Nowe trendy wytyczone!
Artykuł był czytany 2122 razyStatuetki na sopockim koncercie Trendy 2008 rozdane! Jak wiadomo, nagroda nagrodzie nierówna, warto zatem, przyjrzeć się tegorocznym zwycięzcom.
Faworytem publiczności okazał się, działający od dwóch lat, toruński zespół Manchester. On też zdobył nagrodę internautów. Tymczasem, jury, zgromadzone na konkursie wyróżniło zwycięzcę programu „Nowa Generacja” - zespół LOV. Nagroda dziennikarzy przypadła w udziale grupie Video, a prezydent Sopotu postanowił nagrodzić pobytem w hotelu formację Mikromusic.
Opera Leśna była w tym roku głębokim oceanem, gdzie można było utonąć w falach doskonałej muzyki. Przeważał rock, często podszyty elektroniką, było też dużo jazzu, brit popu i fusion. Zdobywca dwóch nagród – w tym głównej, kampanii promocyjnej za 500 000 zł – zespół Manchester, bynajmniej nie debiutował na scenie. Ma już za sobą występy na festiwalach w Węgorzewie i Jarocinie. Wybrany zespołem roku 2007, w plebiscycie „Toruńskie Gwiazdy”, w Sopocie przedstawił piosenkę: Dziewczyna gangstera. Dotychczas znane piosenki Manchester (Nie chce się spać, Nie na pierwszej randce) są melodyjnie do siebie bardzo podobne. W swoich tekstach, chłopcy opisują relacje damsko - męskie, stając zawsze po stronie mężczyzn. I to tłumaczy, dlaczego na logo zespołu pojawia się uwodzicielska diablica, a ich motto brzmi: Kobiety są ZŁE. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że mimo tej jawnej niechęci do płci pięknej, na brak fanek zespół narzekać nie może.
Z wszystkich wykonawców najbardziej podobała mi się czteroosobowa, wrocławska grupa LOV – zdobywca nagrody Jury. Występ na Sopot TOP Trendy Festiwal, zawdzięczają wygranej w programie TV4: Nowa Generacja. Pokonali tam dziewięć innych zespołów, zyskując sympatię widzów. O sobie mówią, że są zgraną ekipą. Tworzą bezpretensjonalną muzykę, którą na własne potrzeby nazwali Europejskim Gitarowym Rockiem. Rock może i europejski, ale na pewno nie kontynentalny. Słychać wyraźnie wpływy muzyki brytyjskiej.
Dużą dawkę gitarowego grania zapewniła również, występująca jako ostatni finalista, formacja Plateau. Muzycy zaprezentowali piosenkę, która już jest znana i popularna: Nic nie pachnie tak, jak Ty (oryginalnie śpiewana wspólnie z Renatą Przemyk). Zespół słynie z zabawy cyrkową konwencją na scenie. Członkowie występują w przebraniach, ostrym makijażu, zamieniając swoje koncerty w barwny happening. W sumie trudno się dziwić, skoro piosenka, z którą przyjechali do Sopotu, pochodzi z albumu: Mistrz Tupetu i Jego Bezczelny Cyrk.
Za najciekawsze odkrycie tego festiwalu uważam, skupioną bardziej na łączeniu trip hopu, jazzu i funky, niż na graniu rocka, formację Mikromusic. Finaliści Opolskich Debiutów 2004, i wcześniej podwójni laureaci Ogólnopolskiego Studenckiego Festiwalu Piosenki w Krakowie (w 2002 i 2003 roku), dwa lata temu wydali płytę, która spotkała się z ciepłym przyjęciem krytyków i recenzentów. Przeplatają muzykę elektroniczną z tradycyjnymi instrumentami, takimi jak trąbka czy fortepian.
Na sopockich Trendach, muzycy flirtujący z brzmieniami elektronicznymi stanowili przeważająca część wszystkich występów. Oprócz Mikromusic, w tej stylistyce zaprezentował się także Cuts, od trzech lat łączący różne style w tzw. post rocka (zainteresowanym polecam singiel promujący ich przyszła płytę: Stars and Scars), czy Mietall Waluś Magazine. Ten ostatni przedstawił na koncercie trzeci singiel pt. Słońce, ze swego debiutanckiego krążka ( Mietall Waluś Magazine). Muzyk śpiewał wspólnie z wokalistką Anią Ruttar.
W tym roku, Opera Leśna gościła również wykonawców nie tyle mało znanych, co tworzących muzykę niszową, a więc z góry skazaną na brak masowego zainteresowania. Wśród nich pojawiła się Maja Sikorowska – córka Andrzeja Sikorowskiego, z którym wspólnie udzielała się na płytach Grupy Pod Budą. Maja na co dzień śpiewająca po polsku i grecku (jej mama jest Greczynką), na koncercie zaprezentowała się w stylu country/blues rock (a więc nieco archaicznie), śpiewając o Kolegach Taty (Panowie, można mniemać, także nie pierwszej już młodości). Być może dlatego jej występ przeszedł bez większego echa. Z podobnym brakiem odzewu spotkała się piosenka swingującego Jarka Wista. Wokalista ten, utożsamiany z Michaelem Bublé czy Jamiem Cullumem, nie podołał trudnemu tekstowi swojego utworu, przez co z jego ust, często wydobywał się niezrozumiały bełkot.
Na sopockich trendach, niestety nie zabrakło muzyków, którzy poziomem wyczucia estetyki drastycznie odstają od reszty finalistów. Mowa o zespole Video. Reklamują się jako nowa twarz na polskiej scenie muzycznej. W rzeczywistości, nie ma w nich nic nowego. Video tworzą przede wszystkim Tomek Lubert (były gitarzysta Virgin) i wokalista Wojtek Łuszczykiewicz (związany wcześniej z formacją Superpuder). Wspólnie z czterema innymi muzykami, tworzą dziwną mieszankę, którą nazywają gitarowym graniem. Mnie bardziej przywodzi to na myśl piosenki z okresu świetności Papa Dance. Do Sopotu zawitali z utworem: Idę na plażę, w którym przez ponad trzy minuty, zapewniają nas, że świetnie się czują, idąc plażować. Słuchając ich, miałam nieodparte wrażenie, że ten zespół jest potrzebny tak naprawdę tylko Tomkowi Lubertowi do otarcia łez po rozstaniu z Virgin. Tylko dlaczego słuchacze mają cierpieć, bo Doda zamiast z zespołem, wybrała się w trasę koncertową ze swoim różowym statywem?
Festiwal Trendy w Sopocie zadziwia mnie nieprzerwanie od sześciu lat. Bez względu na to, kto wygrywa, pojawiają się tam zespoły warte słuchania. Czasami znane bardziej, kiedy indziej całkowicie niszowe, ale zawsze te, które mają coś wartościowego do przekazania. Ciekawe aranżacje muzyczne, bogate instrumentarium, inteligentne teksty, zdradzające zaangażowanie autora w ich tworzenie. W tym roku było podobnie. I nawet udział Video, którego wystąpienie należy po prostu uznać za wypadek przy pracy, nie był w stanie zatrzeć dobrego wrażenia, jaki ten koncert po sobie pozostawił.













