"Metropia" -- wszystkie drogi wiodą donikąd?
Artykuł był czytany 911 razy
Nad Europą krąży widmo -- widmo przyszłości, i to przerażającej. Zapasy ropy naftowej zostały wyczerpane. Cały kontynent połączyła nowoczesna sieć metra, która ma wybawić od zagłady. Tylko czy bilans będzie dodatni?
Być może generalizacje w przypadku recenzji filmowych nie są na miejscu, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że wszelkie filmowe propozycje fantastyczno-naukowe, oparte na tzw. prozie paranoidalnej i futurologicznej są niejednokrotnie obiektem wzmożonej uwagi medialnej. Właściwie trudno ocenić, czy takowe produkcje zyskują rozgłos dzięki mechanizmom współczesnego świata, przed którymi same przestrzegają, czy to nasza, balansująca na granicy instynktu samozachowawczego czujność wywołuje taką fascynację wirtualną rzeczywistością.
Wyprodukowana przez Zentropię, firmę Larsa von Triera, "Metropia" nie odbiega od schematu interpretacji przyszłości antycypowanej przez twórców takich jak A. Huxley, G. Orwell, H.G. Wells czy P. K. Dick. Z tą różnicą, że twórcy obrazu odważnie na samym początku deklarują, że wydarzenia rozgrywają się w Europie w 2024 roku (!). Zalążka zła tym razem szukać należy w dynamicznie rozwijającej się i obejmującej coraz dalsze zakątki kontynentu sieci metra. Jest i główny bohater, pracownik bezdusznej korporacji, wiodący szarą egzystencję everyman, którego życie odmieni się całkowicie, gdy napotka „błąd systemu”, postąpi wbrew swemu wewnętrznemu głosowi. Podobnie jak matrixowski Neo.
Mroczna "Metropia", wizualnie utrzymana w kafkowskim klimacie, nawiązująca do estetyki takich filmów jak "Silent Hill", konfrontuje współczesnego widza z jego odwiecznymi lękami dotyczącymi cywilizacji. Cywilizacji, która – jak powiedział kiedyś H.G. Wells – jest „wyścigiem między oświatą a zagładą”. To futurystyczna obawa przed miastem, masą, maszyną. To synteza koncepcji filozoficznych, przestrzegających przed coraz bardziej wpływowymi monopolami, przed industrializacją, przed Fordowską „taśmą produkcyjną”. Wreszcie, to graniczący ze zbiorową psychozą irracjonalny lęk przed byciem podsłuchiwanym, obserwowanym, a w konsekwencji – manipulowanym. Ten właśnie aspekt, nadaje animacji dodatkowy walor: refleksję nad granicami własnego „ja”, nad wolnością własnych myśli, nieskażonych przekazami podprogowymi czy hasłami ukrytej propagandy.
Ostatecznie, to opowieść o drugim człowieku. O tym, który tworzy iluzję, o tym, który nas w niej utrzymuje oraz o tym, który nas z niej wyzwala.














