iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Teatr
+ - 0

"Walerian Łukasiński"

05 06 2008 "Cyberius" czyli Zee Jop Artykuł był czytany 2772 razy

Walerian łukasiński
-sztuka o odwiecznej walce pierwiastka romantycznego z realistycznym myśleniem, której żart i groteska nie są obce

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Szlisselburska twierdza, pomieszczenie więzienne

 

WALERIAN ŁUKASIŃSKI

duch STAŃCZYKA

STRAŻNICY

NACZELNIK więzienia

LEKARZ

i INNI

słychać “Etiudę rewolucyjną” w tle

 

Naczelnik więzienia rozmawia z lekarzem

 

SCENA PIERWSZA

 

siedząc przy stole naprzeciw siebie, pomieszczenie urządzone bardziej niż skromnie, a krzesła stare i zniszczone podobnie jak i stół

NACZELNIK -chodzi w tą i z powrotem, czy coś da się zrobić w tej sprawie?

 

LEKARZ- nadzieja jest niewielka, nikła, przeżył w celi lat kilkadziesiąt, to prawdziwy Wallenrod. Cztery powstania go minęły, głowy królów spadały, i korony po ziemi toczyły się.

Dostał leków w każdym razie. I wola nie maleje, choć ciało, cóż, słabe już, i milknie.

 

NACZELNIK -Medyku, opatrzcie jeszcze rany, zmieńcie dietę, może częściej pomieszczenie kazać wietrzyć

 

LEKARZ- zobaczymy co się da jeszcze zrobić, [mówi i odchodzi].

 

 

SCENA DRUGA

 

w celi Walerian sam. “Symfonia z fanfarami” w tle cela urządzona więcej niż skromnie , ale jest jedno krzesło na którym można usiąść, usiądzie na nim Stańczyk, oprócz tego w rogu znajduje się łóżko przykryte jakimś ciemnym kocem. Walerian skuty łańcuchami może jedynie stać lub leżeć. Mówiąc “siedzę”, mówi tak tylko

 

WALERY ŁUKASIŃSKI- siedzę i czekam, i nikt nawet nie wie gdzie. Szkoda że nie spotkałem Stańczyka, mój bunt jako czysty impuls miałby sens, słomiany ogień i zupełnie wypaliłby by się pusto, taką wielką pustką i żalem, na marne poszło całe moje życie, i mój bunt Tyle szkół i miast mogłem zbudować, ale Stańczyka nie zdążyłem spotkać.

 

STAŃCZYK [duch jego pojawiający się, który usiądzie na krześle] -szkoda że Łukasiński na mojej drodze nie stanął, bo bunt szlachetny, ale pusty, jest jak Lucyfera płomień, płonie na nic. Na tym ogniu garnka nie postawisz, obiadu nie ugotujesz, nie ogrzejesz dzieci, tylko niespełnione życie pozostaje, nasi możni patrioci. Hej Dębicki bracie , ile lat miałeś, jak twoje życie gasło, a dusza szła do nieba, w trudzie i kurzu, bo je przerwał miecz.

 

“Symfonia z fanfarami”

dalej twierdza, Walerian, jakby mu przybyło sił, mówi głośno i prawie przemawia w uniesieniu, ożywiony żeby nie powiedzieć rozpalony i w gorączce

 

WALERIAN-Hej Polacy do szabel! Do broni, i na konie, przywróćmy utraconą Nomos. Na Zawiszę Czarnego! Na Monumenta Sarmackie, zakręćmy kołem rycerskim! Do walki, do broni, każdy kto ma kosy i szable. Dębiński gdzie jesteś panie szlachcicu, i ty, panie Starowolski, objaw nam się, w sarmackiej krasie, z Marsem który zawsze nam sprzyjał, i był zawsze po prawej stronie.

A ja będę rwał łańcuch w tym momencie próbuje zerwać łańcuchy na swoich rękach, i szarpie się z samym sobą ,

-ja Prometeusz do końca, jam polski szlachcic w którego żyłach płynie krew, a nad głową pan Bóg, jak tarcza, świeci prawda.

Świat. Herostratesy, wy i buntowniki, wiedzcie to!

 

Duch STAŃCZYKA w stronę widowni - Szymon Marcjusz, Jan Łaski, Imci moi są kamraci, A W STRONĘ ŁUKASIŃSKIEGO a ty panie kim, bo ze szlachcic polski, widzę panie bracie. Ja przyjaciół lubię mieć. Ale przez rozum przepuścić wcześniej sprawę, żeby przeszła, a nie gorąco

Gorące mężne serca to tak, ale do pary z zimną głową. Ja mam lód na czole, ale w sercu płonie ogień, jak duch święty, i pokazuje światło w drodze.

Kronikarze złych wiadomości, różne rzeczy mówili o mnie, ale posłuchaj:

Stary miał za ciepło, poowijany w pieluchy cały, i tron koło pieca stał. . „Va bene”, nie ruszaj, i w systemie zaczęło gnić i rozkładać, psuć się od tego ciepła i bezruchu i nie wietrzonego powietrza.

Bo musisz mieć ogień i powietrze, a wtedy wszystko zaskakuje, a inaczej marnieje, a po drugie Zygmunt, Zygmunt, to imię, imię dla króla? A Waza? To micha królewska, ale michę nosić, nosić, przenosić statek i stolice do puszczy, i w dziewiczy zakątek?

 

Słychać rozmowę strażników na korytarzu

 

STRAŻNIK PIERWSZY- no to flaszka, w imię rewolucji socjalnej pyk

 

STRAŻNIK DRUGI-Rabuj własność pod osłoną nocy, i mów im, że wolność mają, ale bez własności, że nie ma gdzie postawić nogi, drobiazg.

 

STRAŻNIK PIERWSZY-republika socjalna w nas, a reszta, resztę otacza krata, kratka.

 

STRAŻNIK DRUGI-pociotku, wypijmy, hej ho

 

STAŃCZYK [w celi Waleriana] -już gdańszczanie łódkami do Warszawy płyną, desant robią, ciemno sprawy widzę i galeria postaci z wąsami, magister populi się zjawia, my z kraju stojącej hutami

a ty tu chamie, po co tu, nic tu do nas, sio mucho, kuro, idż do ziaren lepiej, albo do Kanady wyjedż tam lepiej

STAŃCZYK dalej- Chocholenie, chocholenie, krzyki, ryki, na grubego zwierza polowanko małe ,bez nagonki i bez fuzji.

Ale chamie, a mówi to jakby w stronę strażników z wody mózgu nie zrobisz, i z mózgu wody też nie da rady, nie wyciśniesz nic wody w piasek pustyni, i żadna nowa roślina nie wyrośnie. Ach pajdosy, pajdoski. Pajdum pajdorum, Pajdearum. Teraz zaczyna mówić do Łukasińskiego, obracając się powoli w jego stronę

Tłuste grube gęby, wymazane smalcem i dżemem, do polityki nie nadają się Panie, Łukasiński, szable wznieśmy, sarmacką broń, zbrojne ramię nas.

 

ŁUKASIŃSKI- Wiesz, że stwierdzenie to retoryczne, a ja w kajdanach mogę jedynie dzwonić, takimi łańcuchami związali mnie, żebym przysięgi dochował.

 

[na korytarzu śpiewają strażnicy, co jednak w celi słychać]

 

STRAŻNICY-My jesteśmy Widzimisie Widzimisiowie

 

[Stańczyk i Łukasiński zdegustowani wypowiedziami strażników]

 

STAŃCZYK- Chamum chamorum, bezkształtne bydle bez formy, ani twarzy, u niego mieszka. Bo to meduza.

 

ŁUKASIŃSKI-Wąsata meduza, prowadzona przez gawiedzi tłumek

 

STAŃCZYK-Motłoch

 

ŁUKASIŃSKI-jak szczurołap, uwiódł głupców, miłą dla ich serca muzyką, i prowadzi na zatratę.

 

STAŃCZYK- Ślad takiej meduzy ze Szwecji, przecież to bydle nie tresowane, bez formacji. W szkole nie bywałe. Chamie precz, bo szabla to szlachecka broń, tobie nawet butów naszych czyścić nie wolno. Precz.

 

ŁUKASIŃSKI-Chytre to takie, sama chytrość i przebiegłość, tam nic więcej nie ma, tylko jak złowić kolejną rybę

 

STAŃCZYK- Jeszcze narodu się wyrzeknie, i państwa, w zamian za mgliste obietnice, utkane ze mgieł ,przez pana dukatów. Sakiewkę pełną grosiw, w obietnicy

 

ŁUKASIŃSKI- mglistość, mglistość

 

STAŃCZYK- Niejeden matkę sprzeda, i ojca, za trochę grosza. Tyś nie wiedział, że tak jest panie Walerian?

Tłusta chciwa gawiedż, wybiera sobie podobnego na króla, papierowe korony im nakłada na głowę, bo tak jakby patrzyła w lustro, widzi siebie i myśli, ze to on rządzi, i jest panem świata nieszczęsny, i wodzem, chory od podniecenia.

Och panie Walery, szkoda kutwić i mantyczyć, ale chytre są te psy, i patrzą, co by tu skorzystać na innych albo ukraść. Na targ by zawiedli ojca i dziecko na powrózku, za garczek by brata sprzedali. Nie widziałeś takich rzeczy, a tyś młodo do twierdzy trafił.

 

ŁUKASIŃSKI-tak poza twierdzą i kołyską ja świata nie widziałem

 

STAŃCZYK-ty jeszcze nie wiesz, że za wolność naszą i waszą, na Haiti wytłukli trochę murzynów, a Hiszpanom dali bobu. Na koniku bujanym poskaczesz i pokrzyczysz, wyżyjesz się bracie, a potem poleżeć można, i tak znów. Powstań, pokrzycz, padnij

 

ŁUKASIŃSKI-naprawdę

 

STAŃCZYK-Ja mam lód, w środku głowy, i na czole. Sam widziałem, Wokulski sznurkiem cara nie porwał, i rewolucji nie zrobił. My prawolucje wolim. Lewo nie, ani na lewo. W tył na prawo, i potem w przód na prawo.

 

ŁUKASIŃSKI-ja zawsze chciałem płomieni, i podpalić świat, żeby zajaśniał.

 

STAŃCZYK-jak Prometeusz i Syzyf jesteś. Czy może jak Herostrates, podpalacz świata i buntownik. Byli tacy kozacy, co stepy podpalić chcieli, i jeden pan wielki, Jarema, Wołosz i Rusin, który chciał bogom równy być, a drugiego człowieka miał za nic..

Ja tam zwyczajny lubię być, i sprawę wziąść po kolei, wieczorem przyjść, bez rozgłosu. Nie żebym bał się walki, mój drogi Józef Szujski, też był w powstaniach, tak jak Traugutt, ale ten patrzy na sprawę, jaka sprawa, i co warto, a co trzeba zrobić, która rzecz stoi, i po kolei. Nie z murgrabią nie stoję za bardzo, i w wielkiej komitywie nie jestem. Józef co innego, a szyja u niego żadna. Po co nam Syzyf i Prometeje. Z kamienia Syzyfa domu nie zbudujesz, z jego ciężkiej pracy, pożytku nie ma. A język Prometeja przeszkadza sąsiadom w nocy spać.

Bogowie znają losy, i wiedzieli jak ma być.

 

ŁUKASIŃSKI-moja droga głupia co mówi ze smutkiem

 

STAŃCZYK-nie głupia, ale warz cele bracie, i skutki, myśl więcej i szukaj przyczyn. Nie tylko szczera chęć. Ale dom zbuduj najpierw i drogę. Studnie wykop. Nakarm konie, a o zdrowie zapytaj żonę i dziecko, i czy mają co jeść. A ty, jak tam, bez miski i w chłodzie, dobrze ci?

 

ŁUKASIŃSKI-ja kajdany chciałem zerwać, łańcuch który spętał nasz kraj.

 

Stańczyk-Nie wiedziałeś że w głowie były?

 

ŁUKASIŃSKI-W głowie, i poza głową też

 

STAŃCZYK-raz walczyć, a raz budować, pracować i spać, sztukę oglądać, i liczyć dukaty w kieszeni, chodzić do szkoły, i na spacer, myśleć i czuć, a nie tylko czuć.

 

ŁUKASIŃSKI-Ja nie tylko myślę

 

STAŃCZYK-w rzeczy samej wszystko na swoim miejscu. Bez dramatu, żeby znależć wyjście z każdego dołu, do tego trzeba chłodnej głowy i dobrego oka. Ale bicie piany, to nie dla mnie.

 

ŁUKASIŃSKI-Popatrz ile szlachetnych bohaterów, Pan Tadeusz z Nowogródka, Sołtyk wieziony w powozie

 

STAŃCZYKJ- tak bohaterom należy cześć złożyć, i na ołtarzu świeczkę zapalić

 

ŁUKASIŃSKI-ale ważyć też sprawy równo

 

STAŃCZYK-właśnie tak. I nie mieszać, nie pomylić co do czego. Szablą się walczy, ale rów kopie łopatą, nie zapomnij pan.

 

ŁUKASIŃSKI-nie zapominam

 

STAŃCZYK-to cieszę się. Boś mi sercu miły, mojemu, lubię bohaterów, a jeszcze bardziej jak wygrywają w bojach

 

ŁUKASIŃSKI-Sarmacka gorąca krew, to nasza rzecz, i mężne serca, my lubimy to mieć.

 

STAŃCZYK- ona nas duchowo unosi, i jest dojrzała, wtedy na skrzydłach płyniemy, i na koniach skrzydlatych pegazach to dla nas. Byle nie mieszać. Gdzie zimne ma być zimne, a co gorące, gorące.

Łukasiński, podpalasz świat, a ja Stańczyk realista, co ja tu robię? My dwaj?

 

ŁUKASIŃSKI-Posłuchaj: idziesz na wojnę jak mężczyzna. Mężny duchem i walczysz, ale nie wiesz kto przegra.

 

STAŃCZYK-tak czuje to, i rozumie, żeby tylko z motyką na słońce nie iść, ani ze sznurkiem na cara nie zaczajać się.

Koprowe Pole zobaczyć, albo choćby po krakowskim mieście pochodzić, sukiennice pooglądać i pomniki.

 

ŁUKASIŃSKI I młotem w zegar uderzyć, i wyjść poza czas

 

STAŃCZYK-czas jest w twojej głowie mój złoty.

ŁUKASIŃSKI- słuchaj, tam jeden był taki, od wychylania pucharów ze złotych czar.

 

STAŃCZYK-zostawmy, dajmy spokój, bo to szkoda czasu i słów

 

ŁUKASIŃSKI-I o nowości kwiatach

 

STAŃCZYK- śmieszne to

 

ŁUKASIŃSKI-i o złotych malowidłach

 

STAŃCZYK- tak to był ten co szkiełka deptał, i mędrców oczy. Bo go raziło.

 

ŁUKASIŃSKI-I o słodyczy ust marzył.

 

STAŃCZYK-parkoty zajęcy, oni tylko o tym, zrozum.

Tamci są z mysiej wieży, i nie zmontują nic

 

ŁUKASIŃSKI-ale zostawmy ich

 

STAŃCZYK- zostawmy. Naród to dziesięć procent góra, a reszta to społeczeństwo co najwyżej.

Ślub co pięć minut, zmiana preferencji...

 

ŁUKASIŃSKI-jak perły rzucili między wieprze, to czego chcą

 

STAŃCZYK-encyklopedyści i diabelski pomiot

Co Zeus Europę porywa do nas, to oni w nocy do Fenicji na krwawy kult ją ciągną

 

ŁUKASIŃSKI- śpią, głupich wódką , śpiewem, i kolorowym łachem. Dziesięć procent mówisz, a reszta to kibice, przykleili się do nas

 

STAŃCZYK- zrozum, gospodarka musi mocniej stać, ziemia jak ciało narodu, a ubranie jak państwo, drogi i linie jak nerwy, a gotówka jak krew, musi obiegać krwiobieg cały organizm, musi być ruch pieniądza. Niektórzy mówią też że pieniądz jest jak energia. W samych portkach bratku po co spisek, nową wycieczkę na niedżwiedzia robić. Konfiskaty dóbr chcesz. Murgrabia myślał i słał do Szczęsnego, pacierz za pacierzem, i wpadł. Zagonić młodych do lasu, dać im strzelby, albo niech sami je, przykrócić śrubkę i powstanie gotowe, naiwni zawsze rosną i któryś złapie haczyk a potem rach ciach, i ofiarę z krwi złożyć fenickim bożkom, a dla siebie mająteczek ze Szczęsnym. I Szkatułkę powiększyć. A ja dziś taki sen, zagadkę miałem, w nocy widziałem Apaczów i aborygenów nad Wisłą, siedzieli, i pili piwo na bulwarach.

Ja bym spisku odradzał w każdym razie, może który Wysockiemu na odcisk nadepnął, albo piwa z szewcem wypił i gotowe.

 

ŁUKASIŃSKI-ale ten ruch wykonać, kosynierzy stoją koło Racławic w lesie, i Maciejowic, gotowe maciejówki nasze, dziewannę na łące wąchają i czekają. I ja wtedy mówię: szach królowi i ... do tego jeszcze na Żmudzi starzy powstańcy jeszcze w lasach mają stare domy i tajne miasta, i są ukryci, a nawet wnuki Rejtana są wśród nich.

 

STAŃCZYK- e tam, Marzanna Dziewanna, tak moja babka pod piecem, mówiła zaklęcia rano,

 

ŁUKASIŃSKI-ale jak nas mocniej przycisną i już nie da rady, wtedy rzucić iskrę...

 

STAŃCZYK-Ile batalionów masz Waść? Na Boga szlachcic jesteś to myśl, kasa królestwa jest pusta. A obywatel jak cytryna wyciśnięty. Budżet, budżet, moi-śći-wy

 

ŁUKASIŃSKI-podniesiemy sztandar spod Grunwaldu i Głogowa

 

STAŃCZYK-a ilu zbrojnych wystawisz

 

ŁUKASIŃSKI-my sarmacki lud, do walki pierwszy, my z szablą się rodzimy w kołyskach, a zaczynamy na bujanych koniach.

 

 

Łukasinski pada zmęczony i zasypia [tekst czytany głośno w sposób nieco profetyczny] Śni koszmarny sen, wydaje mu się, że jego ojczyzna jest sprzedawana z własnej woli, za 30 srebrników, że chłop na targu jałówkę sprzedał, a potem na targu przegrał wszystko w karty i przepił, a potem powiesił się w oborze, odcięty i wywleczony przez parobków bity batem na rynku, i oćwiczony we krwi konał cały.

Potem zmieniło się wszystko.

Miasta stare ożyły, i wyrosły z ziemi, i z fal wody. Krak patrzył w blasku, a bliżej nieba drabinę widział, i już prawie był wolny, i że poseł ziemi nowogrodzkiej miał pomnik pod sejmem, stary sztandar i stolica, do Krakowa wróciły, że ojczyznę wolną błogosławił Bóg, rosły domy i miasta, a cała ziemia kwitła. Że jest wolny i wyzwolony z łańcuchów, i nikt go do niczego nie zmusza. Że wszystko jest w umyśle, i w woli, i że moc jest z nami, i anioł stróż stoi obok, i że panteon chwały jest na wyciągnięcie ręki, a Bogini Zwycięstwa zawsze czuwa

chór aniołów śpiewa: chwała, chwała, chwała. Chwile słabości nie przychodziły, zaniki pamięci nie powtarzały się, zielone było zielone, żółte, żółte, prawo było prawem, a uczucie uczuciem, kościół z pracą, dom z poczekalnią, karczma z domem, i mazura jeszcze zatańczmy wołał przez sen, i poloneza, oczyszczony przez ogień, w morzu krwi wymyty, naród odrodzi się od nowa, a nasz kraj jak wysokie drzewo, korzeniami potężnie wrósł w ziemię, a konarami w niebo, i że na chama bat, dla dobrego miłe słowo, biednemu pomoc..

 

ZAKOŃCZENIE

 

Stańczyk na chwilę znika, po prostu wychodzi

 

W półśnie i w półjawie Łukasiński rozrywa łańcuchy

 

ŁUKASIŃSKI-wszystko jest w umyśle i w woli

 

STAŃCZYK pojawia się znów[stojąc z boku komentuje w stronę widowni]-Anioły zabierają go ze sobą do nieba. Rękę my podaliśmy sobie

 

STAŃCZYK [do widowni cały czas] -szkoda że tylu rzeczy nie rozumiał co potrzeba, żeby żyć, ja za niego się pomodlę, choć może nawet nie potrzeba.

 

 

koniec

 

 





+ - 0

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Tomasz Albecki

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0