Edukacyjno-wychowawczy sens przedstawienia o komputerze
Artykuł był czytany 2262 razy
Czy na dzieci działa magia komputerów, czy tylko dostępnych za ich pośrednictwem gier? A może trzeba inaczej kształcić dzieci by umiały twórczo korzystać z tego narzędzia?
Śmiało można przyjąć, że ćwierć wieku temu komputer z urządzenia, z którym obcowali tylko wybrańcy zaczął w niebywale szybki sposób przybliżać się do naszych biur i domów. Dzisiaj mamy do czynienia z sytuacjami, gdy komputer staje się niańką już dla kilkuletnich dzieci, a starsze nie mogą się obyć bez posiadania tego urządzenia i spędzania przy nim kilku godzin dziennie. Wszystko to prowadzi do powszechnego przekonania, że dzieci świetnie się na tym znają i łatwo uczą posługiwania się sprzętem komputerowym we wszelkich dziedzinach.
Po początkowym okresie braku krytycyzmu szkoły, biblioteki, inne ośrodki, a nawet niektórzy rodzice wprowadzają ograniczenia w sposobie w jaki dzieci mogą korzystać z komputerów. Zabrania się m.in.: przeglądania stron internetowych z treściami nieodpowiednimi dla wieku oraz grania we wszelkie gry. Okazuje się, że taki rygor prowadzi do tego, że stanowiska komputerowe dla dzieci pustoszeją. Czyżby magia komputera to była tylko magia tandetnej rozrywki?
Kilkanaście lat temu pewien naukowiec-informatyk czytając swoim dzieciom do poduszki porcję bajek zauważył, że niektóre książki zwłaszcza amerykańskich autorów próbują zachęcić szerokie grono czytelników równie bajkowym wstępem, w którym jednak występują pojęcia informatyczne. Pomyślał więc, że można by treści informatyczne i naukowe ubrać w formę bajki i w ten sposób przekazywać je dzieciom. Tym sposobem kilkanaście opowiadań zostało wydanych w 1996 roku w Warszawie, a opowiadanie naśladujące narracją "Mikołajka" i wierszyk trafiły do pisemka "Domowe przedszkole" w 1998, skąd do dziś są powielane w elementarzu "Nasza szkoła" MAC Edukacja.
Na przełomie 2007/2008 w serii kolorowych książeczek z naklejkami narodził się dziecięcy bohater Alan Bit. Dopiero jemu udało się zrealizować wcześniej niemożliwe marzenie autora by jego bajki zostały opowiedziane dzieciom na głos. Wyszła płyta ze słuchowiskiem i dwiema piosenkami http://www.youtube.com/watch?v=_gv6rGtbYTI. Prawdziwą rewolucją była jednak dopiero inscenizacja zrealizowana przez gimnazjalne kółko teatralne: http://vimeo.com/2352659. Ośmieliło to autora by planować większe przedsięwzięcie dla nieco starszych dzieci i przybliżające treści, które poznają jedynie wybrani studenci. Forma oczywiście będzie bardzo przystępna: piosenki, inscenizacje i ćwiczenia-zadania. Impreza dla 100 dzieci zaangażuje ok.50 osób(uczniowie szkół podstawowych, gimnazjaliści, licealiści, nauczyciele, kompozytor, chórzyści), w większości na zasadzie woluntariatu.
Jaki jest zatem cel tych wszystkich działań? O "Bajecznej informatyce" jakiś księgarz powiedział, że jest zbyt naukowa. I nie chodziło mu o nieprzystępność książeczki, ale zbyt małą jego zdaniem utylitarność. Tzn. dla niego idealna książka to taka, która krok po kroku instruuje co zrobić by osiągnąć jakiś określony cel. Jednak taki sposób edukacji jest koniecznością dla ludzi dorosłych, którzy poznają komputer by wykonać konkretne działania. I mówi się trudno, że za kilka lat przejdą to samo z nową wersją programu. Natomiast zdaniem owego naukowca dzieci powinny raczej uczyć się by zrozumieć informatykę, co nie tylko uodporni je na wiele zmian jakie zajdą w ciągu ich życia ale też otworzy drogę do twórczego podejścia do informatyki. Może dzięki temu, że jakieś dziecko przeczyta w elementarzu o tacie-programiście, który pisze program do nauki liczenia swojemu synkowi samo zamarzy o tym trudnym ale intratnym zawodzie i np. wyrwie się z jakiegoś biednego środowiska? A inne opowiastki dadzą lepsze podstawy matematyczne. A wszystko za sprawą dostatecznie wcześnie wykorzystanej magii komputera, co jednak nie oznacza przekonywania dziecka że na tym świat się kończy i zaczyna.














