Muzyka łagodzi obyczaje?
Artykuł był czytany 4657 razy
Czyli o krwi, gwałcie, wojnie, flakach, trupach, śmierci, rozkładzie, agresji, torturach i chorobach genetycznych.
Albo grają w brutalne gry komputerowe, piszą ociekające krwią opowiadania, słuchają "chorej" muzyki. Dziś, drogie dzieci, zajmiemy się właśnie muzyką.
W metalu od zawsze istniała głęboka fascynacja złem, od samego początku tej muzyki. Zaczynało się od jarmarcznego satanizmu mniej (heavy metal) lub bardziej (black metal) na serio. Gdzieś w między czasie powstawały takie kawałki jak "Angel of Death" Slayera opowiadający o doktorze Mengele - lekarzu obozowym z Auschwitz. To jednak wciąż była dość grzeczna muzyka. Również death metal z początku był tylko trochę brutalniejszą odmianą thrashu. Aż tu nagle pojawiło się Cannibal Corpse.
Nie jestem pewien czy to był pierwszy zespół z tak gore'owymi okładkami, ale z pewnością był to pierwszy równie popularny zespół z takimi okładkami - po prostu obrzydliwymi. Ale była to, co ważne, bardzo popularna kapela - wystarczy nadmienić, że jej wielkim fanem jest Jim Carrey, a sami muzycy pojawili się w jednym z jego filmów. Co poniektórzy z was myślą pewnie, że gorszych okładek niż ta obok - pochodząca z płyty "Butchered at Birth" wspomnianych kanibali, być już nie może. Mylicie się.
Grindcore powstał w latach 80. XX wieku. W Europie bazował przeważnie na crust punku, w USA na death metalu (różnice te widać do dzisiaj). Wspólną cechą wszystkich zespołów grindcore'owych była szybkość i prostota. Proste, banalne wręcz, szybkie rytmy punk rocka podkręcono tutaj do niewyobrażalnej prędkości, dodając do tego growl. Była jeszcze jedna cecha charakterystyczna: utwory były bardzo krótkie, rekompensowała to ich ilość na płycie (zespół Anal Cunt umieścił na jednym albumie 5643 utwory, pobijając wszelkie rekordy). Już wtedy powstał podział na podgatunki: mincecore, lub też grindcore polityczny zajmował się problemami współczesnego świata - była to inteligentna muzyka, co widać chociażby po tekstach utworów, nie było też krwi epatującej z okładek. Warto tu wspomnieć Nasum, szwedzki zespół z wokalistą polskiego pochodzenia - Mieszko Talarczykiem, który zginął w Tajlandii podczas tsunami, kończąc tym samym karierę zespołu. Nie o mincecore jednak będziemy tutaj mówić, a o rzeczach o wiele bardziej "zrytych".
Porngrind i goregrind, bo tak te cuda się nazywają, to najbardziej chore muzyczne wytwory jakie kiedykolwiek stworzył człowiek. Już same nazwy mówią o co w tym wszystkim chodzi. Muzycznie zmian nie było tak wiele w stosunku do "czystego" grindcore'u - niektóre kapele dodały o wiele bardziej głęboki wokal, często wykrzykiwany na wdechu, przypomniający bardziej odgłosy wymiotowania lub zarzynania świni niż klasyczny growl. Dodano też sample: odgłosy wydawane podczas seksu w porngrindzie (jeden z kawałków kapeli XXX Maniak to w większości odgłosy seksu oralnego) i wszelakie krzyki, wrzaski i tym podobne w goregrindzie. Popularne stały się też rozmowy czy dialogi, zwykle wulgarne, wyjęte żywcem z filmu porno bądź taniego horroru. Na zakończenie kolejna okładka. Tym razem jednak nie wkleję jej do artykułu, bo uwierzcie mi: większość z was nie chciałaby tego zobaczyć. Jeśli jednak macie skończone osiemnaście lat i mocne żołądki to możecie sobie poszukać w grafice google okładki albumu "Pussymist" zespołu Necrocannibalistic Vomitorium. Nie mówcie, że nie ostrzegałem.
Równolegle do grindcore'u rozwijał się gatunek zwany brutal death metal. Nie poświęce mu jednak wiele miejsca, bo to jednak grindcore i jego odmiany jest uznany za najbardziej zwyrodniały gatunek muzyczny - poza tym zespoły grające brutalny death metal nie zawsze obracają się w tematyce gore - na przykład amerykański Nile na swoich płytach zajmuje się mitologią starożytnego Egiptu, wykorzystując na przykład teksty staroegipskich modlitw.
Wspomniałem wcześniej o horrorach. Brutalne, pełne krwi, przemocy, seksu, mające jednak spore grono fanów. Bo wszyscy wiedzą, że seks i przemoc się sprzedaje. Dla tych którym wystarczają lżejsze doznania powstają "zwykłe" filmy sensacyjne - jest trochę krwi, trochę strzelania, trochę bijatyk. Zresztą, wystarczy przywołać kreskówki. Od małego dzieci oglądają to spadające fortepiany, to okładających się superbohaterów.
Czy to jest złe? Gdyby było tak jak mówią najzagorzalsi przeciwnicy agresji w świecie rozrywki - że owa agresja rodzi agresję, że jest źródłem przemocy - to po ulicach chodziłyby legiony psychopatów. Zawsze twierdziłem, że akty tworzenia, słuchania, czy przebywania na koncertach tych "zwyrodniałych" kapel pozwalają się wyżyć, pozbyć negatywnych emocji. Bo wszyscy wiemy, że tłumienie ich w sobie nic nie daje.
To nie miała być historia grindcore'u. Mam tylko nadzieję, że chociaż paru osobom uświadomię, że psychopaci to wynik chorób umysłowych, że nie biorą się z tej czy innej muzyki, z takich czy innych filmów lub gier. Odpowiadając na pytanie będące tytułem tego artykułu: tak muzyka łagodzi obyczaje. Również, a może zwłaszcza taka.
I na koniec cytat z Liroya, człowieka nie mającego z muzyką grindcore nic wspólnego:
To nie od filmów czy muzyki lecz od Ciebie zależy
Jakim człowiekiem jest Twoje dziecko
Więc poświęcaj mu trochę więcej czasu niż swojej
Pogoni za pieniędzmi
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 2
Nie mam nic przeciw muzyce . Mając 51 lat słucham każdej muzyki metalu też . Faktem jest że teksty śpiewane przez metalowców są brutalne pełne przemocy i seksu . Jak Odbiera i interpretuje je młodzież zależy od tego jak ją wychowujemy . Wychowalismy z żoną czwórkę i jestem z nich dumny .
To jeden z lepszych artykułów jakie czytałem na iThinku :) Uwielbiam, gdy ktoś potrafi spojrzeć wielopłaszczyznowo na temat.
Większość ludzi patrzy okropnie płytko i to jest jedna z rzeczy, którą ludzie mnie najbardziej zawiedli.
Sztuka (jej tworzenie i podziwianie), to jedno, a życie to drugie. Ja sam piszę opowiadania i chociaż do tej pory nie mam na koncie nic obrzydliwego czy makabrycznego, to wiem, że w każdym momencie mógłbym usiąść i wczuć się w kogo tylko chcecie.
Mogę opisać wam masakrę, mogę pokazać wam moralny upadek ludzi. Wyobraźnia ludzka jest potężna, a w dodatku tacy jak ja mają smykałkę do tego i są w tym jeszcze bardziej wprawieni.
I naprawdę myślicie, że opisując np. gwałt zakończony morderstwem, a później nekrofilią i jeszcze kanibalizmem na dokładkę naprawdę chciałbym to zrobić? Że naprawdę uznawałbym to za słuszne? Ludzie, mało znam ludzi tak pokojowych jak ja, a w dodatku jestem wegetarianinem.
Nie pozwólcie się ograniczyć przez stereotypy czy obawy :)














