Sport / Koszykówka
Ja też często szukam tej jedynej drużyny, z którą będę si ę identyfikował, ale niestety na tą jedną jedyną nie mogę się zdecydować [dobrze, że w życiu prywatnym jest inaczej ...].
Często szukałem różnych powodów, dla których dana drużyna mogłaby stać się tą moją i nie zawsze był to aspekt jakości gry. Zaczęło się od Portland w czasach Portera-Drexlera-Kersey’a-Duckwortha-Williamsa-Robinsona. Nigdy nie kręciło mnie kibicowanie najlepszym, stąd mimo iż ceniłem Jordana nigdy nie byłem jakimś jego specjalnym fanem. Od czasów Jail Blazers, czyli wszelkiego zła jakie dotknęło zespół z Oregonu, wyniki Smug śledzę z dużym zainteresowaniem, ale to jednak nie jest już to.
Następnie przyszła kolej na Sixers. Powody były dwa. Jeden to Allen Iverson – gracz o moich parametrach, który siał spustoszenie wśród ustawień defensywnych rywali [tak, wiem jak skończył ...]. Drugi to już abstrakcja totalna – 76-tki i ja jako urodzony w 1976 … To mi wystarczyło i tak po Blazers, to już drugi team, którego poczynania śledzę z bijącym sercem i po ostatnich wydarzeniach wierzę, że Evan Turner z czasem zapewni im powrót do czołówki ligi.
Z wiekiem przekonałem się też do koszykówki systemowej i to ,co kiedyś mnie raziło w Spurs dzisiaj stało się tym, co w nich niesamowicie cenię. Oczywiście nie byłoby tego bez Popovivha, Duncana, Parkera, Ginbiliego czy Blaira.
Celtics od czasów Walkera i jego Dynamic Duo z Piercem też jest ekipą, która ma we mnie fana. Od czasów Big Three niezastąpiona jest chemia jaka panuje w tym zespole, a którą tak świetnie eksponowali w tegorocznych playoffs i która dała im finał NBA – nieomal tytuł.
Tak więc już są cztery zespoły, a zapewniam że to nie koniec wyliczanki …
Analizując już 10 pełnych sezonów w szczegółowy sposób sytuację związaną z rozgrywającymi w lidze NBA, postać playmakera, czy wogóle obwodu danego zespołu ma niemały wpływ na moją decyzję co do teamu, który cieszy się moim uznaniem.
Derrick Rose i jego Chicago Bulls cieszą się moją sympatią nie tylko z uwagi na fakt, iż w Chicago na codzień mieszka moja siostra, ale też na fakt, iż to młody bardzo perspektywiczny zespół z Rose’m jako jego mózgiem. Gra absolwenta Memphis zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i z niecierpliwością czekam jak zaatakuje pierwszą dziesiątkę [może piątkę] mojego rankingu rozgrywających w nadchodzącym sezonie. Ponadto świetne wrażenie na mnie zrobiły władze Bulls, któe owszem brały udział w wyścigu po jednego z trzech wielkich wolnych agentów lata, ale nie robiły nic za wszelką cenę – innymi słowy nie klękały na kolanach, czego dowodem jest prezent jaki dostał od nich Dwyane Wade podczas prezentacji – skrzynka, w któej znajdowały się buty Jordana i wygrawerowany napis „pokaż, że na nie zasługujesz”.
Od Golden State odwracał moją uwagę dotąd Don Nelson, ale to co wyprawia Stephen Curry oraz pozyskanie Davida Lee przebiło moją niechęć do dowodzącego drużyną z ławki trenera. Najlepszy chyba [a na pewno najbardziej utalentowany] obwód w lidze Curry-Ellis [obaj w pierwszej 10-tce mojego rankingu PG] oraz poważne wzmocnienie pod koszem dla Biedrinsa sprawia, że Wojownicy stali się ekipą, której bardzo mocno będę kibicował. Pozostaje żal po operacji nadgarstka i 4-6 miesięczna absencja wybranego w tym sezonie w drafcie – Ekpe Udoha.
I na koniec wisienka na torcie, czyli utah Jazz. Ci, niezmiennie cieszą się moją wielką sympatią. Od czasów niezłomnej pary Stockton [najlepszy PG ever w mojej ocenie] – Malone wspomaganych przez Hornacka czy Russella aż po dziś dzień kiedy mają dalej czołowego rozgrywającego ligi – Derona Williamsa, czy tego samego świetnego Sloana na ławce. Poza tym po mistrzowsku wybrnęli z grabieży jakiej dokonano niestety ich kosztem – utracili Carlosa Boozera, Kyle’a Korvera i Wesley Matthewsa. Co zrobili? Ano szybko ściągnęli do zespołu niemal za darmo Ala Jeffersona z Minnesoty, który dla mnie osobiście jest świetnym graczem podkoszowym i dopiero teraz pokaże pełnię swoich możliwości. W miejsce Korvera i Matthewsa natychmiast ściągnięto świetnego defensora jakim jest Raja Bell, ubiegając przy tym takie firmy jak Lakers, czy Spurs również walczących o jego względy. Co dalej? Ponoć Jazz chcą powrotu Ronnie Brewera. Pozyskali ciekawego zawodnika z draftu Gordona Haywarda, który jak mniemam pod okiem Sloana będzie się realizował w NBA.
Tak więc w sezonie 2010/2011 będę ’Byczym Wojownikiem słuchającym Jazz-u’, choć i tak będę zerkał w stronę wielu, wielu innych teamów ligi.
Byczy Wojownik słuchający Jazz-u.
Artykuł był czytany 460 razy
Ostatnio na twitterze jeden z użytkowników tego mikroblogu żalił się, iż nie potrafi być fanem jednego zespołu w NBA, że są tacy którzy te swoje ulubione kluby mają i są im wierni co by się nie działo.
Ja też często szukam tej jedynej drużyny, z którą będę si ę identyfikował, ale niestety na tą jedną jedyną nie mogę się zdecydować [dobrze, że w życiu prywatnym jest inaczej ...].
Często szukałem różnych powodów, dla których dana drużyna mogłaby stać się tą moją i nie zawsze był to aspekt jakości gry. Zaczęło się od Portland w czasach Portera-Drexlera-Kersey’a-Duckwortha-Williamsa-Robinsona. Nigdy nie kręciło mnie kibicowanie najlepszym, stąd mimo iż ceniłem Jordana nigdy nie byłem jakimś jego specjalnym fanem. Od czasów Jail Blazers, czyli wszelkiego zła jakie dotknęło zespół z Oregonu, wyniki Smug śledzę z dużym zainteresowaniem, ale to jednak nie jest już to.
Następnie przyszła kolej na Sixers. Powody były dwa. Jeden to Allen Iverson – gracz o moich parametrach, który siał spustoszenie wśród ustawień defensywnych rywali [tak, wiem jak skończył ...]. Drugi to już abstrakcja totalna – 76-tki i ja jako urodzony w 1976 … To mi wystarczyło i tak po Blazers, to już drugi team, którego poczynania śledzę z bijącym sercem i po ostatnich wydarzeniach wierzę, że Evan Turner z czasem zapewni im powrót do czołówki ligi.
Z wiekiem przekonałem się też do koszykówki systemowej i to ,co kiedyś mnie raziło w Spurs dzisiaj stało się tym, co w nich niesamowicie cenię. Oczywiście nie byłoby tego bez Popovivha, Duncana, Parkera, Ginbiliego czy Blaira.
Celtics od czasów Walkera i jego Dynamic Duo z Piercem też jest ekipą, która ma we mnie fana. Od czasów Big Three niezastąpiona jest chemia jaka panuje w tym zespole, a którą tak świetnie eksponowali w tegorocznych playoffs i która dała im finał NBA – nieomal tytuł.
Tak więc już są cztery zespoły, a zapewniam że to nie koniec wyliczanki …
Analizując już 10 pełnych sezonów w szczegółowy sposób sytuację związaną z rozgrywającymi w lidze NBA, postać playmakera, czy wogóle obwodu danego zespołu ma niemały wpływ na moją decyzję co do teamu, który cieszy się moim uznaniem.
Derrick Rose i jego Chicago Bulls cieszą się moją sympatią nie tylko z uwagi na fakt, iż w Chicago na codzień mieszka moja siostra, ale też na fakt, iż to młody bardzo perspektywiczny zespół z Rose’m jako jego mózgiem. Gra absolwenta Memphis zrobiła na mnie niesamowite wrażenie i z niecierpliwością czekam jak zaatakuje pierwszą dziesiątkę [może piątkę] mojego rankingu rozgrywających w nadchodzącym sezonie. Ponadto świetne wrażenie na mnie zrobiły władze Bulls, któe owszem brały udział w wyścigu po jednego z trzech wielkich wolnych agentów lata, ale nie robiły nic za wszelką cenę – innymi słowy nie klękały na kolanach, czego dowodem jest prezent jaki dostał od nich Dwyane Wade podczas prezentacji – skrzynka, w któej znajdowały się buty Jordana i wygrawerowany napis „pokaż, że na nie zasługujesz”.
Od Golden State odwracał moją uwagę dotąd Don Nelson, ale to co wyprawia Stephen Curry oraz pozyskanie Davida Lee przebiło moją niechęć do dowodzącego drużyną z ławki trenera. Najlepszy chyba [a na pewno najbardziej utalentowany] obwód w lidze Curry-Ellis [obaj w pierwszej 10-tce mojego rankingu PG] oraz poważne wzmocnienie pod koszem dla Biedrinsa sprawia, że Wojownicy stali się ekipą, której bardzo mocno będę kibicował. Pozostaje żal po operacji nadgarstka i 4-6 miesięczna absencja wybranego w tym sezonie w drafcie – Ekpe Udoha.
I na koniec wisienka na torcie, czyli utah Jazz. Ci, niezmiennie cieszą się moją wielką sympatią. Od czasów niezłomnej pary Stockton [najlepszy PG ever w mojej ocenie] – Malone wspomaganych przez Hornacka czy Russella aż po dziś dzień kiedy mają dalej czołowego rozgrywającego ligi – Derona Williamsa, czy tego samego świetnego Sloana na ławce. Poza tym po mistrzowsku wybrnęli z grabieży jakiej dokonano niestety ich kosztem – utracili Carlosa Boozera, Kyle’a Korvera i Wesley Matthewsa. Co zrobili? Ano szybko ściągnęli do zespołu niemal za darmo Ala Jeffersona z Minnesoty, który dla mnie osobiście jest świetnym graczem podkoszowym i dopiero teraz pokaże pełnię swoich możliwości. W miejsce Korvera i Matthewsa natychmiast ściągnięto świetnego defensora jakim jest Raja Bell, ubiegając przy tym takie firmy jak Lakers, czy Spurs również walczących o jego względy. Co dalej? Ponoć Jazz chcą powrotu Ronnie Brewera. Pozyskali ciekawego zawodnika z draftu Gordona Haywarda, który jak mniemam pod okiem Sloana będzie się realizował w NBA.
Tak więc w sezonie 2010/2011 będę ’Byczym Wojownikiem słuchającym Jazz-u’, choć i tak będę zerkał w stronę wielu, wielu innych teamów ligi.











