iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Muzyka
+ - 2

Coma - Zaprzepaszczone Siły...

21 05 2007 Maciej Pilecki Artykuł był czytany 6863 razy
Źródło: www.netfan.pl
Źródło: www.netfan.pl

Recenzja drugiego albumu zespołu Coma - Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Mam w tej chwili przed sobą płytę zespołu Coma „Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków”. Pod tą przydługawą nazwą kryje się album jednej z najlepszych polskich grup grających alternatywny rock. Najpierw jednak parę słów o Comie.

Jest to zespół rodzimy – z Łodzi dokładnie. Istnieją oni od 1998 roku, ale na szerszą skalę stali się znani w 2004, kiedy to wydali swój debiutancki album „Pierwsze Wyjście z Mroku”. Przyznam szczerze, że album zauroczył mnie od pierwszego wejrzenia, a im bardziej się wsłuchiwałem w niego, tym gorętszym fanem Comy się stawałem.
W zespole gra 5 osób: Rafał Matuszak - gitara basowa, Dominik Witczak – gitara, Marcin Kobza – gitara, Tomasz Stasiak – perkusja oraz Piotr Rogucki – wokal. Grają oni ciekawą mieszaninę poema rocku, alternatywnego oraz progresywnego w/w.

Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków to ich drugi album. Początkowo artyści chcieli, aby była to płyta jak najbardziej niekomercyjna, lecz ostatecznie prawa rynku zweryfikowały ich postawę i na płycie znalazła się radiowa wersja utworu „Daleka droga do domu”. Zresztą z samą płytą działy się dziwne rzeczy przed premierą, gdyż parę razy zmieniano nazwę płyty oraz jej zawartość, lecz ostatecznie, szczęśliwie 29 maja 2006 drugi krążek Comy ujrzał światło dzienne.
Na płycie znajdują się następujące utwory:

"Intro" - 2:03
"Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków" - 14:13
"Święta" - 4:58
"Wojna" - 5:13
"W ogrodzie" - 4:49
"System" - 3:54
"Listopad" - 9:46
"Nie ma Joozka" - 3:27
"Tonacja (sygnał z piekła)" - 3:51
"Ostrość na nieskończoność" - 5:44
"Daleka droga do domu" - 4:11
"Schizofrenia" - 7:38
"Daleka droga do domu (radio edit)" - 3:15

Pierwsze wrażenie było negatywne. Całkowicie inny styl w porównaniu do „Pierwszego Wyjścia Mroku”. Tytułowy utwór wydawał mi się długi i nudny, „Nie ma Joozka” za dziki, a „Daleka droga do domu” zbyt uproszczona melodyjnie. Ale to było pierwsze wrażenie. Drugie było z goła inne. „Zaprzepaszczonych sił wielkiej armii świętych znaków” często słucham i porównuję do świetnego utworu zespołu Blind Guardian „and then there was silence”. W/w utwór jest trwającym ponad 14 minut pokazem wirtuozji wokalu i tego, że rock wcale nie musi być gatunkiem gorszym od muzyki klasycznej. Wiele osób pewnie się teraz oburzy, lecz będę trwał przy swym zdaniu wytrwale, albowiem nurt muzyki, który chce właśnie ten pogląd udowodnić [zwany progresywnym stąd tzw. rock progresywny] jest mi szczególnie bliski.
Wracając do Comy, „Zaprzepaszczone siły...” jest utworem, który przy trzech gitarach, perkusji i wokalu prezentuje prawdziwe arcydzieło. Piosenka ta nie jednokrotnie sprawiała, że łezka w oku mi się kręciła. Po odsłuchaniu tego dzieła zawsze zadaję sobie pytanie, czy naprawdę zaprzepaściliśmy te wszystkie święte znaki? Zawsze przypomina mi się potem burda zrobiona przez, o ile się nie mylę, krakowskich psedokibiców [z góry przepraszam, albowiem dokładnie nie pamiętam], którzy tuż po śmierci Jana Pawła II obiecywali, że będzie spokojnie...
Następny utwór, „Święta”, jest zdecydowanie inny. Zaczyna się dość ostrym wejściem gitar i wokalem Roguckiego, który roztacza przed nami dziwaczną wizję jesieni... Lecz to nieważne. Ważniejszy jest refren: „(...) Boję się, niepojęta moc, zachwyciło mnie samo zło, samo zło (...)”. Czyż każdy z nas nie uległ kiedyś fascynacji złem? Czyż kogokolwiek nie pociągały postacie takie jak Dracula? Zadajcie sobie to pytanie.
„Wojna” natomiast to piosenka, która opisuje ostatni dzień życia samobójcy, który postanawia wysadzić się w powietrze. Tytułowa wojna to wojna człowiek z otaczającym go światem i zarazem wołanie o pomoc, tak rzadko słyszalne w ludzkiej masie...
„W Ogrodzie” to utwór urzekający pod względem wykonania. Po pesymistycznych poprzednich piosenkach, utwór ten przekazuje sporą dawkę pozytywnej energii, ale Coma nie byłaby Comą, gdyby stworzyła piosenkę bez podtekstu: „gdybym się teraz musiał zbudzić, nad miastem wzejdzie chmurny gniew”. Są to ostatnie słowa wypowiedziane w tej piosence. Tak, więc sielanka była tylko snem.
„System” wchodzi ostro i wali po uszach. W toku tekstu człowiek się zastanawia się, czy jest częścią systemu, nie tylko politycznego. W piosence „ten sam pijany bóg, którego wzywałem” ukazany jest bardzo ironicznie. Podmiot liryczny [używam tego sformułowania, gdyż jest to liryka pełną gębą] nie wierzy bogu i nie będzie mu wierzył w związku z jego brakiem zainteresowania nim [podmiotem], odmawia mu prawa „policzenia tego grzechu”. Cóż... piosenka deisty.
„Listopad” to kolejna długa piosenka. Piosenka wykonana w stylu typowo (?) alternatywnym, co chwila zaskakuje coraz to innymi przejściami. Może jest złe określenie, ale innego nie znalazłem. Widać tu pytanie o sens istnienia, o wszechświat. Ciąg pytań nie ma końca, a podmiot uważa że nie znajdzie na nie odpowiedzi. Widać tu tez kolejny wyraz zwątpienia w religię: „na całe szczęście wiem, jak radę dać bez wiary”. Ma on zarazem uczucie, że nie zrobił wszystkiego, co w jego mocy, bo „tak mi przykro, chciałbym jeszcze raz”.
Teraz czas na przebojową „Nie ma Joozka”. Piosenka zaczyna się komunikatem, jakoby pan Józef Małolepszy miał szybko powrócić do Łodzi w sprawach rodzinnych [dokładniej jest to końcówka Listopada, dlatego ważne jest, aby albumu słuchać od początku do końca]. Jest ostro i krzykliwie. Rogucki wykrzykuje takie współczesne wołanie o godność: „Jakie by drogi nie wiodły, do jakich by miejsc, zachowaj się godnie, gdy któraś przyniesie ci śmierć”. Ważne, albowiem nikt przecież nie ma wątpliwości, że świat otaczający nas jest zepsuty moralnie.
„Tonacja (sygnał z piekła)”, zaczyna się ironiczne. Cała piosenka jest w takim tonie. Utwór ten ukazuje nam, że świat otaczający nas jest pełen obłudy i nie należy się poddawać w „jej działanie” .
„Ostrość na nieskończoność” to nie ukrywam moja ulubiona piosenka w zaprzepaszczonych siłach. Jeśli mam szczery to może dlatego, że nigdy tej piosenki nie rozgryzłem. Przyznam szczerze że stanowi ona dla mnie tajemnicę, a do tego ta wirtuozeria wykonania. Ach.....
„Daleka droga do domu” natomiast to utwór, który moim zdaniem wymusiła na Comie komercjalizacja. Nie ulega wątpliwości, że zespół ten stał się popularny, a popularność ma swoje koszta. Piosenka ta przeznaczona jest dla człowieka, który na co dzień słucha popu i tylko czasami włącza coś „bardziej skomplikowanego”, by podreperować swe samopoczucie, że interesuje się „sztuka alternatywną”. Nie można oczywiście powiedzieć, że piosenka jest totalnym szajsem. Tak nie jest, acz moim zdaniem jest to zdecydowanie najsłabszy punkt tej płyty. Oczywiście mogę też się mylić.
Na koniec została „Schizofrenia”. Utwór ten, podobnie jak „Zbyszek” z debiutanckiej płyty, ma tu być takim swoistym porywem szaleństwa. Coma chce nam ukazać świat widziany oczami schizofrenika. Jak dokładnie im się to udało? Mnie nie pytajcie, nie cierpię na to schorzenie. Piosenka sama w sobie jednak nie wytrzymuje starcia ze Zbyszkiem, acz jest to utwór, którego można posłuchać, aby odreagować nerwowy dzień.

Podsumowując, Zaprzepaszczone Siły Wielkiej Armii Świętych Znaków to płyta, która jest obowiązkowa na półkach każdego fana alternatywnego brzmienia. W ciągu tych paru lat zauważyłem, że większość ludzi albo Comę kocha, albo nienawidzi. Nigdy nie zdarzyło mi się, aby ktoś pozostawał neutralny. Warto zatem posłuchać i ocenić samemu, co rodzimy, łódzki zespół ma do zaoferowania. Ja osobiście gorąco polecam.




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak , Maria Kołonowicz

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 4

1. xxx | 12:34 12-07-2007

Dostrzegam naiwnosc autora uwazajacego come za zespol inteligentny, lepszy, dla wybrancow. 'Podmiot liryczny [używam tego sformułowania, gdyż jest to liryka pełną gębą]' - liryka? Raczej grafomania. Teksty praktycznie o niczym, a przynajmniej niczym powaznym - natomiast uznawane sa za arcydzielo. 'Piosenka wykonana w stylu typowo (?) alternatywnym' - styl alternatywny? To nie jest styl, to sposob samorealizacji. Lamanie dotychczasowych kanonow, innowacyjnosc, cos zupelnie innego od mainstreamu - tak z coma raczej nie jest.

2. Maciej | 17:23 27-07-2007

To czy teksty Comy są grafomania zalezy od pkt widzenia. Według nie których np. Coehlo jest grafomanem , Pratchet. Obu tych autorów lubie, cenie i z nieciepliwością czekam na następną książkę.

Jeśli chodzi mi o "styl alternatywny" to rzeczywiście użyłem dość niefortunnego zwrotu. Wkażdym mąć razie chodzi o to że coś takiego jak Coma nigdy nie słyszałem, ba, nawet czegoś podobnego, a muzyki słucham sporo. Jeśli chodzi o alternatywe, przecież właśnie oto chodzi aby coś było nie powtarzalnego. A takie rzeczy nei każemu się podobają. Mi akurat tak



Pozdrawiam

3. Maria | 15:08 08-09-2007

Komentarz mój jest pozytywny, ale jak zawsze mam jakieś ale...mam kilka uwag dotyczących formy tej recenzji i stylu pisania. Na wstępie "Jest to zespół rodzimy – z Łodzi dokładnie." Kto tak pisze? Jest to mało profesjonalne. Lepiej jest napisać "Coma- jest to łódzki zespół, których istnieje (od tego i tego roku)." Znacznie lepiej prawda? Poza tym "Album zauroczył mnie od pierwszego zobaczenia"? Hm...nie wiem czy nie słuchając płyty można napisać, że zauroczyła mnie od pierwszego zobaczenia. Proponuję "Album zauroczył mnie od pierwszego usłyszenia". Tekst poza tym jest lightowy. A opisywanie każdego utworu? Lepiej pozostawić trochę tajemniczości, a nie podawać wszystko jak na dłoni.

4. kara | 16:16 24-02-2008

czy Coma to muzyka alternatywna? według mnie, pierwszy album śmiało obdarze takim mianem, drugi moze mniej. jednak co do grafomianii, to sie nie zgodze. moim zdaniem teksty Comy to liryka właśnie, pełne napieć i przesłań, trafiają do umysłu, tylko może nie każdego. tutaj wiec nie roznia sie od rzadko czytanej przez nasze spoleczenstwo poezji. nie wiem też co mogłoby być złego w samorealizacji. muzyka jest chyba prawdziwa i szczera, kiedy wypływa prosto z artysty, wartościowa wtedy, gdy bogata w prawdziwe refleksje. Coma nie układa piosenek wyłącznie na sprzedaż, żeby sprzedać siebie. Mogłaby wykonywać coś znacznie łatwiejszego, a tymczasem mówi o tych wątpliwościach, które siedzą w dzisiejszych ludziach i nazywa to, czego większość nie umie wyartykułować. czyż to nie sedno liryki?