Zabawa w pana Boga - Cmętarz Zwieżąt
Artykuł był czytany 5464 razy
„Łazarzu powstań” – powiedział Jezus i Łazarz zmartwychwstał. I tak zaczyna się ta powieść mistrza grozy. To dramatyczna historia o tym co można stracić zyskując nowe życie i jaką cenę przyjdzie zapłacić za igranie z Losem
Jednak to nie sam Cmętarz Zwiężąt budzi strach. Przerażeniem napawa to co znajduje się za nim, a czego strzeże wiatrołom. Ziemia zaklęta przez Wendigo, pełna prastarej magii Indian, gdzie szaleństwo miesza się z obłędem. Uświadamiamy jak cienka jest granica normalności, kiedy Creed wskrzesza zmarłego kota, a potem już nie cofnie się przed niczym. W życiu Louisa kolejne elementy układanki się zazębiają, tworząc narastającą zewsząd grozę.
Nie ma tu jednak prostackiego machania wnętrznościami, hektolitrów krwi czy bezwzględnego mordercy rodem z horroru klasy B. King obnaża nasze najprostsze lęki. Tutaj napięcie buduje świszczący wiatr, wnikliwe studium psychologii bohaterów i dziwne zachowanie kota. King zadaje nam pytanie, czy zrobimy wszystko, chcąc przywrócić życie bliskiej nam osobie. Z pozoru pytanie jest retoryczne, ale czy aby na pewno. Czy jesteśmy pewni konsekwencji zabawy w pana Boga ? Pisarz bawi się z czytelnikiem, wplątując w akcję wiele epizodycznych wątków i dygresji, aby jeszcze bardziej zarysować nam poczynania Louisa.
Tutaj sceny straszne przychodzą w momencie, kiedy się ich nie spodziewamy. To książka, o tym jak silna jest męska miłość a jednocześnie jak się różni od matczynej. „Ziemia serca mężczyzny jest kamienista” powtarza wielokrotnie Jud, największy przyjaciel doktora Creeda, co uzmysławia nam ile potrafi zrobić opętany człowiek, aby przywrócić do życia cząstkę siebie. I jak to może być opłakane w skutkach. Dopiero ostatnie 100 stron to jatka, gdzie trup się ściele gęsto a obłęd i groza osiąga apogeum. Zakończenie całkowicie zaskakuje, wywracając całą dotychczasową akcję do góry nogami. Mówiąc lapidarnie: Tu po prostu trzeba się bać.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 4
ale czy warto czytać ? :)
Bez zarzutów, konkretnie i na temat.
Tak, Twoja mini-recenzja bardzo zachęciła mnie do przeczytania tej książki. Zawarłeś w niej najważniejsze momenty, małe przedstawienie akcji, uwypukliłeś dobre cechy i dałeś to co najważniejsze, czyli, jeśli to horror, to czego się bać. Bardzo lubię Kinga, jego "Lśnienie" uważam za kanon, tego, jak się powinno pisać straszne książki, ale "Cmętarza Zwieżąt" jeszcze nie zgłębiłam. Po Twoim artykule zapewne to zrobię.
Pozdrawiam.
Też mi się podobało.
Może tylko warto byłoby dodać wzmiankę o tłumaczeniach. Bo to nie jset pierwsza polska wersja tej książki (poprzednia miała tytuł Smętarz dla zwierzaków). Porównanie tłumaczeń też mogłoby być ciekawe.












