Kultura / Muzyka
lil - "Epiphenomenon"
Artykuł był czytany 597 razy
Nie nazwałbym zawartości tego krążka "muzyką z piekła" (może z jakiegoś nieistniejącego horroru), ale przy niektórych utworach skojarzenia takie mogą wystąpić.
Podobno muzyk, który nie poszukuje, nie rozwija się. Muzykiem niestety nie jestem. Czasami próbuję nieudolnie opisać słowami to, co zapadło mi w duszy poprzez słuchanie różnego rodzaju płyt. Zauważyłem, że wciąż poszukuję (mniej lub bardziej intensywnie) nowych brzmień, barw i innych doznań słuchowych. Czy w związku z tym jako recenzent także się rozwijam? Sądzę, że w pewnym sensie tak. Po tym (nietypowym i troszkę osobistym) wstępie spróbuję przybliżyć płytę wymienioną w tytule. Płytę dość niecodzienną.
O krążku (a dokładnie o projekcie zwanym 'lil') dowiedziałem się z przypadkowego e-maila. Zaintrygowany odwiedziłem odpowiednią stronę internetową. Po lekturze moja ciekawość jeszcze się wzmogła. Dzięki uprzejmości wydawcy stałem się posiadaczem płyty tego zespołu-projektu. Wynik pierwszego spotkania z dźwiękami był lekko rozczarowujący. Jednakże po zmianie techniki odsłuchu (zamiast głośników słuchawki) i okoliczności (ciemny pokój) ukazała się przede mną cała mroczna głębia "Epiphenomenona". Na krążku znajdziemy sześć kompozycji (niektóre z nich o dość dziwnych tytułach). Już otwierający "Kaboth" wskazuje czego mniej więcej możemy się spodziewać po płytce. Następne kompozycje to nic innego jak swoiste wchodzenie wgłąb obszarów dźwiękowych z pozoru znanych, już gdzieś słyszanych a jednak jakiś innych, "obcych", niepokojących, czasami chłodnych od swojej "techniczności", czasami niemal klasycznie ambientowych (np. "Sonopanic"), zaskakujących zestawieniem barw (np. smyczkopodobne jęki w "Asinus ad lyram"). Nie ukrywam, że muzyka zawarta na krążku może mieć niezwykły wpływ na psychikę (oczywiście przy odpowiednim nastawieniu). Obawiam się nawet, że niektórych słuchaczy może w jakiś sposób odrzucać. Mimo wszystko nie nazwałbym jej "muzyką z piekła" (może z jakiegoś nieistniejącego horroru), ale przy niektórych utworach skojarzenia takie mogą wystąpić. Mnie osobiście nawiedziła myśl, że "Epiphenomenon" to swoista podróż w niezbadane, mroczne obszary umysłu ludzkiego. Co tam odkryjemy? Każdy co innego.
Głęboki dark-ambient z industralnymi elementami. Nie każdemu może się to podobać. No i wymaga choćby minimalnego zaangażowania słuchacza. Warto jednak włożyć odrobinę wysiłku. Dla fanów gustujących w klimatach "ambientowo-oniryczno-horrorystyczno-psychodelicznych" pozycja wręcz obowiązkowa.
P.S.
Płyta została wydana w 2005r. przez gb-productions. Niestety label już nie istnieje. Być może krążek jest do uzyskania bezpośrednio od artystów, czyli lil (mają stronę internetową).
P.S.
Płyta została wydana w 2005r. przez gb-productions. Niestety label już nie istnieje. Być może krążek jest do uzyskania bezpośrednio od artystów, czyli lil (mają stronę internetową).












