iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Kultura / Wystawy
+ - 2

Przeciw polonistyce

30 04 2007 Mikołaj Tajchman Artykuł był czytany 3223 razy

Bezpardonowy atak licealisty na niecne praktyki nowoczesnej polonistyki.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych
Dyrektywą polonistki, a w sensie szerszym - wymogami curriculum, zmuszony dziś byłem przez dwie godziny nieprzerwanego pisania dokonywać interpretacyjnej wywisekcji fragmentu książki p. Herlinga-Grudzińskiego. Bezmyślny automatyzm podobnych zadań jest, obok chronicznego niewyspania, głównym powodem mego rozgoryczenia i frustracji płynących z nauki w liceum. Cóż z tego, że przychodzą mi one bez trudności? Pominąwszy już to, że napełniają mnie bezbrzeżnym poziewaniem, z samej swej natury stoją te ćwiczenia w jaskrawej opozycji do wszystkiego, co przyjmuję za swój pogląd na język, literaturę i sztukę w ogólności. Niniejszy artykuł porusza owego poglądu jeden aspekt.

Język mam za przewodnik mych myśli i w celu zapewnienia maksymalnie wydajnego przewodnictwa chcę, by był mi posłuszny pod każdym względem. Siadając do klawiatury pragnę się językowi narzucić, ująć go w karbach swego stylu, zapanować nad nim - Słowacki dobrze to raz ujął. Postulat ten nie jest nigdy w pełni możliwy do spełnienia, gdyż okruch prawdy tkwi w poetyckiej metaforze, iż język jest tworem żywym. Jakże często doświadczam czegoś, co nazwać mogę "wolą języka", gdy kolejne zdanie tekstu pisze się właściwie samo, rodząc się ze zdania poprzedniego, to zaś wydaje na świat kolejne zdanie; i tak esej sam z siebie formułuje wnioski, których nie przewidziałem, opowiadanie zaś prowadzi do wydarzeń najzupełniej niezamierzonych, diametralnie nieraz przeinaczając pierwotną wizję tekstu. Zdarza mi nagminnie, że siadam do pisania z jedynie pierwszym zdaniem w głowie, po czym pozwalam reszcie dopisać się samej. Można powiedzieć naturalnie, że to natura mojego stylu prowadzi tekst w takim a nie innym kierunku, tym niemniej wciąż jest to siła, nad którą nie sprawuję pełnej kontroli. Dobre pisarstwo, uważam, polega na symbiozie pomiędzy wolą pisarza i wolą języka; gdy pisarz próbuje przeforsować swoje wbrew woli języka, tekst zaczyna zgrzytać, gdy z kolei wola języka dominuje nad pisarzem, ten ryzykuje wędrówkę w rejony mu nieznane i częstokroć mętne.

By zilustrować ten proces: siadając do pisania niniejszego artykułu nie znałem wcale pojęcia "wola języka" i nie wiedziałem zupełnie, że dobre pisarstwo polega symbiozie woli języka i woli pisarza (nie ujmowałem tego w ten sposób). Idee te tkwiły we mnie - naturalnie - jednak w stanie nieuformowanym. Uformowały się dopiero jako wypadkowa tego, co chciałem przekazać i tego, gdzie prowadził mnie język.

Co zaś dzieje się w przypadku wspomnianych zadań, jakie przede mną i rówieśnikami mymi stawia polonistyka tudzież inne styki? Prócz wspomnianych sił walczących ze sobą w tekście, od równowagi których zależy jego jakość i piękno, pojawia się siła trzecia: cenzor w postaci kryteriów strukturalnych pracy. Byłem niedawno słuchaczem wykładu na temat poprawnej budowy esejów w języku angielskim; groteskowość jego zjeżyła mi włosy na głowie. Szczegółowość wytycznych sięga budowy pojedyńczych zdań. Niespełnienie wymogów skutkuje naturalnie obniżeniem oceny za structurę pracy. Do czego to prowadzi? I pisarz, i język całkowicie muszą podporządkować się z góry narzuconej strukturze; struktura nie może już pojawić się samoistnie jako wypadkowa tego, do czego zmierza pisarz i tego, gdzie go język prowadzi. Każda cenzura jest zubożeniem; narzucona sztywność tekstu implikuje jego suchość; suchość uśmierca soczystość języka i polot autora. Gdy rewelacyjnie wyważona i doskonała pod względem napięcia i emocji puenta pojawi się nagle pod koniec trzeciego akapitu, czyż nie jest zbrodnią kontynuowanie pisania, by zawrzeć w tekście akapit podsumowujący i tym samym zaspokoić kryteria? Gdy młody wieszcz, mocą swej wrodzonej wrażliwości, napisze rozprawkę ujmującą lekkością stylu i trafnością spostrzeżeń, jednak najzupełniej nieprzystającą do szablonu, czyż nie jest szaleństwem karać go za niepodporządkowanie się matematycznym receptom? Toż dlatego komputery do perfekcji opanowały dziedziny ścisłe, zaś wszelka sztuka pozostaje pozostaje poza ich zasięgiem, gdyż ta ostatnia neguje reguły, zaś nieograniczoność jest jej esencją. Gdy wtłoczy się pisarstwo w ciasne szablony, napisanie wzorowego eseju już wkrótce nie będzie przedstawiać dla maszyny większej trudności - szablonowe pisanie nie wymaga wszak inteligencji ani talentu, a mechanicznego wyrobienia. Efektem są teksty wyprane z indywidualnego piękna, o soczystości mumii i równym stopniu sztucznej preparacji, ociosane do bezdusznego uniformizmu, a wszystko w imię dyktatu Wniosku i Konkluzji. Wnioski i Konkluzje, jak również św. Hipotezy Interpretacyjne, uzyskały bowiem bezwzględną palmę pierwszeństwa w nowoczesnej polonistyce i to nic, jeśli twój płód twoich pisarskich wysiłków jest suchym badylem o zerowym wdzięku i trupiej poetyce za to wielkich właściwościach nasennych, byle tylko prowadził do ścisłego, zimno skalkulowanego wniosku.

Ach, wiem, że to tylko głupie szkolne wypracowania. Co jednak, gdy podobne podejście zostanie wpojone ludziom od maleńkości? Kto nauczy ich nieszablonowości, gdy ich potencjał improwizacji zostanie zmiażdżony w zalążku? Jak wykształci się w nich poczucie takich imponderabiliów, jak piękno, wdzięk, polot, poezja?




+ - 2

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 9

1. Elwira | 12:43 30-04-2007

Jako przyszła polonistka (czytaj studentka polonistyki) muszę wyrazić swój sprzeciw przeciwko treściom zawartym w artykule. Bardzo nie lubię jeśli ktoś pisze na tematy, o których nie ma zielonego pojecia. Jaki polonista zabija oraginalość i indywidualizm twórcy ? Proszę mi podać imię i nazwisko a sama się z nim skontaktuje i powiem co i nim myśle. Co do nauki polskiego w liceum czyli innymi słowy przygotowania do nowej matury to to rzeczywiscie chybiony pomysł. To "wbijanie" się w szablon , poszukiwanie niczym detektyw klucza nie ma na szczęście nic w spólnego z polonistyką. Już pierwszego dnia studiów usłyszałam :" Nie zgadza się Pani z czymś ? To bardzo dobrze ! Takie prace są najciekawsze". Interpretacja jest sztuką przekonywania. Masz inny poglad to świetnie ! pokaż innym , że masz racje. Umotywuj to, bo interpretacja nie może być twoim "widzi mi sie". Jeśli chodzi o formę to normalne, że czasem jej zachowanie jest wskazane acz kolwiek nikt mi nigdy nie powiedział, że jak to będzie napisane inczej to będzie źle. Orginalność jest ceniona na polonistyce. Dlatego też nie zgadzam się z tym co autor artykułu miał na myśli. Poza tym wybór formy zalezy także od tego kogo mamy na myśli jako potencjalnego odbiorcę. Ma Pan świadomość, że Pana artykuł jest napisany w taki spoób , że tylko pewna spercyzowana grupa dotrze do końca ? Język tekstu powinien być dostosowany do grupy docelowej. Wiem, że okres liceum to okres buntu przeciwko wszystkiemu i wszystkim ale prosze mi wierzyć polonistyka wcale nie zabija indywidualzmu. Orginalność zabija ministerstwo edukacji przygotowując kolejny projekt nowej matury. A tak na marginesie to czym jest nowoczena polonistyka ? Jeśli chodzi o tą obecną to prosze mi wierzyć wystarczy przekroczyć próg wydziału Filologicznego UŚ a sam się Pan przekona, że z nowoczesnością ma ona niewiele wspólnego :P

2. Elwira | 16:22 30-04-2007

Po pierwsze :

Nie chciałabym być niegrzeczna o czym świadczą chociażby zwroty grzecznosciowe, których namiętnie używałam :) Poza tym chyba nie do końca wyczuł Pan moje intencje.

Po drugiie

Argumenty ad persona ? Gdzie ? Jeśli chodzi o wiek to jeszcze rok temu byłam uczennicą liceum więc wiem , że to naprawde okres buntu a i teraz mi nie przeszło :)

Po trzecie

Myślę, że komentarze powinny dotyczyć textu dlatego takie "personalne" uwagi lepiej kierować przez wiadomości prywatne co niebawem uczynię.

Po czwarte

Rzeczywiscie nie dokońca rozumiem Pana text a spowodowane jest to językiem jakim się Pan posługuje. Odczuwam generalnie rzecz biorąc przesyt metafor. Jest to oczywiście moje subiektywne zdanie ale musi się Pan liczyć z tym, ze pisząc w ten spoób takich jak ja bedzie wiecej a mówienie że :" nikt głupi go nie przeczyta" jest moim zdaniem nie za bardzo na miejscu. Zakłada Pan bowiem, iz wszyscy mądrzy ludzie są zobligowani do tego aby rozumieć ten text a z drugije strony pomimo tego, iż ja nie wszystkie frazy rozumiem to za głupią się nie uważam.

Po czwarte

Prosze się nie "czepiać" interpretacji, o których Pana zdaniem mowy nie było i ja nie powinnam o nich mówić bo jak sam Pan powiedział słowa same płyną i moje popłynęły :p

Po piąte

Prosze podchodzić do komentarzy bardziej na luzie i z odrobina poczucia humoru bo nikt nie stawia sobie za cel obrazy Pana.

3. Elizabeth | 17:08 05-05-2007

Bardzo mi się podobała ta wypowiedź. Wprawdzie, podobnie jak Elwira, jestem studentką filologii polskiej (z tym, że na półmetku edukacji) i u mnie również bardzo ceni się samodzielność myślenia, niemniej przyznać muszę, iż wyniosłam z liceum przekonanie, że literaturę zamyka się w jakichś ryzach, ograniczając ją. Zdarza się to zresztą i uznanym literaturoznawcom (jednak nie miejsce i nie czas po temu, aby temat ten rozwijać), stąd też na pierwszym roku bardzo miłym zaskoczeniem był ukłon wykładowców w stronę samodzielności i nikłe uznanie dla ograniczających się do powtarzania podręczników.
Zgadzam się z tym, że "regułkowość" zabija prawdziwą literaturę, że faktycznie to tekst wiedzie piszącego, a raczej - jak trafnie Autor spostrzegł - jest symbiozą. Z drugiej jednak strony, co robić z ludźmi, którzy chcą wyrazić swoje poglądy, ale natura nie obdarzyła ich talentem? Nie wiem czy rozsądne jest przekreślanie ich, niemalże na młodopolską modłę. Ostatecznie warto ludzi zachęcić do myślenia, niezależnego od zdolności. W moim przekonaniu punkt wyjścia tkwi w zupełnie innym miejscu, co pięknie ujął Brzozowski, mówiąc, że "nie ma zasadniczej różnicy między rzeczywistością przeżyć kamieniarza i przeżyć poety. I te i tamte są". Zbyt często zapomina się, iż każdy ma prawo myśleć samodzielnie, a może i nawet jest do tego zobligowany? To fakt - schematy zabijają, ale kiedy robi się coś po raz pierwszy, okazują się nieodzowne. Stąd myślę, że na podstawowym poziomie powinny reguły istnieć, po to, by ci, którzy jeszcze nie zdobyli wprawności w posługiwaniu się językiem, również mogli stać się jego użytkownikami. Dla przykładu - w szkole podstawowej uczono mnie schematu rozprawki i nie pozwolono pisać prac, które nie uwzględniałyby pięknie wypunktowanego planu: (hipo)teza, argumenty, wnioski. Ale już na maturze takie coś zostałoby potraktowane za naiwność, pewnego rodzaju błąd nawet.
Podsumowując - artykuł uważam za subiektywny, ale podług mnie stanowi to o jego wartości, bo wyraża przekonanie Autora. Zaś reguły? Cóż, powinny istnieć dla ludzi, nie zaś odwrotnie. Trzeba wiedzieć, kiedy się ich trzymać, a kiedy można już od nich odstąpić i iść samemu przez ów "tekstowy świat".

4. Obiektywnie | 01:24 10-05-2007

Przerost formy nad trescia i amen. Czasami nie wystarczy być buntownikiem i biseksualistą lubiącym truskawki żeby stworzyć wartościowy tekst. Ale faktycznie ostatnio takich Twórców jest coraz więcej. Szkoda że im bardziej "kolorowa" i "zbuntowana" pustać poparta tekstami opartymi na słowniku teminów obcych tym większy ten przerost o którym napisałem w pierwszym zdaniu. Oczywiście to moje zdanie i proszę go nie brać jako atak. Serdecznie pozdrawiam i życzę udanego rozwoju literackiego.

5. Andrzej P. | 13:38 31-05-2007

Muszę przyznać autorowi rację, przynajmniej w pewnym ogólniejszym sensie.

W mojej ośmioletniej podstawówce bardzo lubiłem czytać, co mi tylko w ręce wpadło. Pisać też lubiłem, ale w szkole było za mało ćwiczeń, a sam jakoś się nie garnąłem. Liceum zabiło we mnie jakiekolwiek poczucie podmiotowości w zakresie języka polskiego. Cokolwiek robiłem było złe, a za wzór dawano kolegę, który ... zerżnął całe wypracowanie z nieznanej polonistce książki. Przyznaję, że sprzyjała temu moja pogłębiająca się skłonność do nauk ścisłych. Dopiero pewien luz osiągniety po doktoracie z informatyki i inspiracja własnych dzieci skłoniły do pisania "dla ludzi". Dzisiaj żałuję, że wtedy w liceum nie potrafiłem się rozwijać również w tym kierunku i zazdroszczę ... młodym uzytkownikom mojego serwisu literackiego, że mogą tworzyć w atmosferze motywacji i przyjaznej jednak krytyki. Kilkoro z nich udało się dzięki temu wydać książkę, a prowadzę rozmowy o wspólpracy ze znanymi pisarzami. A szkoła? Panu jako uczniowi trzeba powiedzieć by przede wszystkim sprostać jej wymaganiom nie dając się zniechęcić, a może kiedyś przyjdzie czas, że będzie pan mógł trochę pomóc w jej reformowaniu w wymarzonym kierunku.

6. Mały | 08:40 20-06-2007

Za "Słownikiem języka polskiego" PWN, polonistyka to:
1. «nauka zajmująca się literaturą polską, językiem polskim, ich historią i stanem współczesnym»
2. «wydział lub kierunek wyższej uczelni obejmujący studia z zakresu tej nauki».

Zakres semantyczny wyrazu nie rozciąga się niestety na edukację na poziomie niższym, niż uniwersytecki. Użycie słowa "polonistyka" jako celu "bezpardonowego ataku licealisty" zaburza fortunność aktu komunikacji, co zresztą widać po powyższych komentarzach. Nie będąc z natury złośliwą, opuszczę domysł, że zastosowanie wyrazu p***styka mogłoby wynikać jedynie z uwielbienia dla językowych błyskotek i zostawiam kwestię otwartą.

Teraz do morału, jak mawia znajoma polonistka in spe. Zgadzam się zasadniczo z tezami artykułu. Biedne uciskane umysły! Wszyscy przeszliśmy lub przejdziemy przez tę szkołę życia. Pragnę jedynie zauważyć, że taki stan rzeczy nie jest wywołany jakąś szczególną skłonnością polonistów do zakładania żelaznych obręczy, a wynika z konieczności ustalenia pewnego optimum. I tutaj podpisuję się całkowicie pod rzeczowym komentarzem Elizabeth, którą pozdrawiam :-). Przeciętny absolwent szkoły średniej musi znać jakieś najogólniejsze reguły, jakąś normę, a nie musi być młodym literatem z aspiracjami. Sama zresztą znajomość konwencji jest doskonałą bazą i pożywką do wkroczenia na teren konwencji niekonwencjonalności, co uskutecznia sam Autor, a więc przewrotnie - korzysta z krytykowanego stanu rzeczy. Co by zrobił biedny Pan Bóg, gdyby nie było Diabła? Upragniona wolność jest doskonałym ideałem, ale gdy staje się faktycznie, prowadzi do paradoksu Mrożka, który warto przypomnieć: "nic już nie jest możliwe, bo wszystko jest możliwe".
Dodajmy do tego jeszcze jedno oczywiste stwierdzenie, że pisanie literatury niewiele ma wspólnego z pisaniem o literaturze. Co być może kiedyś zmieni się, gdyż Teoria Literatury ostatnio poważnie wątpi w samą siebie. Tak czy inaczej na poziomie szkolnym sprawa wydaje się beznadziejna, gdyż będący wciąż u władzy strukturalizm w wydaniu licealnym jest zbyt wygodnym uproszczeniem sprawy.

Podobnie jak Autor, dałam się ponieść językowi i nie powiedziałam tego, co pierwotnie miałam w planie. Tu powinna nastąpić dygresja o języku jako tworze żywym, jednak z braku czasu nie nastąpi. Na sam koniec odrobina prywaty: Autorze, bardzo podoba mi się Twoje podejście. Mam nadzieję, że za pozornym brakiem samokrytyki kryje się faktyczny dystans do siebie i rzeczywistości, i że moje pierwsze wrażenie mnie nie zawiodło. Masz pan wyrobiony styl, świetnie opanowany warsztat pisarski i talent - nie sposób temu zaprzeczyć. Szczerze życzę wszystkiego najlepszego na koślawej ścieżce literackiej :-). A szkołą proszę się tak bardzo nie przejmować i traktować ją z przymrużeniem oka. Jest to swoista choroba, którą niestety trzeba przebyć ;-).

7. Artur | 14:01 08-09-2007

Zgadzam sie wdużej mierze z autorem artykułu. Podobne historie przeżywałem w swoim czasie w liceum. Będąc w klasie trzeciej swoim wypracowaniom zacząłem nadawać formę postmodernistycznych esejów. Wszystkie tego rodzaju "dzieła" moja polonistka oceniała między jedynka a minus trzy. Na koniec trzeciej klasy ocene dobrą uzyskałem dzięki egzaminowi sprawdzającemu. Po dwóch miesiącach klasy maturalnej wróciłem do pisania klasycznych rozprawek i moje oceny znów oscylowały między czwórkami a piątkami. Mature zdałem na pięć, poszedłem na farmacje, a po jej skńczeniu na etnologię. Jakoś tak wyszło, że na trzecim roku tej ostatniej znowu zacząłem pisać prace semestralne w formie postmodernistycznych esejów. I dla odmiany, na studiach to były prace oceniane najwyżej. Także drogi autorze, liceum to nie jest czas na rozwinięcie strylistycznych skrzydeł. Jeżeli pójdziesz na humanistyczne studia, tam będziesz tyo mógł uczynić.

8. agata | 13:07 02-01-2009

Mikołaju,

ogólnie - masz rację, dopasowywanie wszelkiej twórczości do sztywnych schematów jest bolesne, przykre, niewłaściwe, a nowa matura z polskiego i nauka pisania "pod klucz" najbardziej szkodzi najzdolniejszym, najbardziej nieprzeciętnym jednostkom.



Z drugiej strony, stada przeciętnych jednostek powinny przyswoić sobie reguły konstruowania wypowiedzi, których inaczej niż w formie zasad podać się nie da. Co byś zrobił, gdyby np. instrukcja obsługi skomplikowanego, nieznanego Ci urządzenia była pisana w stylu wczesnej Masłowskiej?



Jako człowiek oczytany, w trakcie studiów humanistycznych II stopnia rozumiem Twój tekst, ale jako korektor prawdopodobnie wkroczyłabym z sekatorem i wycięła kilka kwiatków typu:

"Co zaś dzieje się w przypadku wspomnianych zadań, jakie przede mną i rówieśnikami mymi stawia polonistyka tudzież inne styki?".

Dlaczego? Bo wybujała stylizacja odwraca uwagę od treści, a jej funkcja w tekście jest niejasna (osobiście stawiam na to, że jesteś osobą oczytaną, o bogatym słownictwie i lekkim piórze, ale czasem można to udowodnić subtelniej).



Pozdrawiam i życzę powodzenia w zmaganiach ze szkolną cenzurą;). Poza egzaminem maturalnym, współczesna kultura i nauka pozostawia Ci olbrzymie pole do popisu, zaryzykuję stwierdzenie, że może i największe w dziejach naszej cywilizacji! Wystarczy wystawić nos poza szkolne mury :)