iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Sport / Inne
+ - 4

Kozakiewicz sprzedał swój gest

04 06 2007 Mirosław Naleziński Artykuł był czytany 17758 razy
Źródło: Wikipedia.pl
Źródło: Wikipedia.pl

Mistrz pokazał charakterystyczny gest wała, zwany odtąd "gestem Kozakiewicza".

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Władysław Kozakiewicz (ur. 1953), podczas zbojkotowanych przez wiele zachodnich
państw igrzysk w Moskwie (z powodu agresji ZSRR na Afganistan), został naszym narodowym bohaterem 30 lipca 1980 (XXII Letnie Igrzyska Olimpijskie). Na stadionie największego państwa świata, państwa opartego o system totalitarny (oficjalnie głoszący władzę robotników i chłopów, zaś faktycznie gnębiący każdego myślącego inaczej), pokazał charakterystyczny gest wała, zwany odtąd "gestem Kozakiewicza" (niemiecka Wikipedia ową figurę opisuje następująco - Er richtete seine rechte Faust in Richtung Publikum und schlug sich mit der linken Hand auf den Oberarm).

 

Nasz najlepszy tyczkarz zdobył wówczas złoty medal - pokonał wysokość 574 cm. Jego występom towarzyszyły gwizdy towarzyszy i sportowiec nie mógł sobie odmówić odreagowania na niesportowe zachowanie kibiców. Pomimo nieustających gwizdów i niesympatycznego traktowania, mając zapewnione złoto, zdołał jeszcze podwyższyć rekord świata na 578 cm. Drugie miejsce zajął nieodżałowany Tadeusz Ślusarski, także nasz polski wielki tyczkarz. Radziecki ambasador w Polsce domagał się wyciągnięcia poważnych konsekwencji, zaś polskie władze sportowe zachowanie Mistrza tłumaczyły... skurczem mięśni.  

 

Podczas kariery 8-krotnie poprawiał rekord Polski (od 532 cm w 1973 do 578 cm w 1980). W słynnym 1980 roku został uznany za najlepszego polskiego sportowca. 5 lat po olimpiadzie, nasz mistrz (przyzwoicie żyjący w Polsce i mieszkający w Gdyni) uciekł do Niemiec Zachodnich prosząc o azyl i obywatelstwo. Parokrotnie reprezentował to państwo na międzynarodowych arenach, na których odnotowano jego rekord na rzecz Niemiec (570 cm). Czy byłoby niesympatycznie, gdyby ów niemiecki rekord był lepszy od polskiego wyczynu z moskiewskiej olimpiady?

 

W Polsce dobiegał kres komuny, w świecie kres ZSRR i można zauważyć, że Kozakiewicz popełnił życiowy falstart. Podobny Polakom podpisującym narodowe listy lojalności, którzy myśleli, że faszystowskie porządki w okupowanej Polsce będą równie tysiącletnie, co III Rzesza w swych niezbyt pobożnych życzeniach. Oba totalitarne państwa zawaliły się tyle nagle, co dość niespodziewanie, zostawiając wielu naszych rodaków w kłopotliwych sytuacjach. Falstart to określenie sportowe, choć chyba odpowiednie w stosunku do opisanych sytuacji. Po obaleniu komuny pan Władysław powrócił do Gdyni, w której był nawet radnym (1999-2002). Prawdopodobnie pamięć sportowych osiągnięć odczuwanych przez pryzmat gestu jego imienia przysłoniły nieprzyjemną historię z porzuceniem Polski (wprawdzie jeszcze jako PRL) dla Niemiec (oczywiście Zachodnich) na parę lat przed wymazaniem obu tych państw z kart historii.

 

Ostatnio pan Kozakiewicz zasłynął ponownie - tym razem w reklamie pewnego żelu na bóle mięśni i kości. Gdyby Wołodyjowski i Ketling przeżyli słynne i głośne (także dosłownie) wysadzenie twierdzy w Kamieńcu Podolskim (wg Sienkiewicza, bo chyba tak niezupełnie było...), a byłoby to w dobie telewizji, to jak byśmy ocenili, gdyby owi nasi dzielni bohaterowie sprzedawali swój patriotyczny czyn w reklamie noworocznych chińskich sztucznych ogni?

 

Inna sprawa, że sam nasz Mistrz opowiadał parę lat temu o swoim geście i już wówczas nimb owego incydentu wyraźnie przyblakł. Nie było w tej opowieści ani patosu, ani legendy - raczej odruch zirytowanego gawrosza.

 

Oczywiście, p. Kozakiewicz bardzo wiele zrobił dla polskiego sportu, jednak oboma posunięciami niefortunnie popsuł swój wizerunek wielkiego Polaka w sporcie. A szkoda! Nie znam osobiście Mistrza. Widziałem go kiedyś w naszym mieście pod piwnym parasolem. Obaj jesteśmy Gdynianami* i... rówieśnikami. Może stąd moja ostrzejsza ocena rodaka...

 

* - nazwy mieszkańców miejscowości powinniśmy pisywać od dużych (wielkich) liter (wbrew słownikom).





+ - 4

Artykuł został pozytywnie zrecenzowany przez:

Agnieszka Owczarczak

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 5

1. emil | 08:54 09-06-2007


Tak, ten gest miał gigantyczną wymowę. To Polski gest. Wolności, przekory i triumfu.
To im się wtedy należało! Fajnie, że to przypominasz, bo to chwalebny kawałek historii naszego sportu i nie tylko.
Nawet nie wiedziałem o jego emigracji do Niemiec. No cóż, trzeba mieć nadzieję, że powiedzenie, "gdzie chleb tam ojczyzna", prawdopodobnie nie dotyczyło Kozakiewicza. Czasami tam ojczyzna, gdzie wolność. Spodobała mi twoja reminiscencja.

2. Mirosław | 08:12 11-06-2007

Dzięki!

Tym bolesniejsze jest, że po takim geście (jako Polaka), wyjechał do Niemiec Zach. (i startował tam jako Niemiec), zresztą na parę lat przed upadkiem komuny, czego on i większość nie przewidziała (że w 1989), bo pewnie by wytrzymał te parę lat.

3. Klaudyna | 09:02 20-06-2007

A mnie się ta jego reklama wcale, a wcale nie podoba. Rozumiem, że jakoś zarabiać trzeba, bo w naszym kraju sportowcy nie zawsze są solidnie wynagradzani za sukcesy, ale są pewne granice. Reklama jest żałosna.
A gest? Gest historyczny, już małym dzieciom się o nim opowiada :)

4. Mirosław | 15:55 04-07-2007

No i ta reklama deprecjonuje legendę.

5. Konrad | 00:00 24-06-2009

ARKA GDYNIA!!! k**** ŚWINIA !!! JEBAĆ ŚMIECI Z GDYNI + LECHA + CRACOVIE!!! DO PIACHU Z k****** !!!