Kultura / Wystawy
Guy Bourdin - fetyszysta genialny
Artykuł był czytany 8975 razy
Pan Bourdin urodził się w Paryżu w roku 1928. Stare dzieje, zdawać by się mogło. Jego zdjęcia, dość śmiałe, choć powstały trzydzieści lat temu zachowują swoją pierwotną świeżość.
Bourdin to klasyk. Przez wielu okrzyknięty nawet mistrzem. W wieku 26 lat rozpoczął prace dla francuskiego magazynu mody „Vogue”. Zainspirowany surrealizmem, odrzucił konwenanse i opisową role fotografii. Rozpoczął poszukiwania, chętnie eksperymentował. Nawiązał swoisty romans z formą i treścią. Przełamał schematy, te techniczne, i te tematyczne. Jego zdjęcia na pozór niedoskonałe, o nieregularnych kadrach, często uciętych w nietypowych miejscach, nadają niepowtarzalnego dynamizmu. Zabawa kolorem, skalą intensywności oraz niezbędny element prowokacji kumulują się w jeden prosty komunikat: Daj się zaskoczyć!

A to co sprawia, że jego zdjęcia są naprawdę wyjątkowe to to, że w Bourdin celowo zderza ze sobą konwencje. W pięknych kobietach obnaża cielesność, zdziera z nich to co mają do ukrycia, pozbawia intymności. Odbiorcy każe zauważyć te elementy zdjęcia, które nie są przecież przypadkowe. Prowokuje wyobraźnie do działania i nie dopowiada wszystkiego. Żongluje kobietami w każdym wieku, nawet bardzo młodziutkimi, po to by osiągnąć zamierzony efekt, sformułowany w przekazie: kobieta to produkt, przedmiot, który można dowolnie ustawić.

Podobno praca z fotografem nie należała do najłatwiejszych, modelki skarżyły się na warunki w jakich przyszło im pracować. Niejednokrotnie pomazane różnego rodzaju specyfikami, mazidłami. Wyobraźcie sobie np. przepiękną modelkę, prezentujące kapelusze z najnowszej kolekcji w otoczeniu świńskich łbów, rzeźnie bowiem wybrał Bourdin na plan zdjęciowy do sesji. Nie zapominajmy, że Burdin był fotografem mody właśnie.

Seksualny podtekst nie jest przypadkowy, może można dopatrzeć się nawet perwersji, nie wiem, każdy ma co do tego własne przemyślenia. Co do fetyszyzmu chyba jednak nie ma wątpliwości. Buty to jeden z ulubionych atrybutów fotografa. Czerwone szpilki, czerwone pomadki i czerwona krew oraz wiele, wiele innych elementów - symboli, pobudzających wyobraźnie. Tajemnica, niepokój, najgłębsze emocję, zabarwione obsesjami, fobiami i marzeniami sennymi, oto swoisty kogel-mogel, którego Bourdin pozwala nam smakować.

Przy jego zdjęciach nie można przejść obojętnie. Te zdjęcia mogą się również nie podobać. Mogą wywołać w odbiorcy zniesmaczenie i oburzenie. Jednak kto powiedział, że sztuka ma pokazywać tylko piękno? Ładność jest nudna i to właśnie ona mdli.

Wiele jest w zdjęciach Burdina takich właśnie elementów, które wpływają na całokształt jego twórczości, sprawiają że jest rozpoznawalny. Sprawiają, że jest inspiracją dla innych. Jest to argument na to, że jego zdjęcia to prawdziwa sztuka. Skarbnica z której można czerpać. O której warto przypominać.

Więcej na stronie :
www.guybourdin.org

A to co sprawia, że jego zdjęcia są naprawdę wyjątkowe to to, że w Bourdin celowo zderza ze sobą konwencje. W pięknych kobietach obnaża cielesność, zdziera z nich to co mają do ukrycia, pozbawia intymności. Odbiorcy każe zauważyć te elementy zdjęcia, które nie są przecież przypadkowe. Prowokuje wyobraźnie do działania i nie dopowiada wszystkiego. Żongluje kobietami w każdym wieku, nawet bardzo młodziutkimi, po to by osiągnąć zamierzony efekt, sformułowany w przekazie: kobieta to produkt, przedmiot, który można dowolnie ustawić.

Podobno praca z fotografem nie należała do najłatwiejszych, modelki skarżyły się na warunki w jakich przyszło im pracować. Niejednokrotnie pomazane różnego rodzaju specyfikami, mazidłami. Wyobraźcie sobie np. przepiękną modelkę, prezentujące kapelusze z najnowszej kolekcji w otoczeniu świńskich łbów, rzeźnie bowiem wybrał Bourdin na plan zdjęciowy do sesji. Nie zapominajmy, że Burdin był fotografem mody właśnie.

Seksualny podtekst nie jest przypadkowy, może można dopatrzeć się nawet perwersji, nie wiem, każdy ma co do tego własne przemyślenia. Co do fetyszyzmu chyba jednak nie ma wątpliwości. Buty to jeden z ulubionych atrybutów fotografa. Czerwone szpilki, czerwone pomadki i czerwona krew oraz wiele, wiele innych elementów - symboli, pobudzających wyobraźnie. Tajemnica, niepokój, najgłębsze emocję, zabarwione obsesjami, fobiami i marzeniami sennymi, oto swoisty kogel-mogel, którego Bourdin pozwala nam smakować.

Przy jego zdjęciach nie można przejść obojętnie. Te zdjęcia mogą się również nie podobać. Mogą wywołać w odbiorcy zniesmaczenie i oburzenie. Jednak kto powiedział, że sztuka ma pokazywać tylko piękno? Ładność jest nudna i to właśnie ona mdli.

Wiele jest w zdjęciach Burdina takich właśnie elementów, które wpływają na całokształt jego twórczości, sprawiają że jest rozpoznawalny. Sprawiają, że jest inspiracją dla innych. Jest to argument na to, że jego zdjęcia to prawdziwa sztuka. Skarbnica z której można czerpać. O której warto przypominać.

Więcej na stronie :
www.guybourdin.org
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
Fajny artykuł. Jak widzę, bohater tego artykułu był swego rodzaju prekursorem nowoczesnej fotografii mody. Pewnie dobrze by się dziś czuł w otoczeniu kontrowersyjnych, a często niesmacznych kampanii reklamowych np. Bennetona. Daję pkt. :)













