iThink.pl - dziennikarstwo i publicystyka

Menu

Logowanie/Rejestracja

[?] Rejestracja
Logo

Kategorie

Dodaj Artykuł

Artykuł

Sport / Koszykówka
+ - 0

Wybrzeże Gdańsk. Od sukcesu do upadku.

01 08 2010 Dawid Roguski Artykuł był czytany 1060 razy
Źródło: Wikipedia
Źródło: Wikipedia

Wybrzeże Gdańsk starszym kibicom kojarzy się z super marką. Wielosekcyjnym klubem odnoszącym sukcesy w każdej dziedzinie swojego funkcjonowania.

  • Komentuj
  • Wyślij do znajomego
  • Drukuj artykuł
  • Wersja do łatwego czytania
  • Dodaj do ulubionych

Wybrzeże Gdańsk starszym kibicom kojarzy się z super marką. Wielosekcyjnym klubem odnoszącym sukcesy w każdej dziedzinie swojego funkcjonowania. Młodszym kibicom już tylko z marazmem w zasadzie 1-sekcyjnego klubu [o Judo nikt już nie pamięta], którego reprezentujący żużlowcy co sezon balansują na cienkiej granicy dzielącej ekstraligę od jej zaplecza.

Co się więc stało na przestrzeni lat, że można mieć tak różne spojrzenie na nie tak w końcu odległą potęgę w polskim sporcie ? Odpowiedź jest złożona. Ja jako obserwator będący swego czasu blisko związany z tą organizacją chcę przybliżyć swój punkt widzenia na tę bulwersującą sprawę.

Kto nie pamięta sukcesów piłkarzy ręcznych Wybrzeża, którzy kroczyli po kolejne tytułu mistrzowskie w hali Stoczni, czy już później w hali miejskiej przy Kołobrzeskiej. Kto nie pamięta ich sukcesów w europejskich pucharach [mecze z Metaloplastiką Sabać utkwiły w mej pamięci do dziś] ? Dziesięciokrotni mistrzowie Polski: 1966, 1984 – 1988, 1991, 1992, 2000, 2001, dwukrotni klubowi wicemistrzowie Europy: 1985, 1986.

Koszykarze ? Przydomek ‘Korsarze’ nie wziął się znikąd. Parkiety były zdominowane przez Gdańszczan. Cała masa reprezentantów i sparaliżowani rywale mający stanąć oko w oko z zespołem Wybrzeża. Mistrzowie Polski z roku 1971, 1972, 1973 i 1978 i zdobywcy Pucharu Polski z roku 1976, 1977 i 1979.

Żużlowcy. Świętowali sukcesy, a nawet jak nie osiągali nie wiadomo jakich wyników, to każdy musiał się z nimi liczyć, bo byli nieobliczalni [7 złotych, 14 srebrnych i 16 brązowych medali w rozmaitych rozgrywkach rangi mistrzowskiej w kraju]. Mówiąc o młodszej historii nie sposób nie wspomnieć o judokach [11-krotni drużynowi mistrzowie Polski i 45 tytułów indywidualnych mistrzów Polski], czy bokserach [21 indywidualnych tytułów mistrza Polski].

Dodać też trzeba, że reprezentujący na co dzień gdańskie Wybrzeże zawodnicy święcili triumfy jako kadrowicze na arenie międzynarodowej.

Jednym słowem Wybrzeże kojarzyło się z ekipą, której każdy się obawiał bez względu na to czy byli to piłkarze ręczni, koszykarze, żużlowcy czy judocy.

Wskazany obraz pokazuje, że klub ten jawił się jako potęga [przynajmniej w skali krajowej]. Obraz ten jednak został bardzo zmącony przez ostatnie 20-lecie. Nadmienię, że dzisiaj z szeregu dyscyplin pozostali jedynie żużlowcy, którzy błąkają się na zapleczu ekstraligowych zmagań.

Wybrzeże Gdańsk od zawsze było klubem specyficznym. Gwardyjski Klub Sportowy jak sama nazwa wskazuje był klubem policyjnym, co swego czasu było nie lada atutem. Czasy się jednak zmieniały, a osoby zarządzające klubem za tymi zmianami zwyczajnie nie nadążały [bądź też nadążać nie chciały] nadal traktując sprawy według ‘starych sprawdzonych zasad’.
Podejście takie było wielce ryzykowne, jednak maksyma ‘żyj chwilą’ przyświecająca włodarzom Wybrzeża zwyczajnie nie pozwalała na spojrzenie w przyszłość. Liczyło się to co tu i teraz.

Efektem działania kolejnych sterników naszego klubu jest fakt, że w 1990 roku z mapy Polski zniknęła sekcja bokserska Wybrzeża. W 1995 roku ‘umarła’ koszykówka, a w 2002 jej los podzieliła piłka ręczna i judo. Pozostałe dyscypliny zniknęły znacznie wcześniej, bo w latach 50-tych i 60-tych.

Osobiście związany byłem z sekcją koszykówki, jednak byłem także bardzo blisko sekcji żużlowej i piłki ręcznej. Wtedy Wybrzeże to była rodzina. Żużlowcy po meczach grillowali na zapleczu warsztatu, dołączali do nich koszykarze i piłkarze ręczni. Dla młodych [jak ja w koszykówce], czy Damian Wleklak w piłce ręcznej, seniorscy mistrzowie byli dostępni – można było z nimi porozmawiać, poprosić o radę, a nawet odbywać indywidualne treningi, których nie zapomnę do końca życia. To było coś.

Pisząc te słowa, dominuje we mnie wielkie rozgoryczenie obecną sytuacją. Piękna sala sportowa, która jeszcze nie tak dawno tętniła życiem dziś niszczeje i pewnie niebawem zostanie zburzona, bo miasto będzie mogło na coraz bardziej atrakcyjnym terenie wykonać inwestycje przynoszące zyski lub zwyczajnie te grunty sprzedać inwestorom [chętni już od dawna są ...].

Ostatnia sekcja funkcjonująca w klubie dogorywa tułając się w ogonie I-ligowej szarzyzny. Bez pieniędzy, bez perspektyw. To wszystko przytłacza, ale i bardzo złości. Zwyczajnie ciężko z takim stanem rzeczy się pogodzić osobom, które kiedykolwiek miały coś bezpośrednio wspólnego z wielkim Wybrzeżem Gdańsk. Czy można to odbudować ? Można, ale do tego trzeba czasu, pieniędzy i wytrwałości kilku zapaleńców, którzy być może kiedyś w tym celu połączą siły. Są przecież nazwiska mogące być magnesem: Bogdan Wenta, Daniel Waszkiewicz, Damian Wleklak, Patryk Kuchczyński, Marcin Lijewski, Artur Siódmiak i wielu innych, których nie wymieniłem – piłka ręczna. Zenon Plech, Jarosław Olszewski – żużel. Świetni niegdyś judocy, czy koszykarze. Z osób tych można stworzyć grupę kilkunastu przedstawicieli, którzy są w stanie zmienić sytuację klubu. Mają bowiem, coś co nieoderwalnie łączy ich z klubem, mają markę i są powszechnie znani. Oczywiście nie obyłoby się bez wsparcia Miasta, które bezinteresownie musiałoby chcieć pomóc w reaktywacji. Ostatnio Gdańsk niestety ‘kuleje’ jeśli chodzi o sukcesy sportowe, a w tak dużym mieście powinny one być jego wizytówką, stąd włodarze Gdańska powinni być przychylni.

Na dzisiaj to tylko mrzonki, ale nam którym los ukochanym czerwono-biało-niebieskim barwom nie jest obcy pozostaje wierzyć, że ktoś mający możliwości zechcę się w to zaangażować i dużym nakładem sił [a pewnie i własnych pieniędzy] zdoła tchnąć życie w umierającą organizację o tak chlubnych tradycjach …

Żal i rozgoryczenie wynikające z utraty tak wielkiej wartości w samej sobie jaką było ówczesne Wybrzeże Gdańsk targa wieloma osobami, które jednak są bezsilne w konfrontacji z brakiem przychylności i wiary osób mogących coś zmienić. Niestety żyjemy w kraju, w którym takie historie przechodzą bez echa. O tym się nie mówi. Tego się nie nagłaśnia. Nie szuka się winnych. W każdym cywilizowanym kraju byłoby inaczej. Czy wyobrażanie sobie, że bez echa z mapy sportowej znika np. w Niemczech HSV Hamburg, czy w Hiszpanii Barcelona ? Czy tam możliwym byłoby zamykanie sekcji po sekcji i totalna degrengolada prowadząca do upadku ? Nie ! Tam nie pozwoliliby na to ludzie prasy, władze miast, czy wreszcie kibice. Tam nikt nie wyobraża sobie braku promocji przez kluby sportowe. Jak jest u nas ?

Obecnie pracuję w klubie koszykówki, próbującym choć w namiastce nawiązywać do tradycji koszykarskich Wybrzeża. Szkolenie dzieci i młodzieży poprzez sport to piękna rzecz, która jednak by była dobrze wykonana należy ją wspierać. Co robi miasto, by ją wesprzeć ? Nic. Co robi okręgowy Związek Koszykówki ? Także nic. Jak chcemy szkolić zdolną sportowo młodzież, jeżeli zależy na tym jedynie garstce zapaleńców ? Odbiegłem nieco od tematu wychodząc na zbyt szerokie ramy problemu, jednak zaznaczyć chciałem że osobom odpowiedzialnym za taki stan rzeczy nie wystarczy ładnie mówić [czy pisać na blogu ...]. Nam wszystkim potrzeba nie pięknych słów, ale działania i ciężkiej pracy wspólnymi siłami.

Sytuacja sportu w kraju wygląda tak jak mój ukochany klub – Wybrzeże. Gigant na słomianych nogach, które coraz bardziej się uginają. Czy go na nich utrzymamy ? To zależy tylko od nas – nie pozwólmy by sprawy bulwersujące, nie do końca jasne, noszące znamiona szytych grubymi nićmi milkły i pozostawały bez echa. Nie możemy się poddawać i oddawać wartości, bo komuś na tym zależy i robi wszystko by swojego dopiąć. Walczmy wzorem najbardziej rozwiniętych sportowo krajów. Ja osobiście z zazdrością patrzę na walkę kibiców Manchesteru United z jego obecnymi właścicielami i mimo, iż wygrywają na razie bracia Glazerowie, to nie wiem jak długo wytrzymają z presją skupionych w jedność kibiców MU. Takie przykłady można mnożyć. Dlaczego tak nie można u nas ? Dlaczego nikomu z mogących coś w tej kwestii zrobić zwyczajnie na tym nie zależy ?

Pomimo okoliczności, które niestety nie wskazują na poprawę wierzę, że kiedyś ktoś podejmie walkę i mój ukochany klub się odrodzi. Dzisiaj cieszę się próbą powrotu do tradycji [jedynie koszykarskiej], jaką jest dla mnie praca w klubie powstającym na niwie wielkiego Wybrzeża i czerpię radość, że chociaż w tej dyscyplinie dzieci z Gdańska mogą się kształcić sportowo.




+ - 0

Artykuł nie został jeszcze pozytywnie zrecenzowany.

Dodaj Komentarz

Zaloguj się aby komentować. Jeśli nie masz jeszcze konta, zapraszamy do rejestracji.

RSS komentarzy

Komentarze: 0