Pośmiej się z polityków
Artykuł był czytany 1063 razy
"Nikt nie miał pomysłu jak uczcić rocznicę powstania rządu. Tradycyjnie w takich sytuacjach był koks, drogie dziwki i bieganie na golasa (...)" - nowa satyra polityczna w sieci.
To było potrzebne od dawna. Jak przez mgłę pamiętam „Polskie ZOO”, które gromadziło przed telewizorami tłumy widzów, ze śmiechem oglądam też kultowe skecze Laskowika i Smolenia. Politycy i władza to taki wdzięczny temat żartów, a niestety na naszym krajowym podwórku od lat w tym temacie posucha i mizeria.
Dlatego też ucieszyłem się, gdy otworzyłem podesłanego po koleżeńsku linka. Blog „historia-prawdziwa”. Wystarczy rzut oka, żeby ocenić całość:
„W miesiąc przed rocznicą ustanowienia rządu siedzieli we trójkę przed drzwiami pomieszczenia z Robodonaldem. Zbliżała się jesień i nikogo to nie cieszyło.
- Co tu zrobić? – zachodził w głowę Komorek. – Naprawdę, cały świat się na nas uwziął… Gdyby była zima pojechalibyśmy w Alpy… Gdyby lato, nad morze wygrzać się na plaży… A tu jesień…
Nikt nie miał pomysłu jak uczcić rocznicę powstania rządu. Tradycyjnie w takich sytuacjach był koks, drogie dziwki i bieganie na golasa, ale odkąd ustalono, że ludzie K. opuszczając MSW wynieśli kilka kartonów podsłuchów, trzeba było się pilnować.
- Ja wiem – powiedział poważnie Niesiołek. – Weźmiemy kałachy z magazynu i porwiemy prezydenckiego kota. Będziemy kroić sierściucha i wysyłać po kawałku do pierwszej damy, dopóki K. nie odda nam podsłuchów, wszystkich co do jednego, z komisyjnym, k**wa, potwierdzeniem! – skończył krzycząc.
- Cicho, młody słucha… - skarcił go Komorek wskazując gestem na Szczynę.
- Niech się uczy. Tak się robi politykę, młody!
Szczyna miał pomysł. Pielęgnował go od tygodnia. Czekał na dogodną okazję, żeby zaskoczyć wszystkich. Poczuł, że moment nadszedł:
- Pojedźmy do Spa – wypalił.
- O proszę! Młody ma język, nie wiedziałem! – zdziwił się złośliwie Niesiołek.
- Przestać się czepiać i daj chłopakowi rozwinąć myśl – stanął w obronie Grzesia Komorek. – Mów Grześ, słuchamy.
- No normalnie, do Spa na balangę. Najpierw wyczyścimy teren z pluskiew, a potem zamkniemy się w czterech ścianach. Guzik nas podejrzą. A jak który będzie wyłaził, to w łeb i z powrotem do środka – mówił coraz bardziej pewny siebie Szczyna. – W końcu trzeba jakoś odpocząć po tej rewolucji październikowej w sejmie – zakończył przygotowanym od tygodnia tekstem i czekał efektu.
Komorka i Niesiołka zatkało, a potem gruchnęli śmiechem.
- Grzesio, ty to jesteś fajny facet. Co tak zawsze siedzisz cicho? – Niesiołek nalał mu whisky. – No, napij się z nami.” (Odc.9).
Albo tu:
„Gosiu był starym szturmowcem. Za dziecka harcerz, dzisiaj człowiek od zadań specjalnych. Powtykał za ubranie gałązki z listkami i kiedy słońce schowało się za horyzontem niepostrzeżenie podczołgał się pod drzwi frontowe. Pchnął je, były otwarte – ludzie Platformy czuli się pewnie. Strach przed ich zemstą był najlepszą ochroną przed atakami. Przyciśnięty do ściany bezszelestnie stąpał po grubych dywanach kryjących marmurowe podłogi.
Paweł Grass jak co wieczór oglądał swój ulubiony serial, „M jak miłość”. Zapatrzony w ekran nie zauważył cienia wyrastającego za jego plecami.
- Wiemy o tobie wszystko! – powiedział mu prosto do ucha Gosiu.” (Odc. 7)
Idea bloga jest prosta: przekręcone nazwiska autentycznych polityków, surrealizm wymieszany z bieżącymi wydarzeniami podlane dowcipem na poziomie. Czasem w tym przeinaczonym świecie robi się gorzko, a kiedy człowiek przyłapie się na tym, że to – chociaż odbita w krzywym zwierciadle – jednak nasza rzeczywistość robi się na sercu jeszcze ciężej…
W każdym razie teksty pisane z werwą i literackim zacięciem czyta się dosyć przyjemnie. Coś dla fanów Monthy Pythona.
Źródła cytatów: www.historia-prawdziwa.blog.pl














