikiem sprawiedliwości. Nawet tak tragiczne wydarzenia i obrazy, jakie zobaczył podczas walk, nie zabijają w nim współczucia, wrażliwości i dobra.
Paul przygarnia do hotelu sąsiadów, dzieci z sierocińca, nikomu nie odmawia pomocy w myśl zasady, że „miejsce zawsze się znajdzie”, jest jedynym Hutu, któremu ufają Tutsi.
W matni tych wojennych wydarzeń, Paul zachowuje zimną krew, dla każdego ma słowo pocieszenia, nigdy nie pokazuje swojego strachu. Pozostaje wspaniałym, czułym mężem, który walczy o dobro rodziny, pociesza dzieci, a w końcu – organizuje romantyczną kolację dla żony na dachu hotelu. Nawet gdy Paul rezygnuje z transportu ewakuacyjnego w tajemnicy przed żoną, robi to z miłości i poczucia obowiązku, bo kto, jeśli nie on, pomoże zagubionym Tutsi.
Terry George stworzył obraz przejmujący, ale między mrożącymi krew w żyłach zdarzeniami pojawiają się sceny humorystyczne, co stanowi pauzę, oddech od okrucieństwa i jednocześnie podkreśla głęboką więź i nić porozumienia, jaka istnieje między Paulem i jego żoną. Źródłem siły przetrwania jest ogromne zaufanie i wiara w lepsze jutro.
Hotel Ruanda – opowieść o dobrym człowieku
Artykuł był czytany 687 razy
Obraz Terriego George’a, opowiada o ludobójstwie dokonanym w 1994 roku, w którym zabito ponad 800 tysięcy ludzi. Na tle tej okrutnej, zwierzęcej i bezlitosnej masakry, jak brylant lśni historia Paula Rusesabaginy (Don Cheadle).
Film kieruje uwagę świata na Ruandę, kraj zapomniany, w którym od wieków toczą się walki etniczne między Hutu i Tutsi.
Czarnoskóry mężczyzna Hutu jest mężem kobiety należącej do opozycyjnej Tutsi (jedno z przykazań Hutu mówi, że mężczyzna będący choćby w przyjaźni z kobietą Tutsi jest zdrajcą), ojcem 3 dzieci, pracownikiem hotelu. Dla niego nie ma podziału na białych i czarnych, na Hutu i Tutsi, na nas i tamtych. Mimo że wyrabia sobie ścieżki do znanych polityków, by w razie potrzeby zwrócić się do nich o pomoc w ochronie rodziny, do końca nie wierzy, że podpisany traktat pokojowy, to mistyfikacja, a na kraj ruszyły już wojska. Podczas rebelii, właściciele ewakuują się z hotelu powierzając mu opiekę nad nim. Transport ewakuujący zabiera tylko zagranicznych polityków, białych ludzi, a jeśli czarnych, to tylko Afrykańczyków, pozostali – ponad tysiąc osób – zdani są na Paula. Z dnia na dzień mężczyzna staje się zdecydowanym przywódcą, świetnym strategiem i strażnikiem sprawiedliwości. Nawet tak tragiczne wydarzenia i obrazy, jakie zobaczył podczas walk, nie zabijają w nim współczucia, wrażliwości i dobra.
Paul przygarnia do hotelu sąsiadów, dzieci z sierocińca, nikomu nie odmawia pomocy w myśl zasady, że „miejsce zawsze się znajdzie”, jest jedynym Hutu, któremu ufają Tutsi.
W matni tych wojennych wydarzeń, Paul zachowuje zimną krew, dla każdego ma słowo pocieszenia, nigdy nie pokazuje swojego strachu. Pozostaje wspaniałym, czułym mężem, który walczy o dobro rodziny, pociesza dzieci, a w końcu – organizuje romantyczną kolację dla żony na dachu hotelu. Nawet gdy Paul rezygnuje z transportu ewakuacyjnego w tajemnicy przed żoną, robi to z miłości i poczucia obowiązku, bo kto, jeśli nie on, pomoże zagubionym Tutsi.
Terry George stworzył obraz przejmujący, ale między mrożącymi krew w żyłach zdarzeniami pojawiają się sceny humorystyczne, co stanowi pauzę, oddech od okrucieństwa i jednocześnie podkreśla głęboką więź i nić porozumienia, jaka istnieje między Paulem i jego żoną. Źródłem siły przetrwania jest ogromne zaufanie i wiara w lepsze jutro.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Znakomity film, powinien byc obowiązkowo oglądany przez KAZDĄ feministkę, może przestałyby wtedy opowiadać głupoty.














