Z historii kieleckiego graffiti
Artykuł był czytany 3835 razy
Graffiti się zmienia. Widać to na każdym kroku. Graffiti w Kielcach najwidoczniej coraz bardziej upodabnia się do amerykańskich - coraz mniej jest w nich graffiti typu „writers”, coraz więcej graffiti artystycznego, „picture”.
Według Elżbiety Michow, językoznawcy z Instytutu Filologii Polskiej Uniwerstytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach, która badała graffiti kieleckie i warszawskie na początku lat 90., graffiti ideologiczne zanikło; punkowskich i antykomunistycznych graffiti już prawie nie spotyka się, za to cały czas aktywni są kibice.
W Kielcach graffiti mają swoją historię, o czym można się przekonać słuchając opowieści rodowitych kielczan. O historię kieleckiego graffiti zapytałem Ryszarda Biskupa, historyka, rzecznika Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego Jana Kochanowskiego w Kielcach:
Czy graffiti dla historyka coś znaczy, w jego pracy naukowej?
Na pewno coś znaczy, bo to jest obraz czasów, i jest to element pokazujący nastroje, pokazujący klimat czasów, w jakich się pracuje. I pokazujący także rozmaitą reakcję społeczną, a właściwie jednej specyficznej grupy społecznej, jaką są goście, którzy swoje wrażenia i odczucia środkują przez twórczość artystyczną, właśnie przez mazanie po ścianach. I z tej racji graffiti jest na pewno znaczącą sztuką, bo to jest sztuka ulicy. Jest to rodzaj wyrazu, a w takim kontekście można mówić, że jest to też materiał do badań historycznych. O ile się orientuję, jest w tej chwili jedna taka książka, mówiąca o geografii graffiti w skali całego kraju.
Czy mógłby Pan przytoczyć konkretne przykłady stosowania zdjęć graffiti w jakichś badaniach historyków?
Właśnie to jest to, co mówiłem. Jest na pewno taka książka – nie pamiętam w tej chwili nazwiska autora. Ale jest taka publikacja, która pokazuje rozwój graffiti w całej Polsce od najbardziej prymitywnego do graffiti całościennego - to „Sztuka ulicy”. To jest jedno. Ponadto, myślę że graffiti z szablonu, to najprostsze, zrobiło bardzo wielką robotę w okresie przemian społeczno-politycznych. Było tego sporo, nawet w Kielcach, które są trochę z boku sztuki graficiarskiej, pojawiły się na rynku i było wtedy tego dosyć dużo. Szablony są takim ciekawym elementem, który występuje na wielu książkach: mówiących o latach osiemdziesiątych, o przemianach, które wtedy zaszły w kraju.
A czy dużo wiadomo o napisach graffiti stąd, z Kielc lat okupacji, i późniejszych lat PRL?
Nie, lata okupacji – nie słyszałem, żeby tu były graffiti. W okresie lat pięćdziesiątych, kiedy było pierwsze referendum, był szablon „3 x TAK”, i takie napisy na murach się pojawiły. W okresie PRL szablony to był taki pierwszy krzyk graficiarzy, no a potem to już były dewastacje, bo to były graffiti – nazwijmy to – sportowe, społeczne. Ale to już nie były takie polityczne, jak wcześniej. „POLSKI WALCZĄCEJ”, o ile się orientuję, na murach w naszym regionie nie było chyba nigdzie (tej kotwicy i litery P). To, co było w Warszawie. Natomiast „SOLIDARNOŚĆ WALCZĄCA” na blokach kieleckich absolutnie się pojawiła, to już było – na murach, na kościołach.
Jakie Pan profesor zauważa zmiany tamtego graffiti w stosunku do tego, co dzisiaj widzimy na ścianach?
Dawniej było to graffiti szablonowe, i myślę, że nie było to dzieło kieleckich miłośników graffiti, tylko byli to ludzie przyjezdni, może to byli goście z Warszawy. To jest pierwsza zmiana. Druga zmiana: pojawiło się więcej graffiti kolorowych i artystycznych, i nawet jeśli są graffiti sportowe związane z klubami piłkarskimi – w naszym przypadku z Koroną – to kiedyś były one bardzo prymitywne, a teraz są już dosyć ciekawe, w formie artystycznej, z podcieniowaniem, z malowaniem. No, ale żeby takie graffiti zrobić, to trzeba mieć trochę talentu. Były takie próby, żeby oddać niektóre płoty graficiarzom, ale z tego niewiele wyniknęło. Pierwszy budynek w Kielcach, to był budynek ZDZ-u na rondzie przy Herlinga-Grudzińskiego i IX Wieków, potem taki płot został oddany graficiarzom przez Spółdzielnię „Społem” – też sporo malowideł. Reszta to są malunki na dziko. To graffiti, które mnie denerwuje, to są te mazaje, zakrętasy, które się maluje jak apokryfy w rodzaju „Walić policję”, zamazane, jednobarwne. Na nowych murach szczególnie się pojawiają.
Czy są jakieś napisy, które szczególnie zwróciły Pana uwagę, utkwiły w pamięci.
W pamięć mi zapadło kilka takich rzeczy. Jedno z nich to było: „DLA JEDNOOKICH. ŚLEPY JEST KRÓLEM”. Pamiętam też taki napis: „INTERNOWANI”, graffiti które było na dzwonnicy kieleckiej katedry. Raz była msza w katedrze, i wszyscy którzy byli internowani się pod tym napisem ustawili. To było takie wymowne politycznie. No i z tych graffiti, które teraz zwróciły moją uwagę, to jest olbrzymi napis na stacji transformatorowej na Stoku, gdzie są flagi Korony i Sandecji Nowy Sącz – klubów, które mają z sobą zgodę, z napisem „Braci się nie traci”. To jest takie kolorowe, ciekawe graffiti, chyba najładniejsze, jakie w tej chwili jest w Kielcach, najbardziej artystyczne w wyrazie.
Dziękuję za rozmowę.














