iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Teatr
+ - 8

OPERA CA IRA, rockman i dres

03 09 2006 Karolina Drejerska Artykuł był czytany 2137 razy

26 sierpnia, godzina 21.00. Tysiące Polaków naciskają przycisk pilota, by przenieść się do Poznania. Wielbiciele muzyki Rogera Watersa w oczekiwaniu na tworzoną 15 lat operę rockmana. Zakochani w twórczości Janusza Józefowicza liczyli na wspaniałe, zapierające dech w piersiach widowisko.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Tych pierwszych spotkało wielkie zaskoczenie. Muzyk powitał bardzo serdecznie widzów po polsku. Następnie mogliśmy się przekonać o jego skrywanych dotąd możliwościach. Chwile muzyki rockowej przeplatały się z utworami operowymi, gdzieniegdzie zaskakiwała nas również muzyka gospel.
O ile fani Watersa mogli czuć się mile zaskoczeni, to na pewno nie spotkało to wielbicieli „Metra”. Twórca tego legendarnego musicalu znów pokazał, co potrafi. Jako choreograf zadbał, by opera, okraszona była widowiskami cyrkowymi, akrobacjami, projekcjami filmowymi. Widz z zapartym tchem śledził to, co działo się na trzech scenach. A działo się naprawdę dużo. Swą wizję reżyser przedstawił na trzech scenach. Dech w piersiach zapierać mogły bogato zdobione stroje, wychodzący na scenę koń, wjeżdżający samochód czy lecący nad widownią ludzie zamknięci w klatce. Z owego snu wyrwać nas mogła jedynie powracająca wciąż myśl, że mimo całego zauroczenia niewiele tak naprawdę rozumiemy. Że aby świadomie podziwiać całe widowisko, rozumieć wszystkie metafory, trzeba być historykiem. Pomimo ciągłego przeplatania twarzy, wprawiających w osłupienie zdarzeń, nagle wydarzyło się coś dziwnego. Kamera zatrzymała się na jednej z tancerek, a następnie serwowała nam widok jej zbolałej twarzy przez kolejne kilka minut. Każdy, kogo zainteresowały kiedyś wątki biograficzne Józefowicza, rozpozna jego życiową partnerkę Nataszę Urbańską.
Ciężka praca artystów została doceniona przez widownię gromkimi brawami. Pan Waters bardzo godnie przyjmował gratulacje. Pan Józefowicz jednak musiał być oryginalniejszy. Na scenie pojawił się w dresie, ostentacyjnie rzując gumę. Mam jednak nadzieję, że nie zraziło to wszystkich jego wielbicieli tak, jak zraziło mnie…





+ - 8

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

druid 777, SemiPro , Mariusz Plaga

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 6

1. Mariusz | 23:31 31-08-2006

"O ile fani Watersa mogli czuć się mile zaskoczeni, to na pewno nie spotkało to wielbicieli „Metra”. Twórca tego legendarnego musicalu znów pokazał, co potrafi." To w końcu fani byli zadowoleni czy nie? Ogólnie krótkie, powierzchowne i bardziej streeszczenie niż cos innego. Jednak do mnie dotarło chociaż nie mam pojęcia kto to jest Waters, co raczej dobrze świadczy o tym tekscie.

2. SemiPro | 17:07 01-09-2006

No tak, Józefowicz sam sobie więc wystwił wizytówkę...

3. druid | 00:39 03-09-2006

Akceptuję...,choć szkoda, że tych wszystkich metafor autorka nie wyłuszczyła...

4. Andrzej P. | 06:35 03-09-2006

Mój tekst powstały już w niedzielę(27) i obejmujący całość występów członków Pink Floyd w Polsce nie doczekał się recenzentów iThink. Na http://www.fantasyworld.pl/v_article.php?i=3003 można się też z komentarzy przekonać jak do zjawiska podchodzą współczesne nastolatki.

5. Karolina | 11:18 03-09-2006

zauważ, że przedstawione są dwie strony medalu. Choć stworzył wspaniałe widowisko, nie było ono do końca zrozumiałe, a jego zachowanie również nie świadczyło dobrze o nim samym...

6. Jarosław | 19:54 03-09-2006

"co działo się na trzech scenach. A działo się naprawdę dużo. Swą wizję reżyser przedstawił na trzech scenach." Do tego brak jasnego podzielenia tekstu na akapity, kiepsko stylistycznie. Tekst sprawia wrażenie, że autor nie przeczytał go przed publikacją.