iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Książki
+ - 1

Poeta – głowa nie ta

12 08 2008 Renaldi Zijkaanb Artykuł był czytany 1587 razy

W Przasnyszu zorganizowano Maraton Limerykowy, którego pokłosie stanowi „Limerykowy atlas powiatu przasnyskiego”. Konkurs zakończony, lecz laureaci konkursu wmiecieni pod dywan – jak zbyteczne śmieci!

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Kołaczcie... a otworzą wam...
Kołaczcie... a może uznają was za godnych udzielenia odpowiedzi...
Kołaczcie... jak lubicie kołatać, bo w Przasnyszu i tak potraktują was jak... (chyba delikatniej się nie da tego określić) wrogów!

Trzeba chyba rzec: Jak śmiecie dopominać się o swoje? Wszak organizator doczekał się już pochwał i nie ma ochoty tracić czasu na zbędne formalności. Udzielanie odpowiedzi rozgoryczonym laureatom to przecież zbytek, strata czasu, niepotrzebne zawracanie sobie głowy (choć wypadałoby napisać d...).

A było tak pięknie.

Limeryki odnoszące się do wszystkich miejscowości powiatu przasnyskiego spływały do organizatora za pośrednictwem strony www.limeraton.tox.pl. Gabinet Chwały, w którym zamieszczano utwory zatwierdzone przez jury rozrastał się powoli, aż wszystkie miejscowości powiatu przasnyskiego posiadały swój limeryk.

Łącznie przesłano 2865 utworów, z czego jury zatwierdziło 312 utworów przeznaczonych do publikacji. W komunikacie z 12 lutego br. zamieszczonym na stronie www.limeraton.tox.pl/konkurs/index1.php organizatorzy poinformowali o zakończeniu konkursu.

Zgodnie z treścią niniejszego komunikatu „uroczyste zakończenie Konkursu, połączone z promocją” wydawnictwa pokonkursowego, miało odbyć się w połowie maja. Dokładna data miała zostać podana na stronie konkursowej, a laureaci dodatkowo mieli zostać powiadomienie mailami.

Do tego momentu wszystko wydawało się klarowne i nic nie zapowiadało jakichkolwiek problemów.

Później nastała długa cisza... nosząca znamiona wręcz ciszy przed burzą.

Minął maj i organizator nie skontaktował się z laureatami (a przynajmniej z ich częścią), minęła połowa czerwca a cisza trwała nadal. Na stronie www konkursu również nie pojawiała się żadna informacja. Ciszę przerwała korespondencja wysłana drogą tradycyjną, za pośrednictwem Poczty Polskiej. I to wówczas okazało się, że zaproszenie do jednych dotarły w ostatniej chwili, do innych po czasie, a do niektórych wcale.
Finał konkursu „Przasnyskiego Maratonu Limerykowego” i promocja „Limerykowego atlasu powiatu przasnyskiego” odbyły się 15 czerwca br., a więc niebawem po zakończeniu strajku części pracowników Poczty Polskiej. W taki sposób część z laureatów o finale dowiedziała się po terminie, w którym się on odbył.

Organizator wiedząc o strajku Pocztowców, bo trudno było go nie zauważyć, zdecydował się na powiadomienie uczestników korespondencją tradycyjną, co niezgodne było z informacją podaną przezeń 12 lutego br. W taki sposób dokonał oszczędności – tylko czy były one warte niesmaku, który zapanował pośród laureatów?

Każdy z laureatów, biorących udział w finale konkursu miało otrzymać łącznie pięć egzemplarzy wydawnictwa pokonkursowego, natomiast laureaci niebiorący udziału w konkursie, mieli otrzymać zaledwie po jednym egzemplarzu autorskim tegoż wydawnictwa. Brak informacji wysłanej z wyprzedzeniem o terminie finału i promocji „Limerykowego atlasu powiatu przasnyskiego” została przez część laureatów odebrana jako obawa organizatora, by przypadkiem nie było konieczności ofiarowania zbyt dużej ilości wydawnictwa pokonkursowego, gdyby zbyt duża liczba uczestników dotarła do Przasnysza na finał konkursu.

Uczestnicy zaczęli pisać listu do Miejskiego Domu Kultury (jednego z organizatorów) w celu wyjaśnienia, dlaczego nie zostali powiadomieni w terminie o finale i dlaczego zmieniono sposób komunikowania się z nimi, skoro sam organizator wybrał uprzednio korespondencję elektroniczną.

Także laureaci zaczęli między sobą prowadzić rozmowy i okazało się, że organizator nie odpowiada na korespondencję, próbując przeczekać powstałe zamieszanie. Burmistrz Przasnysza, jako organ nadrzędny w stosunku do Miejskiego Domu Kultury też nie znajduje winy swych podwładnych i odsyła zwracających się doń do pracowników Miejskiego Domu Kultury, którzy ignorują korespondencję laureatów.

Czy naprawdę ręka... rękę... umyje?
Czy naprawdę instytucja kultury zamierza pokazać czym jest kultura?
Może tak.
I może z czasem przekonamy się, że jest ona samowolą parających się zawodowo kulturą. A brakiem jej jest dopominanie się, by co obiecano, realizowano. Więc skoro organizator nie zastosował się do ustalonych przez siebie obietnic, to powinien ponieść tego konsekwencje.

Choć przysłowie głosi „...poeta... głowa nie ta”, to może się okazać, że ignorowanie osób, których utwory zamieszczono w „Limerykowym atlasie powiatu przasnyskiego” przyniesie Przasnyszowi doskonałą kryptoreklamę – miasta, gdzie traktuje się Ludzi jak śmieci!




+ - 1

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Beata Parchem

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0