Sport / Koszykówka
Niedawno wróciłem z prowadzonym przez siebie zespołem chłopców z rocznika ’97 z turnieju rozgrywanego w Ardres [nieopodal Calais] we Francji. Impreza jest wielkim przedsięwzięciem realizowanym przez grupkę zapaleńców wspomaganych przez dosłownie wszystkich mieszkańców tej miejscowości.
Całe miasteczko jest pochłonięte tym 3-dniowym świętem koszykówki. Przyozdobione witryny sklepowe, pozamykany ruch uliczny na potrzeby wielkiej parady otwierającej turniej. Dwie pełnowymiarowe hale, w których rozgrywanych było dziennie po kilkanaście spotkań. 20 drużyn z całego świata – w tym my.
Do grupy trafiliśmy z zespołem kadry Paryża, kadry Wybrzeża Kości Słoniowej, ekipą Atomii Bruksela [największy klub szkolący młodzież w Belgii] i Anglików z Brighton. Udało się zając drugie miejsce w grupie gwarantujące awans do elite eight jak dumnie ta faza się nazywała. Tam czekał już na nas faworyt imprezy – drużyna z Gwadelupy, która przyleciała wyczarterowanym przez władze samolotem – zawodnicy na każdy dzień mieli nowy sprzęt i wszystko było podporządkowane ich sukcesowi. Takie samo wrażenie jak opieka jaką otoczono ten zespół był ich podstawowy center, który w wieku 12 lat mierzy … 194 cm, a zakończenie akcji dunkiem nie jest dla niego specjalną sztuką [to ten 'Pan' z nr 15 - stojący obok naszego najwyższego gracza mierzącego 185cm].
Mecz przegraliśmy, jednak chłopcy zagrali na prawdę świetnie i stawili ciężki opór zaprzyjaźnionym koszykarzom z Gwadelupy. Już godzinę później musieliśmy rozegrać czwarty mecz tego dnia, którego stawką był mecz w dniu zamykającym turniej o piąte miejsce. Ulegliśmy Szwajcarom z Genewy i następnego dnia stanąć mieliśmy do meczu o siódme miejsce z gospodarzem turnieju – BC Ardres.
I właśnie tego spotkania [przegranego ostatecznie 3 punktami] chłopcy nie zapomną pewnie nigdy. Przyszło nam grać w niesamowitej atmosferze, jaką zgotowali miejscowi kibice, z których chyba każdy wyposażony był w bęben lub inną trąbkę. Dla tego jednego meczu warto było w tym turnieju zagrać. Doświadczenie jakie chłopcy zdobyli podczas tych kilkudziesięciu minut spotkania jest nie do opisania.
Turniej w Ardres to fenomen. Oczywiście wiem, że na świecie takich turniejów jest cała masa, ale na mnie wrażenie wywarło zaangażowanie kilkudziesięciu mieszkańców miasteczka, którym zależało na jak najlepszej organizacji turnieju. Do opieki mieli przeszło 400 osób i wywiązali się z niej [poza małymi, nieuniknionymi wpadkami] bez zarzutu.
Sportowa strona turnieju pokazała, jak wiele jeszcze pracy czeka nasz zespół, by dorównać ostatecznemu zwycięzcy turnieju – reprezentacji Paryża, która w finale pokonała Żalgiris Kowno różnicą 20 punktów. Uważam, że warto by polskie zespoły uczestniczyły w tego typu imprezach. Oprócz wartości sportowo-szkoleniowych, integracyjnych dla zespołu, pokazuje chłopcom także specyfikę różnych kultur [kilka zespołów afrykańskich], co jest bezcenne.
W kraju takich turniejów dla najmłodszych roczników mamy jak na lekarstwo. Ja wiem, że funkcjonuje co roku dobrze zorganizowany o wysokim poziomie sportowym turniej dla 13-letnich młodzików w Bydgoszczy [organizowany przez Novum] gromadzący silne ośrodki z kraju oraz cykliczna impreza organizowana przez mój klub dla tego samego rocznika – turniej o Puchar Bałtyku [w tym roku odbyła się już 7. edycja] co roku zapewniający wysoki poziom dzięki zespołom szkoły Sabonisa oraz ekipom z Rosji, Łotwy i Estonii. Trochę mało jak na skalę kraju.
Dlaczego tak mało robimy dla rozwoju dzieci w koszykówce ? Dlaczego takich turniejów nie rozgrywa się po 2-3 w miesiącu ? Czy na prawdę 18 spotkań ligowych w sezonie [zakładając awans do 8-ki najlepszych zespołów województwa] ma zagwarantować tym dzieciom rozwój sportowy ?
Bierzmy przykład z Francuzów oraz niewielu ośrodków z Polsce dbających, by imprez meczowych było jak najwięcej i by młodzi zawodnicy mogli doskonalić swoje umiejętności w warunkach meczowych. Czy na prawdę musimy szukać turniejów aż we Francji by zapewnić naszych młodym adeptom koszykówki właściwy ścieżkę rozwoju ?
Na dzisiaj nie pozostaje nam nic innego, ale jakże świetnie że zmieniają się czasy i jedynym w zasadzie do przeskoczenia problemem jest zorganizowanie środków finansowych na wyjazd na taki turniej. To wielka przewaga obecnej młodzieży, ale to nie znaczy, że mamy powtarzać ” za moich czasów … „. Róbmy wszystko, by pomóc im jeszcze bardziej i sprawiać by ich droga do stania się dobrymi sportowcami była łatwiejsza.
Ardres – Koszykarskie miasteczko we Francji
Artykuł był czytany 975 razy
Niedawno wróciłem z prowadzonym przez siebie zespołem chłopców z rocznika ’97 z turnieju rozgrywanego w Ardres [nieopodal Calais] we Francji. Impreza jest wielkim przedsięwzięciem realizowanym przez grupkę zapaleńców...
Niedawno wróciłem z prowadzonym przez siebie zespołem chłopców z rocznika ’97 z turnieju rozgrywanego w Ardres [nieopodal Calais] we Francji. Impreza jest wielkim przedsięwzięciem realizowanym przez grupkę zapaleńców wspomaganych przez dosłownie wszystkich mieszkańców tej miejscowości.
Całe miasteczko jest pochłonięte tym 3-dniowym świętem koszykówki. Przyozdobione witryny sklepowe, pozamykany ruch uliczny na potrzeby wielkiej parady otwierającej turniej. Dwie pełnowymiarowe hale, w których rozgrywanych było dziennie po kilkanaście spotkań. 20 drużyn z całego świata – w tym my.
Do grupy trafiliśmy z zespołem kadry Paryża, kadry Wybrzeża Kości Słoniowej, ekipą Atomii Bruksela [największy klub szkolący młodzież w Belgii] i Anglików z Brighton. Udało się zając drugie miejsce w grupie gwarantujące awans do elite eight jak dumnie ta faza się nazywała. Tam czekał już na nas faworyt imprezy – drużyna z Gwadelupy, która przyleciała wyczarterowanym przez władze samolotem – zawodnicy na każdy dzień mieli nowy sprzęt i wszystko było podporządkowane ich sukcesowi. Takie samo wrażenie jak opieka jaką otoczono ten zespół był ich podstawowy center, który w wieku 12 lat mierzy … 194 cm, a zakończenie akcji dunkiem nie jest dla niego specjalną sztuką [to ten 'Pan' z nr 15 - stojący obok naszego najwyższego gracza mierzącego 185cm].
Mecz przegraliśmy, jednak chłopcy zagrali na prawdę świetnie i stawili ciężki opór zaprzyjaźnionym koszykarzom z Gwadelupy. Już godzinę później musieliśmy rozegrać czwarty mecz tego dnia, którego stawką był mecz w dniu zamykającym turniej o piąte miejsce. Ulegliśmy Szwajcarom z Genewy i następnego dnia stanąć mieliśmy do meczu o siódme miejsce z gospodarzem turnieju – BC Ardres.
I właśnie tego spotkania [przegranego ostatecznie 3 punktami] chłopcy nie zapomną pewnie nigdy. Przyszło nam grać w niesamowitej atmosferze, jaką zgotowali miejscowi kibice, z których chyba każdy wyposażony był w bęben lub inną trąbkę. Dla tego jednego meczu warto było w tym turnieju zagrać. Doświadczenie jakie chłopcy zdobyli podczas tych kilkudziesięciu minut spotkania jest nie do opisania.
Turniej w Ardres to fenomen. Oczywiście wiem, że na świecie takich turniejów jest cała masa, ale na mnie wrażenie wywarło zaangażowanie kilkudziesięciu mieszkańców miasteczka, którym zależało na jak najlepszej organizacji turnieju. Do opieki mieli przeszło 400 osób i wywiązali się z niej [poza małymi, nieuniknionymi wpadkami] bez zarzutu.
Sportowa strona turnieju pokazała, jak wiele jeszcze pracy czeka nasz zespół, by dorównać ostatecznemu zwycięzcy turnieju – reprezentacji Paryża, która w finale pokonała Żalgiris Kowno różnicą 20 punktów. Uważam, że warto by polskie zespoły uczestniczyły w tego typu imprezach. Oprócz wartości sportowo-szkoleniowych, integracyjnych dla zespołu, pokazuje chłopcom także specyfikę różnych kultur [kilka zespołów afrykańskich], co jest bezcenne.
W kraju takich turniejów dla najmłodszych roczników mamy jak na lekarstwo. Ja wiem, że funkcjonuje co roku dobrze zorganizowany o wysokim poziomie sportowym turniej dla 13-letnich młodzików w Bydgoszczy [organizowany przez Novum] gromadzący silne ośrodki z kraju oraz cykliczna impreza organizowana przez mój klub dla tego samego rocznika – turniej o Puchar Bałtyku [w tym roku odbyła się już 7. edycja] co roku zapewniający wysoki poziom dzięki zespołom szkoły Sabonisa oraz ekipom z Rosji, Łotwy i Estonii. Trochę mało jak na skalę kraju.
Dlaczego tak mało robimy dla rozwoju dzieci w koszykówce ? Dlaczego takich turniejów nie rozgrywa się po 2-3 w miesiącu ? Czy na prawdę 18 spotkań ligowych w sezonie [zakładając awans do 8-ki najlepszych zespołów województwa] ma zagwarantować tym dzieciom rozwój sportowy ?
Bierzmy przykład z Francuzów oraz niewielu ośrodków z Polsce dbających, by imprez meczowych było jak najwięcej i by młodzi zawodnicy mogli doskonalić swoje umiejętności w warunkach meczowych. Czy na prawdę musimy szukać turniejów aż we Francji by zapewnić naszych młodym adeptom koszykówki właściwy ścieżkę rozwoju ?
Na dzisiaj nie pozostaje nam nic innego, ale jakże świetnie że zmieniają się czasy i jedynym w zasadzie do przeskoczenia problemem jest zorganizowanie środków finansowych na wyjazd na taki turniej. To wielka przewaga obecnej młodzieży, ale to nie znaczy, że mamy powtarzać ” za moich czasów … „. Róbmy wszystko, by pomóc im jeszcze bardziej i sprawiać by ich droga do stania się dobrymi sportowcami była łatwiejsza.











