Sport / Inne
Tuż po wyścigu - GP Australii - Formuła 1, czyli Robert - co to było!?
Artykuł był czytany 1115 razy
Tytuł miał brzmieć "Robert Kubica wielkim kierowcą jest". Gdyby dowiózł to 3 miejsce... Ciężko cokolwiek napisać po tym wyścigu.
Nie da się inaczej rozpocząć wypowiedzi na temat tego wyścigu jak od końca. Niestety. Wydarzenia 4 okrążenia przed końcem przyćmiły wszystkie wcześniejsze, co łatwym nie było. Gdy Robert zaczął doganiać Vettela byłem pewien, że nic złego tu się nie wydarzy. Ile bowiem razy mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy Kubica jadący wyraźnie szybciej od rywala, nie wyprzedzał go, bojąc się kolizji. Zawsze był cierpliwym kierowcą i nie pieklił się w wyprzedzaniu. Tym razem chyba się po prostu zagotował. Kilka okrążeń do mety i 3 sekundy do Buttona pozbawiły go czujności i - tak potrzebnej na drodze - zasady ograniczonego zaufania. Za wszelką cenę chciał wygrać ten wyścig i udowodnić, że nie Brawn GP a Robert Kubica jest najlepszy w Formule 1. Nie wiem kto był winien w jego starciu z Sebastianem Vettelem. Na pewno młody Niemiec miał dość miejsca aby zmieścić się z zakręcie. Ale po zachowaniu jego bolidu na kilku wcześniejszych zakrętach można wnioskować, że opony były już mocno zużyte. Gdyby nie ten fakt boję się myśleć jak pięknie mogłoby być. Button też miał już opony na wykończeniu. Zapomnijmy o tym jak najszybciej.
Zajmijmy się zwycięzcą - Jenson Button i zespół Brawn GP. Gdy przyjaciel zapytał mnie na kogo stawiam w tym wyścigu to powiedziałem, że na zespół byłej Hondy, przejęty teraz przez Rossa Brawna. Kiedy poprosił o uzasadnienie, wyjaśniłem, że w testach byli najszybsi, mają świetnych kierowców a dodatkowo ich szef ma dobre układy z Międzynarodową Federacją Sportów Motorowych. Ten ostatni argument najbardziej go przekonał. Patrząc na sytuację z wyjazdem pierwszego samochodu bezpieczeństwa ciężko nie uznać tego argumentu za co najmniej uzasadniony. Sędziowie pozwolili aby przez prawie 2 okrążenia wszyscy kierowcy przejeżdżali obok rozbitego bolidu Kazukiego Nakajimy (z którego kierowca jest taki jak z Donalda Tuska pesymista). Na większej części pasa były ostre fragmenty samochodu Japończyka. Sędziowie spokojnie poczekali aż Pan Button (którego bardzo lubię), zatankuje bolid, wyjedzie sobie z boksu i dopiero wtedy samochód bezpieczeństwa wyjechał na tor. Nie mniej gratulacje dla Anglika, gdyż na zwycięstwo zasłużył bo jechał bez błędów przez cały wyścig. Słowa pochwały należą się również inżynierom zespołu Brawn GP, gdyż nie potwierdziły się obawy (nadzieje) wielu komentatorów co do niezawodności ich bolidów. Jedynym mankamentem, który może się powtarzać w kolejnych wyścigach, była praca mechaników w boksie. Zaliczyli jedną wpadkę podczas tankowania późniejszego zwycięzcy Jensona Buttona.
Warto zauważyć, że wiele zmian wprowadzonych w tym sezonie w bolidach F1, przyniosło skutek. Na torze w Australii jest mało miejsc do wyprzedzania - wiem bo przejechałem tam mnóstwo okrążeń na F1 Challenge 09-02 (z kierownicą!). Mimo to widzieliśmy bardzo dużo, jak na formułowe standardy, wyprzedzań. KERS i slicki znacznie zwiększyły atrakcyjność wyścigów.
Jeżeli już jesteśmy przy zmianach to warto dodać, że zmienione dyfuzory w niektórych bolidach przynoszą efekty głównie w kwalifikacjach. W wyścigu nie było widać ich wielkiej przewagi. Mimo to uważam, że niebawem (po decyzji trybunału odwoławczego), wszystkie zespoły będą już używały tych podwójnych dyfuzorów. Jak to będzie z KERSem to nie wiadomo. Jeżeli ktoś ma dobre tempo - tak jak Robert to system ten nie daje aż takiej przewagi aby obciążać nim bolid. Podczas tej pechowej kraksy Roberta z Vettelem widać było przygotowania do wprowadzenia Systemu Odzyskiwania Energii Kinetycznej. Po pierwszym uderzeniu odpadła połowa przedniego skrzydła, potem przy zderzeniu z bandą lewe koło bolidu BMW natychmiast odpadło. A przecież samochody tego zespołu były uważane, obok McLarenów, za żelazne konstrukcje. Teraz, w obliczu dociążenia bolidu KERSem, konstrukcję tę inżynierowie wyraźnie odchudzili a przez to osłabili.
Ciężko jest wysnuwać teraz wnioski co do formy poszczególnych zespołów. Widać, że Brawn GP jest mocnym zespołem. W dole jest McLaren. Ferrari będzie silne, dziś przydarzyło im się kilka błędów. Więcej będziemy wiedzieć po następnym wyścigu, na torze w Malezji, który jest już typowym obiektem wyścigowym, przyczepność będzie większa a pobocza szersze.
Z obowiązku wymienię, że wyścig wygrał Button, drugi był Barichello a trzeci - Jarno Trulli.
Ciężko będzie dziś nie myśleć o tym wyścigu i straconej szansie. Zaraz zostanie wyemitowany wywiad z Robertem, dowiemy się więcej. Pocieszeniem jest to, że kolejny wyścig już za tydzień - na "domowym" torze BMW Sauber, czyli Sepang w Malezji. Przykro, że Vettel zdołał podtrzymać tradycję i sprawił, że Robert Kubica nie ukończył 3 raz z rzędu wyścigu na Albert Park. A mogło być sporo punktów na początek sezonu. A teraz trzeba odrabiać 10 pkt. straty do Buttona.
Na pewno za 7 dni będzie lepiej. Czego i Wam życzę.
Zajmijmy się zwycięzcą - Jenson Button i zespół Brawn GP. Gdy przyjaciel zapytał mnie na kogo stawiam w tym wyścigu to powiedziałem, że na zespół byłej Hondy, przejęty teraz przez Rossa Brawna. Kiedy poprosił o uzasadnienie, wyjaśniłem, że w testach byli najszybsi, mają świetnych kierowców a dodatkowo ich szef ma dobre układy z Międzynarodową Federacją Sportów Motorowych. Ten ostatni argument najbardziej go przekonał. Patrząc na sytuację z wyjazdem pierwszego samochodu bezpieczeństwa ciężko nie uznać tego argumentu za co najmniej uzasadniony. Sędziowie pozwolili aby przez prawie 2 okrążenia wszyscy kierowcy przejeżdżali obok rozbitego bolidu Kazukiego Nakajimy (z którego kierowca jest taki jak z Donalda Tuska pesymista). Na większej części pasa były ostre fragmenty samochodu Japończyka. Sędziowie spokojnie poczekali aż Pan Button (którego bardzo lubię), zatankuje bolid, wyjedzie sobie z boksu i dopiero wtedy samochód bezpieczeństwa wyjechał na tor. Nie mniej gratulacje dla Anglika, gdyż na zwycięstwo zasłużył bo jechał bez błędów przez cały wyścig. Słowa pochwały należą się również inżynierom zespołu Brawn GP, gdyż nie potwierdziły się obawy (nadzieje) wielu komentatorów co do niezawodności ich bolidów. Jedynym mankamentem, który może się powtarzać w kolejnych wyścigach, była praca mechaników w boksie. Zaliczyli jedną wpadkę podczas tankowania późniejszego zwycięzcy Jensona Buttona.
Warto zauważyć, że wiele zmian wprowadzonych w tym sezonie w bolidach F1, przyniosło skutek. Na torze w Australii jest mało miejsc do wyprzedzania - wiem bo przejechałem tam mnóstwo okrążeń na F1 Challenge 09-02 (z kierownicą!). Mimo to widzieliśmy bardzo dużo, jak na formułowe standardy, wyprzedzań. KERS i slicki znacznie zwiększyły atrakcyjność wyścigów.
Jeżeli już jesteśmy przy zmianach to warto dodać, że zmienione dyfuzory w niektórych bolidach przynoszą efekty głównie w kwalifikacjach. W wyścigu nie było widać ich wielkiej przewagi. Mimo to uważam, że niebawem (po decyzji trybunału odwoławczego), wszystkie zespoły będą już używały tych podwójnych dyfuzorów. Jak to będzie z KERSem to nie wiadomo. Jeżeli ktoś ma dobre tempo - tak jak Robert to system ten nie daje aż takiej przewagi aby obciążać nim bolid. Podczas tej pechowej kraksy Roberta z Vettelem widać było przygotowania do wprowadzenia Systemu Odzyskiwania Energii Kinetycznej. Po pierwszym uderzeniu odpadła połowa przedniego skrzydła, potem przy zderzeniu z bandą lewe koło bolidu BMW natychmiast odpadło. A przecież samochody tego zespołu były uważane, obok McLarenów, za żelazne konstrukcje. Teraz, w obliczu dociążenia bolidu KERSem, konstrukcję tę inżynierowie wyraźnie odchudzili a przez to osłabili.
Ciężko jest wysnuwać teraz wnioski co do formy poszczególnych zespołów. Widać, że Brawn GP jest mocnym zespołem. W dole jest McLaren. Ferrari będzie silne, dziś przydarzyło im się kilka błędów. Więcej będziemy wiedzieć po następnym wyścigu, na torze w Malezji, który jest już typowym obiektem wyścigowym, przyczepność będzie większa a pobocza szersze.
Z obowiązku wymienię, że wyścig wygrał Button, drugi był Barichello a trzeci - Jarno Trulli.
Ciężko będzie dziś nie myśleć o tym wyścigu i straconej szansie. Zaraz zostanie wyemitowany wywiad z Robertem, dowiemy się więcej. Pocieszeniem jest to, że kolejny wyścig już za tydzień - na "domowym" torze BMW Sauber, czyli Sepang w Malezji. Przykro, że Vettel zdołał podtrzymać tradycję i sprawił, że Robert Kubica nie ukończył 3 raz z rzędu wyścigu na Albert Park. A mogło być sporo punktów na początek sezonu. A teraz trzeba odrabiać 10 pkt. straty do Buttona.
Na pewno za 7 dni będzie lepiej. Czego i Wam życzę.
















