Kulisy dziennikarstwa, czyli granice wolności kija
Artykuł był czytany 5443 razy"W PRL-u dziennikarze chcieli głosić prawdę, a nie mogli; w RP mogą, ale nie zawsze chcą. Bo to się nie opłaca".
W świetle badań CBOS-u z roku 2006 dziennikarz cieszy się dużym zaufaniem społecznym. Obok nauczycieli, pielęgniarek czy naukowców, to właśnie dziennikarz stoi wysoko w hierarchi zawodów ze względu na uczciwość i rzetelność. Inne badania przedstawiają dziennikarzy w jeszcze lepszym świetle. To właśnie ta grupa zawodowa, zdaniem badanych, na ogół lepiej dba o interesy społeczne niż politycy. Czyż nie powinno być odwrotnie?! Śledząc ostatnie wydarzenia w naszym kraju, uważny obserwator życia codziennego mógłby wysunąć tezę, że media za bardzo "lansują" różnej maści afery. Ale czy to nie stanowi o istocie dziennikarstwa? Dbanie o interes społeczny. Sztuka zdobywania i przekazywania informacji stanowi meritum pracy dziennikarza. A dziś informacja jest towarem. Jak bardzo cennym, ilustrują liczne przykłady. Żeby dziennikarz był rzetelny, powinien przekazywać prawidziwe informację. Ale... jak mawiają starzy górale, są trzy rodzaje prawd: ”Prowda łobiektywna, prowda subiektywna i gówno prowda”. Momentami więc, jak podkreślał autor, dochodziło do dylematów:
”Jesienią 2005 roku pisałem artykuł o księgach wieczystych. Zawarłem tam informację otrzymaną od sędziów, że na wpis hipoteczny czeka się we Wrocławiu średnio miesiąc. Czytelnicy w sposób bardzo agresywny zarzucili mi pisanie nieprawdy, mnożyli przykłady, kiedy to czekali po kilka miesięcy, a nawet ponad rok. Czyżby sędziowie podali mi nieprawdę? Sprawa szybko się wyjaśniła. Sąd liczył miesiąc od momentu złożenia wszystkich dokumentów i wniesienia wymaganej opłaty. Jeśli ktoś przez pół roku gromadził lub zwlekał z opłatą, siłą rzeczy wpis przedłużał się, ale nie z winy sądu. A może sąd nie podał mi pełnej prawdy? Na wszelki wypadek zwróciłem się do czytelników o podanie przykładów opieszałości sądów. Jeśli istotnie w ich sprawach wina leży po stronie sądu, postaram się im pomóc. Nie zgłosił się nikt.”
W encyklopedii tego zawodu, obok rzetelności dziennikarskiej, pisania prawdy jest także jedno hasło - Etyka. Autor poświęcił tej kwestii ósmy rozdział swojej książki. Jak twierdzi, ”etyka właśnie zemdlała”. Stawia pytania, na które próbuje znaleźć odpowiedzi. Czy w świecie rządzonym przez partykularne interesy różnych grup społecznych, walczących o władzę, jest jeszcze miejsce na etykę w mediach? Skąd czerpać etykę, gdy media walczą o byt na rynku, walczą o czytelnika i telewidza, walczą z konkurencją, a dziennikarze walczą z dziennikarzami o lepszą informację? Przyznam, że stawiane przez autora pytania są odważne, prowokują do szerokiej dyskusji. Obnażają słabości dzisiejszych mediów, z drugiej strony zaś ich siłę: ”Kogo w redakcji (zwłaszcza lokalnej) przełożeni wyżej będą cenić - dziennikarza, który będzie wytykał prokuratorze nieprawidłowości, czy tego, który przymknie oko, za co będzie otrzymywał od niej ciekawe tematy?”
Liczne, można by rzec, ”case study” dziennikarskiego fachu ilustrują czasem smutną prawdę o polskim dziennikarstwie. Wolność słowa dała redakcjom możność żonglowania faktami, informacjami. Bo przecież agresja, żądza krwi są przez redakcje dobrze widziane. Tym bardziej przez czytelników. To stanowi asumpt do wzrostu sprzedaży dzienników. Ale jest i przysłowione światełko w tunelu. Bo przecież, o czym wspomniałem na początku, media lepiej dbają o interesy społeczne niż politycy. Poprzez swoje działanie przez lata budują wizerunek bezkompromisowych, twardo walczących ze złem: ” Każdy gdzieś kiedyś przegrał- z sąsiadem, w urzędzie, w sądzie. I niemal każdy ma w sobie ten żal, pragnienie sprawiedliwościi oczekiwania, że gazeta, że właśnie telewizja (radio) zrobią z tym złem porządek.”
Wrocławianin, Marian Maciejewski, to bardzo wszechstronny dziennikarz. Uprawiał wszelkie formy od reportażu do felietonu i szopki noworocznej. Obok dziennikarstwa śledczego (nominowany do nagrody ”Grand Press” w roku 2004) godne uwagi wydają się być także zwięzłe felietoniki, potocznie zwane mańkami, a publikowane okazjonalnie od 1997 do 2005 roku na łamach ”Gazety Wyborczej” we Wrocławiu. Czułbym więc spory niedosyt, gdybym podarował sobie zacytowanie kilku z nich, komentujących absurdy rzeczywistości, a zamieszczonych w powyższej książce:
”Patriotyzm. Nie jestem patriotą. Prezydenta nie cierpię. Belwederem się brzydzę. Nie znoszę Chopina, Jana III Sobieskiego nie cenię. Soplicą pogardzam, wstrętem napawa mnie sama myśl o Panu Tadeuszu. A właściwie innych wódek też nie lubię (30.04-3.05.1999).”
”Nago. W ”Big Brother” pokazywali nagą panią pod prysznicem. W ”Dwóch Światach” - dwie panie i jednego pana w wannie. Twórcy nowego reality show ”Amazonki” zapowiadają, że będzie jeszcze ostrzejszy. Spodziewam się zobaczyć trzy panie i dwóch panów w jednej umywalce (26.06.2001).”
”Fontanna. Trwa spór o fontannę we wrocławskim Rynku. Zdaniem konserwatora zabytków jej nowoczesny kształt nie pasuje do zabytkowego otoczenia. Dlatego konserwator domaga się jej rozebrania. I cóż z tego, że szklane płyty fontanny nie pasują do starych murów? Ja też nie pasuje do mojej żony - ona jest szczupła, przystojna, spokojna, a ja niski, gruby i do tego nerwus. Ale bynajmniej nikt z tego powodu nie każe mi się rozbierać (19.04.2002).”
Na próżno szukać podobnych publikacji, w których przedstawiciel tego zawodu, operując lekkim językiem i często z humorem, z niezwykłą pasją podejmuje się opisu profesji dziennikarskiej. Kreśli obraz pracy dziennikarza, odkrywa kulisy swojego warsztatu, dzieli się wątpliwościami, by wreszcie celnie, choć czasem zaskakująco, spuentować swoje przemyślenia. Maciejewski opisuje ”szperactwo” tego zawodu. I to już jest, moim zdaniem, wystarczający powód, by sięgnąć po tę książkę.
Marian Maciejewski, ”Kulisy dziennikarstwa, czyli granice wolności kija”
Oficyna Wydawnicza Atut. Wrocławskie Wydawnictwo Oświatowe.
Wrocław 2007
Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:
Agnieszka Owczarczak , Kamil Kwiecień, Aneta WarszawskaDodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 4
Fachowo, fajnie napisane.
brakuję mi w tej recenzji jakiegokolwiek podsumowania, jakiejkolwiek pointy. ale reszta jest jak najbardziej w porządku.
Niestety, styl w jakim napisano ten artykuł sprawia, że pomimo
interesującej treści nie nadaje się on do czytania.
Myślę, że Autor opublikował artykuł zaraz po jego napisaniu. Gdyby
odczekał kilka dni i ponownie go przeczytał, z pewnością udałoby mu się
usunąć sporo składniowych potworków.
To nie o to chodzi, żeby wymyślać skomplikowane zdania, ale żeby jak
najmądrzejszą treść zawrzeć w jak najprostszych słowach. Niestety,
czytanie tekstu wymaga tak dużego wysiłku, że niewiele sił już zostaje
na zrozumienie myśli które Autor chciał nam przekazać.
A opinie Autora są całkiem ciekawe. Mógłbym mieć kilka uwag do układu
artykułu (np. zbyt wiele cytatów), ale nie są one istotne.
Jeżeli Autor przeczyta ponownie artykuł i przepisze go w sposób który
pozwoli na jego przeczytanie, z pewnością zaopiniuję go pozytywnie.
Obecny tekst na to nie pozwala.
bardzo ciekawy, rzeczowy artykuł. Oby tak dalej!














