Street art, słówka wart...
Artykuł był czytany 7861 razy
Jesteś młodym człowiekiem, mieszkasz w mieście. Ubierasz się modnie, nieco buńczucznie, dizajn nietypowy. Lansujesz się. Jara Cię sztuka. Chciałbyś coś robić, ale nie chcesz zaszywać się w pokoju, wolałbyś pobujać się po osiedlu, trochę ze znajomymi, troc
Street art, czyli z angielskiego „sztuka ulicy”. Wszystkie działania artystyczne, dziejące się tam właśnie. W tej przestrzeni. Wlepki, szablony, graffiti. Wszystko to, półlegalne. W niektórych miejscach lepienie jest zabronione, o tym powiem jeszcze potem. No tak, super, myślisz sobie, ale jak to się robi? Ano, prościej, niż myślisz. Po pierwsze, podejmij decyzję, co Cię tak naprawę jara. Pamiętasz Chłopaki nie płaczą? Ten chłopak co chciał być ambasadorem powiedział, że „Najpierw musisz zadać sobie pytanie, co chcesz w życiu robić. A później zacznij to robić” – on miał rację, nie tylko jeśli chodzi o życie. W sztuce w ogóle musisz mieć wyrazistą wizję, pomysł, bo inaczej wszystko się rozpłynie. Podejmij decyzję, szablon/graffiti/wlepka. Zaopatrz się w materiały.
Szwadron-szablon
W przypadku szablonu musisz mieć farbę w sprayu i kawałek tektury czy grubej folii, w której wytniesz wzór. Polecam wykorzystać stare nylonowe okładki po podręcznikach, albo prześwietlenie złamanego nosa. Są trwale, szablon który z nich wytniesz, będzie Ci służył i służył. Do cięcia nożyczki, mocno zaostrzony nożyk: a najlepiej żyletka, wbita w kawałek korka. I wizja. Ona jest właściwie najważniejsza. Pomyśl, chcesz coś przekazać, zakomunikować światu? Masz nieograniczone możliwości. Rysujesz co chcesz na tekturze czy co tam masz, wycinasz (uważaj, żebyś nie spartaczył: myśl, przy cięciu)... potem tylko czekasz na noc, i w miasto.
Krzepka wlepka
Wlepka to też przede wszystkim wizja. Kupujesz specjalny papier z warstwą klejącą. Swoją wizję kreujesz w programie graficznym. Polecam Corela, Photoshopa. Możesz wykonać ją też ręcznie, nic nie stoi na przeszkodzie. Rozmiar?? Ojjj, różne. Widziałam już małe paski czy prostokąty, ale i ogromne wlepy w formacie A4, jeszcze większe też się zdarzają: niektórzy świadomi twórcy, kupują całe bilboardy, na których prezentują swoje prace. Na początek najlepsze są prostokąty, które mieszczą się w dłoni. W związku z czym możesz wlepiać je w sposób właściwie niewidoczny. Niepisany standard w branży. Obraz i tekst na wlepce powinny coś przekazywać, w końcu na tym polega sztuka. Na wywoływaniu doznań natury estetycznej, emocjonalnej. Zadbaj o dobrą kompozycję. Niedopuszczalne są „lepy”, z błędami ortograficznymi. Chyba, że to istotny element wizji, haczyk, szkopuł. Wtedy, tak. Lubię.
Szniti-graffiti
Graffiti, to chyba każdy wie: taką mam przynajmniej nadzieję. Malunek, wykonany sprayem/farbą, na ścianie. Wyrósł wśród ludzi słuchających hip-hopu, jeżdżących na desce, skejtów: również nielegalny. W Stanach całkowicie zabroniony, za malowanie murów można tam trafić do więzienia. W Polsce jest lepiej, choć zjawisko to często postrzegane jest przez pryzmat wymazanych wszędzie napisów w stylu „Jebać Policje”, czy „Łysy to huj” (wybaczcie wulgaryzmy, ale konieczne było ich użycie: żebyście dostrzegli błędy ortograficzne, które tępić trzeba). Nota bene, napisy te rzeczywiście są graffiti: naukowo, mianem tym określany jest KAŻDY element naniesiony na mur. Nie, nie, tego typu malunków nie pochwalam absolutnie. Ale świadome, kipiące kolorem graffiti na pewno ubarwiłoby nasze szare, smutne ulice: tak jest w moim rodzinnym mieście (Kielce), gdzie istnieją specjalnie wyznaczone miejsca, w których legalnie można maziać po murach. Prace, zaprezentowane przez kieleckich twórców graffiti, utrzymane są na naprawdę wysokim poziomie. Powalczcie o takie miejsca. Wyszukajcie. Albo pomalujcie naprawdę szpetne, obskurne miejsca, które wyglądają źle. Oho, nadszedł ten moment. Pisząc o sztuce ulicy, muszę w tym miejscu potępić.
Tęgo potępiam, czyli czego robić NIE należy...
Sztuka nie może występować przeciwko drugiej sztuce. Może dyskutować, ale nie niszczyć w dosłownym sensie. Dlatego NIE WLEPIAJ/MAZIAJ/SZABLONUJ na ścianach obiektów zabytkowych. Krakowskie sukiennice są piękne bez twojego graffiti. W Łazienkach obędzie się bez twojego szablonu, nawet, gdyby miał przedstawiać zlew. No i kościoły. Jak zobaczę świszczypałę lepiącą na jego drzwiach, zabiję. Po pierwsze uczucia innych, po drugie piękno tych budowli, a po trzecie – najważniejsze – zła sława, która przez głupotę niektórych nie pozwala kwitnąc sztuce ulicy tak, jak mogłaby ona kwitnąć. Starsi ludzie potępiają młodych, bogu ducha winnych twórców mądrych, a na całe środowisko patrzy się przez pryzmat wybryków tego rodzaju. Które nie powinny mieć miejsca, bo to zwykły wandalizm i głupota. Przede wszystkim ona. Żałosna, pusta, idiotyczna. Niepotrzebna. Więc jeśli chcesz robić sztukę ulicy mądrą, ważną i docenianą, rozpatrz to. A potem kup co trzeba, zrób, leć na ulicę... wyraź się. Wyraź się wyraźnie.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 6
WLEPKI, KTÓRE WIDZISZ W ARTYKULE, ZROBIŁ MÓJ ZNAJOMY, KTÓRY W KIELCACH JEST PRAWDZIWYM WETERANEM, LEPI DOBRE KILKA LAT, MA CIEKAWY, BARDZO CHARAKTERYSTYCZNY STYL, EKSPERYMENTUJE. jEŻELI CHESZ ZOBACZYĆ WIĘCEJ JEGO PRAC, WEJDŹ TU: http://wolnekielce.blox.pl/html
Napisałam tę informację przy focie, ale niestety, nie ukazała się :/ Nie wiem też, czemu nie widzę foty tytułowej: to bardzo ważna praca, moja. Echchch...
Ciekawy artykuł, szkoda tylko że osoby, do których skierowany jest paragraf "Tego potępiam..." raczej napewno go nie przeczytają...Kingo, poprawiliśmy zdjęcie główne artykułu. Przepraszamy za drobne kłopoty techniczne, cały czas ulepszamy serwis. W razie podobnych problemów, prosiłbym o kontakt z redaktorami.
uzaasadni
Popieram tak
Jeżeli masz coś ciekaweg, to najlepiej na przystanku, znaku czy kuble na śmieci. Ktoś wlepia, ktoś zdziera, interes kwitnie. A media i tak są zalewane szajsem napakowanym tą czy inną ideologią. Stan rzeczy się nie zmienia.
to jest Odwaga?
Całkowicie zgadzma się z Jakubem













