iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Muzyka
+ - 2

Coke Live Music Festival - organizacyjna klapa?

02 09 2007 Łukasz Musiał Artykuł był czytany 3296 razy
Źródło: C:Documents and SettingsAdministratorPulpitŁukaszklimaty_0.jpg
Źródło: C:Documents and SettingsAdministratorPulpitŁukaszklimaty_0.jpg

Wielkie muzyczne święto pod znakiem Coca-Coli miało być niezapomnianym przeżyciem. Rzeczywiście, takiego niezorganizowania organizatorów nie można zapomnieć.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
W dniach 24-25.08.2007 r. w Krakowie odbył się Coke Live Music Festival. W ciągu dwóch dni, na trzech scenach wystąpiło łącznie ponad 30 wykonawców. Nie trzeba dodawać, że spośród nich wartych wysłuchania było zaledwie kilkoro - Lily Allen, Brainstorm, Faithless. To oni zgromadzili największą liczbę widzów i chyba tylko dzięki nim można zaliczyć tą imprezę do udanych.

Niewiele brakowało, a doznania kulturalne przysłoniłby totalny brak profesjonalizmu ze strony organizatora - firmy Alter Art. W misternie usnutej pajęczynie logistycznej, niemal każda z nici bezwiednie powiewała na wietrze. Uczestnik festiwalu był zdany na siebie już od momentu przybycia.

Godz. 14.00. Planowany start godz. 16.00. Wejście na teren od ul. Bora-Komorowskiego (ruchliwa "dwupasmówka", płot przy samej jezdni, za płotem panowie ochroniarze). Kiedy już jakimś cudem udało mi się wjechać autem na skrawek chodnika tuż przed bramą wjazdową, jeden z panów poinformował mnie, że parking jest dostępny tylko dla posiadaczy biletów z polem namiotowym (przy czym, zapytany o to kilkanaście minut wcześniej inny członek ekipy nie wspomniał o tym ani słowa). Zostałem skierowany na inny parking (cyt. "Prosto, na skrzyżowaniu w prawo i jeszcze raz w prawo"). Przy wjeździe kolejny ochroniarz:

- Przykro mi, ale jeszcze nie wpuszczamy.
- A kiedy zamierzacie zacząć?
- Około 16.

Ta odpowiedź utwierdziła mnie w przekonaniu, że należy znaleźć miejsce parkingowe na własną rękę, w innej części Krakowa.

Godz. 15.00 Wejście na teren od ul. Bora-Komorowskiego (tym razem już bez auta). Panowie sprawdzają bilety, po czym kierują nas do baraku na lewo. Czekamy w kolejce. Kiedy dobrnęliśmy do okienka, uprzejmie poinformowano nas, że powinniśmy się zgłosić do białego namiotu p drugiej stronie, gdzie bilety zostaną zamienione na opaski na rękę (cyt. "Tutaj tylko bilety z polem namiotowym").

Godz. 15.10 Biały namiot. Opaski będą wydawane od godz. 16.00. Czekamy. W namiocie jest kilka stanowisk (bilety jednodniowe, dwudniowe, cyfrowe - zamawiane przez internet) do których powoli zaczynają ustawiać się kolejki.

Pewien pan pyta:
- Z biletem jednodniowym to tutaj?
- Tak tutaj.

Ja pytam:
- Z biletem jednodniowym to tutaj?
- Nie- tam, z drugiej strony.

Pewna pani pyta:
- Z biletem jednodniowym to tutaj?
- Nie- tu obok.

Godz. 16.00 Biały namiot. Ludzie przed namiotem zaczynają się niecierpliwić. Nikt nie ma pewności, czy wybrał właściwą kolejkę. Zdezorientowani młodzi ludzie z "crew" stoją w namiocie nerwowo zerkając w stronę tłumu oddzielonego cienką linią szkolnych ławek.

Godz. 16.20 Biały namiot. Przyszedł jakiś "Enter all areas". Pochodził po namiocie, porozglądał się i zwrócił się do swojej ekipy: "To chodźcie, pokaże wam jak wyglądają bilety". Po jakichś 10 minutach instruktarzu i dodatkowych 10 minutach nauki obsługi specjalnych przyrządów obrączkujących zaczęto wreszcie wymianę biletów. Już wtedy miałem dość.

Na terenie festiwalu, każda usługa sprawiała członkom ekipy mniej więcej tyle samo kłopotu co wydawanie obrączek. Nalewanie piwa na przykład, odbywało się w mniej więcej 4 etapach (w pierwszym to piwa było "na dwa palce", a piana wypełniała resztę kubka).

Strach pomyśleć co by się działo w sytuacji zagrożenia (pożar, bomba, szaleniec z bronią). Podejrzewam, że niewielu ludzi organizatora  miałoby pojęcie co robić w takim wypadku.

Podsumowując:
Bywają imprezy zorganizowane dobrze i źle. Coke Live Music Festival z pewnością należał do tych drugich, choć mogłoby się wydawać, że kto jak kto, ale tak doświadczona firma jak Alter Art powinna sobie poradzić.  Drodzy państwo jak wam nie wstyd?! Jednym zdaniem- musicie się jeszcze wiele nauczyć.




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Magdalena Danaj

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 1

1. Maria | 16:27 05-09-2007

zaiste!!

śmiem twierdzić ze organizatorzy byli mniej poinformowani od przecietnego posiadacha biletu!!

Artykuł troche mało cięty jak na opisywaną sytuację.

zapomniałes jeszcze dodać że staff był kompletowany na naszych oczach, czegóż się wiec dziwić??



Maria