Sport / Inne
Czy grozi nam isiomania?
Artykuł był czytany 6634 razyPolacy kochają sport, a ze zwycięzców często czynią bohaterów narodowych, poruszających masową wyobraźnię. W ostatnich latach taki los stał się udziałem Adama Małysza i Roberta Kubicy. Czy ich śladem podąży teraz Agnieszka Radwańska?
Isia, najwyżej notowana Polka w rankingu WTA w historii, ma za sobą kilka bardzo udanych miesięcy. Pogodna i wesoła krakowianka, z twarzy której uśmiech nie znika nawet na chwilę, mimo zaledwie osiemnastu wiosen już zapisała się w annałach tenisowych naszego kraju.
Jako pierwsza zawodniczka znad Wisły wygrała turniej zaliczany do cyklu WTA (w ubiegłym roku w Sztokholmie), dotarła też do ćwierćfinału wielkoszlemowego Australian Open i prawdopodobnie na dobre zadomowiła się już w światowej czołówce kobiecego tenisa. W Melbourne starsza z sióstr Radwańskich ograła m.in. drugą rakietę świata, Swietłanę Kuzniecową, znalazła także sposób na inną gwiazdę rosyjskiego tenisa, Nadię Pietrową. Jeśli dodać do tego pojedyncze, spektakularne zwycięstwa Isi z poprzednich sezonów (Maria Szarapowa, Martina Hingis, Venus Williams, czy Jelena Dementiewa) składa się z tego ładny dorobek, którym chciałaby się pochwalić niejedna zawodniczka zawodowo uprawiająca tę dyscyplinę sportu.
Agnieszka, niezwykle zdyscyplinowana taktycznie, sumienna i pracowita dziewczyna, ma wszelkie zadatki na to, aby w ciągu kilku najbliższych lat stać się prawdziwą gwiazdą białego sportu. Już teraz w domach, na przystankach i szkołach nie rozprawia się o pit stopach, tunelach aerodynamicznych, punkach konstrukcyjnych albo nachyleniach progu. Teraz, żeby być na czasie, trzeba orientować się czym jest odwrotny forhend, uderzenie topspinowe i dropszot. A wszystko to za sprawą jednej skromnej dziewczyny, która mozolnie, ale i z wiarą w sukces, wspina się na szczyty światowego tenisa.
Jeśli kariera Agnieszki będzie rozwijać się równie harmonijnie jak dotychczas, isiomania nie tylko stanie się faktem, ale z każdym rokiem będzie pogłębiać się coraz bardziej. A dotychczasowe wyniki i każdy kolejny mecz Radwańskiej wskazują, że za jej sprawą będziemy mieli jeszcze niejeden powód do radości.
Agnieszka ma bowiem cechy, które posiadają jedynie najwięksi w tej dyscyplinie sportu: potrafi odnaleźć się na korcie w każdej sytuacji, nie stanowi dla niej problemu żadna nawierzchnia – z powodzeniem odbija piłkę zarówno, na trawie, ceglanej mączce, jak i twardym betonie. Nie zraża się chwilowymi niepowodzeniami, nie załamuje rąk po jednej nieudanej akcji i prawie zawsze w ułamku sekundy wybiera idealne rozwiązanie w najgorszej nawet wydawałoby się sytuacji na korcie. Agnieszka nie jest jednak chodzącym tenisowym ideałem i doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich braków, z których największe to chimeryczność, zbyt słaby drugi serwis i mimo wszystko, kulejąca czasami kondycja. Wszystko to jednak błędy, które z czasem można wyeliminować, a wówczas droga przed finałami Wembley, Roland Garros, czy US Open na długie lata stoi przed krakowianką otworem.
Pamiętać należy jeszcze, że w cieniu Agnieszki kryje się jej młodsza i jak twierdzą specjaliści jeszcze bardziej utalentowana siostra, Urszula, która w ubiegłym sezonie triumfowała w trzech juniorskich turniejach wielkoszlemowych (!), a w pojedynkę została najlepszą juniorką na trawiastych kortach Wembley i rok 2007 zakończyła jako liderka rankingu ITF.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują więc na to, że rozpoczęty dopiero co sezon może należeć do sióstr Radwańskich, czego i im, i wszystkim kibicom nad Wisłą z całego serca życzę.
Jako pierwsza zawodniczka znad Wisły wygrała turniej zaliczany do cyklu WTA (w ubiegłym roku w Sztokholmie), dotarła też do ćwierćfinału wielkoszlemowego Australian Open i prawdopodobnie na dobre zadomowiła się już w światowej czołówce kobiecego tenisa. W Melbourne starsza z sióstr Radwańskich ograła m.in. drugą rakietę świata, Swietłanę Kuzniecową, znalazła także sposób na inną gwiazdę rosyjskiego tenisa, Nadię Pietrową. Jeśli dodać do tego pojedyncze, spektakularne zwycięstwa Isi z poprzednich sezonów (Maria Szarapowa, Martina Hingis, Venus Williams, czy Jelena Dementiewa) składa się z tego ładny dorobek, którym chciałaby się pochwalić niejedna zawodniczka zawodowo uprawiająca tę dyscyplinę sportu.
Agnieszka, niezwykle zdyscyplinowana taktycznie, sumienna i pracowita dziewczyna, ma wszelkie zadatki na to, aby w ciągu kilku najbliższych lat stać się prawdziwą gwiazdą białego sportu. Już teraz w domach, na przystankach i szkołach nie rozprawia się o pit stopach, tunelach aerodynamicznych, punkach konstrukcyjnych albo nachyleniach progu. Teraz, żeby być na czasie, trzeba orientować się czym jest odwrotny forhend, uderzenie topspinowe i dropszot. A wszystko to za sprawą jednej skromnej dziewczyny, która mozolnie, ale i z wiarą w sukces, wspina się na szczyty światowego tenisa.
Jeśli kariera Agnieszki będzie rozwijać się równie harmonijnie jak dotychczas, isiomania nie tylko stanie się faktem, ale z każdym rokiem będzie pogłębiać się coraz bardziej. A dotychczasowe wyniki i każdy kolejny mecz Radwańskiej wskazują, że za jej sprawą będziemy mieli jeszcze niejeden powód do radości.
Agnieszka ma bowiem cechy, które posiadają jedynie najwięksi w tej dyscyplinie sportu: potrafi odnaleźć się na korcie w każdej sytuacji, nie stanowi dla niej problemu żadna nawierzchnia – z powodzeniem odbija piłkę zarówno, na trawie, ceglanej mączce, jak i twardym betonie. Nie zraża się chwilowymi niepowodzeniami, nie załamuje rąk po jednej nieudanej akcji i prawie zawsze w ułamku sekundy wybiera idealne rozwiązanie w najgorszej nawet wydawałoby się sytuacji na korcie. Agnieszka nie jest jednak chodzącym tenisowym ideałem i doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich braków, z których największe to chimeryczność, zbyt słaby drugi serwis i mimo wszystko, kulejąca czasami kondycja. Wszystko to jednak błędy, które z czasem można wyeliminować, a wówczas droga przed finałami Wembley, Roland Garros, czy US Open na długie lata stoi przed krakowianką otworem.
Pamiętać należy jeszcze, że w cieniu Agnieszki kryje się jej młodsza i jak twierdzą specjaliści jeszcze bardziej utalentowana siostra, Urszula, która w ubiegłym sezonie triumfowała w trzech juniorskich turniejach wielkoszlemowych (!), a w pojedynkę została najlepszą juniorką na trawiastych kortach Wembley i rok 2007 zakończyła jako liderka rankingu ITF.
Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują więc na to, że rozpoczęty dopiero co sezon może należeć do sióstr Radwańskich, czego i im, i wszystkim kibicom nad Wisłą z całego serca życzę.
Dodaj Komentarz
RSS komentarzyKomentarze: 1
niech żyje aga :) jest młoda da rade wspiąć sie na szczyty :) ma abicje i potencjał :)










