iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Książki
+ - 0

Wielkie Puzle

14 05 2009 "Cyberius" czyli Zee Jop Artykuł był czytany 1902 razy
Źródło: C:Documents and SettingselinaPulpitpuzzle.jpg
Źródło: C:Documents and SettingselinaPulpitpuzzle.jpg

Jest to moja pierwsza powieść internetowa w odcinkach,
a powstała, niejako wyłoniła się z opowiadania "Opowieści Wojennego lasu", -pierwszego opowiadania jakie napisałem, i jakie opublikowałem. W "Ithinku" właśnie.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych


WIELKIE PUZLE

[jest to moja pierwsza modernistyczna powieść internetowa, i powstała z pierwszego opowiadania jakie napisałem i następnie opublikowałem. W "Ithinku" właśnie ]



I tak Kabalistyczne Drzewo Świata rozpadło się, niby Kosmiczne drzewo na niebiańskiej równinie Weli.
Rozpadło się pod ciężarem Korony, ale czy mogło być inaczej?
Przecież drzewo jako nawet najbardziej subtelna struktura, nie jest czymś absolutnym i ostatecznym, a złożone jak i cały wszechŚwiat z Świętowitowego "lepidła" substancji budującej go niby drobinki światła, albo cegiełki tworzywa Arystotelowskiego "hyle'

Tak zresztą jak i rozpadają się słowa opisujące go, bo lepimy za ich pomocą niby z plasteliny świat znaczeń, a potem na powrót plastelinę łączymy w bezkształtną kulę, lub w inne nowe próby opisu, tworząc w ten sposób "Wielkie Puzle"
w swoim bardziej subtelnym świetlistym wydaniu, jak i tym drugim, widzianym przez znakomitą większość odrobinę kanciastym i topornym....
Rozpadł się też domek z kart iluzji i wyobrażeń, w którym przyszło mi przez lata mieszkać...


Siedziałem na niewygodnej ławce prawie dwie godziny a samolot spóźniał się z powodu mgły, i zabawiałem z samym sobą, zajmując umysł rozważaniami, i przypominając rytualne czynności powtarzane przed prawie każdą bramką, a zaczynające się od zdejmowania ciężkich butów "harleyów" z metalowymi okuciami, potem paska z grubą metalową skuwką, i wszystkiego żelaznego, czego miałem na sobie sporo,

... a i tak gdy przechodziłem przez bramkę ta dzwoniła, a to ze względu na kulę której odłamek nieszczęśliwie, albo szczęśliwie utkwił mi niedaleko serca. Woląc przyznam nie prowokować losu, nie wyciągałem go, niech tam sobie leży myślałem, jeśli od tylu lat nic poważnego ze zdrowiem się nie dzieje.


Znowu zadzwoniło, pomyślałem, przeszedłem, powiedziałem, i zrozumieli, wystarczyło.

I nawet rewizji mi nie zrobili , choć bagaż przeszukali i przegrzebali mocno, nie napisze przetrzepali, bo nie lubię tego powiedzenia, nie lubię też w ogóle używać wobec ludzi formy bezosobowej, tu natomiast dla większej przejrzystości pozwalam sobie skracać zdania i używać myślowych skrótów.


Trochę śmiesznie to wygląda, jadę na wyspy w poszukiwaniu zagubionego rękopisu, który rzekomo spłonął w Powstaniu warszawskim, razem z Kaledarzem WIślickim, a tu podejrzewają mnie o jakieś próby wywiezienia starych druków, kiedy ja chce je właśnie przywieźć. Nie te, inne, a chodzi w ogóle o fakt przywiezienia.


Babcia skomplikował mimo woli sytuację, ale nic się strasznego nie stało. Dlaczego Babcia mimowolnie skomplikował sytuację? Otóż, w czasie gdy został wyrzucony za notoryczne śpóźnialstwo, a może i pijaństwo, choć do pracy nie przychodził pijany nigdy, to jeszcze jakby było mało , znalazł się w kręgu podejrzanych o kradzież Izydora z Sewilli i "Kosmographji" Ptolemeusza, a ja i cała grupa znaleźliśmy się na LIŚCIE potencjalnych przemytników dzieł sztuki


Babcia stał się jednym z podejrzewanych, bowiem zamiast grzecznie wracać do domu po pracy, -kręcił się- jak twierdzili niektórzy pracownicy biblioteki -do późnego wieczora-, aby wtedy gdy po południu zamykano magazyn -mógł bezkarnie buszować wśród inkunabułów-, czyli starych ksiąg -zabierając co lepsze-.

Dowodem według nich miał być fakt że widziano go jak siedział w czytelni razem z Galileuszem, a nawet jak chodził z nim trzymając go pod pachą. Jedna ze sprzątających pań opowiadała nawet jak -widziała Babcie wchodzącego wieczorem po zamknięciu czytelni do Jagiellonki razem z jakimś podejrzanym ubranym na czarno człowiekiem-, i to mógł być właśnie -jak ona twierdziła -Galileusz-... Na pytanie co robiła o tak późnej w bibliotece, nie odpowiedziała


A Babcia, mógł swoja drogą chodzić z Galileuszem, a nawet siedzieć nad nim w czytelni. W czytelni siedział bo lubił książki, a dwa, bo nie chciał wracać wcześnie do domu. Lubił też Galileusza i Giordano Bruno, -to byli jego idole z czasów dzieciństwa i mógł czytać jakieś xero albo nowsze wydania


Przy okazji, zamki do Komnaty ze starymi księgami, a jak to mówił Babs do Świątyni ze starymi księgami mogło bez trudu otworzyć każde dziecko, praktycznie w sposób nie zauważalny.


Ja też jestem poza wszelkimi podejrzeniami, do Jagiellonki nie chodziłem, i nawet nie miałem odwagi przestąpienia tej świątyni, mając w pamięci pewną niezbyt miłą sytuację kiedy to zostałem wypędzony z katedry wawelskiej. Chcąc się pomodlić przy grobach naszych króli usiadłem koło Jagiełły, co widząc jakiś pilnujący katedry pan powiedział: tu się nie śpi, my tu zarabiamy pieniądze," i dalej jakby na pożegnanie: "to nie dla takich miejsce jak pan"

No cóż nie chciałbym być też przegnany z biblioteki jagiellońskiej, dlatego tam po prostu nie chodzę. Na Wawel też staram się od tego czasu jakby chodzić rzadziej



Nie znaleziono przy mnie Izydora z Sewilli, ani Ptolemeusza, jak żartowałem później jechałem na wyspy sam, no może oprócz paru rzeczy, ubrań, noży, bambusowych kijów, i z dziesięciu paczek tytoniu, marki "Kasablanka" "Szlachecki" i "Drum" - w strefie Drum kosztuje coś koło dziesięciu złotych. A tytoń mi się przydał, gdy nieoczekiwanie zbiedniałem....

A szkoda że nie jechał ze mną Ptomeleusz, ani Galileusz, przydali by mi się na pewno. Nie zabrałem też niestety "Brewiarza dyplomatycznego" Baltazara Gracjana, także by mi się z nim "spotkał".


Siedzę i czekam na samolot który się spóźnia. Niedaleko widzę dziewczynę o ciemnej karnacji skóry. Latynoska myślę, albo portugalka. Dziewczyna śpiewa piosenkę


-Hej to ja

to twoje serce

otwórz mi, ja pukam do ciebie


hej to ja, Mi łoość

otwórz mi

i nie uciekaj przede mną


Hej człowieku nie wstydź się mnie

.....-

Zasypiam. Wkrótce budzi mnie głos

-samolot linii...numer-

wstaję, zabieram powoli plecak i kieruję się na odprawę

O dziewczynie zapominam, a ona gdzieś niknie. Czy w ogóle była?



---------------------------------------------------------------------------------------------




-modernistyczna powieść w odcinkach


Stało się, nie wiedziałem jeszcze wstając rano z łóżka jak potoczy się dzisiejszy dzień, i ile niespodzianek ze sobą przyniesie. Ale że to w nowy rok? -który, według naszej starej tradycji i obyczaju świętowany zresztą od pradawna wśród wszystkich Słowian, jak i Celtów, bo ta noc przesilenia jest ostatnią nocą starego roku.


Gody uświetnił koncert zespołu "Chińskie Staniki", robiącej podobno furorę formacji krakowsko-katowickiej. Nic specjalnego, miła wpadająca w ucho muzyka, i proste teksty, do tego pulsujący rytm. Po nich wystąpiła gwiazdka lokalnej sceny muzycznej "Rewelacja", a na koniec "mistyczny teatrzyk ludzi nikomu niepotrzebnych -Jazobel".


Ta całkiem ciekawa grupa teatralna łączyła elementy tańca i śpiewu, z mitami Drzewian, i Łużyczan, a wszystko to podane było w dość przystępny i łatwo przyswajalny sposób, i nie był to odgrzany po raz kolejny siermiężny nieświeży folklor.

Podczas spektaklu na przedzie sceny tańczyła Ewa Kuacja, jak zwykle cała ubrana na czarno i z pomalowanymi na rudo długimi rozwianymi włosami wyglądała trochę jak wodna nimfa.


Rozmawialiśmy potem przez chwile, Ewa Kuacja miała razem ze mną i kilkoma innymi znajomymi osobami stworzyć teatrzyk poetycki, ponieważ wystawić chcieliśmy mój "Poemat pogański" na kopcu Kraka w maskach i w ogóle stylizowany na prapolskie "trzyzny",

a nad Wisłą , niedaleko Wawelu spektakl poetycki "Kocham Kraków' W wieczornej scenerii z pochodniami i palącym się wielkim ogniskiem- będący zbiorem moich wierszy o Krakowie. Nic z tego niestety nie wyszło, Ewa znalazła się w stanie jak to ona nazywała beznadziejnej egzystencjalnej rozpaczy, co jej się czasami zdarzało, i trwało dłużej albo krócej. a zazwyczaj dłużej.

Było też także sporo alkoholu, dobrego czerwonego wina, likierów koniaku i miodów,.... Impreza skończyła się nad ranem


Aha, spektakl zespołu totalnego Jezobal, rozpoczęła poetycka introdukcja, przy całkiem zgaszonych światłach ubrana na czarno Ewa w masce na twarzy i z gałązki "wplecuionymi" w ramiona recytował przy rytmicznym dźwięku werbla:


"bje bębąn, i wje wioter, swieca lioska

cały wogrod swiecia launa

i sliwajna, i joblunia, wrech i wulsa,

wąsenaica

a na nebe lietaju patinac,

kitnie brotka i paproca kjot,

otwórz wioknu moja nenka, w nocu w miogle

w świetle tańczy cały świat...'

otwórz serdce, zaiwotak, moja nenka

moja sestro, maia nenka..."

[lub coś w tym rodzaju, w każdym razie bardzo romantyczne]


Ale do rzeczy, zmęczony i niewyspany wstałem rano, nie sam, obudzony przez uporczywy dzwonek telefonu i tu taka bomba!, zamiast porannej kawy czekała na mnie niespodzianka




. Zadzwonił Maurycy, i. wiem że od dziś będę pisał książkę.

Stanisław.

Poznałem go na tym zagubionym końcu świata, jak dwóch polaków może się spotkać gdzieś na antypodach, gdzieś na dachu świata, gdzie nawet nie wiadomo w jakim języku ludzie mówią, jakiej rasy są, i nie wiadomo nawet czy jest bliżej do Boliwii albo Peru, w każdym razie cienie rzucane przez Andy zakrywają świat , pogrążony jakby w wielkim cieniu, niemy i milczący.

A czas płynie wolno, i wolniej, jeśli w ogóle płynie. Ludzie spędzają większość swoich dni w barach, lub w ich okolicy, żują liście koki, i nieruchomo stoją w stanie jakiegoś zatrzymania, także nie wiadomo nawet czy jest to stan pogłębionej percepcji, czy marazm i półsen.

Stasio chciał by wrócić za wodą, jeśli nie do Nowego Yorku to przynajmniej gdzieś na dach świata, który przypominał mu, podobnie zresztą jak i mnie Tybet. Pijaczyna i nieudacznik [były], zakochany w metysce, i ja też trochę zakochany w pięknej kobiecie, bez wzajemności


a kobiety musicie wiedzieć, na południu mieszkają wyjątkowo piękne, i niezwykłe.

I skoro zaspokoiłem ciekawość moich szanownych przystąpmy więc do rzeczy,...

Ale książka. Aha, ale wcześniej napisze chociaż parę słów, o moich bohaterach, i nie pytajcie który z nich jest postacią autentyczną, a który częściowo, mniej, albo nawet wymyśloną.


Babcia.

mógłbym opis jego postaci rozpocząć od słów; -Pozwólcie że się przedstawię, mam na imię Babcia-. Ale tak nie napisze o nim.


Babcia niewłaściwie zrozumiał buddyjskich nauk, jakich stał się w przeszłości szczerym i gorliwym wyznawcą. Nawet naprawdę trudno powiedzieć czy przyczyna nie pojawiła się aby wcześniej. Babcia bowiem uważał, że musi być grzeczny i miły wobec wszystkich. Bo może przyczyna tkwiła gdzie indziej, w jego dzieciństwie, przepełnionym dziwną a niebezpieczną mieszanką socjalizmu i chrześcijaństwa, która to jak twierdził później była mieszanką wybuchową, niszczącą osobowość ludzką i charakter, a najbardziej zaś jego wole .Eksplodującą co jakiś czas i niszczącą go.


I tak czasami wyglądał, jak człowiek po eksplozji i rozerwaniu. Pozbawiony woli, i płynący na falach wody życia, unoszący się na niej bezwolnie jak liść, to znów opadający, niby drewniany patyk, i tego drugiego było bez wątpienia więcej. Mawiał często -socjalizm jest złem, a socjalizm chrześcijański jest złem absolutnym....-

Zazdrościł mi też zazwyczaj o dziewczyny z którą byłem akurat związany.


Tak też się stało kiedy przyszedł do mnie po raz pierwszy, gdy po niezłej pijatyce wskoczyłem na stół, ciagnąc też na górę, moją kilkudniową Bośniaczkę Kwiete. Kwieta twierdziła ze jest Serbką, choć nie wiedzieć czemu uważałem ją za Bośniaczką, co zresztą oprócz precyzyjnego nazywania rzeczy po imieniu, czyli takimi jakie są, nie miało większego znaczenia

Od serbki-bośniaczki Kwiety dostałem w każdym razie w prezencie słynny bałkański przebój, o nieznanym mi tytule, [którego nie znam do dziś, a kilka miesięcy później stał się przebojem radiowym]. W takt jego muzyki tańczyliśmy z Kwietą na stole, a niżej Maurycy, Babcia, piękna Anastazja, i Stanisław, wykrzykując co chwile:


"Dis ko dis ko par ti zany, ..Par ti zany...par tizany".


Zupełnie tak jak wtedy, w górach świętokrzyskich podczas słynnej imprezy pod Skowronnem, [a opisałem je w następnej książce*], kiedy to po pięćdziesięciu latach, zbrataliśmy ze sobą skłócone, wsie, i rodziny, jak powiedział jeden z dawnych partyzantów, -wyszliśmy na chwilę z lasów, opuszczając swoje posterunki, i stanęli na chwile na wiejskim placu, a na straży gór został tylko Emeryk- .


Po tylu latach razem tańczyli obok siebie byli partyzanci narodowych sił zbrojnych, batalionów chłopskich, a stare wojskowe kurtki i skórzane płaszcze fruwały w powietrzu jak na rokowym koncercie.

W atmosferze braterstwa, zwolennicy armii krajowej obejmowali się z tymi z armii i gwardii ludowej przepijając do siebie [nielegalnie do baru wniesiony] bimber.


Było tak głośno, że aż przed barem zatrzymał się miejscowy ksiądz pleban, i wysiadł z auta, aby zobaczyć co się takiego w barze dzieje. Gdy ksiądz wszedł tańczyliśmy wszyscy z butelkami win owocowych, albo kuflami piwa w rękach, a jeszcze inni nie kryjąc się już popijali z butelek pędzony w leśnych kryjówkach bimber...


Patrzył, stał przy tym bardzo długo i milczał, ale w pewnym momencie, nie wytrzymał, zapytał oburzony drżącym ze zdenerwowania głosem..- i co nie wstyd wam tak chłopy w post tańczyć? przecie to jest grzech-. Na co Babcia groźym głosem odpowiedział mu: -my tańczymy tylko w piątki , i mięso jemy tylko w piątki proszę pana, i pijemy też tylko w piątki- Ksiądz zdegustowany wyszedł


W dowód przyjaźni, dostałem od jednego z partyzantów kilka granatów, powiedział -weż, przydadzą, ci się -za granaty podziękowałem i schowałem je, do kieszeni. Co mało zresztą nie doprowadziło do małej eksplozji, kiedy Kwieta prała moją kurtkę, nie sprawdziwszy wcześniej co jest w środku, dopiero gdy paląc w łazience papierosa, usłyszałem jakieś regularne trzaski w bębnie pralni, zaskoczyłem o co chodzi, błyskawicznie wyłączyłem pralkę, a granaty schowałem do wielkiego pudełka ko kawie albo cukierkach, -obok którego teraz siedział niebezpiecznie znudzony Babcia

Wtedy papierosy uratowały nam życie


Ale wracając do mojego domu, Babcia był zazdrosny o moje dziewczyny i o Kwiatke też, uważając ze lubię je często zmieniać, a mogę sobie na to pozwolić bo mam wśród nich powodzenie. Nie było tak, było zupełnie inaczej, a nawet zupełnie nie , raczej jak u Głodomora Kawki, nie znalazłem kobiety której szukałem, choć lata mijały i robiłem się coraz starszy, a kobiety które poznawałem dość szybko zauważały że nie jestem niestety mężczyzną którego szukają.....


Tańczyliśmy więc na stole, a Babcia patrząc na Kwiatka, przypomniał sobie o swojej ostatniej dziewczynie z którą niedawno się rozstał, i zrobiło mu się smutno.....



Siedział skulony, a właściwie zgarbiony na krześle i przeżywał. Bolało go , jak mówił wszystko, serce, ciało, i dusza. Bo przypomniał sobie jak napisałem, swoje spotkanie z nią, kiedy to schorowany pojechał ją odwiedzić do miasta w którym mieszka. Nazwijmy to miasto Tarnowem, choć nie chodzi o Tarnów, bo równie dobrze moglibyśmy nazwać go w książce Katowicami, Gliwicami, Opolem albo Jaworzną. Czekał na nią jak zwykle na dworcu, niecierpliwiąc i przestępując z nogi nogę w cudacznym garniturze od kuzyna, a ona spóźniała się jak zwykle, a gdy w końcu przyszła, i do niego podeszła, powiedziała mu tylko:

-jesteś za gruby i masz brzydką cerę, a poza tym to się śpieszę-, i po czym odeszła, Taka była ta miła, delikatna i z wyglądu urocza osóbka, jaką się przynajmniej wcześniej wydawała, i z takim ostrym żądłem!.... A Babcia?....No cóż, zrobił się jeszcze bardziej chory, jeszcze starszy i cięższy, i jeszcze wolniej niż zwykle szedł, a właściwie wlókł za sobą ciężkie jak z kamienia nogi i utykał..

Jak opowiadał potem, w jednym momencie zacisnęło mu się serce, ścisnęło się jego ciało i ścisnęło serce, ścisnęła się też chyba jego dusza. Od tego czasu nie wychodził już prawie z domu.


Dwa razy, powiedział -czułem komórki własnego ciała, pierwszy raz gdy znalazłem się w wojskowym szpitalu, i przez pomyłkę zażyłem, nie te co trzeba i na dodatek przeterminowane leki, czułem wtedy jak umiera moje ciało, komórka po komórce, i gaśnie w nich w jednej po drugiej światło życia, a dusza, lub esencja życia, opuszcza ją, i te coraz bardziej puste, czarne komórki przypominały ciemną kosmiczną przestrzeń pomiędzy gwiazdami. A drugi raz właśnie wtedy-


Dzwoniła jeszcze do niego czasami, opowiadając z kim spędza święta, albo że z koleżankami wybiera się na Sylwestra do Zakopanego... a on tak leżąc sam w łóżku i w łóżku samotnie spędzając czas, czuł się jeszcze bardziej chory, a serce bolało go jeszcze mocniej, i jego stawy robiły się jeszcze bardziej chore.


A on stawał się coraz grubszy i grubszy, z każdym dniem coraz starszy i starszy aż zostało mu tylko radio Maryja, i stare schorowane kobiety wydzwaniające w nocy, na przemian z bezrobotnymi i bezdomnymi, modlił się wtedy za nie, i razem z nimi, tak że prawie na powrót został katolikiem. Jednym słowem waliła w niego jak w bęben, albo w worek treningowy

[aż do czasów Glasgow, ale nie wyprzedzajmy faktów]



Babs miał zresztą często takie fatalistyczne podejście do życia, a w chwilach depresji i rezygnacji jednym z jego ulubionych powiedzonek, jakby mottem, było:

- tu nikt ci nie pomoże, tu ci nikt nie pomoże, jeżeli nie masz siły to znaczy że miałeś po prostu pecha-, i wyglądało to w praktyce mniej więcej tak; -Słuchaj Zee, jeśli nie dajesz już rady i nie masz siły żeby iść, to tu nikt ci nie pomoże, jeżeli nie masz siły to znaczy że miałeś pecha, i odpadasz z gry-.


Dobrze jeśli w ogóle używał powiedzonek, bo chwili większej depresji albo gniewu, zamykał się szczelnie i nie był w stanie niczego powiedzieć. on się po prostu zaklejał. Chociaż twierdził, i może to było zgodne z prawdą, że między nim a światem nie ma żadnych granic, to jednak jak łączność ze światem za pomocą słów była niemożliwa, -był zakorkowany jak butelka, i z zaklejonym gardłem . Ja też zresztą też się tak czasami czułem jakby między mną a światem nie było żadnych granic, i jakbym urodził się bez skóry, tak przynajmniej odbierałem płynące do mnie impulsy z zewnętrznego świata.


Ale podczas tej pijackiej imprezy ze stołem i "Partizanami". Wtedy myślał że Kwietka jest poważną i wyjątkową dziewczyną. A cóż Kwietka jak Kwietka była miła w. Podobnie jak jej koleżanka Macedonka, z którą się przyjażniła, Lubica.



Jak skończyła się moja znajomość z Cwietą?, -bardzo prozaicznie, kiedyś w jej obecności zajrzałem do jej torebki, i wyciągnąłem paszport bo chciałem dowiedzieć się w końcu czy jest Bośniaczką czy Serbką, wyszarpnęła mi go zdenerwowana, a muszę powiedzieć ze nie lubię nikogo szpiegować, ani podglądać, nie lubię też grzebać w niczyich dokumentach, została mi po niej "bałkańska" płyta pirat, i trochę nie dopitej rakijki, oraz wspomnienia.


Naprawdę skończyło się już wcześniej gdy pewnego ranka zaśpiewałem jej piosenkę

"Powiedz mi Kawko, Kto będzie panem młodym

kto będzie panią młodą,

stary gawronie nie będziesz panem młodym

nie będziesz panem młodym,"

z łazienki tymczasem Lubica i zaśpiewał mnie więcej to samo:

Dla Ciebie czarny Kruku,

nie będe panią młodą

nie będe panią młodą..."

Zrozumiałem.


KLUB ZŁMANEJ DUSZY

W moi małym mieszkanku, mieścił się klub złamanej duszy. Przychodziły do niego jak na pogotowie psychologiczne wszelkie złamane dusze, a czasami dziwiłem się ile złamanych dusz może się pomieścić w moim małym mieszkanku.

W większości byli to dawni punkowcy, narodowcy i anarchiści wyznania chrześcijańskiego, buddyjskiego lub pogańskiego, co zresztą się często zmieniało, i po wielogodzinnych dyskusjach, ciągnących się miesiącami jedni przekonywali drugich do swoich poglądów i niejako zamieniali się rolami i miejscami. Oprócz Baby, Mamci i Stana, przychodził tez pajac Bepe, nazywający siebie Bezpartyjnym Buddystą, i tak na niego już wkrótce mówili prawie wszyscy znajomi. przychodził do czasu gdy jeden z jego znajomych lub kuzynów załatwił mu ważną pracę w administracji rządowej

Był też klub tajemny złamanego serca. Ale nie dla wszystkich, o jego istnieniu wiedzieli bowiem jedynie nieliczni


Wracając jeszcze do Stanisława, który z tej grupy nieudaczników, i życiowych wykolejeńców i rozbitków, był najbardziej konkretny i zorganizowany. Przypomniałem sobie jak pewnego razu zaszedłem do Stanisława do domu, a on stał w łazience przed lustrem, i robił sobie lifting, o nie taki czysty i dbający o siebie nie był, możecie być spokojni,. Dziewczyna z którą aktualnie był związany zmuszała do tego> Stał więc na środku łazienki cały czerwony na twarzy i robił sobie lifting, paląc przy tym papierosa, zaśmiałem się bo mnie także A. gdy byłem z nią jak mi się przynajmniej wydawało, zmuszała mnie do tego samego, i też grzecznie i posłusznie robiłem sobie lifting twarzy, paląc przy tym papierosa.

Mało tego kiedyś pomyliłem tuby, i zamiast użyć liftingu do twarzy, użyłem liftingu do stóp, a grube opiłki, kawałki pumeksu weszły mi do oko na które nie widziałem kilka dni...

----------------

* wolna interpretacja znanej drzewiańskiej piosenki, prawdopodobnie pozostałości z dawnych przedstawień teatralnych [ "trzebów" albo "strawy", lub może "Godów", generalnie jakiś igrzysk urządzanych na część przodków przez lechitóów],

i często do będę do niej wracał, parafrazując ją






denerwował mnie ten cymbał BePe, dzień później po bałkańskiej imprezie, na której piliśmy rakijke przywiezioną przez Cwietke, koledzy siedzieli skacowani i zmęczeni przy stole, a Babcio był wyjątkowo osowiały.

i ten cymbał zaczął się znów wymądrzać, gdzie był i z kim,....potem zaczął opowiadać o swoim nieudanym wyjeździe do Bangkoku, kiedy to człowiek pobierający pieniądze za hotel okazał się oszustem. No i i co się stało zapytałem grzecznie. A nic, odpowiedział bezmyślnie, wynajęliśmy hotel w innym miejscu i zapłacili jeszcze raz. -podatnicy i tak pokryją koszty. I nie wstydź ci aż krzyknął prawie z oburzenia Babcia. A to jeszcze nic żebyś widział jakie cyrki odchodzą. Znajomy nawet na pogrzeb papieża wziął delegacje, a za wszystkie zabawy, i kolacje, podróż samolotem do Rzymu i hotel zapłaciły biedne staruszki, znaczy się podatnik, -podatnik zapłaci za wszystko dodał, i tak by zresztą nie wiedział co ma zrobić ze swoimi pieniędzmi, jeśli oddaje je na przechowanie nam


. Przecież wszyscy tak robią, co ty stary, nie denerwuj się. Moi koledzy libertarianie trzęśli się ze złości, najbardziej zaś ze złości trząsł się Stanisław mający biedną i chorą matkę....


Żartował też sobie z Babsa, "że przecież nie ma problemu, jak pójdzie siedzieć za książki których nie ukradł, wyjście z więzienia, przynajmniej w Krakowie kosztuje góra dwadzieścia tysięcy złotych, i on może się podjąć mediacji, a nawet pośredniczyć, jakby co"

I dodał jeszcze, "winien nie winien, na wszelki wypadek, siedzieć powinien, no takie mamy prawo", po czym odszedł, a z jego marnego dowcipu nikt się nie zaśmiał


Potem oburzony Stanisław mówił nam że nawet za piętnaście tysięcy można już wyjść z więzienia, a tak przynajmniej gdzieś słyszał



...sporo o dawnych obyczajach i wierzeniach mówi "Katalog magii Rudolfa" spisany na południu śląska, zapewne przez Niemca, który nie znał naszych obyczajów i pradawnej religii, -otóż spisywał on, obyczaje panujące w okolicach wiślańskiego grodu Raciborza, a jak byśmy dzisiaj powiedzieli Wojennego Lasu. Wojenny Las, lub jak kto woli Wojenny Bór, był jednym z ważniejszych grodów czołowych, wystawionych do obrony przed hunami a potem Awarami, tych grodów trzeba powiedzieć w tamtej okolicy było więcej, bo i Wiślica póxniej pomylona, nie wiedzieć czemu z tą drugą większą, gdzie morawski pan chciał nam narzucić swoją nową wiarę, i siłą ochrzcić lokalnego księcia, a działo się to zapewne w czasach gdy nasze wiślańskie państwo rozpadło się na niezależne od krakowskiej władzy rodu potężnego króla Kraka, -maluteńkie księstewka.


Był też i Włodzisław, Cieszyn, i inne duże grody po obu stronach gór. Do naszego Wojennego Lasu w tamtych czasach, przybywali uciekinierzy z sąsiednich krajów, którym awarska władza zbrzydła, i poszukiwali wolności jak ryba wody. Przybywali więc do naszego ludnego miasta, Czesi, Morawianie i Słowacy, a i zdarzali się też Niemcy. My przygarnialiśmy ich wszystkich i przyjmowali do naszego plemienia poprzez tajemne rytuały na świętych górach, a gdy nie starczało miejsca, udawali się dalej do Igołomi, Miejsca Łamania Jarzma, gdzie buntownicy w półwojskowym obozie ćwiczyli się nieustannie w sztukach walki, i wojennej strategii, aby gdy tylko nadejdzie odpowiedni moment i czas, wywołać przeciw Awarom powstania i stanąć na czele buntu.


Trzeba powiedzieć że Nasz Pan z domu Kraka, pomagał im jak mógł i przygarniał pod opiekuńcze skrzydła jak własne dzieci. Jeszcze inni udawali się do miast schronienia leżących na ziemi Lutyków czyli wilków, zważając po drodze, bo jak wiemy nie wszyscy książęta byli nam przychylni, oskarżani o spiskowanie z ludem niemych, i kapłanami nowej wiary, obcej dla nas i dalekiej, bo przecież jak świat światem to wierzenia naszych ludów pochodziły ze starego pnia Pierwszego Królestwa Ariana Wedzy, tej naszej prastarej pierwotnej kolebki, podobne były, aż od dębów druidów począwszy i zielonej wyspy, po dalekie kraje za stepami, gdzie sporo z naszych ludzi pozostało, a niektórzy stopili się nawet z dalekimi żółtymi ludami, przedziwnymi ludźmi małego wzrostu, o żółtej skórze. Nauczyli ich też wiele i oni sporo nam zawdzięczają, o czym mówią Arabowie, żydzi, albo i wikingowie handlujący z nami na potęgę, czym się tylko da...


-i w tym momencie, trochę ni z gruszki, ni z pietruszki, wpadł mi pomyśl na opowiadanie, otóż w jednym z państw zwycięża pajodkracja, i panuje Pajdokratyczna Republika ludowa, w tej republice rządy pozornie sprawują dzieci, wydają dekrety i ustawy z pozoru słuszne, ale tylko w teorii bo praktyczne wygląda to wszystko zupełnie inaczej. Naprawdę rządzą ci którzy pociągają za sznurki i sterują małymi przywódcami, "królem Maciusiem" i jego ministrami, manipulując kim się da i czym się da. Te rządy nazywane są też przez sąsiadów głupotokracją, bo są wyjątkowo głupie i szkodliwie dla mieszkających w państwie ludzi, ze swoim przymusowym dobrem dla wszystkich, nieznośnym i niestrawnym. Bo dewizą tego państwa jest doktryna, której słowa brzmią : PRZYMUSOWE DOBRO DLA WSZYSTKICH, i przymusowe szczęście!.


Nie mówię tu o republikach dziecięcych złożonych w całości z dzieci, w których dzieci same pracują, zarabiają na siebie i sobą rządzą, bo takie przypadki znamy, -a daleko nie szukając moja babcia wychowywała się właśnie w takiej małej "republice dziecięcej". Podczas zarazy, zmarła cała bliska rodzina, dorośli, a zostały tylko dzieci, a ona będąc najstarsza stała się głową domu. Sami więc uprawiali kawałek ziemi, za pomocą konia orali ziemię, sprzątali, gotowali, prali, podejmowali najważniejsze decyzję dotyczące ich życia, i gospodarowania środkami.


Przyszedł mi też do głowy pomysł na książkę, o państwie rządzonym przez błazna, swoistej demokratycznej monarchii, czyli demarchii, w której na głowę państwa ku uciesze i zabawie ludu wybierany jest błazen, spośród wszystkim błaznów królestwa, a także błaznów zagranicznych. W wyniku wyborów dożywotnim królem zostaje błazen, i jemu podczas koronacji nałożona zostaje korona królewska na głowę, przy wygłoszeniu formuły, : "błaznuj nam długo a szczęśliwie, błaźnie królu, wśród śmiechu i wygłupów.."

I błaznuje im długo a czasami nawet chyba i szczęśliwie, w co jednak raczej wątpię. Idee "Błaznokratycznej Demarchi" - bo tak nazywa się państwo roznoszą się jak nasiona dmuchawca po świecie.

W tym państwie wszystko jest odwrócone, podobnie zresztą jak w Pajdokratycznej Republice Ludowej....





Bezdomność w Glasgow

-odcinek trzeci


---------------------------------------------------------------------------------------


Poczułem się trochę zmęczony, i postanowiłem odłożyć czytanie opowieści Żelaznego Wilka z Wojennego Lasu, zwanego też przez wtajemniczonych Mistrzem Wilkiem, na potem, i położyłem bezcenny rękopis na stolik, a swoją drogą opowieść była napisana nieciekawie, a może kiepsko przetłumaczona z łaciny,

i przed oczami pojawiły mi się obrazy z czasów mojej bezdomności w Glasgow. Jak do tego doszło, opowiem Wam o tym za chwilę, ale wcześniej parę słów o wylocie do Londynu......



-Zrozum-, mówił dalej cymbał Bepe, -oni by sobie bez nas nie dali rady. Oddają nam na przechowanie swoje pieniądze z którymi nie wiedzą co zrobić, a my nimi gospodarzymy. Należy nam się coś za to no nie-.... Po czym nie czekając na to co powiemy, odwrócił się lekko na pięcie i wyszedł


My zaś zaczęliśmy prowadzić rozmowę, -to może ciągnijmy karty-, powiedział trochę niby dla zabawy, ale trochę poważnie Maurycy. Ja wiedziałem kim jestem, i nie miałem ochoty odgrywać żadnej roli, poprzez zwykłe losowanie, i przypadkowe ciągnięcie kart, ale niestety zgodziłem się. Wziąłem z pulki karty tarota, które zostawiła Cwietka, a może jej koleżanka, miła i sympatyczna Macedonka, i zaczęliśmy ciągnąć...

ciągnąłem pierwszy i wylosowałem, Świat, a potem Pustelnika, nie pozostało mi więc innego jak wybrać miejsce podróży i powoli zacząć się pakować.


Myślałem też jeszcze żeby się z tej głupiej zabawy wymigać, i choć nie lubiłem łamać słowa, to jednak nic by się nie stało.

Nie wiedziałem tez ile w tych kartach było prawdy, wariackie podróże do Argentyny, i -potem do Singapuru, następnie powrót na wyspy, i znowu na południe ameryki, a potem do Polski, i znowu przez Europę na Wyspy. Było coś jeszcze gorszego czego nie mogłem przewidzieć,

-tym czymś była karta "Pustenik"


"Samotnie idący przez życie z lampą niesioną przed sobą i oświetlający mroki i ciemności drogi którą przyszło mu samotnie podążać"......




PUSTELNIK



I oczywiście pomyliłem się. Bo wcześniej miałem do rozegrania z życiem i z samym sobą pierwszą kartę tarota, a był nią GŁUPIEC.

a zaraz po niej także chyba i Mag. Pobyt w Glasgow kojarzy mi się nieustannie z beztroskim, bezmyślnym Głupcem. I nie powiem że byłem zadowolony, dręczyły mnie bowiem wyrzuty sumienia jeśli chodzi o M. i myślałem ze tej inicjacji życia nie przeszedłem. nie byłem Orfeuszem, i nie poszedłem po swoją Eurydykę w największe głębiny i czeluści piekieł,

-choć wiedziałem że mogłem ją wyciągnąć stamtąd, a wcześniej jeszcze ożywić , tylko po co, jeśli nie kochałem jej i nic mnie z nią już nie łączyło? I druga sprawa najważniejsza, jeśli nie kochałem jej już, więc czego ona miał by ode mnie chcieć? Potrzebowała mnie do swoich celów, czyli po prostu chciała mnie użyć, jak używa sprzęt, albo meble do swoich spraw.


Podobnie było z A. gdy leżałem przez trzy lata chory, nie wstałem choćby na kolanach, aby na przykład żebrać, klęczeć pod kościołem i żebrać, jeśli nie miałem siły żeby pracować, -nie rozwiązałem niestety zagadki życia jaką mi przyniósł los, i nie ważne czy to było moje przeznaczenie, karma zapisana w gwiazdach, czy też zwyczajny przypadek. bo nie wiedziałem jak to zrobić, nikt też mi nie chciał pomóc, bo niemożliwe żeby nikt nie wiedział...Ja leżałem, a czas mijał, i nawet nie miałem pewności czy nasz na wpół tajemny związek trwał nadal, czy trwał jedynie w moim umyśle i fantazji.


Aha i mała uwaga, nie jechałem tam tylko dlatego ze tak pokazały mi karty. Tak i głupi i szalony nie byłem, aż tak nie. Jechałem tam w poszukiwaniu rękopisów na które miałem nadzieje się natknąć. Chciałem też odwiedzić kraj moich przodków, a szczególnie miejsca związane z Jesobel -jaka mi się wydawała szczególnie bliska


Spojrzałem na horoskop jaki sobie sporządziłem przed wyjazdem, Uran wszedł już w ryby, a Pluton spoglądał trochę grożnie i złowrogo ze znaku strzelca. Do tego silne wpływy Saturna.....

Byłem pełen niepokoju i obaw.



Poleciałem do Londynu....aby po różnych perypetiach znaleźć się w końcu w Glasgow. W Glasgow zdążyłem zapomnieć o sympatycznym mieście, które bardzo polubiłem. W Glasgow znalazłem jakąś dorywczą pracę, pracując na temping jak się to mówi, dochodziłem do pracy na drugi koniec miasta. Wszystko by się całkiem dobrze układało gdyby nie moja choroba. W tak dobrym atlantyckim klimacie zachorowałem na zapalenie płuc którego na dodatek nie leczyłem, potem pojawiły się problemy z właścicielem domu, ja miałem dostać pieniądze za pracę pod koniec tygodnia, ale szef się nie postarał, i miał mi wypłacić zarobione prze ze mnie funty dopiero po niedzieli, ale właściciel nie chciał niestety czekać i wyrzucił mnie na ulice.


Glasgou, -czyli chodzimy po szkle, albo po prostu "glesgolenie"


a mnie wydawało się już że prawie wszedłem na sam szczyt szklanej góry, że wystarczy tylko jedną ręką chwycić się wspomnianego wcześniej szczytu, i wtedy... spadłem, na samo dno przepaści.....



Dwie noce przespałem w parku, siedząc tak na ławce w parku razem z bezdomnymi kotami. Ze swoimi rzeczami, dużym plecakiem i torbą podróżną wyglądać musiałem naprawdę śmiesznie, jak jakiś nomad, koczownik nowoczesnej ery. A zimno muszę wam powiedzieć było nie miłosiernie, pod koniec tygodnia przyszło bowiem załamanie pogody, jakie tu się czasami przydarza, padał obrzydliwy śnieg z deszczem, i wiał okropny wiatr, nawet ukrywanie się pod schodkami, niewiele by dało, bo wiatr wraz z marznącym deszczem i śniegiem zaglądał także i tam...


Jakiś człowiek namówił mnie na spotkanie z katolickim księdzem w Glasgow, uważając że ten pożyczy mi parę groszy, potrzebnych do zapłacenia za mieszkanie. Tragiczna porażka i fatalny błąd! Upokorzenie jakie doznałem od tego człowieka sprawiło że zapomniałem o swojej marnej kondycji, zapaleniu płuc, mieszkaniu w parku i tułaniu się z tobołami których nie miałem gdzie zostawić po mieście.


A co może ze sobą zrobić chory bezdomny człowiek chyba wiecie. Może zrobić naprawdę niewiele, albo prawie nic Odpuściłem sobie czekanie i postanowiłem działać na ile choroba mi pozwoli, do wieczora więc dotarłem za miasto na wylotówkę do Edynburga, bo tam w Edim mieszkali moi znajomi, i pomyślałem że to od nich pożyczę na parę dni, tą brakującą sumę.


Łatwo powiedzieć mieszkałem przecież przy M84, o sto metrów od niej, ale jak się jest chorym i zmęczonym to wszystko wygląda wtedy trochę inaczej, i tak gubiłem się myliłem i wracałem po raz trzeci na to samo miejsce, ale w końcu wieczorem dotarłem za miasto, i zaczęło mi się robić zimniej, zimniej, coraz bardziej zimno, wiatr wiał coraz mocniej a śnieg z deszczem sypał coraz bardziej. Mnie robiło się coraz zimniej i zimniej, aż w końcu zacząłem podskakiwać, aż wykończony bardziej chorobą niż wysiłkiem upadłem na mokrą rozmytą ziemie, i zemdlałem.


Leżałem tak chyba dwa albo trzy dni, i smutne ale nikt się nie zatrzymał, pomyślałem że może mnie nie widzieli. Nabrałem jednak trochę sił i wstałem. Gdy zacząłem iść zatrzymał się samochód brytyjskiej policji i podwieźli mnie do miasta z powrotem, mili i sympatyczni ludzie.


Z Glasgow postanowiłem pojechać do Ediego autobusem który kosztuje naprawdę marne grosze, niecałe pięć funtów, cztery dwadzieścia, albo coś koło tego.

Ed'ek przywitał mnie świeżą rześką pogodą, i jasnym niebieskim niebem co w Glasgow nie jest wcale takie zwyczajne i częste.

A ja już byłem taki zmęczony chorobą i gorączką że za bardzo nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić, i co się dzieje. Najgorsze że nie mogłem znaleźć adresu, ani numeru telefonu moich znajomych do których przecież przyjechałem. Siedziałem na dworcu ubrany w trzy pary spodni, dwa swetry i bluzie bo tu było w miarę ciepło, chowając swoje wybrudzone na autostradzie buty za plecakiem.


ale cóż NADSZEDł TEN OKRUTNY CZAS kiedy dworzec w Edim zamykają a każdy "podróżny" musi go opuścić.

Stałem więc przed dworcem, bo musiałem przeczekać gdzieś do rana. Ale znowu zaczęło mi się robić zimno, dostałem chyba od gorączki dreszczy, i z tego zimna zacząłem podskakiwać. Wiem że to śmiesznie brzmi, a zapewne i wyglądało komicznie, ale było mi okropnie zimno, tak jakby moje ciało było z lodu, a w środku mnie tkwił zimny lód.


Przyszło znowu wybawianie, zemdlałem. Robiło się już chyba jasno, i jacyś ludzie delikatnie mnie szarpiąc próbowali obudzić żebym wstał i podniósł się bo właśnie otwierają dworzec, a na dworcu można k u p i ć

KAWE!!!, prawdziwą gorącą mocną kawę!, wygrzebałem więc trochę drobnych z kieszeni i kupiłem k a w e , ach co to było, jakbym jeszcze mógł palić, ale płuca nie pozwalany, musiałem się jedynie ograniczyć do kawy


-aha, i jeszcze jedno, herb miasta Glasgow, który zobaczyłem dopiero przed wyjazdem, przedstawiał.... człowieka wiszącego na drzewie i był niemal identyczną z kartą taroka "Wisielec"

Wisielec wisiał do góry nogami na drzewie, które stoi na ogromnej rybie...

nic dodać, nic ująć....



Quair



Pijąc kawę, poczułem się trochę lepiej i zaczęły mi nawet przychodzić do głowy jakieś pomysły na książkę lub opowiadanie. Bo dajmy na to pojawia się światowa recesja, i amerykańskie giełdy ze swoimi napompowanym sztucznie papierami lecą na łeb na szyje. Podobnie papierowe nic nie znaczące waluty, poza wagą papieru i urodą rysunku. Jakby tego było mało to zmowa światowych eksporterów ropy urządza blokadę ropy i gazu na rynek europejski i amerykański. O ile Ameryka ze względu na swoje zapasy i własne złoża trzyma się jakoś, o tyle w europie gospodarka upada, a na potęgi wyrastają Indie i Chiny.


W Polsce ludzie próbują jakoś zaradzić brakom ropy i surowców energetycznych, na dachach wielkich wieżowców i pomiędzy nimi budowane są elektrownie wiatrowe, lub kolet który słoneczne Zmieniają się granice państw, na przykład na wyspie Uznam powstaje wolne państwo libertariańskie do którego oprócz polaków dołączają też libertarianie z Danii i Niemiec. Na południu powstaje wolne księstwo grodkowsko-niemiodlińskie z rzekomo cudownie odnalezionym potomkiem ostatniego piasta tak zwanym Piastowiczem Samozwańcem.

Wybijają własne talary nysko-grodkowskie z piastowskim orłem a rewersie i z bratem króla Wazy , biskupem wrocławskim na awersie.

Powstaje też republika wolnych ludzi księstwa cieszyńskiego, bijąca własną złotą monetę. tu przeciwnie do grodkowian, panuje ustrój wolnościowy, a większości ważniejszych spraw decyduje zgromadzenie zwane także wiecem. Obok "Prawokracji" cieszyńskiej na południu Czesi Morawianie i Słowacy liberia reaktywują księstwo opawskie, i frydeckie, a razem te trzy tworzą rodzaj wolnego zrzeszenia, albo unii


Dla odmiany pomiędzy Piwniczną a Popradem powstaje wolna nomokracja. W Polsce wygrywa socjalizm chrześcijański, a Abramowski staje się jednym z myślicieli na którego myślach założony zostaje ustrój państwa. I stare portrety i podobizny Lenina Stalina I Engelsa przerabiane są na podobizny Abramowskiego, podobnego do Stalina na Wałęsy - tu jest najmniejszy problem, a podobizny Engelsa przerabiane są na biskupa Kusko


W praktyce rządzi kościół, wspólnie z lewicowymi intelektualistami i związkami zawodowymi, których przedstawiciele wybierani są podczas tak zwanych rad delegatów robotniczych i żołnierskich i nazywany też jest "krajem Rad" . na ulicach szaleją bojówki młodzieżowej przybudówki związkowej, wykrzykując podczas niekończących się przemarszów i wieców poparcia hasła w rodzaju -Naród z kościołem, kościół z narodem- a władza związków postawiona zostaje ponad prawem, w tym ponad prawem własności. Panuje coraz większa nędza, a półki w sklepach są puste jak dziesiątki lat temu podczas poprzedniego kryzysu. Można kupić jedynie ocet.

Za kryzys podobno odpowiedzialni są tak zwani kułacy, czyli wolni chłopi, którzy wolą sprzedawać swoje towary za wschodnią granicę, za co dostają przynajmniej jakieś pieniądze lub towar, bo w kraju panuje system rozliczeń tak zwanych spółdzielczych i nic się nie opłaca sprzedawać ani produkować.


Część polski odłączyła się i stworzyła wspólnie z Litwą i Białorusią Wielkie Księstwo Litewskie, do którego dołączyła prawie cała Łotwa, bo Liwonia, Kurlandia i Semigalia postanowiły reaktywować się podobnie zresztą wolne miasto Ryga. Z Księstwem stowarzyszyła sie też Estonia, i niektóre regiony Rosji, Pan Nowogród Wielki, i Briańsk. Za to pólnocna część Białorusi jako zamieszkała podobno przez ludność pochodzenia bałtyjskiego tworzy Republikę Krywiczan w której reaktywuje język krywiczan na podstawie pruskiego zmieszanego z językami słowiańskimi, i tym sztucznym językiem muszą mówić mieszkańcy tego kraju.


W ogóle nie jest najlepiej, wybuchają bunty i strajki podatników, brutalnie tłumione, na początku w Łomży, Iławie i Iłży, a potem w Tylawie i Tylży, a nawet w Tykocimiu, następnie przenoszą się i protesty do większych miast. A policja wprowadza między ludzi własnych agentów, stare blaszane roboty i roboty nowej generacji, tak zwane bioroboty, które mają siać niepewność i zamęt w szeregach zbuntowanych podatników.

Polska jak inne kraje wraca do swojej starej nazwy i nazywa się królestwem polskim [pełna nazwa to Socjalistyczne Królestwo Polskie], podobnie jak Czechy nazywają się teraz królestwem czeskim, choć nie są to wcale królestwa, Polska tworzy też federację z coraz mniej przychylną jej Ukrainą, bowiem na Ukrainie istnieje w miary wolny i swobodny rynek wymiany.


Państwo, skrajnie policyjne z tak zwaną świętą inkwizycją na czele , powstałą w wyniku połączenia cba z cbs działa niezwykle brutalnie prześladując wyznawców innych religii i dysydentów. Zakazana jest także pornografia. Co nie przeszkadza wcale urządzaniu orgii przez rządzących z udziałem małych dzieci, podczas których rządzący gwałcą małe dziewczynki i chłopców, nazywając to "rytuałem odbierania duszy", We władzach w większości państwowych struktur zasiadają pedofile i homoseksualiści, choć homoseksualizm jest zakazany i ścigany przez świętą inkwizycję, czyli tajną policję policję państwa.


To jeszcze nic bo w niektórych krajach powstają tak zwane "rządy najgorszych", nazywane w potocznym języku rządami "bydłokracji." Najgorsi kierując się na początku modną poprawnością polityczną, przyjmują sobie za cel aby zablokować wszelki możliwy awans społeczny najlepszych. od dzieciństwa w przymusowych przedszkolach a potem szkołach poddają dzieci szczegółowej selekcji tak że wszystkie dzieci o wyższym ilorazie inteligencji, bardziej żywe emocjonalnie i ruchowo mają problemy z ukończeniem pierwszego segmentu nauczania szkolnego i zamknięte w konsekwencji drzwi przed każdą nawet najgorszą pracą Wegetują więc w nędzy na śmietnikach i w przytułkach, a na przedmieściach miast tworzą dzielnice slamsów, [potem zaczynają się buntować i tworzą prawdziwe podziemne alternatywne państwo, nazywane też państwem nocy.]


W Serbii jest jeszcze gorzej wybory wygrywa skrajny nacjonalista, a gdy albańscy mieszkańcy Kosowa chcą się odłączyć od Serbii nie zgadza się, bo to przecież centrum państwowości serbskiej, wybucha więc na bałkanach wojna w której główną rolę po obu stronach zaczynają odgrywać ochotnicy, po serbskiej europejscy i chrześcijańscy po albańskiej islamscy. Na tej wojnie obie strony używają wszelkich dostępnych metod i rodzajów broni łącznie z brudnymi bombami.

Konflikt bałkański przemienia się w wojnę cywilizacji. Z niesławnym na początku , że nie wspomnę udziałem sił polskiego , czeskiego, i słowackiego kontyngentu, w -ramach UE i Nato gdy jedno i drugie jeszcze istniały, oddziały te były kierowane do walki z serbskimi powstańcami.


Wróćmy do polski. Tam gdzie jest wiatr, przesiedlają się ludzie, i największe skupiska ludzkie rozsiane są nad samym morzem, oraz w okolicach Wysowej i w górach świętokrzyskich powstają ogromne miasta i osiedla, a to wszystko po to aby uzyskać tak potrzebną energię, bo klimat zamiast się ocieplić ochłodził się.


Ruch samochodowy powoli zamiera, a zamiast samochodów widać coraz więcej ludzi z ogromnymi plecakami, i wiatrakami nad głową. W plecakach mają akumulatory, i dzięki wiatrowi z wytwarzanej energii mogą korzystać z lokalnych sieci Internetu, albo nawet podgrzewać temperaturę wewnątrz energooszczędnych kurtek


Najwięcej wiatraczków możemy spotkać w libertariach I DEPEDENCJACH. W większości libertarii zakazane sa też eksperymenty genetyczne i biologiczne, zmodyfikowana genetycznie żywność i rośliny. istnieję libertarie zorientowane religijnie, i tak na przykład w libertari cieszyńskiej obok dzielnic chrześcijańskich są dzielnice pogańskie, -nazywane z połabska "giliami", ponieważ pierwsza wspólnota pogan libertarian powstała w Wołogoszczy i agnostyków, -buddyści generalnie zamieszkują wspólne dzielnice z poganami. Są także dzielnice mieszane, jednak we wszystkich zakazane są tak zwane "wszczepy".

Na zachodzie w Holandii istnieją tez nazywane "Sodomiami" libertarie gdzie nie ma zakazów odnośnie seksu i seks mogą uprawiać także dzieci oraz z dziećmi i istnieje wszelka swoboda seksualna, obok nich mieszczą się liberiańskie fundamentalne wspólnoty chrześcijańskie w których wszelkie stosunki seksualne poza prokreacją sa surowo zakazane, zakazane jest także posiadanie, złota


Ciekawe że wielu ludzi z tych fundamentalnych wspólnot zajeżdża w łikendy do "Sodomi", podobnie jak i teokraci, przyjeżdżający, a raczej przylatujący całymi wycieczkami z socjalistycznego królestwa polskiego, aby odbywać stosunki seksualne z dziećmi. Jednak większość wspólnot liberiarnych niechętna jest dość licznym "Sodomiom", a główne zyski jakie Sodomie czerpią to zyski z seksualnej turystyki i nierządu dziecięcego, oraz z handlu narkotykami, tu legalnymi, w przeciwieństwie do wielu państw 'Korektywnych".....


Później okazało się że krzywicze byli Słowianami, ponieważ odkryto pismo krzywiczan z okresu starożytnej Grecji, i mało tego byli najbardziej kulturowo rozwiniętą grupą Słowian, Bałtowie importowali po prostu swoje tanie towary do ich kraju, tak jak i tanią siłę roboczą budująca im domy, i wyrabiającą ceramikę, -postanowiono jednak udawać dalej, bo nie znalazł się nikt kto mógł by powiedzieć -koniec gry-. Z tego okresu pochodzi też powiedzenie "jedna awarska spinka wiosny nie wróży", co miało być subtelnym przypomnieniem zaistniałego wielkiego oszustwa założycielskiego nowego państwa. A powiedzenie nawiązuje do słynnego wydarzenia w południowej Polsce, kiedy to na podstawie jednej awarskiej spinki archeolodzy albo historycy orzekli że osoba u której znaleziono spinkę jest pochodzenia gockiego lub awarskiego, a te tereny musiały być okupowane przez cywilizacje z której wywodziła się spinka. Kretyni, prawda?

Archeologia i historia przewyższyła w swoim fantazjowaniu fantastykę naukową, a jej teorie mniej warte i mniej prawdopodobne od opowiadań litery fantastyczno-naukowej nie miały szans na rynku opowiadań i opowieści więc mało zdolni pisarze szukali pracy jako historycy i archeolodzy.

Ciekawe swoją drogą co o naszych czasach powiedzą archeolodzy za tysiąc lat? Grzebiąc w naszych śmieciach odnajdą dowody na okupacje naszych ziem przez chińczyków, albo będą starali się udowodnić chińskie pochodzenie europejczyków.


W Polsce było jeszcze gorzej, bowiem odnaleziono testament Abramowskiego w którym ten wyrzeka się swoich socjalistycznych poglądów, mała tego co gorsza uznaję socjalizm za chorobę cywilizacji i pasożyta. A podobno "Testament" został skopiowany w kilku egzemplarzach, i jego ręczne odpisy widziano już rzekomo w obiegu. Co będzie jak prawda wyjdzie na jaw.

uf, i tak powstała prawie cała książka w książce, kawa się skończyła, a ja rozważam czy palić zrolowanego przed chwilą papierosa z tytoniu Drum ponieważ dusi mnie niemiłosiernie i kaszel rozrywa płuca, ale wydaję mi się ze dym z papierosa ogrzewa organizm, próbuję więc dzielnie palić, stojąc przed dworcem, z moją "quajer" w głowie,

Ale politycy zajęci byli czym innym, chcieli bowiem jak najtaniej przejąć szpitale, doprowadzając je wcześniej do upadłości. -To nic -mówili -że umrze przy tej operacji kilkaset tysięcy osób-, powtarzali do siebie, -cel towarzysze uświęca środki, a nasza misja jest wyjątkowa-. Nadmiernie rozbudowana biurokracja niszczyła państwo, a system podatkowy dusił sie w sosie własnym, i powoli zjadał swój ogon.


Sprywatyzowany w międzyczasie, choć zupełnie nie zmieniony i nie zreformowany aparat państwowy tymczasem radził sobie jak mógł, grupy rewindykacji napadały na obywateli i zmuszały ich siłą do płacenia abonamentu na misję, podobnie było z mandatami gdzie prywatne firmy ściągały pieniądze z kar za zbyt szybką jazdę. Policja sprywatyzowała niby swoje usługi, podobnie jak i i straż pożarna i szkoły, a oprócz podatków płaconych nadal przymusowo dla państwa, jedni jak i drudzy wystawiali cennik za swoje usługi . Sędziowie i prokuratorzy przymusowo zapisywali do swoich systemów prawnych przy pomocy przestępców. nauczyciele i pracownicy administracji jak i dyrektorzy firm, musieli posiadać tak zwane świadectwa moralności, wydawane przez komitety złożone z miejscowego kapłana i działaczy związkowych.....


-jest nadzieja że zapomnę to co przed chwilą wymyśliłem, zanim zdążę wypalić papierosa....


Rozejrzałem się po dworcu wśród licznych bezdomnych sporo było ludzi posiadających zbyt dużym współczuciu dla innych i zbyt małym dla siebie, sporo było też takich którzy zbyt wiele współczucia delikatnie mówiąc nie posiadali.

przypomniałem sobie Babcie, Babcia miał zbyt dużo współczucia dla innych i był jak się to mówi zbyt dobry, i jeden z naszych kolegów niejaki Zbyzos Kosmiczny, poradził mu aby ćwiczył się w zmniejszaniu współczucia dla innych a zwiększaniu dla siebie. Podobnie innym, Stanisławowi znanemu z tego że nadmiernie się koncentrował i skupiał zaproponował aby się rozpraszał, i być bardziej rozproszony. Maurycy miał być bardziej emocjonalny, i mniej spokojny, nawet obiecał że będzie bardziej niespokojny, -inni- zauważył, -są zbyt mało agresywni, gniewni, są za mało skupieni na sobie-, wszyscy postanowili to zmienić.. -Jeszcze niektórzy dla odmiany mieli za mało materialne podejście do życia- a większość z nich niczego tak się nie bała jak odniesienia sukcesu, i strach przed sukcesem, co ja mówię sama myśl przed odniesieniem sukcesu paraliżowała ich umysły i ciała. Nie umieli żyć.


Każdy więc dostał z obszernego rogu obfitości Zbyzosa Kosmicznego jakąś naukę dla siebie. Dostał ją też Bebe [czy bibli], i walczący na wesoło z wiatrakami, Don Hichot, zwany także Chichockim a to ze względu na nazwisko, Cichocki], dostał tez i Michał Dzień Dobry, który swój pseudonim zawdzięczał temu ze podobno chińskie dzień dobry brzmi prawie identycznie jak 'Michał"

Generalnie oni wszyscy, nawet walczący na wesoło z wiatrakami, tajemniczy Don Hichot widzieli centrum świata poza sobą, na zewnątrz i patrzyli na siebie oczami innych....


Wychodząc z dworca wymyślam dalej, na jednej z planet cywilizacja rozwinęła się na tyle że większość ludzi niepotrzebna już jest rządzącym, bo prawie całą prace wykonują roboty i maszyny. Rząd wymyśla różne sposoby na pozbycie się niepotrzebnych ludzi, a w laboratoriach pod pozorem badań naukowych naukowcy tak naprawdę wymyślają nowe gatunki i szczepy wirusów które mają wytruć większość mieszkających na planecie ludzi. Dodają także szkodliwe substancje do najtańszego jedzenia, samochody wydzielają szkodliwe spaliny a fabryki emitują trujące związki chemiczne do atmosfery. Choć nowe nieszkodliwe i tanie technologie znane są od lat, to ukrywane są troskliwie w najtajniejszych archiwach. Służba zdrowia nie działa najlepiej, a robią to wszystko w celu obniżenia populacji. Następuje jednak pomyłka, i szczepionka przez przypadek dostaje się biedocie a dla bogatym i rządzącym zamiast szczepionki zostaje podana trucizna.



Przemutowany świat


Na sąsiedniej planecie, świat zostaje przemutowany, a oprócz tego gdy dochodzi do głosu pokolenie dekonstruktywistów, przemianie ulegają także główne pojęcia filozoficzne. Nauki religijne na których opiera się cywilizacja są tak naprawdę wyznawane pod groźba kary, i dla wszystkich jest to rodzaj społecznej gry. W tej grze społecznej poddani obywatele udają że wierzą w owe nauki, a rządzący udają że nie widza Nauki przeznaczone są dla stanowiącej większość biedoty, bo rządząca mniejszość uczy tajemnych nauk swoje dzieci, i tak zamiast "nie kłam", nauczane są by kłamać ale w sposób inteligentny, używając do tego specjalnego zestawu słów, zamiast "nie kradnij" kradnij ale w sposób przebiegły i chytry wykorzystując do tego celu aparat państwowy i jego instytucje. Biedna większość od dziecka uczona jest bezradności, i już w żłobku specjalne funkcjonariuszki rządu i władzy nazywane "pasterkami bytu", lub "Mamkami" uczą je jak być bezradnym i zamiast działać czekać na nie nadchodzącą nigdy pomoc z zewnątrz i popadać w rozpacz. Bowiem według religii panującej na planecie nędza, słabość i rozpacz są cnotami prowadzącymi do zbawienia.


Oczywiście religia nie mająca prawie nic wspólnego z oryginałem już prawie na początku została przejęta przez służby specjalnie i tak przekonstruktowana aby służyła interesom panującym. Propagują też alkoholizm i pijaństwo, wśród biedoty a liczba restrykcji i przepisów utrudniających działalność wolnym przedsiębiorcom osiągnęła sześciuset, choć nadal specjalnie do tego celu przeszkoleni urzędnicy dwoją się i troją aby wymyślać nowe utrudniające i zatruwające życie przepisy. Także seksualizm ze względu ma ożywienie jakie ze sobą niesie jest zakazany a męki piekielne za rozkosze płynące z seksu i życia mają być straszne, bo radość życia jest największy grzechem, choć kapłani mają nie raz po trzy i cztery kochanki, wszystkie oczywiście w tajemnicy. Do manipulacji psychicznej nadaje się też świetnie socjalizm, i w przymusowych przedszkolach karmią nim dzieci upośledzonej biedoty od najwcześniejszych lat, zatruwając nim ich młode umysły. przy czym po latach praktyki uznali że forma redystrybucji własności, poprzez podatki jest bardziej opłacalna niż państwowa własność środków produkcji. Zrobili więc w tym celu teatralną transformację ustrojową, tworząc przez służby specjalne podziemne organizacje walczące z poprzednią wersją socjalizmu. Co ciekawe większość planetarian wierzy w te wszystkie brednie.


Na tą dziwaczną planetę w statkach kosmicznych, przylatują wycieczki z całej galaktyki aby zobaczyć tak dziwaczny i zdeformowany świat, nazywając planetarian "wykoślewiańcami", lub też "koślawcami"

W końcu jak wspomniałem dochodzi do głosu młode pokolenie dekonstruktywistów, pragnące odwrócić znaczenia pojęć. Jednak nadal kontrolują energie psychiczną mieszkańców planety poprzez kontrole energii seksualnej.


Istnieje także podziemie dążące do przewrotu i rewolucji wolnościowo-kapitalistycznej,. Wolnościowcy, wyznawcy

bogini Liberi, urządzają tajemne kulty, tak zwane "liberalia", lub wyzwoliny, i sa to w większości młodzi hakerzy i krakerzy


Ekoterror


jednak niewiele się zmieniło, kapłani nadal poprzez pokute wzbudzali u ludzi poczucie winy, czyniąc ich niezdolnymi do działania, a wątpiącym wmawiali że wszystko zależy od losu, albo że to bóg według swojego uznania spuszcza z nieba bogactwo i łaski jednym, innych z nieznanych przyczyn omijając.

Policja, sądy i prokuratura, czyli dział sektoru pełniącego usługi z zakresie bezpieczeństwa i ochrony obywateli, swoją działalność ograniczają najchętniej do pobierania opłaty za prace jakiej nie wykonywał. No i oczywiście oprócz tego pilnowali czy poddani płacą podatki i inne daniny, a bagatela wielkość danin osiągnęła już tam dziewiećdziesiąt procent zarabianych pieniędzy. Przymusowa była darmowa służba zdrowia, na którą musieli płacić, i darmowe ubezpieczenia na które także musieli płacić.


Czasami wręcz wydawało się wręcz że państwo istnieje po to aby rządzący wymuszali na poddanych biedakach pieniądze dzięki którym mogli świetnie żyć, poprzez liczne systemy podatkowe, ubezpieczenia , tu pomysłowość ludzi państwa zwanych państwokratami była nieograniczona, Dla przykładu podam tylko ze w jednej stacji telewizyjnej na utrzymanie której poddani musieli obowiązkowo płacić, pracowało aż dziewięćset tysięcy osób, jak to oni mówili pełnili misje, "jesteśmy na misji", [choć do bogactwa kapłanów było im daleko]

mawiali do siebie- a buntownicy uważali klasy rządzące za pasożytów, pasożytujących na biednych


gdy już jakiś nieszczęśnik zgłosił się na policje traktowano go jak złoczyńce, przesłuchując szczegółowo, nie raz w sprawach dotyczących rzeczy najbardziej intymnych. A gdy i to nie pomogło, na pismach skierowanych do oskarżonego widniał adres ofiary, muszę przyznać że to posunięcie wręcz genialne choć może nazbyt śmiałe. Dawano też do przeczytania i podpisania oskarżonym protokoły które podpisywali wcześniej świadkowie, jeśli tacy się zdarzyli. A gwałcicieli i zabójców wypuszczano na przepustki już po paru miesi




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Kuba | 23:01 16-05-2009

Więcej informacji na temat Tybetu można znaleźć na stronie www.ratujTybet.org serdecznie polecam i zapraszam